Amerykańskie badania nad medytacją świadome oszustwo czy przejaw skretynienia?

  • Napisane 10 maja 2016 o 14:51

“Regularne praktykowanie medytacji zmienia aktywność i strukturę rejonów mózgu, które uczestniczą w rozwoju zaburzeń psychicznych, jak depresja i stany lękowe. Tym można tłumaczyć fakt, że medytacja znacznie obniża ryzyko ich wystąpienia – oceniają naukowcy.”

http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,403170,naukowcy-tlumacza-dlaczego-medytacja-korzystnie-wplywa-na-psychike.html

“Nowe możliwości przed tą dziedziną, obok wcześniej stosowanej elektroencefalografii (EEG), otworzyło neuroobrazowanie, które pozwoliło, między innymi, na obserwowanie na żywym i działającym mózgu zachodzących w nim zmian neuroanatomicznych.(…)”

http://www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,39161

“U medytujących badania wykazały wzrost oporności skóry, zwolnienie tempa oddychania i spadek zużycia tlenu, zmiany w układzie hormonalnym, wskazujące na zwiększenie zdolności radzenia sobie ze stresem – stwierdzono zmniejszenie poziomu kortyzolu w reakcji na stres, zwiększenie zaś poziomu hormonu wzrostu, melatoniny i hormonu kortykotropowego, a także DHEA-S, GABA i TSH. Podczas badań mózgu metodą EEG i skaningową stwierdzono występujące podczas medytacji istotne zmiany w aktywności mózgu, dotyczące np. fal alfa i theta, a także zmiany w przepływie krwi, czy wrażliwości na bodźce sensoryczne.”

Badania nad Medytacją Trancendentalną były szczególnie atrakcyjne w latach 70 XXw i wówczas światową prasę zalały doniesienia nad dobrodziejstwami medytacji udowodnionymi naukowo w licznych badaniach. Na fali popularności TM stworzono również szereg pseudonaukowych teorii wiążących stany świadomości z określonym rytmem eeg czy też ze wzrostem oporności skóry, które wśród gawiedzi trwają do dziś jako aksjomat i młodzi “naukowi ludzie” uważają to za wyznanie wiary w naukę. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna.

Otóż tak się składa iż w tym samym czasie uczciwi naukowcy jacy jeszcze trafiali się w tamtych czasach – jak to dawniej było w zwyczaju przeprowadzili kontrolne badania nad ludźmi nie medytującymi. Ludziom tym polecano siedzieć bez ruchu z zamkniętymi oczyma  tak jakby medytowali i robić różne aktywności typu myślenie o dupie maryni. Badania te jednoznacznie wykazały, że jeśli ktoś siedzi bez ruchu przez określony czas, to niezależnie czy medytuje, myśli o zakupach czy ostatnio usłyszanej piosence w jego organizmie zachodzą dokładnie te same zmiany jakie opisuje się jako rzekome efekty medytacji :-)

Oczywiście ze względów biznesowych (bo medytacja stała się biznesem i modą) nie nagłaśniano wyników tych badań w brukowcach tak jak wyniki badań nad rzekomymi dobrodziejstwami medytacji i najwyraźniej dzisiaj już gawiedź o nich zapomniała. Jednak każdy naukowiec (o ile nim jest a nie pajacem) kiedy chce przeprowadzić jakieś badania najpierw czyta co już do tej pory ustalono w danym zakresie i zapoznaje się z wynikami badań, po czym planuje swoje badania bądź powtarza wcześniejsze więc musi o tym wiedzieć. Natomiast jeśli naukowcy ciągle w brukowcach publikują swoje “naukowe” “odkrycia” pomijając niewygodne ustalenia ani nie weryfikując ich to są zwykłymi kretynami a nie naukowcami, lub też świadomymi oszustami przemilczającymi wyniki niewygodnych badań aby wyłudzić dotacje i zaistnieć w brukowcach.
Nie będę tu wnikał czy to kretyni czy oszuści jako iż pewne jest iż muszą być tym albo tym o czym świadczy sam fakt badania “medytacji” czyli czegoś nieokreślonego gdzie do jednego wora wkłada się rzeczy nie majace z sobą żadnego związku bo obiektami “badań” są praktyki duchowe różnych religii jak i inne wydumane aktywności :-)

Cóż więc owi “naukowcy” badają? Owóż wychodzi na to iż “badają” co się dzieje z człowiekiem jak siądzie i się nie rusza przez kilkadziesiąt minut.
Co się wówczas takiego niezwykłego dzieje ? Wzrasta oporność skóry, zwalnia się oddech, akcja serca itd. na eeg pojawiają się fale alfa potem theta i następuje szereg zmian biochemicznych… – zaraz gdzieś to czytałem! Tylko gdzie?
A już sobie przypomniałem to opis badań nad zasypianiem!!!

No więc wszystko jasne – jak ktoś siądzie w bezruchu na kilkadziesiąt minut to zaczyna przysypiać a czy myśli o dupie maryni czy jakaś technikę medytacji stosuje to bez różnicy zmiany są te same a więc podsumowując “medytacja” którą się tak amerykańscy naukowcy fascynują i z nakładem ogromnych środków badają  to nic innego jak przysypianie na siedząco, ale za to ile uciechy i ile doktoratów na tym zrobiono! Wystarczy tylko skrzętnie omijać wyniki badań porównawczych negujących jakiekolwiek specyficzne efekty medytacji a i lepiej o zasypianiu wiele nie gadać a wówczas są granty, tytuły i sława w oczach gawiedzi a przecież tylko to się dziś liczy :-)

Komentarze (2) do Amerykańskie badania nad medytacją świadome oszustwo czy przejaw skretynienia?

  1. ~Andrzej pisze:

    Masz sporo racji, ALE:
    1. Przywołujesz bardzo stare badania, dziś jawnie mówi się o tym że szału nie było
    2. Owszem, nadal więksozsć badań prowadzi się w podobny sposób, co jest smutne. Czyli np komuś nakazuje się robić szine na kropce i jak on się patrzy to po jakimś czasie robi się skan mózgu :) Czyli nie wiadomo czy ta osoba była skupiona czy może właśnie w tym momencie się rozproszyła. A biorąc pod uwagę, że stan umysłu podczas szineszine jest uwarunkowany od kilku rzeczy- długości sesji, ilości czasu spędzonego na praktyce w ostanich dniach itp, to te badania są lipne.
    3. Jednakże niektórzy robią to porządnie, czyli np badanie wygląda tak, że badany wciska przycisk jak osiąga stabilny stan medytacji i wtedy się skanuje- to ma sens :) To się nazywa paradygmat neurofenomenologii, czyli łączenie obiektywnych badań z subiektywnymi raportami i opisem doświadczenia.
    4. Mylisz się, że medytacja nie wiaże się z żadnymi specyficznymi zmiananami, a badania pokazują jedynie co się dzieje podczas zamknięcia oczy i siedzeniu w bezruchu. Owszem, wiażę się :) Więc krytykujesz innych, a sam powielasz jakiś swój włąsny stereotyp.
    5. Mimo wszystko nadal w tych badaniach „naukowcy” raczkują, choć są ludzie którzy robią to dobrze, sąfajne badania :)
    6. Akurat o tym samym dokładnie będę mówił na konferencji neuronaukowej za jakiś czas- o tym, że badania nie mierzą stanu medytacji, a stan podczas np patrzenia się na kropkę :) Czy też podobnie jak Ty określiłes- stan podczas siedzenie w bezruchu.

    Pozdrawiam.

    • Bludragon pisze:

      Ad.1 Stare czy nowe badania bez różnicy, wszystkie te badania zdyskredytowane są na starcie
      brak zdefiniowania przedmiotu badań czyli „medytacji” – jedyny punkt wspólny człowiek
      siedzi nieruchomo a czy myśli o życiu Jezusa, pokoju na świecie, skupia się, wyobraża coś
      sobie, czy relaksuje się, albo myśli o przysłowiowej dupie maryni to jest to owa mityczna
      „medytacja” :-) Oczywiście wyniki w owych „badaniach” praktycznie takie same :-)
      Jeśli zdefiniujemy obiekt badań jako „siedzenie nieruchomo przez dłuższy czas” mamy konkret
      natomiast mówienie o badaniu „medytacji” czyli czegoś nieokreślonego mamy wygłup :-)

      Ad.2 Aby badać shine trzeba określić co się bada w tym celu najpierw owi „naukowcy” musieli
      by się dowiedzieć co to takiego owo shine w tekstach źródlowych. Zaglądamy i dowiadujemy
      się, że jest to siedzenie w 7 punktowej pozycji co ma prowadzić do tego, że prana z bocznych
      kanałów wpływa do centralnego. Jak to badać? Ano trzeba by ustalić co to takiego ten kanał
      centralny, co to ta prana i jak to zmierzyć? Linijką, wagą, eeg czy aparatem do wyważania
      kół? Wszystkie te urządzenia są równie dobre, czyli do tego się nie nadają :-)
      Więc da się czy nie? Istnieją narzędzia czy nie? Owóż istnieją co najmniej od 50 lat, rozpowszechnione i używane komercyjnie, czy ktoś próbował robić takie badania? Nie słyszałem :-) Skany możgu czy macicy są tu równie przydatne :-)
      Piszesz, że shine różnie przebiega – racja nawet pisze to w każdym źródłowym tekście podobnie jak i wyjaśnienia po co, kiedy i jak się skupiamy w praktyce shine (o ile w ogóle
      się skupiamy) bo te same teksty jasno piszą, że nie chodzi tu o skupienie tylko o
      przebywanie we właściwej pozycji aby zaszedł określony proces a aby on zachodził szybko i
      efektywnie nie powinniśmy podążać za myślami i w tym może nam pomóc na początku skupienie,
      albo inne rzeczy wymieniane w tekstach.

      Ad.3 „Badany wciska przycisk jak osiąga stabilny stan medytacji i wtedy się skanuje- to ma
      sens” A niby jaki sens? Jaka jest definicja „stabilnego stau medytacji”? Każdy sobie wstawi
      co go bawi :-) Patrz punkt pierwszy brak zdefiniowania „medytacji” a co dopiero mówić o
      mitycznym „stabilnym stanie medytacji” bo niby czego? Medytując o zakupach kiedy uzyskuję ów
      stabilnby stan? Kiedy ukladam ostateczną listę zakupów? Medytując na współczucie kiedy
      osiągam ten stan o co jeden stan ma wspólnego z drugim? Oczywiście nic, więc gdzie tu choć
      cień sensu :-)
      Ad.4 „Mylisz się, że medytacja nie wiaże się z żadnymi specyficznymi zmiananami” –
      „medytacja” czyli co konkretnie? Patrz punkt 1. Jeśli przyjmiemy jakąś definicję owej
      „medytacji” np. wspomniane już siedzenie nieruchomo to oczywiście wiąże się to z wieloma
      specyficznymi zmianami podobnie jak stanie czy bieganie :-)

Odpowiedz na „BludragonAnuluj pisanie odpowiedzi


  • RSS