Metaloterapia – miedź w praktyce – obserwacje cz2

  • Napisane 3 grudnia 2016 o 18:53

Eksperymentując na sobie z różnymi typami bransolet miedzianych przekonałem się, że najpotężniejsze działanie mają te zrobione z masywnych płytek miedzianych. Owszem aby zrobić taką bransoletę trzeba się trochę napracować, najpierw przy cięciu kątownika, potem przy mocowaniu płytek, nie są też one najbardziej poręczne a przy tym ciężkie, ale jeśli chodzi o oddziaływanie zdrowotne to inne się do nich nie umywają. Taka płytowa bransoleta w porównaniu do zwykłej z blaszki czy drutu to jak super mercedes przy starym rowerze :-)
Wykoncypowałem sobie, że może tu chodzić z jednej strony o masę tej miedzi, z drugiej strony ważne jest, żeby miedź nie stykała się z ciałem jak i zapewne o inne czynniki. Aby to sprawdzić zrobiłem sobie solidną bransoletę z kątownika, do której pod spodem podkleiłem zamsz, aby się nie stykała ze skórą wyszła więc solidna, masą przebijała moje płytkowe i używałem jej przez pewien czas. Istotnie działała mocniej niż zwykłe bransoletki, ale nie dorównywała płytkowym co przekonało mnie, że masa ma znaczenie, ale nie tylko.

Idąc tym tropem zaopatrzyłem się w masywne płytki i pręty miedziane. Najmasywniejsze były pręty i one okazały się niezłe. Umieściłem je w zamszowych pokrowcach i kiedy coś mi dolegało, lub nie czułem się najlepiej, kładłem się trzymając je w dłoniach i faktycznie pozwalały mi się one szybko zregenerować i uwolnić od doświadczanych niedomagań jak bóle stawów, wątroby czy innych niedogodności. Kiedy się z nimi relaksowałem wyraźnie czułem jak następują zmiany w ciele a po kilkunastu minutach wstawałem zregenerowany pełen sił. Oczywiście nikomu tego nie proponuję bo wiem, że gdyby ktoś zobaczył jak leżę trzymając w dłoniach takie pręty popatrzył by na mnie jak na czubka :-)
Mnie to jednak nie przeszkadza po pierwsze nikt tego nie widzi a po drugie i ważniejsze to działa a wolę aby mnie nic nie bolało nawet jak ktoś na mnie by dziwnie patrzył niż uchodzić za normalnego człowieka kosztem męczenia się.
Niedogodnością takich prętów jest to, ze nie można ich ze sobą nosić bez wzbudzania sensacji więc do zastosowania są tylko w zaciszu sypialni natomiast równe przypadłości nie mają tych ograniczeń.

Trzymając się koncepcji masy jako źródła siły leczniczej miedzi zrobiłem sobie pleciony naszyjnik. Koncepcja dobra, szczególnie, że poparta badaniami klinicznymi, oraz praktyczna bo taki naszyjnik można ukryć pod ubraniem a nawet jak się wypsknie to specjalnej sensacji nie wywołuje bo wygląda nieźle. Koncepcja okazała się słuszna bo w praktyce jego oddziaływanie okazało się mocne, porównywalne z bransoletami płytowymi. Niedogodnością z kolei był fakt, że taki naszyjnik nie należy do najwygodniejszych, mimo to używałem go przez dłuższy czas i byłem bardzo zadowolony.

Pewnego razu wpadłem na ciekawą koncepcję. Otóż przed laty czytałem gdzieś w jakiejś broszurze radiestezyjnej o dobroczynnym wpływie spirali miedzianych na rośliny. Wiem, że robi się też jakieś odpromienniki z miedzianych spirali. Moja koncepcja polegała na tym aby owinąć mój miedziany pręt miedzianą spiralą co teoretycznie powinno zwiększyć jego moc leczniczą przez wzrost masy a jeśli te koncepcje ze spiralami sprawdzają się w praktyce to jeszcze lepiej :-)
Zrobiłem taki prototyp i okazało się to strzałem w dziesiątkę, coś musi być z tymi spiralami na rzeczy bo to urządzenie naprawdę potężnie oddziaływuje na mnie. Działa ono tak mocno, że kiedy pierwszy raz je wyprówbowywałem to się przestraszyłem.
Jako, że strachliwy nie jestem zrobiłem kilka podejść i się do niego przekonałem a z czasem go dopracowałem do obecnej formy i już około roku go używam obserwując efekty i doskonaląc procedurę jego użycia. Ogólnie ze swoich obserwacji mogę powiedzieć, ze działa to tak, jakby wzmacniało czy zasilało mnie energią witalną, pozwalając w kilkanaście minut odzyskać siły, jasność umysłu i wigor. Poza tym wywołuje w ciele różne wrażenia stosownie do stanu zdrowia. Np. kiedy boli mnie jakiś staw trzymając go czuję jak staje się on cieplejszy, jak rozluźnia się, zaczyna pulsować. Osłabione mięśnie zaczynają pulsować a czasami czuję jakby do określonego obszaru ciała coś napływało, napełniało go i kiedy napełni to związana z tym dolegliwość znika. Nie widzę sensu w szczegółowym opisywaniu różnych wrażeń bo i tak połowa ludzi weźmie mnie za czubka a druga połowa nie uwierzy :-)
Mimo to postanowiłem o tym napisać zachęcony przez miła czytelniczkę mojego blogu bo pomyślałem, że zawsze może się trafić ktoś irracjonalny, kto nie będzie się nad tym zastanawiał cierpiąc na różne bóle i zrobi sobie takie urządzenie a jeśli zadziała na niego jak na mnie to będzie to samo dobro a dla dobrej sprawy można nawet wyjść na czubka jak to komuś może pomóc.

Dodaj komentarz


  • RSS