Samouzdrawianie

  • Napisane 20 listopada 2016 o 20:07

Istnieje wiele metod samouzdrawiania z których część miałem okazję poznać i wypróbować na sobie. Będąc nastolatkiem bardzo się tym interesowałem więc czytałem wszystko co mi wpadło na ten temat w ręce i gdy się nadarzała okazja testowałem te metody na sobie. Niektóre z tych metod okazały się całkiem skuteczne i używam ich do dziś.

Niektóre z metod samouzdrawiania były obiektem badań klinicznych i została potwierdzona ich skuteczność czego przykładem mogą być pewne metody wizualizacji, inne same narodziły się w wyniku obserwacji klinicznej jak np. niezwykła metoda Mindela.

Pierwszą z metod samouzdrawiania jaką poznałem była metoda pochodząca z jogi przy czym była to niezwykle skuteczna metoda, dając doskonałe efekty zarówno w bólach brzucha jak i zębów jako iż będąc nastolatkiem raczej z innymi niedomaganiami się nie stykałem :-)
Później poznałem kilka podobnych metod choć praktycznie ta pierwsza metoda była najprostsza i najskuteczniejsza w stosowaniu i do dziś ją stosuję.
Poznawszy teorię tego typu praktyk samouzdrawiania zacząłem stosować bardziej rozbudowane i „profesjonalne” wersje tych metod, które były w miarę skuteczne w praktyce.

W późniejszym okresie poznałem jeszcze bardziej „profesjonalne” metody samouzdrawiania i związane z nimi teorie, aczkolwiek w praktyce nie osiągałem w nich spektakularnych rezultatów co mogło wynikać z braku mojej biegłości wynikającej między innymi ze stopnia skomplikowania tych metod mimo iż ich propagatorzy byli uznanymi ekspertami w tym zakresie.

Poznałem również zupełnie odmienne metody samouzdrawiania, które okazywały się całkiem skuteczne przy różnych dolegliwościach. Opisywanie tych metod mija się z celem zwłaszcza, że istnieje bogata literatura na ten temat a poza tym nie jest to celem tego tekstu.

Praktykując autohipnozę nauczyłem się skutecznie pozbywać się różnych przypadłości odkrywając jednak, że tą metodą można się łatwo pozbyć symptomów nie doprowadzając do usunięcia przyczyny co może być niebezpieczne dla zdrowia więc bardzo ostudziło to mój zapał co do tej metody, ale dzięki niej odkryłem coś innego.

Praktykując autohipnozę w celu osiągnięcia głębokiej relaksacji aby ulżyć niedogodnościom związanych z napięciem w trakcie chorób, ze zdumieniem odkryłem, że kiedy w ultragłębokiej relaksacji uda nam się uświadomić bardzo głębokie subtelne napięcia i rozluźnić je następuje cudowne ozdrowienie. Odkryłem to podczas ciężkiej grypy, miałem prawie 40 stopni gorączki, wszystko mnie bolało, miałem problemy z oddychaniem i czułem się tak okropnie, że nawet nie było mowy o tym aby zasnąć. Zdesperowany rozpocząłem autohipnozę, aby pozbyć się napięć na tyle by moc zasnąć i odpłynąć w nieświadomość od moich cierpień. Skupiałem się coraz bardziej wchodząc coraz głębiej w autohipnozę skupiony tylko na tym by stopniowo wyeliminować te okropne napięcia. Wszedłem w głęboki trans tracąc kontakt z rzeczywistością skupiając się na rozluźnianiu wszelkich napięć co szło mi dość opornie w końcu doszedłem bardzo głęboko do punktu gdzie odkryłem jakby pierwotne napięcie i po pewnym czasie udało mi się od niego uwolnić. Poczułem się wolny od tych okropnych napięć i pomyślałem, że teraz mogę zakończyć autohipnozę i wreszcie spokojnie sobie pospać.
Kiedy wróciłem do zwykłego stanu świadomości, że zdumieniem przekonałem się, że czuję się bardzo dobrze zniknął katar, wszelkie bóle i nie czuję już gorączki, okazało się, że ten godzinny trans sprawił, że zostałem cudownie wyleczony.

To doświadczenie doprowadziło de pewnego przewartościowania moich opinii. W hipnozie za aksjomat uważa się i powtarza do znudzenia, że sama hipnoza absolutnie niczego nie leczy a jedynie stwarza warunki do użycia sugestii, która ma właściwości terapeutyczne. Do tego momentu wierzyłem w to bez zastrzeżeń mimo iż fachowa literatura dotycząca hipnozy podkreślająca ten aksjomat przytacza ciekawe przypadki, kiedy chorzy poddani hipnozie w określonym celu niespodziewanie zdrowieli z innych przypadłości. Były to szczególne przypadki związane ze specyficznym ukierunkowaniem hipnozy, podawane jako przykłady iż nie wszystko w hipnozie da się przewidzieć.
Najistotniejsze jednak nie było to iż moje doświadczenie poddało w wątpliwość moją wiarę w aksjomat, że sama hipnoza jako taka nie ma wartości terapeutycznych a ma ja tylko sugestia, ale zupełnie coś innego. Otóż uświadomiłem sobie, że każda choroba związana jest z jakimś głębokim napięciem a wyzdrowienie oznacza usunięcie tego napięcia.

Oczywiście mimo iż brzmi to prosto w praktyce jest to skrajnie trudne do wykonania nawet dla kogoś, kto ma sporą praktykę w autohipnozie, jest to nieporównywalnie trudniejsze niż podanie sobie skutecznie uzdrawiającej sugestii co również wcale nie jest takie proste jak mogło by się wydawać i często może się sprowadzać jak wyżej wspomniałem tylko do usunięcia symptomów poprzez nałożenie silnej sugestii dobrego samopoczucia.

W przeszłości zdarzało mi się doświadczać cudownego ozdrowienia poprzez intensywne ćwiczenia Chi kung co oczywiście związane jest z cyrkulacją Chi, tyle że właściwa cyrkulacja również uwalnia nas od napięć więc uznałem, że tamte doświadczenia potwierdzają to co odkryłem. Aby jednak mieć całkowitą pewność popartą dowodami trzeba by powtórzyć doświadczenie osiągając takie same efekty. Aby to zrobić musiałem więc czekać na następną chorobę a w tym czasie byłem dość odporny i rzadko chorowałem :-)

Po paru miesiącach doczekałem się :-) Nie była to potworna grypa, ale solidne przeziębienie z bólem gardła, gorączką i złym samopoczuciem. W pełni świadomie z premedytacją zrobiłem starannie zaplanowany eksperyment.
Ponieważ choroba to wynik napięcia a uwolnienie się do niego prowadzi do wyzdrowienia powinienem zastosować inną metodę niż ultragłęboki trans i wybrałem trening autogenny jako metodę, która opiera się na rozluźnieniu i nie prowadzić go bardzo głęboko tylko skupić się na rozluźnieniu. Tak właśnie zrobiłem, wykonałem dokładnie trening autogenny a ściślej mówiąc dwa pierwsze ćwiczenia skupiając się na dokładnym rozluźnieniu. Zrobiłem to siedząc w pociągu i zajęło mi to niecały kwadrans. Kiedy skończyłem poczułem się o niebo lepiej i zacząłem się uważnie przyglądać sobie czy aby tylko nie osłabiłem symptomów. Odkryłem, że nie było to tylko stłumienie symptomów, ale rzeczywiście realna poprawa zdrowia chociaż nie pełne wyzdrowienie. Było to jakby cofnięcie choroby do wczesnego stadium, kiedy niby jesteśmy zdrowi, ale czujemy że coś jest nie tak i choroba może zostać stłumiona, albo jeśli nie będziemy o siebie dbali może się rozwinąć. W późniejszym okresie wielokrotnie potwierdziłem swoje odkrycie, że choroba to wynik napięcia a uwolnienie się do niego prowadzi do wyzdrowienia.

Oczywiście jest to ciekawe spostrzeżenie tylko jak już pisałem wcześniej nawet dla kogoś doświadczonego w autohipnozie skuteczne zastosowanie tego w praktyce jest bardzo trudne a przy tym o ile w nowej chorobie jest to stosunkowo łatwe o tyle w przypadku przewlekłej choroby bardzo trudne.

Warto tu zaznaczyć, że codzienne regularne praktykowanie głębokiej relaksacji nie tylko chroni nas przed chorobami, powstrzymuje ich rozwój, ale może prowadzić do ich stopniowego cofania się a niekiedy do wyleczenia.

Następne bardzo interesujące obserwacje w tej kwestii poczyniłem w związku z tzw. „uzdrawiającym snem”. Uzdrawiający sen w skrócie to taki sen, który prowadzi do wyzdrowienia, albo znaczącej poprawy zdrowia charakteryzujący się doświadczeniem sennym związanym z uwalnianiem się od napięć będący wynikiem  określonego treningu lub czasami pojawiający się spontanicznie.
W śnie subtelne napięcia w ciele manifestują się poprzez samą strukturę snu jak i jego treść i można je uwolnić poprzez wpłynięcie na treść snu i przekroczenie jego struktury. Aby mniej więcej zrozumieć o co chodzi wystarczy sobie przypomnieć ciężkie sny, kiedy jesteśmy chorzy i porównać je z przyjemnymi plastycznymi snami, kiedy jesteśmy w doskonałej formie. Ogólnie kiedy sny są ciężkie mroczne meczące czy chaotyczne to są to sny w których manifestują się te napięcia a kiedy napięcia ulegają rozpuszczeniu sny stopniowo stają się jasne, pozytywne i przyjemne. Kiedy praktykujemy metody związane z uzdrawiającym śnieniem stopniowo oczyszczamy i rozluźniamy te ciężkie sny przekształcając je w jasne pozytywne sny czego dokonujemy przez specjalistyczny trening ukierunkowania snu i specyficznej relaksacji w trakcie zasypiania. Oczywiście wymaga to czasu i zrozumienia metod, które jeśli chodzi o zasadę nie różnią się od podstawowych metod Jogi Snu dlatego nie da się tego zastosować doraźnie z marszu – a przynajmniej jest to trudne dla kogoś kto nigdy tego nie robił. Tu jednak nie chodzi mi o te metody, tylko o zasadę.

W przypadku ultragłębokiej relaksacji skupiamy się na bezpośrednim uwolnieniu się od napięć w przypadku uzdrawiającego śnienia następuje to poprzez przekształcanie tych napięć w formie ich manifestacji w śnie, jedno z drugim pozostaje jednak w ścisłym związku i tu dochodzimy do naturalnej metody pośredniej, która w praktyce może być o wiele łatwiejsza do zastosowania i której elementy możemy dostrzec wyraźnie we wszystkich różnorodnych metodach samouzdrawiania, a która to metoda spontanicznie i najdoskonalej manifestuje się właśnie w uzdrawiającym śnie. Opisanie tego dokładnie zajęło by wiele miejsca, choć w praktyce jest to stosunkowo proste dlatego posłużę się tu przykładem.

„Jako iż przyszedł mi kolejny tom sagi, po oczyszczeniu z wrażeń dnia przeczytałem sobie kilka rozdziałów, ale bez przesady, potem zrelaksowałem się i wykonałem praktykę zasypiania i doświadczyłem niezwykłego snu.
Było to bardzo ciekawe doświadczenie, które nie tylko wpłynęło mocno na mój umysł, ale również na ciało. Podobne doświadczenia zdarzały mi się podczas medytacji na jawie nie były jednak tan intensywne ani nie trwały tak długo.
Kiedy moje ciało zasnęło obserwując je miałem wątpliwości, czy jest dostatecznie zrelaksowane, ale jak to jest w tym stanie nie chciało mi się już budzić wiec skupiłem się na przejrzystości i tak zasnąłem.

Nie było zaskoczeniem, że w snach pojawiły się motywy z czytanej powieści, ale… no właśnie.
W śnie były postacie i sceny z powieści jako zrozumiałe symbole, sen jednak miał zupełnie inne znaczenie i były w nim elementy przejrzystości. Był to sen medytacja.
Miałem już w przeszłości podobne sny medytacje oparte o formy z czytanych powieści, czy gier. W przypadku tego typu snów, łatwo było by je zignorować uważając, za zwykle odbicie aktywności minionego dnia, gdyby nie fakt, że na formę zostały nałożone głębokie doświadczenia medytacyjne, dlatego obserwując sny nie można przywiązywać się tylko do formy i treści, ale warto spojrzeć głębiej. Sny tego typu pokazują również, że w medytacji można użyć różnych symboli, które do nas przemawiają.

W kulminacyjnym momencie snu jako elf wleciałem na białym smoku do serca cytadeli ciemności i tam zacząłem gromadzić czyste światło, które narastało i narastało aż oczyściło mnie i wszystko wokół sprawiając, ze spocząłem w stanie błogości i przejrzystości. Było to ukoronowaniem oczyszczającej medytacji, która na różne sposoby manifestowała się w tych snach aż osiągnęła największą intensywność i głębię w tym fragmencie snu, który trwał bardzo długo aż do przebudzenia.

Forteca ciemności w tym śnie reprezentowała moje ciało, jednak nie był to tylko symbol, po prostu wszelkie odczucia, napięcia i zaburzenia jakie odczuwałem w moim ciele zostały ujęte w tę fortecę choć początkowo sobie z tego nie zdawałem sprawy. Kiedy pojawiłem się tam na białym smoku lądując na dziedzińcu była to manifestacja mojej czystej świadomości, uzdrawiającej energii mojej świadomości. Fale nieskończonego światła, reprezentowały, relaksację a nawet więcej zdolność, moc, energię uzdrawiania, coś bardzo konkretnego i namacalnego.

Jasno to zobaczyłem, kiedy wieczorem powtórzyłem tę medytację na jawie. Odwołując się do swojego sennego doświadczenia. Wyraźnie doświadczyłem, że relaksujące fale światła nie są wyobrażeniem, które ma pomóc mi się rozluźnić, ale czystym doświadczeniem uwalniania się od napięć. Oczywiście na jawie to doświadczenie było cieniem tego, którego doświadczyłem we śnie, mimo to było bardzo intensywne i konkretne i szybko doprowadziło do cudownego uwolnienia od napięć ciała i umysłu.

Zwyczajnie nie jesteśmy świadomi większości napięć a co za tym idzie nie jesteśmy w stanie się od nich uwolnić. Nawet kiedy się głęboko, uważnie relaksujemy uświadamiamy sobie może 1% rzeczywistych napięć, choć o ile będziemy relaksację prowadzili długo i uważnie możemy rozluźnić znacznie więcej. W sennym doświadczeniu widziałem wszystkie napięcia różnego rodzaju, było to doświadczenie totalne, dające pełną świadomość jak te napięcia zaciemniają nasz umysł, naszą przejrzystość. Doświadczenie relaksacji również było tam totalne, były to nieskończone fale pulsującego czystego światła, ekstaza połączona, z błogością i przejrzystością.

Kiedy głęboko relaksuję się na jawie, również czuję pulsowanie, połączone ze wzrostem przejrzystości i po takim doświadczeniu czuję się zregenerowany, odnowiony, spokojny i pełen energii, ale doświadczenie to nie przybiera tak kosmicznych ekstatycznych form jak w tym śnie, gdzie wszystko stało się falami uzdrawiającego światła w wymiarze totalnym.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że opis nie daje nawet namiastki rzeczywistego doświadczenia jednak sądzę, że komuś, kto ma pewne doświadczenie ten opis pomoże wiele zrozumieć i wzbogacić jego praktykę tak jak stało się to z moją praktyką.”

Arnold Mindel pracując z dziećmi w hospicjum polecał im wyobrażać sobie milą scenerię. Dzieci mają bardzo plastyczną i żywą wyobraźnię i kiedy na polecenie Mindela próbowały sobie wyobrazić tę miła scenerię wyobrażały sobie bardzo ponure scenerie. Mindel pracował z nimi dzień za dniem pomagając im stopniowo przekształcić tę scenerię w piękną pozytywną a kiedy się to udawało, ku zdumieniu Mindela wiele z tych nieuleczalnie chorych, umierających dzieci wyzdrowiało.

Ten pierwszy negatywny obraz był właśnie manifestacją napięć w ciele leżących u podstaw choroby, stopniowe przekształcanie go było uwalnianiem tych napięć i kiedy to następowało następowało również uzdrowienie.
Manifestacja napięć w ciele w formie negatywnych, ciemnych, ciężkich scenerii jest naturalnym procesem w który ten który ich doświadcza musi całkowicie wejść, nawiązać z tym kontakt tylko wówczas pojawia się szansa rzeczywistego uwolnienia się od tych napięć.
Proces uwalniania się od napięć jest stopniowym, delikatnym i niekiedy bardzo czasochłonnym procesem. Na tym procesie opiera się wiele metod samouzdrawiania aczkolwiek nie zawsze proces ten jest właściwie rozumiany i stosowany. Często błędnie się sądzi iż wystarczy stworzyć pozytywny obraz i utrzymać go. Kiedy tak się postępuje blokuje się rzeczywistą manifestację napięć i stwarza coś sztucznego. Być może kiedy napięcia nie są silne ta nakładka wystarczy, ale zazwyczaj to nie działa bo zamiast uwalniać od napięć tłumi je.
Aby to działało trzeba nawiązać rzeczywisty kontakt z napięciami poprzez tę negatywną wizję i stopniowo delikatnie ją przekształcać by nie utracić tego kontaktu.

Inny przykład: Kiedy relaksujemy się zasypiając pojawiają się obrazy przedsenne. Mogą być one ciężkie, bardzo męczące, wręcz koszmarne gdyż w ten sposób manifestują się ukryte napięcia w ciele, mogą również być piękne, lekkie radosne, kiedy mało jest tych napięć. \jeśli są one negatywne możemy w nie wejść i spróbować stopniowo przekształcić a jeśli się to uda pojawią się przejrzyste, pozytywne wizje związane z rozluźnieniem.

Kolejny przykład: Kiedy spróbujemy sobie wyobrazić czysty przejrzysty kolor, może się on nam pojawić i pozostać stymulując pozytywne stany lub możemy mieć z tym duży kłopot, kolor będzie brudny, ciągle będą go przesłaniały negatywne obrazy itp. W drugim wypadku będzie to manifestacja ukrytych napięć w ciele związanych z naszym zdrowiem. Nie musi to oznaczać, że już jesteśmy chorzy, ale wskazuje to, ze idziemy mocnym krokiem w tym kierunku. Kiedy tak jest najlepiej zrelaksować się i stopniowo spróbować to przekształcić np. znaleźć w nawale obrazów okruszek koloru i stopniowo go powiększać (oczywiście to potrwa chwilkę i znów przesłonią go obrazy, więc robimy to raz po raz) lub kiedy kolor nie jest właściwy wziąć wyobrażony pędzel i raz po raz poprawiać go, lub szmatką czyścić go. Ten proces ma swój rytm i czas trzeba wiec się uzbroić w cierpliwość, zrelaksować i nie śpieszyć się stopniowo przekształcając obraz. Nie uda nam się w jednej sesji, powtarzamy w następnej a każda sesja poprawia nasze zdrowie i przybliża do sukcesu.

Istotą procesu samouzdrawiania jest uchwycenie napięć i stopniowe ich rozluźnienie, niekiedy ten proces może nastąpić bardzo szybko a niekiedy może trwać bardzo długo jeśli się jednak go rozumie zawsze można osiągnąć postęp.

Dodaj komentarz


  • RSS