Przeglądasz archiwum Styczeń, 2016 .
Wyświetlam 1 notkę

„Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.” Napoleon

  • Napisane 21 stycznia 2016 o 01:51

Napoleon nazywając historię uzgodnionym zestawem kłamstw z wojskową bezpośredniością ukazał jej istotę. Tylko zupełny ignorant może sądzić, iż historia to nauka opowiadająca nam o minionych dziejach. W rzeczywistości historia nigdy czymś takim nie była, nie jest i nie może być.

Mówiąc o historii należy sobie jasno uświadomić, że nie istnieją żadne obiektywne źródła informacji, a wszelka historia jest w istocie tylko pewną określoną interpretacją różnych oderwanych zapisów. Kronikarze nigdy nie pisali obiektywnej prawdy nawet, kiedy byli świadkami jakichś wydarzeń. Zawsze przedstawiali fakty tak, aby wynieść swojego władcę, swój kraj, dodać mu maksymalnie splendoru, przekręcając opisywane wydarzenia dla chwały jaśnie panującego i określonej jedynej słusznej ideologii:-)

Już Ramzes po sromotnej porażce z Hetytami, kazał wznieść świątynie na cześć zwycięstwa i ozdobić ją obrazami pokazującymi zwycięską bitwę tak jak chciałby, aby wyglądała:-) Oczywiście nikt z podanych nawet tych, co przeżyli porażkę nie ośmieliłby się stwierdzić, że nie odnieśli wspaniałego zwycięstwa:-) Jeśli więc kronikarz władcy nie opisywał zwycięstwa, oznaczało to na tyle druzgocącą klęskę i tak fatalne następstwa, że nie było żadnej możliwości przedstawić jej, jako wspaniałego zwycięstwa:-)

Kronikarze niemieccy mówili wprost, że pisząc kronikę trzeba niewygodne fakty pominąć i dodać zmyślone i nie tylko oni to robili. Opisując coś kronikarz nigdy nie pisał prawdy, ale skrajnie naciąganą wersję wydarzeń, pomijając fakty niewygodne, dodając zmyślone, resztę interpretując po myśli władcy, w zgodzie z dominująca ideologią. Pod tym względem zresztą nic się nie zmieniło od tysiącleci i również o współczesnych wydarzeniach jesteśmy w ten sposób informowani – z pominięciem niewygodnych faktów, dodaniem zmyślonych, a reszta to interpretacja zgodna z określoną ideologią.

Trzeba sobie również jasno uświadomić, że nie istniej możliwość pisania rzeczywistej historii, ponieważ nawet najbardziej rzetelny historyk dążący do skrajnego obiektywizmu nie jest w żaden sposób zdilny odróżnić kłamstwa i interpretacji od rzeczywistości z jednej strony, z drugiej strony sam jest niewolnikiem określonego sposobu myślenia, przekonań, sam wyznaje jakąś ideologię, co uniemożliwia jakikolwiek obiektywizm. Ponadto poddawany jest presji swojego środowiska, świata, w jakim żyje, ideologii tego świata, sposobu myślenia epoki i zwyczajnym polityczno-ideologicznym naciskom. Ponadto każdy historyk, czy tego chce czy nie, przenosi myślenie epoki, w której żyje na coś zupełnie odmiennego z przeszłości, czego absolutnie nie jest w stanie zrozumieć. To wszystko sprawia, iż historia jest o wiele bardziej daleka od prawdy niż legendy.

Historię zawsze pisze się odpowiednio do interesu politycznego władzy, a czasami w opozycji do niej, co tak naprawdę na jedno wychodzi: -)

Przyjrzyjmy się naszej historii. O naszej polskiej historii możemy mówić w odniesieniu np. do kroniki Gala Anonima, bo była to polska historia napisana ku uciesze określonego władcy – władcy, a nie narodu. Mistrz Wincenty był jedynym kronikarzem, który pisząc swoją kronikę, starał się być obiektywny i naukowy, próbował przedstawiać jego zdaniem bezsporne fakty, potwierdzane w różnych źródłach, czasami nawet te, które trudno mu było zaakceptować i był on jedynym takim kronikarzem.

W różnych epokach powstawały różne kroniki zgodne z duchem epoki, aż do czasu Długosza, którego trudno nawet nazwać kronikarzem, gdyż w istocie był to bajkopisarz i jego kronika to czysta powieść fantazy i jak każda powieść fantazy bardzo luźno związana jest z faktami – tylko na tyle, aby choć trochę ją uprawdopodobnić:-)

Rzeczywistą historię polski próbowali pisać niektórzy wybitni uczeni w okresie zaborów, jednak porzucono ją i skazano na zapomnienie, gdyż była niepoprawna ideologicznie. Podobny los spotkał historyków powojennych, jak również wybitnych archeologów, którzy ujawniali niepokojące i często bardzo niewygodne fakty. Dlatego zdecydowano, iż o wiele lepiej przyjąć historię niemiecką, czyli wersję historii złożoną z przemilczeń, zmyśleń i 100% przeinaczeń zgodnych z niemiecką racją stanu i takiej historii się uczymy, uważając ją za prawdę objawioną:-)

Ciągle powtarza się, że nie da się poznać naszej dawnej historii z powodu braku źródeł: -) Owszem wiele zrobiono w przeciągu wieków by pozbyć się niewygodnych źródeł, jednak mimo to mówienie o braku źródeł jest nie tylko absurdalne, ale i śmieszne: -) Istnieje masa źródeł i jeszcze więcej ustaleń archeologicznych, problem jest tylko w tym, że zawarty w nich materiał jest całkowicie niepoprawny politycznie:-)

Czy możliwe jest zatem napisanie naszej historii? Oczywiście jest możliwe, tylko pytanie, kto miał by to zrobić i w jakim celu. Historia jest zasadniczo bronią ideologiczną, służącą realizacji określonych celów i zawsze się ją pisze zgodnie z tymi celami, naszym zaś celem politycznym jest integracja z unią europejską, a do tego celu żadna nasza historia nie jest mile widziana, o wiele lepsza jest niemiecka wersja historii. Musi więc się o naszej historii pisać źle i interpretować ją pod tym kątem, inaczej jak uważają nasi władcy rósłby nacjonalizm, co stanowiłoby straszliwe zagrożenie dla naszej integracji : -) Dlatego nasza duma narodowa musi być niszczona, podobnie jak i wszelkie poczucie naszej wartości, trzeba nam wpajać, że jesteśmy nieudacznikami, zawsze nimi byliśmy a bycie Polakiem czy Słowianinem to obciach. Nie jest to wiec czas do pisania dobrej historii, ale za to jest to dobry czas do pisania kalumnii na nas i tak się dzieje. „Wybitni” współcześni historycy polskojęzyczni prześcigają się więc w tworzeniu kretyńskich koncepcji, zgodnych z jedyną słuszną linią. Jeden wymyślił bajkę o Morawianach, którzy mieli być założycielami Polski a Mieszko i wszyscy znaczniejsi z dziada pradziada był chrześcijaninem z Moraw: -) Inny głosi, że wszystko stało na handlu niewolnikami, następny, że nasz orzeł to z Niemiec pochodzi, jako symbol poddaństwa przyjęty itd.itd.itd : -) Oczywiście dostają za to tytuły profesorów, a za nimi podążają inni dla kariery i pieniędzy – na szczęście nie rozumieją oni pewnych elementarnych rzeczy i nie zamierzam ich w tej materii oświecać :-)

Rzeczywiste pytanie powinno brzmieć czy my w obecnych realiach w ogóle potrzebujemy jakiejkolwiek historii? Odpowiedź na to pytanie niestety jest taka, że my jej w ogóle nie potrzebujemy i nikogo ona nie obchodzi, poza naszymi władcami różnej maści, zaś to co oni nam serwują jest tak nędznej jakości, że nikogo nie rusza : -) Aby tego dowieść przyjrzyjmy się historyjce z rzekomym chrztem Mieszka i tego, co się wokół tej bajki teraz wyprawia :-)

Pierwszy o rzekomym chrzcie Mieszka napomkną Thietmar. Thietmar, urodzony w 975 roku pisał, że czeska księżniczka starała się zdobyć – nawet za cenę łamania postów – wpływ na męża, aby skłonić go do przyjęcia chrześcijaństwa – co jej się w końcu udało – jednak Thietmar częściej pisał jak by chciał by było, a nie jak było :-)

Thietmar rozpoczął pisanie swojego dzieła w 1012 roku a więc prawie pół wieku po rzekomym chrzcie i jest to pierwszy zapis mówiący o rzekomym chrzcie Mieszka, który gdyby rzeczywiście miał miejsce, byłby wydarzeniem na skalę ówczesnego świata – doskonale znany w całym ówczesnym chrześcijańskim świecie :-)

W bajce Thietmara, której najwyraźniej nikt nie traktował poważnie napisał on, że długo Dobrawa miała pracować nad Mieszkiem, wspomina o trzech wielkich postach, których nie przestrzegał,a więc nawet wg niego należałoby rzekomy chrzest szacować 969r. Jednak Widukind z Korbei współczesny Mieszkowi, któremu zawdzięczamy pierwsze wzmianki o Mieszku, nic nie mówi o chrzcie, a czegoś tak ważnego, jako zakonnik nie mógł przeoczyć – szczególnie, iż w przeciwieństwie do Thietmara uważany jest za uczciwego kronikarza :-)

Thietmar wymyślił ten rzekomy chrzest, o którym tak mętnie pisze, bo okropny wstyd był dla cesarstwa poganinowi się tak podlizywać, dlatego wszystko przekręca na chwałę cesarstwa i matki kościoła :-)

Przytoczę jeszcze raz epitafium Chrobrego: „(…)Choć z ojca poganina, lecz matką twą chrześcijanka. Krople świętej wody sprawiły, żeś sługą bożym. Gdy cię postrzyżono, w Rzymie twe włosy złożono. Odtąd pośród waśni tyś był Chrystusa zapaśnik. Zwyciężałeś ziemie walk i wojen czyniąc wiele(…)”

W oryginale łacińskim nie ma słów „poganin” (paganus) ani „chrześcijanka” (Christiana). Jest za to „perfidus” i przeciwstawione mu „credula”. Co prawda pierwsze słowo ma wiele znaczeń ( m.in. wiarołomny, zdradziecki, fałszywy, przewrotny, nieuczciwy, niewierny) to tu jest to przeciwieństwem „credula” (wierząca) i trzeba tłumaczyć, jako ” niewierny”, czyli „poganin”.

Po śmierci Chrobrego dla wszystkich było oczywiste, że Mieszko nigdy się nie ochrzcił i nigdy nie był chrześcijaninem a 100% poganinem. Gdyby choć odrobinę skłaniał się ku Chrześcijaństwu, to by to napisano, bo to wstyd dla Chrobrego, ale nie dało się napisać nawet, że choć poganin to skłaniał się :-)

Gal Anonim pisząc swoje dzieło, jak sam przyznaje dla nagrody i uświetnienia księcia i jego rodu, czyli przedstawienia wszystkiego w wyidealizowanych barwach, by jak największą nagrodę dostać od księcia. Usiłuje na ile się da wyidealizować jego przodków i nie wspomnieć o niczym, co mogłoby się nie spodobać. Dlatego o Mieszku pierwszym nie pisze prawie nic, oprócz historyjki jakoby Mieszko tak bez pamięci zakochał się w Dąbrówce, że oszalał, a ta miała zgodzić się wyjść za niego o ile obieca jej, że się nawróci :-) Mieszko rzekomo jej to obiecał, więc ta za niego wyszła :-) Po ślubie miała nie dopuścić go do łoża dopóki nie poznał wiary i nauki kościoła, w której go edukowała :-)

Pisze to bez przekonania i dalej dodaje, że największą zasługą Mieszka było spłodzenie Bolesława :-)

Podobnie bez przekonania opisuje to później Kadłubek, jakoby Dobrawka namówiła Mieszka na chrzest powtarza za Thietmarem i Galem Anonimem, z czego czyni umoralniającą historyjkę dla współczesnych podpierając ją biblią :-) I dalej pisze, że Bolesław Mieszkowic ” wątłe jeszcze wiary pierwociny, w kolebce jeszcze ciągle kwilące [dziecię] zaczął umacniać” :-) Tak, więc pisząc ok. 1190 r. o Mieszku zmarłym w 992 a więc 200 lat wcześniej nie wierzy w jego Chrzest a zupełnie neguje nawrócenie poddanych, co więcej jasno mówi, że za Bolesława wiara była w zarodku i to on dopiero pieścił ją i rozwijał. Biorąc zaś pod uwagę kim był Kadłubek, jego działalność polityczną i pozycję w łonie kościoła, nie można mieć wątpliwości, że skoro napisał, iż dopiero za Chrobrego wiara była w powijakach to inaczej być nie mogło.

W końcu dochodzimy do bajkopisarza Długosza, który rozpoczął pisanie swych kronik w 1455 roku a więc prawie pół tysiąca lat po śmierci Mieszka. W jego kronikach mamy już fantastyczną hagiografię Mieszka :-)

Owóż Mieszko zwany Mieczysławem prze Długosza ”(…) grzeszył nierządem i chuciom sprośnym folgował”, ale ” pojawili się goście mężowie chrześcijańscy, duchowni i świeccy” i już w Polsce wiarę, i zakon Chrystusa Zbawiciela rozsławiać byli poczęli.”Oni to: ” doradzili Mieczysławowi, aby wraz z narodem swoim pogańskim, porzuciwszy bezbożną część bałwanów, skłonił się do poznania prawdziwego Boga i przyjął wiarę chrześcijańską, obiecując, iż wtedy uzyska, potomstwo i wszelakiego dostąpi błogosławieństwa, że i sobie i synom swoim między książęty chrześciańskiemi Słowiańskiego rodu i języka świetniejsze zgotuje panowanie, i w ten sposób stanie się wielkim i sławnym. Słuchał tych rad z powolnością Mieczysław, a kapłani i pustelnicy rozwodzili się coraz śmielej z swoją namową, przedstawiając mu całą sprosność bałwanów, którym cześć dotąd oddawał, i rozliczne a wiekuiste męki zgotowane ich czcicielom; z drugiej strony łaskę z nieba użyczoną w odkupieniu ludzkiego rodu. Za przeżegnaniem, więc Baranka Bożego, który skarcić raczył nauczająca, przestrogą naród Polski skalany bałwochwalstwem i u innych prawej wiary wyznawców ohydzony, a przywieśdź go do poznania siebie, posłuchawszy zbawiennych rad zakonników i pustelników, skłonił się do przyjęcia wiary chrześcijańskiej, przyobiecał z całą powolnością trzymać się ich nauk, i wszystek naród Polski, oderwany od ołtarzy bóstw pogańskich, zwrócić na łono prawdziwego Boga i jego zakonu.”

Dobrawka z którą chciał się ożenić powiedziała, że ma się ochrzcić więc: ” Mieczysław zwoławszy starszyznę i wielmoże, w licznem ich zebraniu naradzał się, coby mu czynić wypadało. Różnili się w zdaniach panowie: postanowiono więc odłożyć rzecz do dnia następnego. Aliści tej zaraz nocy Bóg opatrzny, ulitowawszy się nad nędza i ślepotą, narodu Polskiego, natchnął we śnie Mieczysława książęcia i większą część jego radców surową przestrogą, i zaleceniem, aby podanej sposobności nie zaniedbywali, a wiedzieć chcieli, się przez przyjęcie nowej wiary państwo ich w czasy potomne wielką pomyślnością zakwitnie. Takiem objawieniem skłoniony książę Polski i starszyzna uchwalili jednomyślnie poddać się świętej wierze Chrystusa.” Dalej Mieszko obiecał że: ” nie tylko sam książę, ale i wszystek naród Polski, poznawszy dokładnie zasady wiary chrześciańskiej, chrzest przyjmie.”

Dalej Długosz pisze coś dziwnego chyba się pogubił, bo wcześniej piszał, że: ” objawieniem skłoniony książę Polski i starszyzna uchwalili jednomyślnie poddać się świętej wierze Chrystusa.” A tu zaś pisze: „Było zaś wielu między panami i starszyzną królestwa, którzy mocno się temu opierali, nie zezwalając na przyjęcie wiary chrześciańskiej. Jedni utrzymywali, że to nowe chrześcian wyznanie para się przesądem i zabobonem; drudzy, że trudnem byłoby wypełnienie jego zakonu; inni, iż to nie rzecz, wyrzekając się ojczystych podań, swobodne karki poddawać jarzmu nowej i nieznanej dotąd powagi. Te jednak, i wiele innych przeciwności, Bóg miłosierny, który królów obdarza radą zdrową, ulitowawszy się nad niedołęztwem i długą Polaków ślepotą, snadno uchylić raczył, natchnął ich duchem zgody i skłonił do przyjęcia wiary chrześciańskiej, aby przez jej odrzucenie u Czechów i innych narodów nie stali się celem pogardy.”

A więc, żeby wstydu przed unią europejską nie było postanowili się ochrzcić :-)

Więc: ” Po kilku dniach, książę Mieczysław, wyuczywszy się główniejszych zasad i obrządków prawej wiary od mnichów i pustelników, których w tym celu umyślnie był sprowadził, wraz z panami, szlachtą i celniejszymi mieszkańcami miast Polskich, wyrzeka się ciemnoty dawnych błędów, a przyjmuje zakon zbawienny prawej wiary Chrystusa; pierwszy krok nawrócenia swego od przesądów pogaństwa do światła wiary uświęca znamieniem oczyszczającej łaski, i w Gnieznie chrzest przyjmuje. A tak obmyty z grzechów w świętym zdroju odrodzenia, wodą chrztu zgładziwszy zmazę występków i pogaństwa, od zabobonnej czci bałwanów zwrócił się do poznania prawdziwego Boga, czystej i pobożnej wiary(…)a porzuciwszy dawne imię Mieszka nazwał się Mieczysławem. (…) I w owym-to czasie wszystek naród Polski przyjął jarzmo zbawienne świętej wiary chrześciańskiej; z miłosierdzia Boskiego, a za gorliwem staraniem Mieczysława i żony jego Dąbrówki, Polacy uzyskali światło wiary (…) Potem z najsurowszego nakazu książęcia, a uchwały jednomyślnej wszystkich panów i szlachty Polskiej, kruszono bałwany i posągi bogów fałszywych, palono ich świątynie, a czcicieli i wyznawców wskazywano na utratę majątków i karę miecza. Książę Polski Mieczysław nie tylko wszelkie zniósł uroczystości i obrządki odprawiane na cześć bożyszcz pogańskich, ale wywołał razem wszystkich guślarzy, wróżków, wieszczków i wyroczników, i zabronił igrzysk tak publicznych jak i domowych, które się odnosiły do czci bałwochwalczej. (…) Pamiątka tego kruszenia i topienia fałszywych bogów i bogiń utrzymuje się po dziś dzień w niektórych wsiach Polskich, gdzie w Niedzielę czwartą postu (Laetare) zatykają na długich żerdziach wizerunki Dziewanny i Marzanny, a potem rzucają i topią je w bagnach pobliskich. A tak spełnienie tego dzieła nie ustało jeszcze u Polaków w zwyczaju starodawnym.”

Na tym Długosz fantazji nie zatrzymuje gdyż dalej pisze:

„ROK PAŃSKI 968. ADELAIDA, SIOSTRA MIECZYSŁAWA, ZAŚLUBIA GEJZĘ KSIĄŻĘCIA WĘGIERSKIEGO, A ZA JEJ NAMOWĄ KSIĄŻĘ TEN Z CZĘŚCIĄ NARODU SWEGO CHRZEST PRZYJMUJE.”

Tak więc Mieczysław nie tylko nawrócił całą Polskę, ale i część Węgier :-) Oczywiście to największy cud w historii kościoła – większym cudem jest tylko to, że za takie zasługi i świętość żywota nie został za życia kanonizowany :-)

Jak widać bajkę o rzekomym chrzcie Mieszka i Polski wymyślił od początku do końca Jan Długosz pięćset lat po jego śmierci – tyle, że tak się zapędził w swych nabożnych fantazjach, że nawet bezmózgowi fanatycy katoliccy nie potrafili tego strawić, bo za duży kęs, a szkoda bo minęło nas świętowanie tysiąclecia ochrzczenia za sprawą Św. Mieczysława Węgier :-)

Cuda Mieczysława na tym się nie skończyły, kolejny nie do pojęcia cud to to, że JP2 nie kanonizował całej świętej rodziny Mieczysława a boleć nad tym trzeba, bo przy ilości cudów Mieczysława można by zlikwidować służbę zdrowia – nie ma takiej siły, która powstrzymałaby natychmiastowe ozdrowienie z najgorszej choroby, gdyby się zwrócić do mocy świętości Mieczysława największego cudotwórcy w historii kościoła.

Co więcej gdyby go kanonizowano, to nie my wstępowalibyśmy do Uni tylko po jednej mszy unia prosiłaby nas wyrzekłszy się swych błędów, byśmy przyjęli ją w granice Polski Chrystusowej, a na znak dobrej woli przekazałaby nam wszystkie swoje aktywa. Innym cudom też nie byłoby końca i dziś cały świat modliłby się po polsku, przed ogromnymi posągami Mieczysława :-) Na szczęście jest to do naprawienia, wystarczy złożyć wniosek o kanonizację Mieczysława, a przy jego ilości cudów reszta to czysta formalność :-)

Tak więc całą bajkę, która współcześnie stała się aktem wiary i jedyną słuszną wersją historii wymyślił Długosz i dopiero dziś znalazł godnych kontynuatorów, próbujących prześcignąć mistrza :-) Stąd wymysły o morawskich korzeniach Mieszka z dziada pradziada, pseudonaukowe badania archeologiczne, próbujące rozpaczliwie dowodzić istnienia na naszych ziemiach chrześcijaństwa nie tylko za Mieszka, ale i wcześniej i inne wygłupy :-) Wypisuje się głupoty, jak to rzekomo wprowadziło nas do zachodniej kultury i dało skok cywilizacyjny :-) Tylko czy to ma jakikolwiek sens?

Nasi władcy wierzą, iż Polacy to fanatyczni, zacietrzewieni katolicy, pokolenie JP2, więc łożą kasę, aby ich łechtać rzekomym chrztem Mieszka i wciskać im, że od tego momentu należymy do uni europejskiej :-) Tylko kogo to obchodzi i na kim ma robić wrażenie? Na pewno nie na poddanych, których jedynie co interesuje, to jak przeżyć, napełnić brzuch, a przy odrobinie szczęścia trochę się wzbogacić i szpanować przed sąsiadami – idea durna, kosztowna, a do tego bezsensowna :-)

Oczywiście jest grupka oszołomów księży, których to cieszy i druga grupka wrogów kościoła, która ma za złe Mieszkowi jego rzekomy chrzest :-) Część tej drugiej grupki, czyli Ci nieliczni, którzy trochę interesują się historią, nawet zaczęła kumać, że chrzest Mieszka to lipa, ale i tak go nienawidzą, bo ich zdaniem powinien walczyć z kościołem i nie rusza ich, że za Mieszka żadnego kościoła nie było, więc nie miał z kim walczyć ani o co, ale nie lubią Mieszka za brak obrony dawnej wiary i wpuszczenie chrześcijaństwa i już :-)

Mieszko nie bronił pogaństwa, bo nie potrzebowało ono za niego żadnej obrony, było w Polsce czymś tak naturalnym i odwiecznym, jak ziemia i nic mu w żaden sposób nie zagrażało, ale miał bronić a nie bronił :-)

Mówiąc o Polsce w czasach Mieszka należy przede wszystkim pamiętać, że jej podstawę stanowiła struktura rodowa i dokonań jakiejkolwiek osoby nie można traktować w oderwaniu od jej rodu. Tak więc jeśli jakakolwiek osoba w jakiś sposób się wykazała, zdobywała szacunek, oznaczało to przede wszystkim, ze jej ród zdobywał szacunek i uznanie, bo ktoś bez rodu był nikim. Dlatego też różnych godnych ludzi przyjmowano do rodu, bądź też małe nieznaczące rody, które dokonywały czegoś godnego szacunku, były w dowód uznania przyjmowane do większych rodów, dzięki czemu ród zdobywał jeszcze większy mir.

O wszystkim w obrębie rodu decydowała starszyzna rodowa. Wiece, na których wybierano naczelników to były wiece starszyzn rodowych, z których każda reprezentowała swój ród i wybierano na naczelnika kogoś z najzacniejszego, na tyle silnego rodu, aby nie tylko zapewnić sobie najlepszego, prawego władcę, ale aby również ten władca przy wsparciu rodu był w stanie wywiązywać się ze swoich obowiązków, do których należało aby wszyscy byli syci i zadowoleni. Oznaczało to, że ród władcy musiał min. ze swoich spichlerzy karmić pomniejsze rody w razie klęski nieurodzaju, czy jakiegoś nieszczęścia. Bo zapewnienie opieki i dobrobytu wszystkim podległym było podstawowym zadaniem naczelnika – na szerszym obszarze tę funkcję pełnił książę, który dodatkowo jeszcze musiał zapewniać ochronę militarną.

Książę więc był obciążeniem dla rodu, który reprezentował a jedyną nagrodą za dobrą służbę był powszechny szacunek i uznanie. Nic więc w tym dziwnego, że jeśli książę dobrze się wywiązywał ze swoich obowiązków, przysparzając chwały rodowi, to jego następcę wybierano spośród tego samego rodu, bo ród się sprawdzał i był tego godny, zaś oczywistym następcą był jego syn.

Książęta jeśli się dobrze spisywali sprawowali swą funkcję dożywotnio, a przynajmniej dopóki mieli siłę ją sprawować. Ich synowie byli dojrzałymi, doskonale znanymi wszystkim ludźmi, którzy większość życia spędzali pomagając ojcu wykonywać obowiązki, więc o ile nie byli beznadziejni mieli największe szanse, by zostać następcami i tak zazwyczaj się działo.

Nie była to władza dziedziczna, ale był to powszechnie stosowany zwyczaj. O to, by nowy książę nie skompromitował rodu, dbał cały ród, więc nawet jeśli nowy władca nie był najbystrzejszy, to ród pilnował go i dbał, by jego rządy były dobre i przynosiły chwałę rodowi. Książę przede wszystkim reprezentował ród, więc praktycznie nic nie zależało od jego widzimisię.

Sytuacja nieco się komplikowała w przypadku przedwczesnej śmierci księcia, ale nawet wówczas największe szanse miał ktoś z rodu, z którego wywodził się wcześniejszy książę o ile ród nie podupadł i był w stanie zapewnić pomyślność całej społeczności. Z taką sytuacją spotykamy się w przypadku Lestka III, który zginął w młodym wieku jednak dzięki jego zasługom rozsławił ród, wiec wybrano jego małego syna na księcia a wszystko spoczęło na barkach rodu, który reprezentowało 20 młodszych braci Lestka III.

Przechodząc do Mieszka to jego przodkowie a więc ród spisywali się dostatecznie, więc wiec zatwierdził go bez problemu a jego bracia jak wiadomo usilnie go wspomagali, jego zaś konsolidacja państwa w większości skupiała się w poskramianiu zbyt ambitnych krewnych, którzy nie byli dobrymi książętami dla swoich poddanych, bo gdyby takimi byli Mieszko w żaden sposób nie mógłby ich obalić, bo stały by za nimi murem wszystkie rody z ich księstw. Ponadto jak wiemy rody obejmowały wiele księstw, więc przy ich sprzeciwie nawet najpotężniejszy władca nie mógłby nic zrobić a gdyby próbował zostałby natychmiast obalony. Ponieważ nie było żadnych sprzeciwów wewnętrznych przeciw polityce Mieszka oznacza to, że był on dobrym popieranym przez lud i kapłanów władcą.

Inaczej w czasach Mieszka wyglądała tylko sytuacja u Wieletów, którzy odrzucili swoich książąt i nie chcieli słyszeć o żadnych książętach poddając się praktycznie władzy kapłanów, którzy decydowali z kim mają zawierać sojusze, na kogo napadać jak i o wielu innych rzeczach – podobnie też wyglądało to u Ranów, jak dowodzi tego historia nie było to najkorzystniejsze na dłuższą metę.

Teokratyczne rządy były zachwianiem równowagi i kapłanom nie było w smak ograniczenie ich władzy przez przywrócenie pierwotnej równowagi: wiec – kapłani – książę, dlatego stawili Mieszkowi skuteczny opór organizując szeroką koalicję od Czech po Wolin. Mieszko doskonale zdawał sobie sprawę, ze centrum tego oporu stanowili teokratyczni kapłani Wieletów.

Biskupstwo, jakie pozwolił założyć nie miało żadnego znaczenia, nie miało nawet siedziby, co najwyżej mogło być symbolicznym pogrożeniem palcem teokratycznym Wielckim kapłanom a pewnie nawet nie to, bardziej prawdopodobne było, że powstało tylko by podnieść status Dobrawki było ozdobą i niczym więcej, jako iż brak wzmianek by kogokolwiek nawróciło :-)

Co więcej Thietmar przy ślubie Ody pisze też: „Albowiem dzięki Odzie powiększył się zastęp wyznawców Chrystusa”, co historycy interpretują, że przybyła na dwór Mieszka w otoczeniu duchowieństwa. Mieszko wybudował tylko maleńką grodową kaplicę dla Dobrawki, którą rozbudowała dopiero Oda więc o żadnym popieraniu chrześcijaństwa przez Mieszka nie mogło być mowy. A to, że kilku klechów przybyło wraz z jego żonami nie miało żadnego znaczenia.

Tak więc Mieszko nie złamał żadnych zasad a i siłą na rodach ani kapłanach niczego nie wymuszał bo nie mógł, a gdyby nawet próbował było by o tym głośno. Zasadę tę próbowała złamać Oda wprowadzając dziedzicznie na tron swoich synów budując autorytarną władzę bez zgody wiecu w oparciu o kler, popleczników i rzymskie prawo więc zaraz została wykopana. Dopiero Bolesław całe życie poświęcił na budowanie autorytarnego państwa i ustanowienie rządów dziedzicznych, ale to już inna historia.

Gdyby Mieszko osobiście kazał sprowadzić jakiegoś klechę to znany byłby dziś jako Mieszko Pobożny :-)

Włodzimierz I chcąc stworzyć religię państwową najpierw stworzył świętokradczy panteon Słowiański (Trojjasny Perun był zawsze bezpostaciowy, nawet jego imienia nie wolno było nadużywać a ten zaprzaniec kazał wyrzeźbić jego posąg) potem próbował islamu, by w końcu narzucić Chrześcijaństwo i jest świętym, a Mieszko nawet nie ma przydomka pobożny, ani krzewiciel wiary :-)

To, że z Dobrawką przyjechał jej kapelan Biskup Jordan to nic dziwnego – dziwne by było, gdyby nie przyjechał z nią jej kapelan, co najmniej w randze biskupa, nie powstało jednak żadne z biskupstw, bo o biskupstwie poznańskim milczą przywileje papieskie dla Magdeburga z lat 968-981. Status prawny Jordana jako biskupa jest przedmiotem sporu historyków. Podobnie z Odą kolejną żoną mieszka, również musiał przybyć jakiś biskup szczególnie, że w przeciwieństwie do Dobrawki była ona ugruntowana w wierze.

Mądry Mieszko I dążył tylko do odbudowania swojego Imperium i gdyby nie miał syna wariata i megalomana, ten miał poważne szanse ukończyć jego dzieło, odbudowując pogańskie imperium, jak próbował to robić jego syn. Niestety, zniszczona przez Chrobrego drużyna, skorumpowani możni dopuścili się zdrady uniemożliwiając to.

Odbudowując imperium, ostatnią rzeczą jaką by mógł zrobić Mieszko, to przyjąć chrześcijaństwo wbrew swojej wizji i polityce, jaką prowadził przez całe życie :-)

Trudno wymagać od Mieszka, który z przyczyn politycznych (wyrwania Czech z koalicji Wieleckiej) wziął żonę chrześcijankę, aby nie pozwolił jej wybudować kaplicy swego bożka. W końcu Mieszko nie był skrajnym fanatykiem religijnym tylko świeckim władcą, zaś otwartość i tolerancja Słowiańska to nasze podstawowe cechy. Poza tym przy swojej potędze Mieszko w żaden sposób nie musiał się obawiać ekspansji chrześcijaństwa, dla niego to była jedna z wielu religii czy wręcz fanaberii, która absolutnie nic nie znaczyła.

Podobne przykłady znamy z wielu kultur i różnych czasów. Chociażby Japonii czy Tybetu gdzie przybywali misjonarze zakładali jakieś biskupstwa (na papierze) i czasami udawało im się kogoś nawrócić (przynajmniej w Japonii) i nikogo to nie obchodziło. Kiedy jednak tych nawróconych stawało się więcej i próbowali kontestować zwyczaje, tradycje i porządek społeczny, rozprawiano się z nimi brutalnie i działo sie to raz po raz.

Podobnie było u nas, kiedy w latach dwudziestych za Chrobrego biskup podniósł łeb, (mimo iż formalnie Polska była już krajem chrześcijańskim a Chrobry obrońcą i krzewicielem wiary) wszyscy duchowni natychmiast zostali wyrzuceni z kraju, a było to ponad 30 lat po śmierci Mieszka i ponad 20 od czasu, gdy Chrobry stał się obrońcą i krzewicielem wiary. Więc nawet u szczytu swej „potęgi” w owym czasie, kościół miał tyle do gadania, co przysłowiowy Żyd za okupacji a cóż tu dopiero mówić o czasach Mieszka :-)

Za Mieszka chrześcijaństwo w Polsce zwyczajnie nie istniało i ograniczało się do Królowych i ich świt, dlatego mówienie, iż Mieszko wpuścił chrześcijaństwo do Polski i krytykowanie go za to przez współczesnych wrogów kościoła nie ma żadnych podstaw – pomijając, że jest głupie :-)

Wracając do tego kolosalnego kłamstwa o rzekomym chrzcie Mieszka, to przede wszystkim każdemu narzuca się pytanie, po co niby Mieszko miał by się chrzcić? Standartową odpowiedzią na to pytanie jest piramidalne bzdurne kłamstwo dobre dla kretynów, czyli: „Mieszko musiał się ochrzcić, bo był zagrożony przez Niemców” :-)

Zapewne po to, aby można głosić tak piramidalną bzdurę nie uczy się u nas w szkołach nic o tzw. Słowianach Połabskich, przemilcza się historię teścia Mieszka i nie mówi się nic o kontekście politycznym czasów Mieszka : -) Mimo to każdy, kto choć trochę interesuje się tamtymi czasami zdaje sobie sprawę, iż jedynym krajem chrześcijańskim, z jakim graniczyło potężne królestwo Mieszka były Czechy. Te same Czechy, w których dopiero co miała miejsce rewolucja „pogańska” pod przywództwem Bolesława i jego matki. Co prawda mimo wyżynania kleru i palenia kościołów ostatecznie nie zwyciężyło ono i na tronie osadzono Wacława, ale ów Bolesław zaraz go usiekł i został niekwestionowanym władcą Czech, a później teściem Mieszka :-)

Na zachodzie i północy królestwo Mieszka graniczyło z księstwami Słowian Połabskich, z których najpotężniejszym państwem był Święty Związek Wieletów ten sam, który palił i plądrował Niemcy jak chciał a tak samo Niemcy były plądrowane przez Węgrów. Niemcy z krajem Mieszka w ogóle nie graniczyły. Opowiadanie, że takie papierowe państewko jak Niemcy mogło w owym czasie zagrażać Mieszkowi, może wywoływać tylko niekontrolowane ataki śmiechu :-)

Warto również jasno sobie zdawać sprawę z tego, że potężni Wieleci, którzy raz po raz doprowadzali na skraj zagłady Niemcy, nie byli w stanie zagrozić Mieszkowi i tworzyli szeroką koalicję od Czech po pomorze, by bronić się przed zakusami Mieszka, co pokazuje jak potężny był Mieszko.

Mieszko ożenił się z Czeską księżniczką tylko i wyłącznie po to, aby wyrwać Czechy z tego sojuszu i przeciągnąć ich na swoją stronę, co doskonale mu się udało i dzięki czemu udało mu się przyłączyć do macierzy Wolinian.

Oczywiście patrzenie na Mieszka jak na napastnika, który przyłączał obce państwa do swego jest błędne. On tylko chciał ponownie przyłączyć do macierzy zbuntowane prowincje – to samo robił jego ojciec dziadek itd.

Mieszko zajmował się więc tylko swoim krajem i nic więcej go nie interesowało. Wystarczy nawet zajrzeć do tego co pisał Jasienica, który również nie mógł pojąć po jakiego grzyba Mieszko miałby się chrzcić i w końcu skonkludował, że żadnego racjonalnego powodu nie miał, ale jak się ochrzcił to zapewne miał w tym jakiś zamysł, bo głupi nie był :-)

Można by się doszukiwać zamysłów, tylko że Mieszko się nie ochrzcił, więc nie ma czego szukać :-)

Następne dziwaczne kłamstwo mówi „Mieszko był twórcą państwa Polskiego” :-)

Jest to znów kuriozalna bzdura bo tajemnicą nie jest, iż państwo istniało od dawna i było o wiele większe niż za Mieszka a przy tym nieźle znane w ówczesnym świecie. Kroniki mówią, iż w czasach Mieszka było podzielone i miało kilku królów w tym Mieszka, Bolesława i Nakona, tak więc Mieszko absolutnie nic nie stworzył więc skąd taki absurdalny pomysł?

Państwa nie stworzył również założyciel rodu Piastów przodek Mieszka tylko zabrał je Popielowi II itd. Jednak nie chcemy się wgłębiać w przeszłość, bo jak pisał Gal Anonim lepiej aby poganie poszli w zapomnienie :-)

Kto w takim razie był twórcą nowożytnego państwa Polskiego? Oczywiście nie Chrobry mimo iż już chrześcijanin, ale dopiero Kazimierz Mnich zwany dla żartu Odnowicielem :-)

Kazimierz rzeczywiście doprowadził do upadku stare państwo i ostatecznego oddzielenia się zbuntowanych prowincji dawnego imperium a na jego gruzach wybudował swoje państwo, dlatego jeśli kogoś konkretnego chcemy uznać za twórcę państwa Polskiego, to tylko i wyłącznie jego. Tak więc polska powstała w 1039 r. Jak dokładnie tego dokonał lepiej nie wnikać :-)

Polska stworzona przez Kazimierza w 1039 istniała do 24 października 1759 r. a więc dokładnie 720 lat nie mniej ni więcej :-)

Wcześniej była zupełnie inna Polska Piastowska, a wcześniej jeszcze inna, gdy rządzili dawniejsi królowie, a jeszcze wcześniej Polska Wenedyjska, gdy rządziły/a ucieleśniona Bogini Wanda, a jeszcze wcześniej ta początkowa, założona przez Kraka I czyli znanego z kronik Bardyla. O ile jak najbardziej możemy uznać ciągłość państwa od Badryla do ostatniej Wandy, to państwo pod rządami królów było już czymś zupełnie innym, a następnie znów odmieniło się za Piasta więc śmiało możemy powiedzieć, że od czasów Piasta dawne państwo przestało istnieć, a na jego miejscu powstało coś nowego, by w końcu za Kazimierza upadło kolejne państwo i powstała nowożytna Polska.

Z tą nowożytną Polską próbujemy się utożsamiać i opowiada się farmazony, że było to europejskie chrześcijańskie państwo :-) Nie było to wcale zachodnioeuropejskie państwo, ani nie było chrześcijańskie, jak się kłamie, tylko był to twór oryginalny. W przeciwieństwie do wcześniejszych państw przestał mieć wpływy wiec i dawni kapłani, tak więc nastąpił kres ludowładztwa i narodziło się państwo, w którym rządził król z możnymi rodami. Powstał też aparat kościelny, nastąpiło rozwarstwienie społeczeństwa. Było to nowe oryginalne państwo, ale czy mamy prawo się z tym państwem utożsamiać, czy też w jakikolwiek sposób uważać się za jego kontynuację?

Oczywiście nie. Nasze państwo powstało 11 listopada 1918 r. i nie ma nic wspólnego z państwem Kazimierza. Istnieje 98 lat ma swoją historię i jest jak najbardziej współczesnym chrześcijańskim państwem. Takim się narodziło i takim pozostaje.

Nie ma ciągłości z poprzednim państwem ani żadnej kontynuacji, a to, że zajmuje skrawek terenu, na którym przed wiekami istniało inne państwo nic nie znaczy. Państwo Kazimierza było państwem wielonarodowym, podobnie jak Cesarstwo Rzymskie. Za kontynuatora Cesarstwa Rzymskiego chcieli uchodzić Niemcy, Rosjanie czy współcześnie USA, ale z nich tacy sami Rzymianie jak z nas kontynuatorzy królestwa Kazimierza:-) Zresztą nie tylko my sobie do tej kontynuacji rościmy prawo, robią to również Białorusini, Litwini czy Ukraińcy :-) Mają do tego takie samo prawo czyli żadne, bo to iż powstały na terenie dawnej Rzeczypospolitej w żaden sposób nie czyni ich kontynuatorami owej Rzeczypospolitej – równie dobrze Palestyna czy setka innych państw leżacych na dawnym terenie Cesarstwa Rzymskiego mogłaby twierdzić, że są jego kontuynuacją :-)

W myśl tej samej „logiki ciąglości historycznej” państwa od Szwecji po USA powinny się uważać za Rusinow wywodzących się podobnie jak Rosjanie od dawnych Rusów z Rany i naszego pomorzaq zachodniego :-)

Wszak to Rusowie najpierw podbili Skandynawię i rozpowszechnili swoje tradycje piractwa wśród skandynawów bedących ich potomkami w sensie kulturowym z którymi jako wikingowie zajęli tereny południowych wybrzeży bałtyku, potem jako Normanowie zajęli Anglię i jako Anglicy zajęli amerykę północną tworzac USA więc wszystkie te państwa to Rusini zachodni ogólnie Rosjanie zachodni :-)

Analogicznie Rusowie pod wodzą Ruryka stworzyli Ruś i dzisiejszych Rosjan wschodnich :-)

W pierwszym wypadku Rusowie w Sakndynawi zasymilowali się z miejscową ludnością, ale utrzymywali ścisłe kontakty z macierzą przez wieki w drugim przypadku Rusowie również przez pewien czas utrzymywali kontakty z macierzą a jedyna różnica jest taka, że w drugim przypadku język miejscowej ludności był taki sam :-)

Oczywiscie wschodni Rosjanie pamiętają o Ruryku jak i o Rusach, zwanych też Warnami czy Waregami i uważają Ruryka za twórecę swojej państwowości podczas gdy zachodni Rosjanie olewają to :-)

Patrząc na to z punktu widzenia współczesnej polityki to jednak zachodni Rosjanie zachowali tradycję i spuściznę Rusów czyli napadanie na innych, rabowanie i takie tam, więc są bardziej wierni tradycji Rusów niż wschodni Rosjanie, którzy nie napastują innych :-)

Dzisiejsza zachodnia cywilizacja oparta wiec jest o spuściznę Rusów a my robaczki Lechici do tej cywilizacji nie należymy :-) Tak więc nie należymy z naszą spuścizną Lachów ani do zachodniego, ani wschodniego świata i co tu począć :-)

Na szczęście nasze państwo powstało 11 listopada 1918 r. Jest państwem katolickim, nowoczesnym, opartym o zachodnie wartości i nie ma tak naprawdę żadnego zwiazku z wcześniejszymi państwami istniejącymi na naszym terytorium co uwalnia nas od dylematów i tylko z nim możemy się utożsamiać, ale historia to tylko uzgodnione kłamstwa i narzędzie bieżącej polityki, która każe nam się utożsamiać z tym i z owym z sensem i bez sensu :-)

Oczywiście indywidualnie każdy może się utożsamiać, z czym mu wygodnie i wybierać sobie historię jak mu pasuje. Jeden może się utożsamiać z chrześcijanami i ma swoją historię zaczynającą się nad Jordanem, inny może się utożsamiać z zachodnią Europą i wówczas jego historia zaczyna się na dworze Karola wielkiegi, albi w Rzymie a nawet Grecji, można się nawet utożsamiać z kosmitami i wówczas ma się jeszcze inną historię, a jak komuś to odpowiada może utożsamiać się z wszystkimi państwami jakie istniały na naszym terenie od czasów Badryla, albo nawet o wiele wcześniejszych, kiedy tylko nasi przodkowie zasiedlili nasze współczesne ziemie ok 12 tys. lat temu co już w ogóle nie ma żadnego przełożenia na naszą współczesną rzeczywistość :-)

Jeśli jednak ktoś chciałby poznać wiele ciekawych rzeczy z dawnej historii naszych przodków, to wiele może znaleźć tu:

https://vranovie.wordpress.com/wszystkie-wpisy/

I oczywiście wybrać to, co mu odpowiada jako własną historię :-)


  • RSS