Potęga Wieletów i upadek zachodnich Słowian – krótka historia wielkości zniszczonej zdradą

  • Napisane 29 września 2013 o 15:49

Na początek kilka uwag ogólniejszej natury. Zacznijmy od kronikarzy. W początkach chrześcijaństwa w europie większość tutejszych kronikarzy było duchownymi, dlatego pisali swoje kroniki ze ściśle określonej perspektywy, z pewnym szerszym zamysłem. Określenie ich kronik jako skrajnie subiektywnych, czy propagandowych nie oddaje nawet w części istoty tego czym w istocie są te kroniki. Jedną z cech tych kronik jest np. pomijanie milczeniem niewygodnych faktów tak jakby nie istniały a jeśli się tego nie dało całkowicie zrobić, kwitowano to krótkimi wzmiankami, resztę zaś przedstawiano tak by pasowało to do określonej koncepcji kronikarza, zazwyczaj nie mającej specjalnego związku z rzeczywistością.

W istocie kroniki te można by określić mianem „politycal fiction”, albo raczej opisem tego jak kronikarz by chciał aby wyglądała rzeczywistość. W sumie ogólnie kroniki te w istocie były powieściami fantazy :-)

Mimo to były one najdoskonalszymi dokonaniami propagandowymi w dziejach ludzkości, kształtującymi wizję przeszłości i wpajającymi pokoleniom określone mityczne koncepcje – wpajające nad wyraz skutecznie.

Weźmy słynnego Thietmara z Merseburga. Jego powieść fantazy ukształtowała mit, który zniewolił wszystkich na wieki. Opisuje on czasy bliskie mu, jednak jego opisy nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, tworzy wielki niemiecki mit, który w jego czasach jest czymś zupełnie absurdalnym i nikt w jego czasach ani nawet nieco później nie mógł patrzyć na jego opisy jako na nic innego jak na piękny mit ku pokrzepieniu serc, a jednak ten mit przez wieki stał się częścią przyjętego ideologicznie światopoglądu. Istotne jest to czego nie opisał on w swojej kronice, lub tylko wspomiała mimochodem w kilku zdaniach a co wydaje się niepojęte.

Zacznijmy od Węgrów. W czasach które opisuje luźnie i słabe państewko niemieckie w budowie jest Węgierskim lennem, płaci Węgrom trybut i dodatkowo jest przez Węgrów regularnie pustoszone, palone a ludność wyrzynana. W świadomości mieszkańców Węgrzy są czymś przerażającym, budzącym najwyższą grozę, dlatego każdy rzeczywisty kronikarz (nie bajkopisarz) musiałby poświęcić im znaczne ustępy w kronice, opisać lud, państwo (całkiem bliskie) ich zwyczaje i krzywdy jakich od nich doznawano. U Thietmara znajdujemy tylko nabożny lęk, prawie nie mówi o Węgrach jakby w obawie iż samo przywoływanie myśli o nich może sprowadzić nieszczęście pisze o Węgrach tak:

„Z woli boga i jako Jego mścicieli sprowadzają ich nasze złe uczynki, a my uciekamy przed nimi w panicznym strachu, ponieważ tchórzami jesteśmy z powodu naszej nieprawości. (…)” Uważa ich za bicz boży, mistyczną siłę. Dalej opisuje jak mimo paniki gdy wszyscy chcieli uciekać, król powiedział, że woli umrzeć niż znów tchórzliwie uciekać, grożąc karom tym co uciekną i nagrodę tym co z nim odważą się stanąć. Dalej pisze jak Węgrzy nad rzeką Lech pokonali i zabili wielu wojowników, a księciu Konradowi udało się wydrzeć jeńców „z gardzieli drapieżnego wilka”. W podzięce za to król swój pałac na kościół przerobił modlił się, leżał krzyżem, dziękował bogu itd.

Ponad sto pięćdziesiąt lat później Helmold (zm 1177) już bez zabobonnego lęku opisuje najazd Węgrów:

„Spustoszyli oni nie tylko naszą Saksonię i inne prowincje z tej strony Renu, lecz nawet za Renem leżące kraje, Lotaryngię i Francję (912-915) (…) Ślady tej wściekłości przetrwały aż do naszych czasów.”

Skoro ślady te przetrwały 150 lat trudno sobie wyobrazić jak straszne były spustoszenia dokonywane przez Węgrów co tłumaczy zabobonne przerażenie Thiethmara.

Inną rzeczą o której niemal Thiethmar nie pisze to Wieleci – jest to szczególnie zadziwiające, albowiem jest to najpotężniejszy sąsiad Niemiec, również łupiący ich i zagrażający ich istnieniu, dodatkowo Thiethmar z racji swojej funkcji i bliskości Wieletów musi o nich wiedzieć wiele.

Wieleci byli doskonale znani od stuleci. Spośród ludów Słowian zachodnich – Wenetów wymienia ich już Ptolemeusz. Annales Lauresham pod r 789 notują: „Następnie król Karol ponownie doszedł przez Saksonię aż do Słowian, którzy zwą się Wiliti.”

Wulfstan w przeróbce dziejów świata Orosiusa, sporządzonej dla króla angielskiego Alfreda pisze: „Na północ od Starych Sasów leży kraj Obodrzyców, a ku północnemu wschodowi Wieletowie.”

Geograf Bawarski wymienia: „Wieleci, u których 95 grodów i 4 ziemie (plemiona, ludy).”

Karol wielki w 772r napada na Sasów, złamawszy siły Wikunda, żąda 4,5tys zakładników, kiedy ich dostaje zbrodniczo morduje wszystkich, wojna wybucha na nowo, Karol dalej morduje i chrzci Sasów, wszak zwany był najpobożniejszym lub arcypobożnym. Wojna trwa do 804r kiedy to Karol podbija ostatnich Sasów i styka się ze Slowianami.

W żywocie Karola wielkiego czytamy:

„Wschodni zaś brzeg należy do Słowian… Wśród nich najważniejsi są Weltabowie (Wieleci).”

„(…) po złagodzeniu sporów (z Bawarami) zaczęła się wojna ze Słowianami” (Einhard, Żywot Karola Wielkiego).

Miało to miejsce w 789 roku. Klęska Karola musiała być potworna budząc zwierzęce przerażenie w Karolu który poświęca resztę życia na budową potężnych umocnień mających bronić go przed straszliwymi niepokonanymi, niosącymi śmierć Wieletami. Ta linia obronna zwana Limes Sorabikus zaczynała się u wybrzeży Adriatyku, dalej biegła koło Lintzu brzegiem Dunaju do Ratyzbony, stąd do Norymbergii, dalej na Bamberg, Erfurt i Magdeburg, wzdłuż Sali i Łaby do Bałtyku.

Ibrahim ibn Jakub pisze ponad sto lat później:

„..na zachód od Odry jest szczep należący do Słowian zwany ludem Weltaba (Wieleci)… Wojują z Mieszkiem a ich siła bojowa jest wielka…”

O Słowianach pisze on również:

„Kraje Słowian rozciągają sie od Morza Syryjskiego [Śródziemnego] aż do oceanu na Północy. Ludzie ze środka [Północy] zajmują jednak te same ziemie i żyją do dziś dnia pomiędzy nimi. Oni dzielą się na wiele różnych szczepów [adżnas]. We wcześniejszych czasach byli oni zjednoczeni przez jednego króla, który zwał się Mâchâ. Pochodził on ze szczepu który zwał się Welînbâbâ, i ten szczep urósł w powagę dzięki niemu. Wtedy nastał podział między nimi i ich państwo upadło. Ich szczepy się podzieliły i z każdego plemienia przyszedł do władzy jeden Król. W ten czas mają oni czterech królów: król Bułgarów, Bûîslâw [Bolesław], król (Frâga) [Pragi], Czech i Krakowa, Mescheqqo [Mieszko], król Północy i Nâqûn (Nakon) na samym Zachodzie. Kraj Nâqûna graniczy na Zachodzie z Sasamu i w części z Mermân (Normanowie = Danowie). Jego kraj [kraj Nâqûna] jest tani i bogaty w konie, które z stamtąd sprowadzane powinny być. Są oni uzbrojeni w broń, mianowicie w pancerze, hełmy i miecze.(…)

A co się tyczy kraju Mesko, to [jest] on najrozleglejszy z ich [tzn. słowiańskich] krajów. Obfituje on w żywność, mięso, miód, i rolę orna [lub: rybę] . Pobieranie przez niego [tj. Mieszka] podatki [lub: opłaty] [stanowią] odważniki handlowe. [Idą] one [na] żołd jego mężów [lub: piechurów]. Co miesiąc [przypada] każdemu [z nich] oznaczona [dosł. Wiadoma] ilość z nich. Ma on trzy tysiące pancernych [podzielonych na] oddziały, a setka ich znaczy tyle co dziesięć secin innych [wojowników]. Daje on tym mężom odzież, konie, broń i wszystko, czego tylko potrzebują. A gdy jednemu z nich urodzi się dziecko, on [tj. Mieszko] każe mu wypłacać żołd od chwili urodzenia [dosł. w godzinie, w której się rodzi], czy będzie płci męskiej czy żeńskiej. A gdy [dziecię] dorośnie, to jeżeli jest mężczyzną, żeni go i wypłaca za niego dar ślubny ojcu dziewczyny, jeżeli zaś jest płci żeńskiej [dosł. kobietą], wydaje ją za mąż i płaci dar ślubny jej ojcu. A dar ślubny [jest] u Słowian znaczny, w czym zwyczaj ich [jest] podobny do zwyczajów Berebrów. Jeżeli mężowi urodzą się dwie lub trzy córki, to one [stają się] powodem jego bogactwa, a jeżeli mu się urodzi dwóch chłopców, to [staje się] to powodem jego ubóstwa.”

Al-Masudi (I poł. X w.) „Złote Łąki”, r. 24:

„Tworzą oni różne szczepy, które się wzajemnie zwalczają. Mają oni królów, z których jedni wyznają chrześcijaństwo (…) Drudzy zaś nie posiadają żadnej księgi Objawienia i nie słuchają żadnych przepisów religijnych, ale są poganami, którzy nic nie wiedzą o prawdach wiary.

Tworzą oni liczne narody. Otóż między nimi jest jeden naród, przy którym od dawna, od samego początku była władza; jego król zwał się Madżak. Naród ten zwie się Walinjana (Wieleci). I temu ludowi zwykły się były podporządkowywać pozostałe plemiona słowiańskie, ponieważ ten lud dzierżył władzę i inni królowie jej ulegali.(…)

Pierwszym z państw słowiańskich jest ad-Dir, które posiada rozległe miasta, liczne pola uprawne, rozliczne wojska i przeróżne uzbrojenie.(…)

Temu państwu słowiańskiemu najbliższe jest państwo al-Firag, które posiada kopalnie złota, miasta, liczne uprawy, przeliczne wojska i wielką siłę zbrojną. Państwo to zwalcza Rhomajów, Franków, Bazkarda i inne ludy. A wojna między nimi prowadzona jest ze zmiennym szczęściem. Najbliżej tego państwa słowiańskiego leży państwo Turk (Węgry).”

Jak widać z tych relacji w X w. historia Wenetów, była powszechnie znana i oczywista, dla każdego musiała również być dobrze znana Thietmarowi jednak całkowicie ją przemilcza.

Ibrahim ibn Jakub pisze: „We wcześniejszych czasach byli oni zjednoczeni przez jednego króla, który zwał się Mâchâ. Pochodził on ze szczepu który zwał się Welînbâbâ, i ten szczep urósł w powagę dzięki niemu. Wtedy nastał podział między nimi i ich państwo upadło. Ich szczepy się podzieliły i z każdego plemienia przyszedł do władzy jeden Król. W ten czas mają oni czterech królów: król Bułgarów, Bûîslâw [Bolesław], król (Frâga) [Pragi], Czech i Krakowa, Mescheqqo [Mieszko], król Północy i Nâqûn (Nakon) na samym Zachodzie.”

Tak więc w jego czasach po rozpadzie wielkiego królestwa Wentów było czterech królów Nakon, król Obodrytów, Mieszko król Polski, Król Pragi i Król Bułgarów, zaś wcześniej rządził jeden król wywodzący się z Wieletów. Podobnie wyjaśnia to Al Masudi:

„Otóż między nimi jest jeden naród, przy którym od dawna, od samego początku była władza; jego król zwał się Madżak. Naród ten zwie się Walinjana (Wieleci). I temu ludowi zwykły się były podporządkowywać pozostałe plemiona słowiańskie, ponieważ ten lud dzierżył władzę i inni królowie jej ulegali.”

Obaj utrzymują iż pierwotnie władcą wszystkich Wenetów był władca Wieletów, ale czy aby na pewno? Otóż nazwa Wieletów i Wenetów brzmi bardzo podobnie i łatwo je pomylić lub utożsamić. W czasach Thietmara Wieleci czyli Lucice nie uznają żadnego władcy a jednak czują się silnie związani zarówno z Czechami jak i Obodrytami często ich wspierając. Z kolei Mieszko najwyraźniej rości sobie prawa do całej ziemi ziemi Wenetów jest też władcą największego państwa. Inne źródła również wskazują Polskę a nie Luciców jako prawowitego władcę całości Wenetów. Więcej na ten temat: http://dragontn.blog.pl/2013/04/25/mieszko-i-ostatni-poganski-cesarz-polnocy/

Wracając jednak do Wieletów to jakby nie było po rozpadzie wielkiego imperium Wenetów czyli w czasach Thiethmara stanowią oni militarną potęgę i wspierają zachodnie księstwa, podejmując interwencje kiedy zachodzi taka potrzeba a każda z tych interwencji stanowi realne zagrożenie dla istnienia cesarstwa Niemieckiego. Między innymi w 983 interweniują w sprawie Brenny, nad którą później bezskutecznie próbuję przywrócić kontrolę Mieszko a później Bolesław wspierani przez swoich niemieckich wasali. Interwencja z 1056 i wiele innych. Spośród nich aby uzmysłowić jak to wyglądało przytoczę opowieść Helmolda.

Ponieważ cesarstwo militarnie było nieporównywalnie słabsze od Słowian jedynym sposobem jego działania były próby zjednywania i przeciągania na swoją stronę Słowiańskich książąt poprzez oferowanie im Niemieckich żon, pochlebstwa, roztaczanie wizji władzy absolutnej i indoktrynacji. Tak też było w przypadku Gotszałka syna księcia Uno (Przybigniewa), który wychowywał się na dzikim zachodzie indoktrynowany od dziecka (za zgodą prosaskiego ojca), jednak po zamordowaniu ojca przez Sasów:

„Syn jego Gotszalk, kształcił się w szkołach w Luneburgu. Dowiedziawszy się o śmierci ojca odstąpił od wiary i nauki, a przeprawiwszy się przez rzekę przybył do ludu Winitów. (…) spustoszył całą ziemię Nordalbingów; takiej przy tem dokonał rzezi ludu chrystusowego, że jego okrucieństwo przeszło wszelkie granice. Nie pozostało nic w prowincji Holzatów i Szturmarów ani tez w kraju tych, którzy zwą się Ditmarszami, nic co by uszło jego ręki, prócz najznakomitszych owych twierdz Itzehoe i Bokelnburg.”

Jak widać z tego opisu ekspedycje karne Wieletów przeciw cesarstwu miały charakter wyniszczający i przerażały swymi skutkami a przy tym były stosunkowo częste, tym bardziej dziwi iż Thietmar próbuje pomijać to wszystko milczeniem jakby chciał zapomnieć o istnieniu potężnego sąsiada, pisząc na temat Wieletów nie rozpisuje się na ten temat wyjaśnia to tak:

„Choć wzdragam się mówić o nich cokolwiek, to jednak przedstawię pokrótce, kim są i skąd przybyli, abyś poznał, kochany czytelniku, czczy zabobon i ohydny kult pogański tego ludu.”

Skąd to wzdraganie i nienawiść w końcu pogan wówczas wokół nie brakowało nawet pod samym nosem :-)

Widzimy tu ten sam atawistyczny zabobonny lęk co przed Węgrami i nie sposób się temu dziwić, ale do tego dochodzi bezsilna nienawiść mimo iż to Węgrzy dokonywali nieporównywalnie większych spustoszeń i rzezi a przy tym również byli poganami.

Można to wytłumaczyć tylko w jeden sposób. Tak nienawiść pojawia się tylko w jednym wypadku i jest wynikiem frustracji, jest to nienawiść niewolnika do swojego pana, któremu musi się służyć wbrew swojej woli.

To samo znajdujemy w liście Brunona z Kerfurtu do cesarza bolejącego, że cesarscy żołnierze muszą ginąć pod sztandarami Swarożyca walcząc przeciw chrześcijanom czyli Chrobremu.

W istocie byłą to wojna wasalnych Niemiec przeciw ich prawowitemu władcy Chrobremu któremu koronę cesarską przekazał formalnie Otton III oddając mu tron Karola Wielkiego w Akwizgranie. Mimo iż już Meszko był faktycznym zwierzchnikiem cesarstwa. Była to mądra decyzja Ottona bo tylko potężna Polska mogła chronić istnienie cesarstwa przed Wieletami.

Bunt Niemców przeciw Chrobremu oczywiście możliwy był tylko za sprawą Wieletów obawiających się iż Chrobry spróbuje odzyskać władzę nad pozostałymi księstwami Słowiańskimi otaczając Święty Związek i zagrażając mu bezpośrednio.

Wieleci wzniecili tę wojnę zmuszając do niej Czechów z którymi zawsze trzymali się blisko przeciw Polsce (z wyjątkiem czasów Bolesława Okrutnego) i wciągnęli w to cesarstwo, które zresztą nie miało wielkiego wyboru. Mogło stanąć pod sztandarami swego władcy Chrobrego lub pod sztandarami Wieletów w obu przypadkach skazane było na klęskę jak widać bardziej bali się Wieletów niż Chrobrego.

Thiethmar nie raz daje upust tej swojej frustracji w swojej powieści fantazy, nazywając ekspedycje karne Wieletów „buntami” przemilczając ich przyczyny jak i skutki oraz bezsilność wobec Wieletów – jego pisanie to typowe plucie do butów swemu panu i wyżywanie się w swoich fantazjach zrodzonych z frustracji :-)

Nie dotyczyło to tylko Wieletów i tylko Thietmara, ale te zrodzone z frustracji fantazje po wiekach dały efekt zaszczepiając mit o potężnym cywilizowanym cesarstwie i biednych prymitywnych Słowianach, który pokutuje do dziś mimo iż wszystkie niezależne źródła epoki mówią zupełnie coś innego. Co więcej oczywiste fakty historyczne mówią zupełnie coś innego, mimo to w świadomości większości ludzi ten mit uważany jest za „naukową rzeczywistość” i to nie tylko wśród niemców, ale nawet Słowian :-)

Z Polskiego punktu widzenia szczególnie pod zaborami ten mit służył budzeniu nienawiści i kultywowaniu martyrologii, w czasach komunizmu również był pożyteczny budząc wrogość do naszego odwiecznego wroga który „nas gnębił przez tysiąc lat” bo przy okazji był to wówczas też wróg ideologiczny, zaś teraz w dobie propagandy integracji też jest politycznie potrzebny.

Rzeczywistość była jednak inna prze większość tego tysiąca lat Niemcy były od nas słabsze. Stały się niezależne za tzw. „Kazimierza Odnowiciela” a silniejsze były tylko w okresie rozbicia dzielnicowego i to tylko właśnie przez to rozbicie. Dopiero w okresie rozbiorów – i oczywiście teraz Niemcy są większe i silniejsze od Polski. Jednak w okresie wczesnego średniowiecza było to słabe zagrożone państewko zależne najpierw od Świętego Związku Wieletów a w końcu od Księstwa Obodrytów za czasów Wielkiego Kruta.

Wróćmy jednak do Radogoszczy stolicy Świętego Związku Wieletów Thietmar opisuje to tak:

„Choć wzdragam się mówić o nich cokolwiek, to jednak przedstawię pokrótce, kim są i skąd przybyli, abyś poznał, kochany czytelniku, czczy zabobon i ohydny kult pogański tego ludu.

Jest w kraju Redarów pewien gród o trójkątnym kształcie i trzech bramach doń wiodących, zwany Radogoszcz, który otacza zewsząd wielka puszcza, ręką tubylców nie tknięta i jak świętość czczona. Dwie bramy tego grodu stoją otworem dla wszystkich wchodzących, trzecia od strony wschodniej jest najmniejsza i wychodzi na ścieżkę, która prowadzi do położonego obok i strasznie wyglądającego jeziora. W grodzie znajduje się tylko jedna świątynia, zbudowana misternie z drzewa i spoczywająca na fundamencie z rogów dzikich zwierząt. Jej ściany zewnętrzne zdobią różne wizerunki bogów i bogiń – jak można zauważyć, patrząc z bliska – w przedziwny rzeźbione sposób, wewnątrz zaś stoją bogowie zrobieni ludzką ręką w straszliwych hełmach i pancerzach, każdy z wyrytym u spodu imieniem. Pierwszy spośród nich nazywa się Swarożyc i szczególnej doznaje czci u wszystkich pogan. Znajdują się tam również sztandary (stanice), których nigdzie stąd nie zabierają, chyba że są potrzebne na wyprawę wojenną i wówczas niosą je piesi wojownicy.

Do strzeżenia tego wszystkiego z należytą pieczołowitością ustanowili tubylcy osobnych kapłanów. Kiedy zbierają się tutaj, by składać bożkom ofiary lub gniew ich przebłagać, kapłani jedynie mają prawo siedzieć, podczas gdy inni stoją. Szepcząc sobie wzajemnie tajemnicze wyrazy kopią z drżeniem ziemię, ażeby na podstawie rzuconych losów zbadać sedno spraw wątpliwych. Po zakończeniu tych wróżb przykrywają losy zieloną darnią i wbiwszy w ziemię na krzyż dwa groty włóczni, przeprowadzają przez nie z gestami pokory konia, którego uważają za coś największego i czczą jak świętość. Rzuciwszy następnie losy, przy których pomocy już wcześniej badali sprawę, podejmują na nowo wróżbę przez to niejako boskie zwierzę. Jeżeli z obu tych wróżb jednaki znak wypadnie, wówczas owe plemiona idą za nimi w swym działaniu, jeżeli nie, rezygnują ze smutkiem całkowicie z przedsięwzięcia. Ze starożytności, którą fałszowano przy pomocy różnych błędnych opowieści, pochodzi świadectwo, że ilekroć grożą im srogie przykrości długiej wojny domowej, wychodzi ze wspomnianego wyżej jeziora potężny odyniec z pianą połyskującą na białych kłach i na oczach wszystkich tarza się z upodobaniem w kałuży wśród straszliwych wstrząsów.

Ile okręgów w tym kraju, tyle znajduje się świątyń i tyleż wizerunków bożków doznaje czci od niewiernych, między nimi jednak powyżej wspomniany gród posiada pierwszeństwo. Gdy na wojnę ruszają, zawsze go pozdrawiają; gdy szczęśliwie z niej powracają, czczą go należnymi darami i przez losy oraz przez konia, jak wyżej powiedziano, pilnie badają, jaką ofiarę stosowną winni kapłani złożyć bogom. Niemy gniew bogów łagodzi się ofiarą z ludzi i bydła.

Te wszystkie plemiona, zwane razem Lucicami, nie mają nad sobą jednego władcy. Swoje ważne sprawy roztrząsają na zgromadzeniu w drodze wspólnej narady i, aby przywieźć jakąś sprawę do skutku, muszą wszyscy wyrazić zgodę,

Jeżeli jakiś tubylec sprzeciwia się na zgromadzeniu już podjętym decyzjom, okłada się go kijami, a jeśli stawia jawny opór poza zgromadzeniem, wówczas albo pozbawiają go majątku, konfiskując go w całości lub podpalając, albo też płaci on w ich obecności należną wedle stanu sumę pieniędzy.

Sami wiarołomni i zmienni, od innych jednak stałości wymagają i bezwzględnej wierności. Układ pokojowy umacniają przez podanie prawicy i równoczesne wręczenie obciętego czuba włosów z wiązką trawy. Łatwo jednak dają się przekupić pieniędzmi, by go naruszyć. (…) Unikaj czytelniku stosunków z nimi i ich religią(…).” Warto tu zwrócić uwagę iż miast podobnych do Radogoszczy było w kraju Wieletów wiele o czym świadczą wykopaliska i przez to nie sposób dziś ustalić gdzie dokładnie leżała Radogoszcz. Odkopano już dwa miasta odpowiadające opisowi a miast takich było na terenie Świętego Związku Wieletów około stu. Wróćmy jednak do tego co pisze Thietmar.

Aby zrozumieć o co chodzi w tym dziwnym opisie bajkopisarza Thietmara musimy cofnąć się w przeszłość do legendy tzw. „Karola Wielkiego”. Legenda a właściwie mit również zakorzenił się mocno w świadomości zachodu wypierając, lub przyćmiewając rzeczywistość.

Po upadku Rzymu zniewolone ludy zachodniej europy zostały zostawione same sobie. Setki lat zniewolenia sprawiły iż te ludy niewolników nie potrafiły już funkcjonować samodzielnie, nie było też mowy o powrocie do przeszłości, bo ta została zapomniana a poza tym była to mieszanka różnych zniewolonych ludów. Tak więc po upadku Rzymu pozostała pustka.

Te biedne zniewolone ludy niezdolne były z powodu swej niewolniczej mentalności do stworzenia czegokolwiek, mogły tylko próbować odtworzyć na swój prymitywny sposób to co pamiętali z okresu kiedy władali nimi Rzymscy panowie.

Jak wiadomo, każdy niewolnik chce tylko wybić się ponad innych i gnębić towarzyszy niedoli w imieniu swego pana. Jednak ów pan już nie istniał w rzeczywistości, istniał tylko we wspomnieniach stając się mitem.

W takiej sytuacji różni lokalni kacykowie próbowali dominować nad resztą ludności, przy czym każdy próbował powoływać się na mit ich Rzymskiego pana w imieniu którego mógł niewolić pozostałych. Jednym z takich lokalnych watażków, któremu powiodło się lepiej niż innym był tzw. „Karol Wielki” zniewolił on różne grupki barbarzyńskich plemion władając tymi hordami w imieniu wyimaginowanego Rzymu i trzymając się tego mitu podporządkowywał sobie mniejsze bandy barbarzyńców zmuszając je do służenia sobie.

Cała jego wielkość polegała jakbyśmy dziś powiedzieli na propagandzie i nie była niczym innym jak wydumanymi historyjkami. Wówczas rozpoczęła się zachodnia tradycja bajkopisarstwa propagandowego przekraczająca wszelkie wyobrażenia.

Najbardziej wyrazistym przykładem tej bajkowej tradycji jest słynna pieśń o Rolandzie. Łupieżcza wyprawa na kilka pogranicznych niebronionych wiosek przez tę bandę dzikusów, zakończona szybką ucieczką i wybicie jej przez plemię Baskijskich górali zostało przekute na wielką zwycięską, bohaterską wyprawę przeciw muzułmanom która ożywiała ducha barbarzyńców przez setki lat:-) Tak było ze wszystkim i bajkopisarze stworzyli w ten sposób mit „Karola Wielkiego”, „kontynuatora Rzymu”, „Nowego Cesarstwa” w miejsce rzeczywistej historii, jednego z watażków, który zebrał hordy barbarzyńców i organizował z nimi tchórzliwe łupieżcze wyprawy na kogo się dało.

Ten mit po rozpadzie tej luźnej formacji, przejęły Niemcy i rozwijały w swoim bajkopisarstwie, chociaż w rzeczywistości również były to luźne bandy barbarzyńców tłukące się o łupy – w istocie bezbronni – ich broną były właśnie te bajki, zdrada i kłamstwa, które z mozołem budowali kronikarze bajkopisarze :-)

Te luźne bandy barbarzyńców żyjące blisko granic potężnych starożytnych Słowiańskich księstw czuły się sfrustrowane i zagrożone. Ich niewolnicza mentalność ukształtowana przez wieki Rzymskiego zniewolenia pozwalała im pojmować tylko jedną możliwość, podporządkowanie się panu i przez uległość zapewnienie sobie bezpieczeństwa, pragnęli więc być niewolnikami Słowian aby czuć się bezpiecznie i mieć swojego pana.

Jednak Słowianie nie potrzebowali uległych niewolników, niewolnicze idee były dla nich całkowicie obce i niezrozumiałe. Niewolnicy zupełnie nie potrafili tego pojąć i to napawało ich frustracją.

Rozumowali zgodnie ze swoją niewolniczą logiką, że muszą mieć pana a skoro pan nie chce ich czuli się ciągle zagrożeni i sfrustrowani, dlatego mieli żal, czuli się pokrzywdzeni i nienawidzili Słowian, którzy nie chcieli zostać ich panami zapewniając im poczucie bezpieczeństwa.

Tak niezrozumiała dla nich postawa Słowian budziła strach i zmuszała do poszukiwania ukrytych motywów. Czując strach składali Słowianom haracz, wydawali swoje córki za Słowian i próbowali znaleźć swoje miejsce wśród nich.

Ponieważ księstwa Słowiańskie nie miały systemu niewolniczo hierarchicznego nie potrafili ich pojąć i próbowali im zaszczepić tę obcą Słowianom ideę roztaczając przed ich książętami wizję władzy absolutnej, uciskania poddanych i życia ich kosztem zgodnie z ideami „zachodniej cywilizacji”. Ponieważ było to obce Słowianom nie rozumieli oni tej absurdalnej idei, mimo iż niektórzy książęta pod wpływem swoich Niemieckich żon byli pociągani tą szaloną ideą. Nie miała ona jednak zastosowania do „Świętego Związku Wieletów” państwa demokratycznego a zarazem teokratycznego choć nie we współczesnym znaczeniu tego słowa.

Jak ukazuje sam Thietmar, ważne decyzje w najważniejszych sprawach związku podejmowali i zatwierdzali kapłani Radogoszczy zasięgając rady wyroczni i były to decyzje ostateczne i nieodwołalne tak więc oni w istocie decydowali o polityce i działaniach związku. Jednak zanim to nastąpiło decyzje do zatwierdzenia podejmował powszechny więc starszyzny rodowej i po jej wypracowaniu przedstawiał do zatwierdzenia kapłanom.

Dotyczyło to przede wszystkim decyzji dotyczących całego związku jednak pojedynczy wodzowie za zgodą wiecu starszyzny mogli działać również niezależnie podejmując np. decyzję o wyprawach wojennych na mniejszą skalę, zawierania sojuszów itd. – stąd określony wódz z różnych powodów mógł poprowadzić zbrojną wyprawę na niewielką skalę przeciw Niemcom mimo iż Związek jako całość utrzymywał z nimi pokój.

Większość szumnie przez kronikarzy nazywanych wojnami wydarzeń było w istocie tylko lokalnymi zatargami cesarstwa z określonymi wodzami przekuwanymi zgodnie z propagandową tradycją przez bajarzy Niemieckich w heroiczne spory identycznie jak miało to miejsce w pieśni o Rolandzie :-)

Do tego właśnie odnosi się dziwne stwierdzenie Thietmara: „Sami wiarołomni i zmienni, od innych jednak stałości wymagają i bezwzględnej wierności. Układ pokojowy umacniają przez podanie prawicy i równoczesne wręczenie obciętego czuba włosów z wiązką trawy. Łatwo jednak dają się przekupić pieniędzmi, by go naruszyć.”

Cesarstwo niejednokrotnie zabiegało o wsparcie określonego wodza zjednując go darami czy różnymi obietnicami. Ogólnie związek nie patrzył na te praktyki przychylnie, jednak tolerował je, najłatwiej zrozumieć to na konkretnym przykładzie opisanym przez Helmolda, który ostatecznie zakończył się interwencją Związku – karną wyprawą przeciw wiarołomnemu cesarstwu:

„Mściwój prosił o oddanie mu za żonę siostrzenicę księcia Bernarda, co ów mu obiecał. Wtedy książę Winulów (w rzeczywistości ni był to książę lecz jeden z pomniejszych wodzów Wieleckich) chcąc się okazać godny małżeńskiego związku, (w rzeczywistości był to typowy układ, transakcji powszechna w tamtych czasach oddanie dziewczyny za pomoc zbrojną) podążył z księciem do Italii z tysiącem jeźdźców; tam zginęli oni prawie wszyscy. Gdy zaś powrócił z wyprawy i zażądał obiecanej mu dziewczyny, margrabia Teodoryk unicestwił jego zamiar oświadczając mu, że krewnej książęcej nie należy dawać za żonę psu. Gdy to ów uslyszał oddalił się mocno wzburzony. (…) poszedł do miasta Retry, które leży na ziemi Luciców. Zwołał wszystkich Słowian zamieszkałych na wschodzie, opowiedział im o doznanej obeldze i stwierdził, że Słowianie w języku saskim zwą się psami.

Atoli oni mu rzekli: „Słusznie cierpisz, ponieważ gardziłeś swoimi współplemieńcami, a uwielbiałeś Sasów, lud wiarołomny i chciwy. Zaprzysiąż więc nam, że ich opuścisz, a wtedy staniemy za tobą.” Złożył im też rzeczywiście przysięgę.(…)

Słowianie korzystając z okazji zgromadzili wojsko, spustoszyli najpierw całą Nordalbingię, następnie (…) popalili wszystkie kościoły i zrównali je z ziemią. (…) Zaś margrabia Teodoryk (…) został zrzucony z urzędu i pozbawiony wielkiego majątku, a będąc prebendarzem a Magdeburgu zginął nieszczęsną śmiercią tak jak na to zasłużył.”

Pomijając bajkopisarstwo i upiększenia Helmolda jego opis odnosi się do kolejnej interwencji Wieletów (wcześniejsza miała miejsce w 983 przywracając min zwierzchność Wieletów nad wiarołomną Brenną) z 10 września 1056 kiedy to nad rzeką Przecława unicestwiono armie cesarstwa.

“Barbarzyńcy, których zwą Lutykami, zadali wielką klęskę chrześcijanom [Niemcom], z których jedni polegli od miecza, inni w ucieczce potonęli. Między nimi zginął Wilhelm, margrabia Marchii Północnej, w pobliżu grodu, który zwą Przecława, położonego nad brzegiem Łaby w miejscu, gdzie wpada do niej rzeka Hawela (Hobola)…” {Annales Sax. r. 1056).”

liczebność totalnie rozgromionej armii saskiej – ok. 34 000 ludzi. Czyli więcej, niż liczyła armia krzyżacka pod Grunwaldem.

“der größte teil des gesamten sächsischen heers wurde mit etwa 34.000 soldaten aufgerieben und mit selber nachricht verstarb heinrich der II an herzversagen.”

http://dussak.de.tl/-Geschichte-,-Urspr.ue.nge,-Vorfahren–von-mir–.–.–.–.–.–.–.-.htm

W wyniku tej karnej interwencji Związku cesarz Heinrich III (podobnie jak zmarł wcześniej cesarz niemiecki, Otto II na wieść o ekspedycji 983 w wyniku której cesarstwo w nadziei na przetrwanie oddało się pod opiekę Mieszka I – Otto II obawiając się Wieletów usynowił Chrobrego i zapewnił sukcesję synowi Ottonowi III powierzając go opiece Mieszka zarazem wyznaczając Chrobrego na następcę Ottona. Interwencja Wieletów niewątpliwie miała z tym związek) z przerażenia bojąc się, że Związek ostatecznie postanowi położyć kres istnieniu cesarstwa. Przerażenie to objęło wszystkich w cesarstwie i skłoniło ich do podjęcia rozpaczliwych działań powiedzmy „dyplomatycznych” będącą w ich mniemaniu jedyną szansą na ocalenie cesarstwa, jako iż militarnie cesarstwo w żaden sposób nie było w stanie stawić oporu Związkowi.

Działanie to polegało na użyciu wszystkich wpływów w Związku (przede wszystkim wśród wszystkich podobnych do opisanego przez Helmolda wodzów „gardziłeś swoimi współplemieńcami, a uwielbiałeś Sasów, lud wiarołomny i chciwy” by doprowadzić do wewnętrznych konfliktów w nadziei iż związek rozerwany wewnętrznymi konfliktami nie zlikwiduje cesarstwa). Te rozpaczliwe działania zakończyły się sukcesem doprowadzając do wojny domowej i rozpadu związku jednak nie zażegnuje groźby biologicznego unicestwienia cesarstwa. Ponieważ wydarzenia te mają związek z późniejszym upadkiem Radogoszczy poświęcę im tu nieco uwagi. Helmold pisze o tym:

„W owych dniach powstało wielkie poruszenie we wschodniej części krainy Słowian, toczących między sobą wojnę domową (1057). Ci którzy nazywają siebie Lucicami, albo Wieletami, składają się z czterech plemion. Z nich to jak wiadomo Chyżanie i Czerepianie z tej strony Piany, Redarowie i Tolężanie z tamtej. Wśród nich powstał ostry spór o Hegemonię. Albowiem Redarowie i Tolężanie z powodu znacznej starożytności swego miasta, w której się pokazuje wizerunek Radogosta, chcieli dzierżyć władzę naczelną (…) Gdy więc wzburzenie z wolna przybierało na sile, doszło w końcu do wojny, w której po bardzo krwawych walkach Redarowie i Tolężanie ponieśli klęskę. Wojnę wznawiano potem drugi i trzeci raz, ale te same plemiona ponownie zostały starte przez przeciwników. Legło wówczas po jednej i drugiej stronie tysiące ludzi, a zwycięzcami zostali Czerepianie i Chyżanie, którym konieczność narzuciła wojnę.”

Warto tu zwrócić uwagę iż to plemiona skupione wokół stolicy Radogoszczy wszczęły wojnę co nie powinno dziwić jako iż to właśnie w stolicy skupieni byli wodzowie marzący na wzór Sasów o władzy absolutnej, mający Saskie żony, tam też byli Sascy kupcy jak i ci spośród Sasów, którzy szukali schronienia u Wieletów, tam też skupiało się bogactwo związane z Radogoszczą. Unicestwienie sil cesarstwa przydało też miru wodzom nie trudno więc było pobudzić ich ambicję by sięgnęli po większą władzę. Warto przy tym zwrócić uwagę iż nie było to zgodne z tradycją ani religią i musiało się obywać bez aprobaty kapłańskiej o czym świadczy również przebieg dalszej części wojny domowej.

„Redarowie i Tolężanie walczący dla zdobycia sławy ogromnie wstydzili się swojego niepowodzenia, przeto przywołali na pomoc najdzielniejszego króla Danii i saskiego księcia Bernarda, jak i księcia Obodryckiego Gotszałka, wszystkich z wojskiem. Żywili też na własny koszt w ciągu sześciu tygodni tę wielką armię.”

Oczywiście nie jest możliwe aby ściągnięcie armii wrogów chrześcijan przeciw współplemieńców odbyło się za zgodą kapłanów Radogoszczy, ale oczywiście nie można również było przeciw kapłanom otwarcie wystąpić tym niemniej w tym momencie losy Radogoszczy zostały już przypieczętowane. Ostatecznie zjednoczone siły pod wodzą Redarów odniosły zwycięstwo po ciężkich bojach, jednak było to pyrrusowe zwycięstwo, doprowadzające do rozpadu Świętego Związku Wieletów. Ostatecznie Czerepianie i Chyżanie przyłączyli się do księstwa Obodrytów rządzonego przez zdradzieckiego prosaskiego zwyrodniałego księcia, ostatecznie doprowadzając do jego obalenia, unicestwienia początków chrystianizacji przezeń prowadzonej i kolejnej karnej ekspedycji przeciw cesarstwu.

Aby zrozumieć co się wówczas stało musimy cofnąć się do historii Gotszalka, który po pomszczeniu ojca z pomocą Wieletów zdradza Słowian przyłączając się do niedobitków Sasów, które schroniły się w twierdzach Itzehoe i Bokelnburg. Początkowo proponuje Sasom wprowadzenie Słowiańskich wojsk w zasadzkę, jednak Sasi drżąc z trwogi odrzucają propozycję nie widząc żadnych szans na sukces. Gotszalk oddaje się w ich ręce za co zostaje hojnie wynagrodzony jak podaje Helmold, po czym udaje się na dwór Duńskiego Króla Kanuta Wielkiego. Służąc mu wiernie przez 14 lat podczas walk w Normandii i Anglii zyskuje jego wielką przychylność a w końcu rękę córki Kanuta Sigridy.

Po zdradzie i ucieczce Gotszałka w kraju Obodrytów wiec obwołał królem Racibora, który porządkuje księstwo. Pięciu z jego ośmiu synów zostaje książętami pięciu plemion – ludów. Przez czternaście lat swoich rządów utrzymuje pokojowe stosunki z Wieletami, Sasi nie stanowią zagrożenia, nawet Duńczycy na których dworze przebywa zdradziecki Gotszalk zachowują spokój obawiając się potężnego księcia.

Spokój trwa do 1043 r. kiedy to Duńczycy pod wodzą Magnusa organizują ogromną wyprawę przeciw niezależnej warowni Jamsborg. Po wielotygodniowej zaciętej walce Jamsborg ulega całej potędze Dani i zostaje zdobyty, jego obrońcy zostają wybici a twierdza zrównana z ziemią. Zachęcony Kanut natychmiast uderza i zdobywa na Wolin:

„Wolin miasto bogate w towary wszystkich narodów, posiadał wielkie przyjemności i rzadkości… Król duński z ogromną flotą przybywszy to najbogatsze miasto w perzynę obrócił(…)” Helmold

Usłyszawszy o złupieniu Wolina Racibor rusza w pogoń za Duńczykami dochodzi do wielkiej bitwy w której Obodryci zwyciężają, nieszczęśliwie ginie w niej Racibor co wprowadza zamieszanie w szeregów Obodrytów, wykorzystując to Duńczykom udaje się umknąć.

Synowie Racibora by pomścić śmierć ojca organizują wyprawę przeciw Dani najeżdżają Aros i Helganos zrównując je z ziemią jednak okazuje się iż Magnus już wyjechał do Roskilde. Tam dowiaduje się o najeździe i dzięki zdradzieckiemu Gotszałkowi udaje mu się zastawić pułapkę na powracających Obodrytów na ich tajnym szlaku. Zaskoczeni podczas przetaczania statków pod Hedeby Obodryci po zaciętym boju zostają pokonani – w bitwie giną wszyscy synowie Racibora w wyniku czego jedynym pretendentem do tronu zostaje zdradziecki Gotszałk. Powraca on do kraju pogrążonego w anarchii i w 1043 roku z pomocą Duńczyków odzyskuje tron.

Otaczając się Duńczykami i Sasami rozpoczyna intensywną Chrystianizację Obodrytów. W roku 1057 wraz z Duńczykami i Sasami staje na ich wezwanie po stronie Redarów w wojnie domowej pomiędzy plemionami Związku Wieleckiego. W wyniku tej akcji przyłączył do swego państwa ziemie plemion Chyżan i Czerezpienian, które odłączyły się od Związku Wieleckiego co ostatecznie pieczętuje jego zgubę.

Wieleci nie tolerowali nowej religii, nawiązali kontakty ze szwagrem Godszałka Blusem – jedynym poganinem z rodu książęcego i zorganizowali zamach stanu usuwając zdrajcę Gotszałka w grodzie Łączyn 7 czerwca 1066 roku oddając władzę Blusowi w zamian za usunięcie obcych i ich religią.

„Poniósł zaś ten drugi Mahabeusz męczeńską śmierć w mieście Leontium, które też nosi drugą nazwę Łączyn, 7 czerwca i to wraz z księdzem E, który został złożony w ofierze na ołtarzu, Opponem jak też i wraz z wielu innymi, tak świeckimi jak i duchownymi, którzy dla Chrystusa ponieśli rozmaite męczarnie. (…) Starego biskupa Jana ujętego wraz z innymi Chrześcijanami w Mechlinie, zachowano przy życiu do chwili triumfu. (…) Odciętą głowę poganie wbili na dzidę i na znak zwycięstwa ofiarowali swojemu Bogu Radogostowi. Działo się to w stolicy Slowian Retrze, dnia 11 listopada. Córkę króla Duńskiego wypuszczono wraz z innymi kobietami z miasta Obodrytów Machlina. (…) Słowianie przeto odniósłszy zwycięstwo spustoszyli cała ziemię Hamburską ogniem i mieczem, zaś prawie wszystkich Szturmarów i Holzatów zabito, albo uprowadzono w niewolę. Gród Hamburg zniszczono doszczętnie, a na pośmiewisko naszego zbawiciela ścięli nawet krzyże. Również w tym samym czasie Szlezwig… bardzo bogate i ludne miasto plemion Załabskich, leżące na krańcach Duńskiego królestwa, został przez niespodziewany wypad Słowian w całości zniszczony. (…) Tak więc wszyscy Słowianie sprzysiągłszy się ze sobą wrócili z powrotem do pogaństwa, zamordowawszy tych wszystkich, którzy obstawali przy wierze.(…) Doszło do tej zawieruchy w kraju Słowian w roku 1066 (…).”/Helmold/

„Nim pierwsze chłody jesienne ogołocą z liści drzewa, od Odry do Łaby, od wybrzeża morskiego do południowej granicy, nie masz ani jednego żywego Duńczyka czy Sasa, ani jednego kościoła czy krzyża.”

Do 1067 r Obodryci plądrowali Sasów, ich pochód zatrzymała zima gdyż nie zwykli wojować w zimie. Zrozpaczeni panowie i biskupi cesarstwa nie widząc żadnej realnej szansy ratunku opracowują ostatni rozpaczliwy plan. W porozumieniu z proniemieckimi zdradzieckimi wodzami Redarów przygotowują zimowy rajd na Radogoszcz. Zimą 1067 na 1068 zdrajcy mają przeprowadzić bezpiecznie przez swoje ziemie odział pod wodzą – biskupa Burchard z Halberstadt, usunąć oddziały broniące Radogoszczy i zapewnić mu bezpieczny powrót. Niemcy liczą iż zniszczenie Radogoszczy załamie ducha Słowian zapobiegając kontynuacji na wiosnę ofensywy ratując w ten sposób Niemcy przed ostateczną zagładą.

Słowiańscy zdrajcy liczą iż ostatecznie uwalniając się od kapłanów Radogoszczy uzyskają pełnię władzy na ruinach wschodniej części Związku Wieletów – podobny scenariusz miał miejsce później na Ranie.

Jednak mimo zniszczenia świątyni w Radogoszczy niemiecki cel nie został osiągnięty. Wieść o zniszczeniu świątyni w Radogoszczy wprowadza chaos i powstrzymuje ofensywę jednak nowo wybrany przez Wiec władca Krut z Rany syn Grina (wybrany po zamordowaniu przez Budziwoja Blusa) szybko opanowuje sytuację.

Synowie Godszałka zostają wypędzenia a grody dające im schronienie spalone. Budziwój ucieka do Sasów, zaś Henryk do Duńczyków.

Budziwój na czele doborowych wojsk niemieckich próbuje najeżdżać księstwo licząc na wsparcie zwolenników i odzyskanie władzy, jednak wszelkie próby kończą się klęskami. W 1074 Krut ostatecznie wciąga w zasadzkę wojska niemieckie na których czele stoi Budziwój w grodzie Płonie wyrzynając ich w pień karze ich za gwałty na mieszkankach miasta.

„Dnia 8 sierpnia 1071 r. zginął Budziwój i cały kwiat rycerstwa Bardów pod warownią Płońsk. Spotężniał Krut i dzieło rąk jego I otrzymał władzę nad całą ziemią Słowiańską, a siły Sasów zostały starte. Oni sami pod władzę Kruta przeszli i dań mu płacili, oni to jest cały kraj Nordalbingów(…) Wszystkie te ludy przez cały czas rządów Kruta znosiły najsroższe jarzmo poddaństwa. …W owych czasach wiele rodzin Holzackich powstało i przebywszy rzekę Elbę, poszło bardzo daleko, szukając sobie dogodnych siedzib, gdzie by zawziętości prześladowania uniknąć mogli.”/Helmold/

Pod władzą wielkiego Kruta księstwo Obodrytów stało się w tym okresie następcą Świętego Związku Wieletów – przeżywa okres największego i ostatniego już rozkwitu w historii kontrolując cesarstwo jak i Danię. Centrum religijnym Obodrytów staje się Rańska Arkona – w 1071 powierza swe królestwo Arkonie – pod opieką i błogosławieństwem Świętowita za rządów wielkiego Kruta, upływa dwadzieścia lat pod znakiem błogiego pokoju nie znanego wcześniej. Jest to pokój oparty na potędze Kruta przed którym z trwogą drżą Niemcy jak i Duńczycy. Niemcy nie marzyli nawet by uwolnić spod Jego twardej władzy Sasów również strwożona Dania nawet nie myślała by w jakikolwiek sposób przeciwstawić się potężnemu Krutowi mimo iż przebywał tam Henryk Goczałkowic – ten ostatni zdawał się pogodzić ze swoim losem – atoli drżąc przed potężnym Krutem świat chrześcijański jak zwykle nie ustawał w zdradzie i podstępach, tak było i tym razem.

Kiedy Krut był już stary w wyniku misternych, długofalowych zabiegów udało się podstępnie umieścić w jego łożu młodą chrześcijankę. Rzecz jasna chrześcijanka ta musiała ukrywać kim jest, ale ważne iż udało jej się zostać żoną Wielkiego Kruta.

Stary król ulegając wdziękom młodej żony za jej namową zgodził się pogodzić z Henrykiem i pozwolił powrócić mu bezpiecznie do ojczyzny zaś zdradziecka żona została kochanką Henryka i wspólnie udało im się zdradziecko zamordować Króla na uczcie.

Po śmierci Kruta młoda wdowa została władczynią Królestwa pogrążonego w smutku po śmierci wspaniałego władcy i nim upłynęła żałoba wyszła za mąż za swego kochanka Henryka czyniąc go w ten sposób nowym władcą królestwa i skazując w ten sposób Słowian połabskich na ostateczną zagładę, ale to już inna historia :-)

1 komentarz do Potęga Wieletów i upadek zachodnich Słowian – krótka historia wielkości zniszczonej zdradą

  1. ~opolczyk pisze:

    Dobrogoście,
    niemieckie cesarstwo było rzeczywiście „kolosem” na glinianych nogach i jego losy parokrotnie wisiały na włosku. Mnie aż serce kroi się, gdy pomyślę, ileż to było możliwości, aby żydłackie cesarstwo dobić. Znacznie groźniejszym przeciwnikiem był żydłacki kler, któremu nadjordańska dżuma dawała ogromną władzę i bogactwa. Wyćwiczeni byli w intrygach, oszustwcah, podstępach, w skłócaniu przeciwnika, w propagandzie i manipulacjach. Znaleźli garstkę zdrajców, sporo głupców i manipulując nimi, mamiąc ich autokratyczną władzą podbijali kawałek po kawałku Słowiańszczyznę. Co dziwne – słowiańscy zdrajcy/kolaboranci nie zauważali, iż stają się „zakładnikami” kleru i wasalami papiestwa, rządzącymi z łaski Watykanu.
    A tak niewiele trzeba było wówczas, aby tę nadjordańską dżumę dobić i oczyścić z niej Europę, utrwalając pogaństwo na zawsze.

Dodaj komentarz


  • RSS