Źródło wszelkiego zła kontra mądrość naszych przodków

  • Napisane 6 lutego 2017 o 01:24

“Nie nader są oni troskliwi o takowe nabytki i użycie. Widać tam często srebrne naczynia (…) w równie lekkim poważaniu jak gliniane. (…) Mieszkańcy głębiej, prostym i staroświeckim sposobem towar za towar biorą.(…) Władza atoli królów nie jest swobodna ani nieograniczona, przykładem raczej i szacunkiem osobistej cnoty niżeli rozkazem przywodzą. Karać więzić ni smagać nikomu prócz kapłanów nie wolno. (…) Zawierać bogi w ścianach, albo pod ludzkimi wizerunkami kłaniać, mają za rzecz niegodną ich majestatu. Gaje im tylko i lasy świecą a odludne owe ustronia boską mieszkalnią być mieniąc, z poszanowaniem na nie patrzą. (…) W czasie pokoju bawią się nieco myślistwem, więcej jednak czasu na biesiadach trawią. (…) Mają zwyczaj dawać starszyźnie podatek ze zboża i bydła; każdy to czyni lecz z dobrej woli. (…) Najchętniej przyjmują upominki sąsiedzkie. (…)Nie znają tam żartować z występków ani sromoty modą zasłaniać kto by się dopuścił lub wyrządził (…) nie masz miłosierdzia. (…) Więcej tam wiążą dobre obyczaje niż gdzie indziej dobre prawa (których nie mają).(…) Żaden kraj z taką lubością gości nie przyjmuje. Zamykać drzwi przed kim za wielką niegodziwość uchodzi (..)Nie masz różnicy między znajomymi i nieznajomymi, jeśli o co poprosi wychodzący chętnie mu dadzą, proszącemu też wzajemnie gospodarzowi nigdy nie odmawia. Radzi są bardzo upominkom, atoli biorąc i dając nie kładą obowiązków. (…)Radzą się, gdyż zmyślać nie umieją. (lubują się w igrzyskach) nie bierze się za to jednak żadna nagroda, cały zysk ukontentowanie patrzących. (…) Zyski z lichwiarstwa nie znajome (…)” – Tacyt

“Wola swobodny i niezbyt zatrudniony żywot prowadzić, niż wielkimi zachody o dobre jadło niż bogactwa się starać” Lew Mądry IXw

“Posiadają oni wiele cnót przyrodzonych. Są bowiem nadmiernie gościnni, a rodzicom swoim nadzwyczajną cześć wyrządzają. Nie ma też ani jednego ubogiego ani żebraka między nimi. Skoro bowiem którego choroba osłabi, lub starość sił pozbawi, oddają go pod opiekę spadkobiercy, a ten z największą ludzkością o niego ma staranie (…) nie masz w świecie gościnniejszego narodu od Słowian.” Helmold

“Co do obyczajów i gościnności nie znalazłbyś narodu, który by zacniejszym był i dobrotliwszym.” Adam z Bremy

“(…) nie znajdziesz między nimi złodziei ani oszustów(…) Nie obawiają się żadnego podstępu, bo go sami nie uprawiają.(…)” Żywot św Ottona.

“Nikt nie znał słowa “moje”, lecz na kształt życia mniszego mieli – “naszym” ustami, sercem i czynem ogłaszali. (…)” Kosmas

Czytając to co o naszych przodkach pisali obcy, w większości wrodzy kronikarze, w istocie nie pojmujemy tego co nam przekazują. Jest tak dlatego, że żyjemy w obcej kulturze, gdzie od dziecka wpaja się nam jako pewniki i oczywiste rzeczy coś, co jest zupełnie sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, jak i ludzką naturą. Dlatego nie jesteśmy w stanie dostrzec źródła wszelkiego zła i naszej degeneracji. Oczywiście nie jesteśmy również w stanie zrozumieć mądrości naszych przodków i podążyć za nią. Aby to spróbować zrozumieć, musimy spojrzeć na to z innej strony i to właśnie spróbuję tu zrobić.

Wiele lat temu, zanim jeszcze dołączyliśmy do “wolnego świata”, czytając którąś z książek Fromma dowiedziałem się, że w usa 75% leczonych, to ludzie leczeni psychiatrycznie. Wydało mi się to wówczas zdumiewające i niepojęte, jako iż spotkanie osoby w moim otoczeniu, która miała by jakieś problemy, było bardzo trudne. Słyszałem, że jedna z dalszych ciotek ma nerwicę i bierze leki uspokajające, znałem też jedną osobę, która była na leczeniu psychiatrycznym mimo, iż mój ojciec chrzestny był psychiatrą.
Dziś, po wielu latach, trudno mi znaleźć w moim otoczeniu osobę, która nie łykała by środków uspokajających, która nie miała by nerwicy, depresji czy innych problemów, natomiast u psychiatrów są większe kolejki niż dawniej gdy rzucili szynkę. Dziś trudniej znaleźć osobę nie mającą problemów psychicznych niż dawniej osobę, która je miała :-)

Na temat tego dlaczego tak, jest wypisuje się tomy różnych farmazonów, które tak naprawdę zupełnie nic nie znaczą, mimo iż tak naprawdę odpowiedź na to jest bardzo prosta i oczywista. Dlaczego więc stając się częścią “wolnego, dostatniego świata”, dającego nam ”nieograniczone możliwości”, których to podobno pozbawiała nas poprzednia “siermiężna, niewolna, zacofana i biedna” rzeczywistość, popadliśmy w nerwicę, depresję i inne zaburzenia psychiczne? Rzekomo zrobiliśmy skok cywilizacyjny, żyje nam się lepiej, łatwiej, bogato i w ogóle wspaniale, więc wreszcie powinniśmy być szczęśliwi, zadowoleni i zdrowi psychicznie, aż do bólu :-) Dlaczego rzeczywistość przeczy tym wspaniałym aksjomatom, powtarzanym w kółko jako akt wiary?
Odpowiedź jest bardzo prosta. Zanim uzyskaliśmy rzekomą wolność, szczęście, bogactwo i nieograniczone możliwości, których jakoby nie mieliśmy wcześniej, żyliśmy sobie spokojni, szczęśliwi, w przyjaznym świecie, w poczuciu bezpieczeństwa. Fundamentalnego bezpieczeństwa dla każdej ludzkiej istoty, świat był przyjaznym miejscem, pełnym przyjaznych ludzi, wolnym od zagrożeń, a było tak dlatego, ponieważ każdy miał poczucie bezpieczeństwa. Nikt nie obawiał się, że jutro zostanie pozbawiony możliwości przetrwania biologicznego, miał poczucie bezpieczeństwa egzystencji, nie postrzegał więc świata jako pola bezwzględnej walki o byt, o przetrwanie biologiczne i co z tego wynika, nie postrzegał też innych jako wrogów, zagrożenia dla swojej egzystencji, bo miał zapewnione podstawy biologicznego przetrwania.

Teraz żyjemy w zupełnie innym świecie i nie ma znaczenia, czy sobie to uświadamiamy czy nie. Nasze istnienie biologiczne jest ciągle zagrożone, musimy bezwzględnie walczyć o byt bez żadnych zasad, czy nam się to podoba, czy nie. Niezależnie co sobie myślimy, fundamentalny instynkt biologiczny sprawia, że ciągle walczymy o przetrwanie, w poczuciu niepewności, w fundamentalnym lęku i jakbyśmy siebie nie okłamywali, czujemy ten lęk, którego drugą stroną jest wrogość do świata i do wszystkich konkurentów. To kształtuje nasz sposób myślenia, odczuwania i postępowania. Nawet jeśli tłumimy to, tworząc sobie różne fantazje, ten biologiczny lęk wyniszcza nasze ciała i psychikę, bo musimy postępować wbrew swojej naturze.

Kiedy w naturalnych warunkach człowiek czuje lęk, zagrożenie, reaguje na nie ucieczką lub atakiem, eliminując źródło zagrożenia: czy to uciekając od niego, czy to go niszcząc, po czym wraca do normy. W naszym nowym świecie nie ma dokąd uciec, tłumimy również naturalny instynkt ataku. Nie wracamy do normy, musimy więc oszaleć wcześniej czy później (zazwyczaj wcześniej), bo nie jest możliwe tłumienie podstawowych potrzeb biologicznych. Aby jako tako funkcjonować będąc szalonym, potrzebujemy psychotropów i psychiatrów :-)
Oczywiście ani psychiatra ani psychotropy nie mogą nam tak naprawdę pomóc, bo one tylko tłumią symptomy tego, co nas wyniszcza, nie usuwają jednak przyczyny, ani nie czynią nas mniej szalonymi :-)

Kiedy ktoś traci pracę, traci biologiczne podstawy swojego życia, a więc grozi mu śmierć głodowa, czuje więc przerażenie i jest gotowy poświęcić wszystko by przeżyć, nic innego się nie liczy. Staje się bestią gotową na wszystko, by tylko przetrwać, zatraca swoje człowieczeństwo. Godność, wszelkie ludzkie wartości przestają mieć znaczenie, liczy się tylko przetrwanie za wszelką cenę. Aby przetrwać biologicznie, musi znaleźć pracę i kiedy to się uda, staje się przerażonym niewolnikiem, pozbawionym wszelkich zasad, by utrzymać tę pracę. Staje się zdolny do najgorszej podłości, najgorszego upokorzenia, byle tylko mieć co jeść. Oczywiście jak każdy niewolnik nienawidzi swego pana, zabiega o jego względy i nienawidzi innych niewolników, którzy zagrażają jego bytowi. Żyje również w ciągłym strachu o to, że utraci podstawy swego biologicznego istnienia, jakim jest praca. Jest więc istotą, którą przepełnia zwierzęcy strach i nienawiść, wściekłym psem. Zdaje sobie sprawę, że tylko brak zasad, nienawiść do wszystkich konkurentów, bezwzględność i wrogość, mogą zapewnić mu przetrwanie. Staje się więc podłą, niebezpieczną bestią, walczącą o przetrwanie i nie ma znaczenia, że niemal wszyscy wokół są w tej samej sytuacji. Jak to się mówi, w kapitalizmie przetrwać, osiągnąć sukces mogą tylko najbardziej okrutne, bezwzględne i podłe indywidua, choć oczywiście używa się tu innych słów dla określenia tych cech, np. asertywność, przedsiębiorczość itp. :-)

Oczywiście społeczeństwo funkcjonujące na tych zasadach musi być szalone, wynaturzone, oparte na kłamstwie, wrogości i nieustannym strachu, przed którym nie ma ucieczki. Ludzie, jak i państwa, muszą dominować, wyniszczać i zniewalać innych, gdyż inne relacje są niemożliwe i jest to źródłem wszelkiego zła.
Współcześnie coraz więcej ludzi zaczyna zdawać sobie z tego sprawę, a tak naprawdę zdawało sobie z tego sprawę od dawna, stąd powstały różnego rodzaju świadczenia socjalne, jak i coraz głośniej mówi się o wprowadzaniu dochodu gwarantowanego.

Świadczenia socjalne, wbrew opiniom skończonych idiotów bez wyobraźni, nie są dobrym gestem państwa, ale tym, co zapewnia mu przetrwanie. Bez nich mielibyśmy rzesze ludzi pozbawionych środków do życia i oczywistym jest, że ci ludzie aby przetrwać, musieli by mordować bogatszych i nic nie mogło by ich przed tym powstrzymać. Skrajni idioci, mieniący się politykami, proponują by zabijać bezrobotnych i mimo, iż jest to wstydliwe, w niektórych krajach się to praktykuje. Oczywiście efekt jest taki, że ci bogatsi muszą otaczać się strażnikami, mieszkać w ufortyfikowanych osiedlach, co nie tylko czyni życie uciążliwym i stwarza ciągle poczucie zagrożenia, ale wymaga też sporych środków, podczas gdy zapewnienie świadczeń socjalnych wymaga o wiele mniej środków i czyni życie bezpieczniejszym. W przypadku zlikwidowania świadczeń socjalnych i jak chcą niektórzy, mordowania bezrobotnych i innego “ludzkiego śmiecia” na pełną skalę, oznacza to totalną wojnę, którą ze względu na ogromną przewagę liczebną, muszą wygrać biedni. Tak więc jedyną rzeczą jaka może złagodzić obecną chorą sytuację, jest właśnie wprowadzenie stosunkowo wysokiego dochodu gwarantowanego.
Człowiek w obecnej sytuacji, mający zapewniony odpowiednio wysoki dochód gwarantowany, przestaje się bać, znika fundamentalne poczucie zagrożenia, a co za tym idzie, znika również agresja i konflikty bo tak naprawdę nie ma w takiej sytuacji o co walczyć. Nie ma biologicznej potrzeby walki o przetrwanie, więc nie musimy traktować wszystkich jako wrogów, kłamać i oszukiwać aby przetrwać i odzyskujemy równowagę psychiczną, na powrót moglibyśmy stać się ludźmi.

Oczywiście nawet ktoś słabo rozgarnięty już w tym momencie uświadamia sobie, iż źródłem wszelkiego zła jest “własność prywatna”, a raczej chora idea własności jako takiej. Z rzeczy materialnych potrzebujemy pożywienia, odzienia, dachu nad głową i niewiele więcej, których to dóbr jest spory nadmiar i dla każdego by wystarczyło. Problem jest w tym, że kiedy pojawia się chora koncepcja własności, niektórzy zagarniają ich o wiele więcej niż potrzebują i marnotrawią je, przez co innym zaczyna brakować. Najlepiej ilustruje to stara mongolska legenda:
Pierwotnie ludzie byli świetlistymi duchami a ich pokarmem było niebo, które było wówczas blisko ziemi. Kiedy byli głodni brali kawałek nieba i zaspokajali swój głód. Tak było do czasu, kiery jedna z tych istot wzięła więcej nieba niż mogła zjeść, skutkiem czego brakło pożywienia dla innych, a zgromadzony nadmiar nieba się zmarnował. Wówczas i inne istoty w obawie, iż zabraknie dla nich pożywienia, zaczęły również gromadzić nadmiar, który ulegał marnotrawstwu, skutkiem czego brakowało dla innych i pojawiły się konflikty, a obrażone niebo odsunęło się do ziemi i istoty te upadły stając się ludźmi.
Jest kilka tego typu legend o początkach upadku ludzi i pojawieniu się zła, ale wszystkie mówią o tym samym, że kiedy jedni zabierali innym pożywienie, mając więcej niż mogą zjeść i pożywienie to gniło, innym zaczynało go brakować i pojawiało się zło, a świat stawał się okropnym miejscem nie do zniesienia.

Nasi przodkowie doskonale zdawali sobie sprawę, że źródłem zła, nienawiści i wszelkiej nieprawości jest to, co dziś nazywamy własnością czyli zagarnianie przez jednych zbyt dużo niepotrzebnych im dóbr, skutkiem czego innym zaczynało brakować, co jasno wyraża Kosmas pisząc: “Nikt nie znał słowa “moje”, lecz na kształt życia mniszego mieli – “naszym” ustami, sercem i czynem ogłaszali.”
Nasi przodkowie z radością dzielili się z innymi tym co posiadali, zaspokajając potrzeby innych rozdając swoje dobra, o czym pisze wielu kronikarzy: “Nie masz różnicy między znajomymi i nieznajomymi, jeśli o co poprosi wychodzący chętnie mu dadzą, proszącemu też wzajemnie, gospodarzowi nigdy nie odmawia. Radzi są bardzo upominkom, atoli biorąc i dając nie kładą obowiązków.” Podobny zwyczaj mieli Indianie, którzy również regularnie urządzali uczty, rozdając innym wszelkie swe dobra, a ponieważ wszyscy tak postępowali, nigdy nikomu nic nie brakowało.
Nasi przodkowie troszczyli się o siebie: “Nie ma też ani jednego ubogiego ani żebraka między nimi. Skoro bowiem którego choroba osłabi, lub starość sił pozbawi, oddają go pod opiekę spadkobiercy, a ten z największą ludzkością o niego ma staranie.” Nie przywiązywali żadnej wagi do dóbr materialnych: “Wola swobodny i niezbyt zatrudniony żywot prowadzić, niż wielkimi zachody o dobre jadło niż bogactwa się starać” Dlatego nie znali kłamstwa, oszustwa ani niegodziwości, która rodzi się ze strachu i chciwości: “(…) nie znajdziesz między nimi złodziei ani oszustów(…) Nie obawiają się żadnego podstępu, bo go sami nie uprawiają.(…)” “Radzą się gdyż zmyślać nie umieją.” “Co do obyczajów i gościnności nie znalazłbyś narodu, który by zacniejszym był i dobrotliwszym.”

Nasi przodkowie nie znali też chorego wypaczenia, zrodzonego ze zła i służącemu zniewoleniu i sianiu zła, jakim jest prawo “(…) Więcej tam wiążą dobre obyczaje niż gdzie indziej dobre prawa (których nie mają).” “Co do obyczajów i gościnności nie znalazłbyś narodu, który by zacniejszym był i dobrotliwszym.” Nie uznając kłamstwa nie tolerowali też niegodziwości: Nie znają tam żartować z występków ani sromoty modą zasłaniać kto by się dopuścił lub wyrządził (…) nie masz miłosierdzia.”
To właśnie znaczy prawdziwa wolność i prawdziwe człowieczeństwo, żadnych kłamstw, zniewalających praw, żadnej własności, żadnej tolerancji dla niegodziwości.
Niewolnicy muszą kłamać, oszukiwać, być niegodziwi, by przetrwać. Muszą ich niewolić prawa. Źródłem niewolnictwa i wszelkiego zła jest własność, gdy nie ma własności, nie istnieje zło z niej zrodzone – to wiedzieli nasi przodkowie, wiodąc radosny, wzniosły żywot w prawdziwej wolności, my zaś pozostajemy niewolnikami, przesyconymi wszelkim złem. Czy możemy to zmienić? Moglibyśmy, gdybyśmy tylko jasno to zrozumieli, jak rozumieli to nasi przodkowie i gdyby starczyło nam odwagi, by odrzucić kłamstwa, jakie nam wpojono, podążając za tym co dobre i naturalne.

Dodaj komentarz


  • RSS