Przeglądasz archiwum Maj, 2013 .
Wyświetlam 1 notkę

Szacunek dla Lokalnych Bogów jako podstawa harmonii

  • Napisane 27 maja 2013 o 18:50

„(…)Każde miejsce czy obszar (góra, las, jezioro itp.) zawsze związane jest z jakimś niewidzialnym dla ludzi strażnikiem zarządzającym energią danego miejsca. Grecy nazywali takie istoty genius loci, w sanskrycie nazywają się one lokapala, po tybetańsku yulha.(…)
Do nich to adresowane są popularne w Tybecie rytuały sang – ofiarowania dymu jałowca czy też oczyszczającego kadzidła w celu zapewnienia pomyślności i oczyszczenia relacji ludzi z miejscem w którym żyją. Ogólnie rzecz biorąc lokapala czują się właścicielami jakiegoś miejsca, niezależnie od tego, co myślą ludzie zamieszkujący dany teren. Ograniczeni swoja ignorancja nie zwracamy uwagi na zwierzęta i duchy żyjące na naszej posesji często zakłócając ich wymiar egzystencji naszymi aktywnościami. Nie ma problemu jeśli w zamian za zniszczenie mrowiska pogryzą nas mrówki, ale jeśli zanieczyścimy wodę, zetniemy stare drzewo, wykopiemy studnię lub fundamenty albo zanieczyścimy powietrze paląc śmieci, sprowokujemy odpowiednio: nagów (wężopodobne potężne duchy związane z wodą), nyen (duchy drzew), szidak (duchy ziemi) i mamo (żeńskie gniewne duchy), a to w konsekwencji może skończyć się poważnymi problemami dla nas, a nawet dla naszych potomków. W razie zakłóceń ze strony owych istot odpowiednio szybko wezwany szaman, bonpo lub lama jest w stanie uratować sytuacje wykonując rytuał uspokojenia/uzdrowienia relacji z duchami.(…)
Wielu ludzi z zachodu zainteresowanych rozwojem duchowym, a nawet buddystów mówi: „wierzę w jakiś rodzaj energii, ale nie w te wszystkie konkretne istoty i duchy”. Ludzie tacy myślą, że jest to nowoczesne i naukowe, psychologiczne podejście do duchowości. Tymczasem nie jest to wyraz naukowości lecz ignorancji i ograniczenia swojego poglądu.(…)”
/http://budda.net.pl/klasy.htm/

Kiedy wiele, wiele lat temu jeden z moich Mistrzów po raz pierwszy tłumaczył mi relacje ludzi z lokalnymi strażnikami i duchami wydało mi się to bardzo interesujące jednak mimo iż miałem zaufanie do tych nauk było to dla mnie czymś bardzo teoretycznym, leżącym poza sferą naszego zwykłego doświadczenia. Mistrz powiedział wówczas między innymi, że lokalni strażnicy, duchy w bardzo dużym stopniu wpływają na nasz umysł, nasze myślenie, stany emocjonalne – powiedział, że w zasadzie 60% naszych myśli emocji jest wynikiem tego wpływu. Pomyślałem wówczas, że to chyba lekka przesada :-) Myślałem: owszem każdy z nas doświadcza nastroju określonego miejsca, czasami ten wpływ jest pozytywny a czasami negatywny i czujemy się wtedy w jakiejś okolicy czy miejscu źle co oczywiście wpływa na nasze myślenie, sposób reagowania i doświadczania, ale przecież wszystko zależy od nas, to my decydujemy. Owszem czasami w określonych okolicznościach możemy doświadczyć bardzo silnego wpływu z którym trudno sobie poradzić, ale to są wyjątkowe sytuacje. Nie za bardzo wówczas rozumiałem sens i znaczenie tych nauk bo nie potrafiłem tego w pełni zrozumieć w odniesieniu do swojego doświadczenia.

Kilka lat później kiedy wróciłem z odosobnienia medytacyjnego na którym pod okiem Mistrza wykonywaliśmy praktyki mające chronić od negatywnych wpływów istot ośmiu klas, mając bardzo zharmonizowany, wyciszony i pełen pozytywnej energii umysł zauważyłem, że ludzie w mojej okolicy zachowują się nerwowo, był to wręcz podręcznikowy przykład prowokacji jednej z ośmiu klas. Mogłem wówczas wyraźnie zobaczyć jak to działa na co dzień.
Pomyślałem, że faktycznie może to stwarzać ludziom pewne problemy, prowadzić do konfliktów, ale z drugiej strony pomyślałem, że jednak ludzie mogą nad tym panować i przezwyciężać to pozytywnym nastawieniem, więc chyba nie jest to aż tak wielki problem.

Rozmawiałem z innymi praktykującymi, którzy mieli podobne doświadczenia oraz obserwacje i dochodziliśmy do wniosku, że owszem jest to pewien problem. Ten wpływ może być pozytywny jak i negatywny, ale chyba nie aż tak duży na co dzień. Owszem jak ktoś mieszka cały czas w miejscu gdzie taki negatywny wpływ jest silny nie jest to dobre dla niego i w pewien sposób go wypacza, ale ludzie dają radę poza skrajnymi przypadkami :-)

Miałem też okazję zetknąć się ze skrajnymi przypadkami tego typu negatywnych oddziaływań jednak tłumaczyłem to sobie, że ci którzy padli tego ofiarą w sumie sami byli sobie tego winni :-)
Rozmawiając na ten temat zazwyczaj patrzyliśmy na to z perspektywy zdrowia – jeśli ktoś mieszka na żyle wodnej czy spędza dużo czasu w miejscu tego negatywnego oddziaływania a przy tym jeśli jeszcze w pewien sposób otwiera się na to czy wręcz to prowokuje to może podupaść w końcu na zdrowiu, ale jeśli nie poddaje się temu to powinien dać radę – większość daje radę :-) Tak mniej więcej na to patrzyłem – jako nie na zbyt duży problem na co dzień :-)

W końcu jednak zacząłem sobie uświadamiać, że problem tego typu negatywnych oddziaływań ma wiele różnych aspektów i wbrew pozorom są to całkiem poważne problemy wobec których większość ludzi jest zupełnie bezradna i częściej niż się to wydaje prowadzi to do ludzkich tragedii. Przy czym w żadnym stopniu nie jest to problem techniczny jak sądzą często ci, którzy się tym zajmują :-)

Weźmy prosty problem „żyły wodnej”. Ktoś mieszka na cieku i ma problemy zdrowotne w końcu orientuje się, że coś jest nie tak zaprasza speca, który zaleca mu jak przestawić łóżko instaluje ekran radiestezyjny, daje jakieś zalecenia i wydaje się, że już po problemie :-)
Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna bo problemy zdrowotne są tylko jednym z aspektów problemu – najbardziej widocznym, ale wcale nie najistotniejszym. Rzeczywistym problemem są złożone, ciągłe interakcje z różnymi aspektami negatywnych energii okolicy, których nie da się załatwić prosto na płaszczyźnie technicznej żadnym ekranem, amuletem czy jednorazowym działaniem :-)
Te interakcje są ciągłe a przy tym ulegają nieustannym zmianom a kiedy zostanie przekroczony pewien próg problem staje się bardzo poważny i trudny do rozwiązania (praktycznie nie możliwy do rozwiązania o ile osoby, których on dotyczy nie uświadomią sobie jego wszystkich aspektów i nie podejmą systematycznych długofalowych działań by sobie z nim poradzić).

Tradycyjnie naucza się, że każda okolica związana jest z mnogością sił duchowych związanych z ziemią, wodą, ukształtowaniem terenu, roślinnością, skałami, górami itd. Ogólnie siły te powinny pozostawać w równowadze i w harmonii z ludźmi zamieszkującymi określoną okolicę. Kiedy tak się dzieje i ta równowaga jest zachowywana i utrzymywana wszystko jest w porządku. Lokalni, strażnicy, duchy miejsc, gór, wód, skał i drzew są zadowoleni i nawet jeśli w określonej okolicy pewne energie są silne nie ma konfliktów i zazwyczaj nie dzieje się nic złego – np. mogą gdzieś być cieki emanujące bardzo mocną energię, ale dopóki potrafimy pozostawać z tą energią w harmonii nie stwarzając zaburzeń to ta energia nie tylko nie musi nam szkodzić, może być nawet stymulująca i pomocna. Rzeczywisty problem pojawia się kiedy ta harmonia ulega zakłóceniu i prawie zawsze zakłócamy ją my (zupełnie nieświadomie) a przy tym ignorujemy zupełnie wszelkie symptomy tego zakłócenia równowagi doprowadzając do stanu kiedy problem staje się nie do opanowania czyli pojawiają się tzw. „prowokacje ośmiu klas”, lokalnych strażników i duchów natury.

Te energie – lokalne duchy, przede wszystkim stymulują różne negatywne stany emocjonalne i podsycają je, te negatywne stany emocjonalne stymulują nasze negatywne myślenie i działania, potęgując je i powodując zaburzenia w naszym umyśle, emocjach i ciele prowadząc do różnych chorób i zaburzeń psychicznych i fizycznych. Stajemy się nerwowi, rozdrażnieni, zaniepokojeni, przygnębieni, zestresowani, łatwo ulegamy negatywnym emocjom i myślom tracąc nad tym zupełnie kontrolę, cierpimy na różne dolegliwości nie mogąc sobie w żaden sposób z tym poradzić ani nie mając pojęcia co się tak naprawdę dzieje.
W takiej sytuacji jedyną rzeczą jaką moglibyśmy zrobić to zacząć kontrolować swoje negatywne emocje, wynikające z nich myślenie i działania uświadamiając sobie, że nie są to w istocie nasze emocje i myśli dążąc w ten sposób do przywrócenia harmonii.
Oczywiście istnieją wspaniałe rytuały i praktyki pozwalające nawiązać kontakt z tymi energiami, uspokoić je i zharmonizować, ale o ile równocześnie nie zostaną uspokojone, zharmonizowane i kontrolowane umysły ludzi, dopóki nie zostanie przywrócona równowaga, działania te będą bardzo krótkofalowe – na dłuższą metę skazane na niepowodzenie bo równowaga zaraz ponownie zostanie zachwiana. Dlatego najważniejszą rzeczą w takiej sytuacji jest praca z własnymi emocjami przez osoby będące ofiarami tego typu prowokacji – bez tego szansa wyjścia z problemu jest prawie żadna.

Ludzie mogą zachowywać się nerwowo, być rozdrażnieni, zaniepokojeni, przygnębieni, zestresowani oraz zachowywać się agresywnie z różnych przyczyn. Mogą przeżywać, trudne chwile w domu, w pracy, mieć jakieś osobiste problemy czy być przepracowani lub ogólnie przemęczeni i to może bardzo negatywnie wpływać na ich nastrój i zachowanie – tak to zazwyczaj widzimy. Jest w tym oczywiście trochę prawdy i takie tłumaczenie satysfakcjonuje nas, ale ani niczego nie załatwia ani w żadnej mierze wszystkiego nie tłumaczy.

Ze swojego doświadczenia każdy może powiedzieć, że był niejednokrotnie przepracowany, przemęczony czy zestresowany, doświadczał różnych problemów i niekiedy w takich sytuacjach faktycznie był nerwowy, czy rozdrażniony, reagował nerwowo, a czasami w pełni zachowywał jasność sądów i nie dawał się ponosić emocjom, z kolei w jeszcze innych sytuacjach zupełnie nie potrafił nad tym panować i ten stan przedłużał się ponad miarę stając się poważniejszym problemem z którego trudno się było wykaraskać.
Oczywiście w takiej sytuacji z reguły winą za wszystko obarczamy nasze problemy, ludzi oraz sytuacje z którymi się stykamy. Kiedy jednak spojrzymy z perspektywy na takie sytuacje z łatwością odkryjemy, że czasami niemal w identycznych sytuacjach nie ma żadnych problemów podczas gdy kiedy indziej te problemy nas zupełnie przytłaczają i nie potrafimy sobie w żaden sposób z nimi poradzić – nawet jeśli intelektualnie uświadomimy sobie, że obiektywnie rzecz biorąc nie są to jakieś niezwykłe, niemożliwe do przezwyciężenia problemy i nie powinny nas one tak totalnie wyniszczać.
Możemy wtedy powiedzieć sobie, że mamy jakieś nerwowe problemy – tyle, że to stwierdzenie w żaden sposób nam nie pomaga. Rzeczywiste problemy tkwią zupełnie gdzie indziej i możemy dojść do wniosku, że tak naprawdę tkwią one w nas.
Jest w tym oczywiście bardzo dużo racji, ale w rzeczywistości jest to tylko jedna strona medalu.

Kiedyś mój znajomy zapytał Mistrza po czym może poznać, że w odpowiednim stopniu rozwinął medytację i poprosić go o kolejne instrukcje. Mistrz odpowiedział mu: „Kiedy rodzina przestanie cię denerwować, ludzie przestaną cię drażnić i stwarzać problemy będzie to znak, że możesz do mnie przyjść i zapytać czy już jesteś gotowy do następnego kroku. Dopóki jednak żona cię wkurza i stwarza problemy, ludzie cię drażnią bo robią niewłaściwe rzeczy możesz mieć pewność, że jeszcze nie opanowałeś podstaw medytacji.”
Mówi to o tym, że to nasz umysł jest niespokojny i przez to postrzegamy tak a nie inaczej rzeczywistość oraz reagujemy na nią negatywnie, że problem tkwi w naszym umyśle a nie na zewnątrz w innych ludziach i sytuacjach.
Kiedy czyjś umysł faktycznie jest spokojny, zrównoważony i ugruntowany to nawet w rzeczywistych problematycznych sytuacjach potrafi zachować równowagę nie ulegając całkowicie negatywnym stanom emocjonalnym. Nie dotyczy to tylko medytujących, ale w mniejszym czy większym stopniu każdego z nas. Kiedy jednak równowaga umysłu ulega zachwianiu nawet drobne problemy mogą całkowicie nas rozbić psychicznie co więcej dostrzegamy problemy nawet tam gdzie ich nie ma jednak dla nas jest to bardzo boleśnie realne.

Każdy naprawdę praktykujący medytację zdaje sobie z tego sprawę i kiedy dostrzega, że jego równowaga emocjonalna ulega osłabieniu intensyfikuje swoją medytacyjną praktykę aby ją przywrócić. Gdyby tego nie robił nie mógłby uważać siebie za medytującego a cała praktyka medytacyjna straciła by sens stając się jakimś dziwacznym fantazmem nie prowadzącym do niczego. Jeśli ktoś tak nie postępuje oznacza to iż zupełnie nie rozumie istoty medytacji, ani ich celu i żyje tylko jakimiś fantazjami.
Oczywiście nie oznacza to wcale, że ktoś praktykujący medytację ma ciągle niezachwianą równowagę emocjonalną :-) Oznacza to tylko, że jest (a przynajmniej próbuje) być świadom stanu swojego umysłu i dąży nieustannie do przywracania i rozwijania tej równowagi bo nie jest to coś co osiąga się i sprawa jest załatwiona :-)
Jednak nawet regularnie i intensywnie medytujący ulegają złudzeniu i nie zawsze jest im łatwo dostrzegać zaburzenia tej równowagi, dlatego podstawową rzeczą jest dla medytujących to w jaki sposób reagują na innych. Kiedy inni zaczynają ich drażnić uświadamiają sobie, że mają poważny problem z którym szybko trzeba coś zrobić :-) Medytujący nie może się oszukiwać, myśląc, że jest przepracowany a ludzie wokół wredni :-) Jeśli tak zaczyna postrzegać to natychmiast zapala mu się czerwona lampka i uświadamia sobie, że ma poważny problem a jego medytacja bardzo osłabła.

Niejednokrotnie w przeszłości zdarzały mi się okresy, że ludzie robili się wredni, zaczynali mnie wkurzać i orientowałem się, że mam poważny problem z którym szybko trzeba coś zrobić :-) W takich sytuacjach zazwyczaj zwiększałem dyscyplinę i ilość medytacji i/lub robiłem jakieś specjalne praktyki stosownie do sytuacji aż ludzie przestawali mnie denerwować :-)
Jedna z takich sytuacji dała mi wiele do myślenia. Byłem na obozie gdzie ciężko pracowaliśmy od rana do wieczora nie mając na nic czasu, byliśmy przemęczeni i ludzie zaczęli sobie skakać do oczu tak, że szybko zrobiło się koszmarnie – panowało potworne napięcie. Zaczęły mi się śnić złe sny, czułem napięcie i podobnie jak wszyscy byłem rozdrażniony, miałem tego dość, ale wydawało mi się, że niewiele mogę zrobić.
Pod koniec tygodnia wypadał specjalny dzień więc wieczorem wymknąłem się do lasu nad potok i zacząłem wykonywać pudżę ofiarną dla lokalnych duchów. Gdy tylko zacząłem poczułem bardzo mocną obecność tych sił aż się zaniepokoiłem – więc skupiłem się mocno na praktyce i pod koniec wszystkie te napięcia odeszły potężną falą a napłynęła potężna pozytywna energia rozlewając się po okolicy. W jednym momencie zniknęły wszystkie negatywne stany umysłu, wypełniła mnie radość, otwartość i spokój. Przez dłuższy czas siedziałem tam szczęśliwy, zadowolony, czując się wolny i odnowiony a mój umysł był czysty i przejrzysty.
Kiedy wróciłem do obozu byłem zaskoczony ludzie byli zrelaksowani, radośni spokojnie żartowali i śmiali się, to potworne napięcie i rozdrażnienie, które sprawiało, że wszyscy skakali sobie do gardeł tego wieczoru zupełnie zniknęło. Tej nocy miałem serię niezwykle przejrzystych i ważnych snów.
Oczywiście od następnego dnia znów stopniowo napięcie zaczęło narastać i po kilku dniach niektórzy wrócili do poziomu wyjściowego, ale nie wszyscy – było zdecydowanie lepiej – przynajmniej niektórzy potrafili zachować podejście z dystansem i humorem dzięki temu dało się przeżyć do końca:-)

To zdarzenie uświadomiło mi, że faktycznie lokalne energie mają bardzo silny wpływ na ludzi, którzy się na ich terenie znajdują i ten wpływ może być o wiele silniejszy, bardziej konkretny i namacalny niż wcześniej sądziłem.
Oczywiście to iż medytacja niekiedy bywa tak udana iż zupełnie uwalnia nas od negatywnych stanów emocjonalnych, że czujemy się odrodzeni zdarza się. Tyle, że medytacja wpływa przede wszystkim na medytującego – oczywiście kiedy medytujący się zmienia może on wpływać pozytywnie na otoczenie jednak to co się wówczas wydarzyło było czymś zupełnie innym – to zmieniło się coś poza mną co bardzo mocno wpłynęło na wszystkich. Doświadczenie to sprawiło, że zacząłem zwracać uwagę nie tylko na swój umysł :-)

Później miałem okazję doświadczyć i zaobserwować wiele podobnych rzeczy. Jedna z takich ciekawych sytuacji miała związek z moją stresującą pracą :-) W pewnym momencie ludzie z którymi pracowałem zaczęli mi działać na nerwy więc aby przywrócić równowagę zacząłem wstawać wcześniej i robić przed wyjściem do pracy intensywną półgodzinną sesję zazen i pomogło :-) Z dnia na dzień było coraz lepiej a po tygodniu nie miałem żadnych problemów z ludźmi, z wyjątkiem jednej osoby :-)
Kiedy tylko ta osoba się pojawiała czułem irracjonalne rozdrażnienie, kiedy znikała wszystko było super :-) Powtarzało się to za każdym razem, kiedy ta osoba się pojawiała mimo iż nie miałem z nią żadnych konfliktów ani jakiś szczególnych relacji. Zauważyłem również, że nie tylko ja tak reaguję na tę osobę, prawie każdy kiedy ona się pojawiała stawał się przy niej poirytowany i nie dawało się tego wytłumaczyć jej zachowaniem – ta osoba po prostu emanowała taki negatywny stan emocjonalny.
Kiedy to zauważyłem postanowiłem zrobić eksperyment. Wykonałem wariant pewnego rytuału, którego celem było odizolowanie wpływu energii tej osoby na innych. Od następnego dnia kiedy ta osoba pojawiała się nie czułem już tego rozdrażnienia i co ciekawsze zauważyłem, że inni też przestali na nią w ten sposób wręcz fizycznie reagować. Nie rozumiałem, dlaczego ta osoba tak wpływała na innych, ale tak po prostu było. Później na przestrzeni lat zetknąłem się z innymi osobami, którzy w ten sam negatywny sposób wpływali na innych choć dalej nie pojmowałem dlaczego tak jest. Po wielu latach odkryłem, że również ma to związek z pewnymi lokalnymi energiami związanymi negatywnie z takimi osobami choć dlaczego to nie wiem do dziś :-)

Innym razem pojechałem coś zawieść do pewnego ośrodka medytacyjnego. Kiedy tam dotarłem grupa praktykujących wykonywała ceremonię ofiarną dla lokalnych strażników – tyle, że coś z tą ceremonią było nie tak :-) Najwyraźniej zamiast uspokajać lokalne energie, drażnili je – wyczuwałem to tak namacalnie, że byłem przestraszony. Szybko dostarczyłem im towar wymigałem się od imprezy i zwiałem :-) Później dowiedziałem się, że to co się tam później działo było dla wszystkich emocjonalnym koszmarem.
Wcześniej jak i później brałem w tym ośrodku udział w podobnych ceremoniach i zawsze było to pozytywne doświadczenie, ale tamtego razu to było coś okropnego.

Mógłbym opisywać wiele tego typu doświadczeń, ale istotne jest tylko to iż przekonałem się iż lokalni strażnicy, duchy związane z określonymi miejscami są bardzo realnym i konkretnym oddziaływaniem wpływającym niezwykle mocno i ciągle na ludzi tam mieszkających. Czasami to oddziaływanie jest pozytywne, czasami wydaje się neutralne a czasami jest bardzo negatywne i wówczas ludzie doświadczają problemów emocjonalnych, stają się rozdrażnieni, zaczynają się kłócić i stwarzają sobie wiele problemów zupełnie nieświadomi sił, które te problemy stymulują a przez to zupełnie bezradni wobec tego co się dzieje.

Oczywiście żyjemy w takiej a nie innej kulturze o określonej filozofii i światopoglądzie dlatego ta wiedza nie ma znaczenia dla zwykłych ludzi, inaczej jednak sytuacja przedstawia się w przypadku praktykujących Bon lub Buddyzm Tybetański. Dla nich ta wiedza powinna być ważna i nie ograniczać się do sfery teorii. Mistrzowie przekazują nam ją i uczą metod pracy na tym poziomie dla pożytku czujących istot a my powinniśmy spróbować zrozumieć to i rozwinąć pewne doświadczenia aby móc realnie zastosować ją aby przynosić pożytek sobie i innym.
Nie chodzi tu jednak tylko o uzyskanie technicznej biegłości w wykonywaniu określonych rytuałów i wykonywaniu ich gdzie i kiedy popadnie, albo jak sobie ktoś o tym przypomni :-) Przede wszystkim ważne jest aby wykonywać tego typu rytuały szczególnie wówczas kiedy zachodzi taka potrzeba oraz aby wykonywać je tak jak należy. Chodzi o to iż wykonując tego typu rytuał konieczne jest rzeczywiste nawiązanie emocjonalnego kontaktu z lokalnymi strażnikami.

Niewielu ludzi posiada zdolność aby rzeczywiście zobaczyć ucieleśnienie lokalnych energii, niekiedy można nawiązać z nimi kontakt w snach lub poprzez sny mogą manifestować się pewne aktywności tego typu energii (wykorzystuje się to min w diagnozowaniu chorób z tym związanych w medycynie Tybetańskiej), w odpowiednich tekstach istnieją również zewnętrzne wskazówki poprzez które manifestuje się stan tych energii można się z nimi zapoznać i próbować je obserwować.
Wielu ludzi jednak wyczuwa intuicyjnie na poziomie emocjonalnym zmiany w tych energiach, szczególnie jeśli są to negatywne zmiany.
Warto na to zwracać uwagę i jeśli zaczynamy czuć, że dzieje się coś niedobrego najlepszą rzeczą jaką możemy zrobić to spróbować nawiązać kontakt emocjonalny z tymi energiami i wykonać ofiarowanie w celu ich uspokojenia i zharmonizowania.

W takim ofiarowaniu najważniejszy jest nasz stosunek do tych istot oparty na szczerym szacunku i czystej, pozytywnej energii podczas gdy sam rytuał jest niejako sprawą drugorzędną. Istnieje wiele tego typu rytuałów i wszystkie są dobre jednak rytuał to nie jest śpiewanie niezrozumiałych tekstów w dziwnym języku, wykonywanie dziwnych gestów i stosowanie bezsensownych symbolicznych ofiar :-)
Oczywiście ofiary są symboliczne, ale ich rzeczywiste znaczenie wynika z naszego emocjonalnego stosunku do nich jak i formy ich przygotowywania, dlatego zawsze przygotowujemy je bardzo starannie z szacunkiem i odpowiednim namaszczeniem najlepiej jak potrafimy – wówczas ta ofiara ma faktyczną wartość.
Musimy też mieć jasną intencję do kogo i w jaki sposób się zwracamy – jeśli to tylko jakaś mętna nieistotna idea i jeszcze do tego nie rozumiemy znaczenia słów które recytujemy utrzymując przy tym błędne idee i nastawienie rytuał może przynieść zupełnie odwrotne efekty od zamierzonego jak w opisanym przykładzie. Dlatego jeśli chcemy wykonać rytuał zróbmy to najlepiej jak potrafimy ze szczerego serca, z czystych intencji a wówczas jego moc stanie się bardzo pozytywna i przyniesie wszystkim bardzo realną korzyść, stanie się czymś cennym.

Nie jesteśmy Tybetańczykami, którzy od dziecka żywią szacunek dla duchów natury, słuchają o nich opowieści i dla których jest to coś bardzo konkretnego, żywego, namacalnego. Pochodzimy z kultury gdzie naturę traktujemy instrumentalnie, często z pogardą i nawet jeśli poznajemy takie nauki jest to dla nas czysty egzotyzm, abstrakcja nawet jeśli przyjmujemy to intelektualnie. Tu jednak nie chodzi o intelektualne podejście, ale o żywe emocjonalne podejście i jeśli naprawdę chcemy z tym pracować aby pomagać sobie i innym nie może to być idea, musimy to rzeczywiście poczuć, zaangażować się w to emocjonalnie a wówczas może się to stać czymś realnym co może naprawdę konkretnie pomóc nam i innym.

Jest to szczególnie ważne, kiedy wykonujemy odosobnienie medytacyjne. Kiedy w tym celu udajemy się do jakiegoś miejsca, może to być miejsce pełne pozytywnych, negatywnych lub neutralnych energii. Niezależnie jakie one są będą one oddziaływać na nas i mogą one nam pomagać lub szkodzić – niezależnie od ich natury – a to może zdecydować czy nasze odosobnienie powiedzie się czy nie i jakie będą dla nas jego efekty. Dlatego uczy się nas, że kiedy rozpoczynamy odosobnienie przede wszystkim musimy nawiązać kontakt z lokalnymi duchami, wykonać ofiarowanie przedstawić się i powiedzieć kim jesteśmy i co zamierzamy robić aby się nie niepokoiły, prosząc je aby nie przeszkadzały nam tylko wspierały naszą praktykę.
To są podstawowe zasady przyzwoitości, że kiedy przychodzimy do czyjegoś miejsca witamy się przedstawiamy i ofiarujemy coś gospodarzom wyjawiając cel naszej wizyty i prosząc aby nam pomogli w naszych zamierzeniach. Jeśli ignorujemy gospodarzy stajemy się intruzem i jest wysoce prawdopodobne, że gospodarze nie będą z tego zadowoleni tylko nastawią się wrogo i będą z nami walczyć :-) Oczywiście my możemy myśleć, że to nasze miejsce i my tu jesteśmy gospodarzami, ale lokalne duchy mogą mieć zupełnie inne zdanie na ten temat a nasza arogancja może ich tylko wkurzyć :-) Dlatego powinniśmy okazać im szacunek i zachowywać się przyzwoicie aby ich nie obrażać i nie stwarzać problemów. Zawsze kiedy przybywamy do nowego miejsca powinniśmy tak postępować zaś szczególnie ważne jest aby właściwie się zachowywać w miejscach gdzie lokalne energie są szczególnie silne. Jeśli tak nie postępujemy możemy napotkać na wiele przeszkód i stwarzać problemy zamiast je uspokajać.


  • RSS