Góra Króla Węży

  • Napisane 30 lipca 2015 o 01:02

Kilka lat temu szukając informacji i legend związanych z dawnymi miejscami kultu natknąłem się na informację na temat góry „Króla Węży”. Dowiedziałem się iż istniała góra „Króla Węży”, która była związana z przedchrześcijańskim kultem i wraz z chrystianizacją u jej podnóża zbudowano słynne sanktuarium do którego tłumnie ciągnęli pielgrzymi, do tego stopnia iż miejsce uzyskało sporą sławę – szczególnie słynęło z odwiedzających go tłumnie „dziadów”, którzy przed odwiedzeniem sanktuarium szli na górę „Króla Węży” co zapewniało im wielkie datki i pomyślność. Nie wiedziałem wówczas gdzie dokładnie znajdowało się to miejsce, ale pomyślałem, że w przyszłości może warto było by się tam wybrać.

Niedawno dowiedziałem się z audycji radiowej gdzie dokładnie znajduje się to miejsce i jak obecnie nazywa się góra „Króla Węży”. Powiedziano również iż legenda mówi iż było tam dawne miejsce kultu na którym zbudowano kościół by przegnać „Króla Węży” a teraz znajduje się tam kapliczka. Pomyślałem iż warto się tam wybrać a w kilka dni później tak się złożyło, że przyjechała znajoma i pojechaliśmy w to miejsce. Tam dowiedziałem się, że istotnie kiedyś był tam kościół, słynne miejsce pielgrzymek, ale został przeklęty i sczezł a o wiele później wybudowano kapliczkę w innym miejscu, gdzie stoi do dziś.

Wyruszając tam oczywiście o tym nie wiedziałem i kiedy wszedłem na szlak skierowałem się w stronę kapliczki, błędnie sądząc iż to tam było miejsce kultu. Idąc dróżką poczułem w pewnym momencie iż wchodzę w miejsce mocy mniej więcej w tych okolicach:

(zdjęcie zrobione przy charakterystycznej tablicy nieopodal miejsca gdzie poczułem iż wchodzę w pole mocy) To pole mocy ciągnęło się przez jakiś czas mojej wędrówki a skończyło się mniej więcej tu:

(zdjęcie zrobione przy charakterystycznej tablicy nieopodal miejsca poczułem iż wychodzę z pola mocy)

Dalej ciągnęła się droga do kapliczki całkiem ładna, malownicza trasa, miejsce gdzie stoi kapliczka i rzekoma 900 letnia lipa. Sama kapliczka niespecjalna, choć w ładnym miejscu, dlatego tę część pominę jako nie mającą żadnego związku z Królem Węży – jednak przy kapliczce jest tablica z opisanymi skrótowo legendami z której min można się dowiedzieć iż trzeba zawrócić aby odnaleźć miejsce gdzie stało dawne sanktuarium co i uczyniłem :-) Oto miejsce gdzie wedle opisu stało dawne sanktuarium chrześcijańskie wybudowane na pochybel Królowi Węży, które sczezło w wyniku klątwy :-)

Miejsce to znajduje się pomiędzy opisanymi punktami a więc w obrębie pola mocy aczkolwiek nie próbowałem wnikać gdzie dokładnie mogło ono stać bo i po co :-) Bardziej interesowała mnie tytułowa góra Króla Węży, która wedle opisów powinna być gdzieś w pobliżu jako iż sanktuarium wybudowano u jej stóp – ruszyłem więc w górę i stopniowo wspiąłem się na jej szczyt po drodze podziwiając widoki.

Na szczycie zrobiłem sobie medytację, ale śladów obecności Króla Węży nie stwierdziłem nie zniechęciłem się jednak bo nigdzie nie było powiedziane, iż mieszkał on na szczycie, a jedynie iż zimą schodził i mieszkał w jakiejś chacie na dole i budził grozę a kiedy chata z czasem zniknęła gdzieś poszedł i od tego czasu go nie widywano :-) Niestety nie było napisane gdzie dokładnie stała ta chata więc nie wiadomo gdzie jej szukać – a może to nie była chata tylko chram?

Kiedy medytowałem na szczycie usłyszałem grzmoty, odgłosy nadciągającej burzy więc postanowiłem szybko zejść na dół i w tym celu wybrałem prostą ścieżkę która mnie zaintrygowała i w świetle mojej orientacji w terenie powinna prowadzić do miejsca wyjścia i choć była ona stroma zacząłem nią schodzić. Kiedy nieco oddaliłem się od szczytu poczułem bardzo silną obecność mocy i kiedy się jej przyjrzałem odczułem mocne przekonanie iż to było właśnie miejsce obecności króla węży, a przy okazji wyjaśniło mi się po części pewne niezwykłe odczucia związane z obecnością mocy jakie miałem na początku mojej wyprawy.

Otóż kiedy wszedłem w pole mocy wyraźnie odczułem i zobaczyłem, że jest to coś dziwnego jakby nakładały się tu dwa odmienne rodzaje mocy z których jedna była wyraźnie osobowa, drugiej zaś nie potrafiłem jasno zidentyfikować na pierwszy rzut oka – do tego były też tam jakieś inne ślady, które były niewyraźne – pomyślałem wówczas iż niewątpliwie jest to miejsce mocy, ale na pewno nie jest to święte miejsce i na pewno nie chciał bym mieć niczego z tego miejsca.

Zastanawiając się nad tym pomyślałem wówczas iż ta dominująca osobowość z odcieniem żółtego i zieleni może być owym legendarnym „Królem Węży”, ale w rzeczywistości chyba nie ma żadnego związku z jakimkolwiek królem węży a przy tym nie miałem ochoty sprawdzać kim w istocie jest ta istota. Choć nie była to zła istota i nie miała związku z chrześcijaństwem, jednak to niewyraźne tło miało związek z dawnymi pielgrzymami i ta istota niewątpliwie miała z nimi związek jakby była władcą tego miejsca i kult bawił ją a przy tym płatała im figle. To jakaś potężna istota i wolałem się trzymać od niej z daleka :-)

Kiedy odnalazłem schodząc z góry miejsce w którym przebywał król węży stało się dla mnie jasne, że ta druga energia, którą wyczułem w polu mocy bez wątpienia była właśnie tą energią i to była energia Króla Węży – przy czym Król Węży również nie był istotą z którą chciałbym się bliżej poznać więc wolałem tego bliżej nie badać :-)

Doszedłem do wniosku iż miejsce to faktycznie jest miejscem mocy związanym z jakimś rodzajem przedchrześcijańskiego kultu, jednak nie było to miejsce kultu Wielkich Dawnych Bogów, ale jakiś lokalny kult związany z potężnymi „światowymi” istotami, które manifestują się w tym miejscu – w poglądzie Tybetańskim jakiś lokalnych bóstw czy potężnych światowych istot nie będących wrogich ludziom, ale nie kierujących się altruizmem czy troską o ludzi tylko realizujących własne cele :-)

Ogólnie wyprawa była owocna i skłoniła mnie do pewnych przemyśleń i wniosków związanych z poprzednią wyprawą sprzed kilku tygodni na którą wyciągnęli mnie znajomi aby poszukać pewnych miejsc związanych z naszą przeszłością. Przyznam, że na poprzednią wyprawę pojechałem bez entuzjazmu z kilku powodów. Po pierwsze celem wyprawy były pewne wykopaliska archeologiczne na których znaleziono masę rzeczy związanych z kulturą sprzed ponad tysiąca lat – tyle, że te wykopaliska miały miejsce w latach siedemdziesiątych i nie udało nam się ustalić nawet w przybliżeniu ich lokalizacji. Nie znając ich lokalizacji szukanie ich w sporym lesie porastający stok sporej góry nie daje realnych szans na sukces :-)

Po drugie znajomi zachęceni moimi spektakularnymi sukcesami z przeszłości całkowicie zdali się na mnie i mieli duże oczekiwania a w takiej sytuacji nie spodziewałem się żadnego sukcesu i uważałem wyprawę za bezsensowną. Połazić sobie po lesie dla przyjemności też fajna sprawa i w zasadzie tylko dlatego pojechałem nie uważając tej wyprawy za poważną :-) Było też kilka innych powodów dlaczego nie paliłem się do tej wyprawy i dlaczego spodziewałem się zerowego wyniku, które nie są istotne.

Kiedy dotarliśmy na miejsce widoki okolicy były przepiękne i chociażby dlatego wyprawa była dużym sukcesem (przynajmniej dla mnie) niestety nie podjechaliśmy tam gdzie chciałem więc czekała mnie spora zbędna wędrówka po lesie a przy panujących upałach nie było to najfajniejsze :-)

Wędrując przez las w pewnym momencie zauważyłem, że wchodzę w gęstą silną energię więc pomyślałem iż faktycznie coś tu gdzieś może być. Rzecz w tym iż podobnie jak na dzisiejszej wyprawie nie było to święte miejsce z pięknym jednolitym polem mocy, ale coś bardziej pomieszanego co nie za bardzo potrafiłem rozpoznać. Szliśmy przez to pole mocy dość długo aż poczułem, że zaczyna nieco słabnąć co oznaczało, że nie zbliżamy się do jego centrum tylko oddalamy a jeśli coś mamy znaleźć to tylko w centrum więc zawróciłem bardziej uważnie obserwując fluktuacje mocy. Doszedłem do miejsca gdzie było ono najsilniejsze i tam zrobiłem sobie krótką medytację aby ustalić gdzie faktycznie jest centrum.

Okazało się iż centrum jest gdzieś niżej na stoku i podążając za tą energią ze zdziwieniem zauważyłem iż jest tam jakiś dziwny, bardzo mocny słup energii jakiego nigdy nie widziałem aczkolwiek coś mi on przypominał. Zauważyłem również jakiś delikatny ciąg energii idący w górę stoku.

Znajomi poszli w dół stoku ja zaś ruszyłem w górę i dotarłem na szczyt gdzie znów zacząłem medytację, próbując bardziej określić lokalizację tego słupa energii w dole co średnio mi się udało, za to na szczycie gdzie siedziałem odkryłem bardzo interesujące miejsce. Niewątpliwie było to miejsce kultu czy jakiś ceremonii w każdym bądź razie było to miejsce bardzo wzmacniające medytację i ukierunkowujące ją w sposób z jakim nigdy wcześniej się nie spotkałem, przestałem więc namierzać „słupa” tylko oddałem się medytacji. Kiedy skończyłem było dla mnie jasne, że jest to miejsce kultowe, ale nie był to kult czy rytuały związane z Dawnymi Bogami czy jakimiś istotami, ale z siłami natury naprawdę interesująca rzecz, o której musiałbym bardzo się rozpisać, ale nie o to tutaj chodzi. Z kolei ów dziwny słup światła w dole wywoływał we mnie przekonanie iż jest miejscem jakiejś świątyni choć nie wiedziałem skąd się to przekonanie bierze.

Schodząc z góry po medytacji znów wszedłem w to pole energii i dalej nie wiedziałem co o tym myśleć bo nie była ona podobna ani do energii tego słupa w dole ani z energią otaczającą szczyt a jednak jakiś związek z nimi miała. Wysunąłem więc roboczą tezę iż być może odbywały się tu jakieś ceremonie, ale to była teoretyczna wyssana z palca teza, którą się z nikim nie podzieliłem – wspomniałem tylko o słupie w dole, którego warto by poszukać, ale nikt nie wykazał entuzjazmu a wręcz przeciwnie :-)

W sumie byłem bardzo zadowolony z tej wyprawy bo choć byłem pewny, że nic tam nie znajdę to znalazłem trzy ciekawe rzeczy choć dwie z nich były dla mnie niezrozumiałe :-)

Kiedy dziś wyruszałem na wyprawę też nie spodziewałem się cudów, ale jednak liczyłem, że skoro legendy mówią o jakimś dawnym kulcie to może będzie tam jakieś fajne miejsce mocy. Kiedy wszedłem dziś w pole energii w pierwszym momencie jego struktura przypominała to co widziałem na wcześniejszej wyprawie tyle, że jak uszedłem kilka metrów od razu wyczułem bardzo mocną osobową energię przy czym od razu było jasne, że nie jest to miejsce związane z żadnym z Dawnych Bogów, ale jakąś konkretną związaną z tym miejscem istotą i jakąś inną energią jednak to coś niewyraźnego w tle wykazywało pewne podobieństwo do tego co widziałem na poprzedniej wyprawie. Teraz wydaje mi się, że jest to pole energii związane z tym iż wykonywano tam jakieś rytuały, kojarzy mi się to z rytuałami w stylu nocy kupały gdzie są radosne uroczyste tańce, świąteczne biesiadowanie dużo ludzi. Oczywiście aby mieć pewność trzeba by aby wybrał się tam ktoś kompetentny a nie ja marny robaczek, ale na moje oko tak to wygląda :-)

Czyli w tych dwóch miejscach urządzano tego typu huczne obchody co w dzisiejszym miejscu znalazło potwierdzenie w zapisie przy kapliczce gdzie było zapisane iż kiedy było tam sanktuarium to pielgrzymi tęgo pili przy karczmie i kościele nieźle się bawiąc co ostatecznie miało sprowadzić klątwę na kościół :-)

Wiadomo iż przed chrześcijaństwem święta obchodzono hucznie i radośnie, skoro więc na miejscu takich ceremonii wybudowano kościół na pohybel dawnym kultom to i tak ciągnęli tam pielgrzymi jak wcześniej i świętowali jak wcześniej więc zapis ten nie powinien dziwić tyle, że z punktu widzenia chrześcijaństwa postrzegane to było nagannie :-)

Dziwne i niejasne natomiast w tym zapisie jest coś innego. Napisano tam, że kościół został przeklęty i sczezł w jednej wersji zapadł się w innej stał opustoszały i zgnił co ponoć miało związek z tym iż w pijackiej burdzie krew tam przelano. Dziwne jest przede wszystkim to, że nagle tak popularne miejsce kultu ze słynącym sanktuarium gdzie od zawsze ciągnęły tłumy opustoszało i popadło w zapomnienie. Z takiego miejsca kler musiał czerpać spore zyski a jako iż jest to dla chrześcijańskiego kleru największa świętość opuszczenie tego miejsca staje się zupełnie niezrozumiałe – chyba iż faktycznie w pewnym momencie z jakiegoś powodu pielgrzymi zaczęli omijać z dala to miejsce.

Z innej legendy z innego miejsca i czasu również jest mowa o przedchrześcijańskim świętym miejscu, które później skatoliczono, ale po pewnym czasie spełniały się tam tylko złe modlitwy więc ludzie zaczęli to miejsce omijać i popadło ono w zapomnienie więc może tu miało miejsce coś podobnego. Być może faktycznie przelanie krwi w pogańskim miejscu kultu zbezcześciło go więc pielgrzymi odeszli? Za mało informacji by coś pewnego na ten temat powiedzieć poza tym iż ciekawa to sprawa :-) Jakby nie było wszystko wskazuje na to iż kiedyś tam ucztowano i bawiono się później zaś miejsce opustoszało i to zapewne dawno skoro tak mało o nim informacji a legendy tak mętne :-)

Będąc przy kapliczce mimo iż się wytężałem żadnej specjalnej energii tam nie dostrzegłem – to energetyczna pustynia w porównaniu do miejsca gdzie stało dawne sanktuarium i na pewno nikt tam żadnych dawnych obrzędów nie odprawiał, zauważyłem natomiast niewielką strukturę energii w samej kapliczce i uświadomiłem sobie kilka rzeczy. Przede wszystkim przypomniałem sobie gdzie i kiedy po raz pierwszy widziałem podobną strukturę tyle, że o wiele potężniejszą i wyjaśniła mi się sprawa słupa światła jaki widziałem na poprzedniej wyprawie mianowicie zrozumiałem iż takie struktury są dziełem ludzi i związane jest to z pewnym ukierunkowaniem skoncentrowanej uwagi i energii człowieka tyle iż tak ogromny słup jaki widziałem na poprzedniej wyprawie musiał być wytworem rzesz ludzi skupiających uwagę na jednej rzeczy a więc faktycznie można powiedzieć iż oznaczało to miejsce kultu i to bardzo niezwykłego kultu nie związanego z jakimś konkretnym bytem, ale ze skupieniem na czymś – tak że pewna rzecz mi się wyjaśniła :-)

Kolejną sprawą jest miejsce Króla Węży – była to niezwykle silna energia, którą w innych okolicznościach mógłbym wziąć za naturalne, niewielkie miejsce mocy jako iż koncentrowała się ona na niewielkim obszarze kilkunastu metrów i miała jednolitą strukturę choć rzadko spotykaną gdyż czegoś takiego również wcześniej nie widziałem przy czym nie wyczuwałem tam żadnej osobowości, ale mogło to być miejsce nieaktywne a nie miałem ochoty głębiej tego badać więc aby coś dokładnie na ten temat powiedzieć przydał by się fachowiec.

Z drugiej jednak strony emanacje tej energii były bardzo wyraźne w owym złożonym polu mocy poniżej i była to raczej groźna energia i dlatego nie miałem żadnej ochoty głębiej jej badać :-)

Podsumowując; odwiedzone przeze mnie okolice góry Króla Węży to niewątpliwie ciekawe energetycznie miejsca – przynajmniej z punktu, ze tak powiem akademickiego :-) Z drugiej jednak strony są to takie miejsca, do których drugi raz po próżnicy bym się nie wybrał ani nikogo nie zachęcał do odwiedzania tych miejsc. Niewątpliwie miał tam miejsce jakiś dawny kult, ale nie taki z jakim chciałbym mieć do cokolwiek do czynienia – to raczej niebezpieczne miejsce. O ile do wcześniej odwiedzonego miejsca mógłbym się jeszcze udać i pomedytować na górze czy komuś to polecić o tyle góry Króla Węży raczej nikomu bym nie polecał chociaż ciekaw byłbym opinii na ten temat jakiegoś fachowca, ale w dającej się przywidzieć perspektywie to mało realne. W planie mam odwiedzenie jeszcze jednego starożytnego miejsca, mocy aczkolwiek po tych ostatnich dwu przypadkach jakoś entuzjazm mnie nie napełnia na myśl o tym :-)

1 komentarz do Góra Króla Węży

  1. ~otry pisze:

    To miejsce i okolica to wielka zagadka. jak cala nasza przeszla historia ale czy aby na pewno

Odpowiedz na „~otryAnuluj pisanie odpowiedzi


  • RSS