Aktualnie przeglądasz kategorię Bez kategorii
Wyświetlam 1 - 4 z 4 notek

Dawni Bogowie – opowieść pielgrzyma

  • Napisane 7 października 2017 o 11:05

Około 30 lat temu poznałem pewnego widzącego, który zarazem był medytującym. Ja wówczas byłem młodym żarliwym adeptem zen. Zaprzyjaźniliśmy się i w końcu pewnego razu mój nowy przyjaciel wziął mnie pierwszy raz na pielgrzymkę do Świętego Miejsca Białego Światła u stóp Góry Stworzenia gdzie przez kilka dni oddawaliśmy się medytacjom.
Gdy przybyliśmy na miejsce, po rozłożeniu obozu mój mentor polecił mi abym rozpalił ognisko i powiedział, że jeśli uda mi się je rozpalić od razu będzie to znaczyło, że pewien dawny Bóg ma mnie w swojej opiece. Przygotowałem ognisko, które od razu mocno zapłonęło od pierwszej zapałki, wówczas mój mentor przyjrzał mi się uważnie i powiedział, że faktycznie ten Bóg darzy mnie szczególną opieką.
Wówczas nie interesowałem się dawnymi Bogami, jednak poczułem wówczas duchową opiekę i pomyślałem iż dawni Bogowie muszą być realni.

Niedługo potem wpadł mi w ręce reprint przedwojennej książeczki o religii naszych przodków i zakochałem się w dawnych Bogach. Szukałem i czytałem wszelkie strzępy informacji na ten temat, niestety było ich nie wiele – na szczęście nie było wówczas internetu pełnego dezinformacji, więc mimo niewielu informacji były one w miarę rzetelne. Pokochałem słowiańszczyznę i zarażałem tą miłością ludzi wokół, nawet uznano mnie za pewnego eksperta w tych sprawach i zasięgano mojej opinii, wyjaśnień jak i wskazywania materiałów źródłowych. Wiedziałem jednak, że niestety materiałów zachowało się o wiele za mało, aby można się o dawnych Bogach dowiedzieć czegoś więcej. Zrozumiałem, że o dawnych bogach mogą coś powiedzieć tylko ludzie obdarzeni „widzeniem” jak mój mentor – niestety nie wyrażał on żadnej chęci by wykorzystać swoje niezwykle zdolności w tym kierunku, a nie śmiałem nalegać.

Przez lata podążając za moim „widzącym” mentorem pielgrzymowałem z nim do wielu świętych miejsc, gdzie spędzaliśmy czas na medytacjach i gdzie pod jego kierunkiem miałem wiele doświadczeń, wizji i otrzymywałem wiele wyjaśnień i wskazówek, podobnie jak i niektórzy inni ludzie na tej ścieżce. Pewnego razu mój mentor zabrał mnie w okolicę, gdzie było wiele świętych miejsc, które odwiedzaliśmy rozbiwszy obóz w jednym z nich. Przez wszystkie te lata byłem żarliwym adeptem zen aczkolwiek Buddyzm Tybetański również mnie interesował, jednak zasadniczym autorytetem w różnego rodzaju medytacjach był mój „widzący” przyjaciel i to pod jego kierunkiem praktykowaliśmy medytacje nie tylko w świętych miejscach. Podobnie było i tym razem. Kiedy wieczorem medytowaliśmy pojawiło się wiele dziwnych znaków a nocą dzieliliśmy niezwykły sen związany z dawnymi Bogami – od tego momentu już wiedziałem iż dawni Bogowie są nie tylko bardzo realni, ale również dobrzy, mocni i potężni.
Od tej pierwszej wizji dawnych Bogów pojawiły się inne, wiele się dowiedziałem i pokochałem jeszcze bardziej Dawnych Dobrych Bogów, w końcu po latach pomyślałem iż powinienem się podzielić tą cudowną wiedzą z innymi. Rozradowany tym wspaniałym pomysłem udałem się na pielgrzymkę do świętej „Góry Niebieskiego Światła” by tam przez kilka dni medytować w tej intencji i uzyskać błogosławieństwo Dobrych Bogów. Trzeciego dnia medytacji, Dobrzy Bogowie zabrali mnie do swej Boskiej siedziby – było to cudowne i niewyrażalne doświadczenie, zobaczyłem wszystkich Bogów, którzy udzielili mi błogosławieństwa i ukazali wiele rzeczy zarazem wyjaśniając iż nie powinienem przekazywać wiedzy o nich ludziom gdyż nie jest to właściwy czas. Od tamtego momentu przestałem wszystkim o tym mówić, zatrzymując tę wiedzę dla siebie i podążając za nią. Pewne nauki przekazywałem jednak tym z przyjaciół, których serca były czyste i szczerze pragnęli za nimi podążać i niektórzy z nich również mieli szczęście spotykać Dobrych Bogów, otrzymywać od nich nauki i błogosławieństwa stosownie do swoich zdolności i oddania. Jedyne co mogę powiedzieć to, to że Dawni Bogowie nigdy nie odeszli, ale są tu i teraz i każdy, czyje serce jest czyste i dobre otrzymuje od nich błogosławieństwa bo nie są istotne nasze wierzenia, ale nasze postępowanie, myślenie i czyste serce.

Teraz zwłaszcza w internecie wiele się mówi od dawnych Bogach – zazwyczaj bzdury nie mające żadnego związku z rzeczywistością, ale to jest nieistotne. Gorsze jest to, że mówiąc o dawnych Bogach nie mówi się tego z miłości czy tęsknoty czystego serca, ale mówi się z gniewem, zadufaniem i innymi negatywnymi uczuciami – jednym słowem zaprzeczając wszystkiemu czym w istocie są Dobrzy Bogowie. To jest złe i nie ma nic wspólnego z prawdziwymi Bogami. Nasi prawdziwi Bogowie uczą gościnności, otwartości, dążenia do dobra i zjednoczenia a nie stwarzania konfliktów, podziałów i walki z innymi.
Często atakuje się chrześcijan, że robili i robią złe rzeczy, zwalczają innych i szerzą nienawiść, ale jeśli robi się to fałszywie powołując na dawnych Bogów, czy dawną tradycję to jest to totalna hipokryzja i bardzo zła rzecz bo ci, którzy to robią postępują dokładnie tak samo jak ci, których atakują i niczym nie różnią się od nich.
W piśmie świętym chrześcijan jest napisane postępujcie w stosunku do innych tak jak chcielibyście aby inni postępowali w stosunku do was, nakarmcie głodnych, dajcie pić spragnionym, opiekujcie się chorymi, wzajemni sobie pomagajcie i czyńcie tylko dobro. Jest też napisane „Po tym inni poznają, że jesteście moimi uczniami, że się wzajemnie kochacie”. Te nauki tak czy inaczej formułowane są zawsze naukami prawdziwych Bogów. Nasi przodkowie żyli zgodnie z nimi. Chrześcijanie jak i Ci mieniący się neopoganami tego nie robią, nie rozwijają cnót, nie dążą do doskonałości tylko kultywują swój egoizm i zło, nienawidzą i dzielą – i jedni i drudzy są zaprzeczeniem prawdziwej religii. Natomiast każdy, kto kultywuje te zasady, żyje według nich i próbuje je doskonalić jest prawdziwym dzieckiem Prawdziwych Bogów bez względu na swoje wierzenia, dlatego nie zdradza Naszych Bogów ten co mieniąc się chrześcijaninem, muzułmaninem, hinduistą, buddystą itd. jeśli rzeczywiście kocha innych, pomaga im dążąc do rozwoju dobra i jedności a nie podziałów.

Nauka prawdziwych Bogów jest zawsze święta, czysta i dobra, jest żywa w tych, którzy za nią podążają i ją studiują – nie koniecznie ze świętych pism. Nie liczą się nazwy symbole, liczy się tylko treść, która pozostaje ta sama we wszystkich prawdziwych religiach, nawet jeśli jest skrępowana naleciałościami pomieszania.

My pielgrzymi wędrujemy do świętych miejsc by tam oczyszczać umysł, wyciszać się, aby odczuć obecność prawdziwych Bogów, którzy odnawiają nasze serca i obdarzają nas siłą i inspiracją by kroczyć ścieżką dobra. Nie głosimy nauk, nie chcemy nikogo zmieniać. Ci, którzy tylko mówią o Bogach i chcą innych zmuszać do przyjęcia swoich poglądów nie pielgrzymują i nie szukają Bogów tylko rozwijają swoje szalone fantazje.
Jeśli ktoś naprawdę szuka dawnych Bogów niech szuka dobra, jedności i czystości, niech oczyszcza swój umysł zamiast napełniać go fantazjami i nieczystymi emocjami.

Joga Nidra

  • Napisane 21 grudnia 2013 o 17:57

W przedwojennych tekstach dotyczących Jogi możemy zetknąć się z pojęciami magnetyzacja lub energetyzacja ciała, głównie w kontekście Pratjahary i Joga Nidry. Dziś pojęcia te mogą wydawać się niezrozumiałe, wówczas jednak odnosiły się do znanego wówczas pojęcia magnetyzmu i snu magnetycznego – Joga Nidrę również określano wówczas niekiedy jako sen magnetyczny. Teksty te również w tym kontekście wyjaśniały sposoby magnetyzowania ciała aby wprowadzić się w stan Joga Nidry. Współcześnie kiedy czytamy o Joga Nidrze znajdujemy wyjaśnienia iż stan Joga Nidry osiąga się przede wszystkim poprzez rotację świadomości i znajdujemy inne bardziej nowoczesne metody powiązane z tradycją natomiast próżno szukać tych opisanych w starych tekstach, a szkoda gdyż są one niezwykle skuteczne a zarazem dość proste. W związku z tym postanowiłem przypomnieć tu jedną z takich metod – była to jedna z pierwszych metod jakie poznałem. Oto ona:

„Kładziemy się sawasanie, relaksujemy się najlepiej jak potrafimy po czym rozpoczynamy magnetyzowanie ciała. Wdychając wolno, głęboko przez nos wyobrażamy sobie, że wciągamy pranę, która płynie do splotu słonecznego. Następnie zatrzymujemy na chwilę oddech odczuwając jak prana gromadzi się w splocie słonecznym – możemy ją odczuć jako narastające tam subtelne ciepło. Po czym wydychając bardzo miękko, delikatnie, niesłyszalnie kierujemy pranę na całe nasze ciało energetyzując je.”

Kiedy praktykujemy w ten sposób czujemy jak prana przenika nasze ciało, rozluźniając je, energetyzując i po chwili nasze ciało wchodzi w specyficzny stan rozluźnienia pogrążając się w ów sen magnetyczny. Ciało staje się jakby subtelne, jakby naładowane delikatną energią, nie porusza się, jakbyśmy byli odeń oddzieleni i kiedy pozostajemy w tym stanie stopniowo przestajemy go odczuwać. Jest tak jakby ciało spało, a umysł pozostawał czysty i przejrzysty. Kiedy spoczywamy w tym stanie wszystkie napięcia znikają i wchodzimy w Joga Nidrę – mistyczny sen.

Oczywiście istnieje wiele technik oddechowych, których efektem jest wejście w Joga Nidrę, ale ta wydaje się najprostsza.

Ten sposób magnetyzowania ciała aby wejść w Joga Nidrę opisywany jest również jako metoda leczenia. Kiedy mamy coś chorego w ten sam sposób delikatnie energetyzujemy to praną i jak się przekonałem niekiedy jest to zadziwiająco skuteczna i szybka metoda uleczenia jakiejś dolegliwości, jest to też metoda znieczulania. Trudno mi powiedzieć czy łatwo się tego nauczyć czy też nie. Ja kiedy poznałem tę metodę praktykowałem przez rok Hatah Jogę i codziennie ćwiczyłem przez kilkanaście minut pełny dodech więc okazało się to dla mnie dziecinnie łatwe. Być może jeśli ktoś nie opanował pełnego oddechu może mieć z tym trudności z powodu napięć w oddechu, w każdym bądź razie moim zdaniem sukces zależy właśnie od tego super łagodnego delikatnego niesłyszalnego wydechu, kiedy się to udaje już po kilkunastu oddechach zaczyna się wchodzić w Joga Nidrę (przynajmniej ja tak mam) dlatego pomyślałem, że warto przypomnieć tę starą metodę.

Tradycja Indian Prerii a Religie

  • Napisane 30 listopada 2012 o 23:48

Kiedy mówimy o tradycji Indian prerii myślimy szamanizm i jest w tym trochę racji, ale tylko trochę. Tradycja Indian prerii jest niezwykle bogata i złożona, posiada wiele elementów, które możemy zaklasyfikować jako szamanizm w ogólnym znaczeniu tego słowa jednak nie tylko. Patrząc głębiej na tę tradycję dostrzegamy coś co mogli byśmy nazwać pierwotnie czystą doskonałą religią opartą na bliskich osobistych relacjach między człowiekiem a prawdziwymi Bogami.

Instytucjonalne religie jakie znamy są pewnym wypaczeniem czystej, pierwotnej, doskonałej religii w których człowieka z Bogami łączyły bardzo osobiste, autentyczne i bezpośrednie relacje jakie spotykamy u Indian Prerii. W instytucjonalnych religiach ten czysty bezpośredni kontakt został zastąpiony przez pośredników jakimi ustanowili się kapłani i stworzone instytucje w końcu odcinając ludzi od prawdziwych Bogów i Ich bezpośrednich żywych nauk, które zastąpiono pewnymi doktrynami.

W początkach instytucjonalnej religii, kapłani byli ludźmi, których kontakt z Bogami był głębszy niż większości ludzi a przez to ich zrozumienie Boskich przesłań było doskonalsze, obdarzeni byli również przez Bogów specjalnymi mocami aby mogli służyć ludziom czyniąc ich życie lepszym i łatwiejszym, pomagając im lepiej zrozumieć to co Dobrzy Bogowie im przekazywali. Ci pierwsi kapłani służyli swoim społecznościom ciesząc się zasłużonym szacunkiem i wdzięcznością ludzi, byli tacy jak szamani Indian Prerii – wybrańcami Bogów. Być wybranym oznaczało służyć całej społeczności, zaś szacunek i autorytet wynikał z jakości tej służby. Nie była to służba o którą ktokolwiek zabiegał, nie wynikała ona z własnego wyboru jednak nie można się było od niej uchylić. Była to bardzo odpowiedzialna służba, kapłan podobnie jak Indiański szaman nie mógł się pomylić, jego wizja musiała się sprawdzać inaczej zostawał ośmieszony i wygnany z plemienia. Ludzie jednak zdawali sobie doskonale sprawę z tego jak ważny dla nich jest prawdziwy kapłan, jego wizje i nauki niezbędne dla ich szeroko pojętej pomyślności czy nawet przetrwania, dlatego darzyli go prawdziwym, szczerym szacunkiem rozumiejąc jak ciężka i ważna dla nich jest jego służba.

Aby zrozumieć początki instytucjonalnej religii trzeba również zrozumieć czym jest święte miejsce. Święte miejsca to miejsca w których obecność Bogów jest szczególnie wyraźna i w których najłatwiej wejść z nimi w kontakt, dlatego są one niezwykle cenne i ważne. Z miejscami tymi związane są legendy i piękne opowieści. Dla ludzi żyjących w czystych osobistych relacjach z Bogami były one niezwykle ważne. Udawano się do tych miejsc by poszcząc i modląc się nawiązać tę osobistą relację, by otrzymać bezpośrednie osobiste nauki od Bogów, doświadczyć czystego bezpośredniego kontaktu, umacniać więź jak i po to by otrzymywać od Bogów szczególne dary. W tych miejscach wybranych przez Bogów kontakt z nimi był najłatwiejszy, dlatego były one tak ważne i traktowano je w szczególny sposób. W świętych miejscach gdzie obecność Bogów była szczególnie wyraźnie odczuwalna zachowywano się w szczególny sposób, nie można było tam walczyć, robić złych rzeczy, należało zachować czystość i postępować we właściwy sposób. Miejsca te należały do Bogów i otwarte były dla wszystkich którzy poszukiwali z Nimi kontaktu.

Święte miejsca traktowano z najwyższym szacunkiem i chroniono je w szczególny sposób, tam też zaczęły powstawać pierwsze świątynie. Świątyń pierwotnie nie budowano dla Bogów, ale dla ludzi, pielgrzymów, którzy tam przybywali – dla ich wygody, ze względów praktycznych. To nie świątynie były święte, święte były miejsca w których je wznoszono. Niekiedy w tych miejscach zamieszkiwali ludzie mający szczególny kontakt z Bogami i wówczas wznoszono budowle dal wygody tych, którzy przybywali do tych świętych ludzi po rady i nauki.
Podobnie dzieje się do dziś. Znakomitym przykładem może być wspaniały meczet z fortem na szczycie góry niedaleko Agry. W tym miejscu mieszkał kiedyś święty pustelnik do którego wszyscy zwracali się o radę i błogosławieństwa. Jego świętość była tak wielka, że często pielgrzymował do niego Radża. Ów Radża zapragnął zabrać świętego na swój dwór by móc korzystać z jego rady jednak święty mąż zdecydowanie odmawiał. Wówczas Radża wokół pustelni świętego wybudował marmurowy taras i świątynię dla pielgrzymów przybywających do świętego miejsca – a dla siebie pałac by mieszkać blisko świętego.
W podobny sposób powstawały różnego rodzaju sanktuaria, osady wokół świętych miejsc a nawet całe ogromne miasta jak np. w przypadku Efezu.

Kiedy zaczęły powstawać pierwsze świątynie potrzebni stali się ludzie opiekujący się nimi, początkowo byli to ludzie, których wyznaczano by udali się wcześniej do świętego miejsca i przygotowali go na przybycie pielgrzymów, z czasem pojawili się ludzie, którzy zamieszkali w pobliżu a z czasem przekształcili się w stałych opiekunów sanktuariów żyjących z tego. Niekiedy zamieszkiwali tam święci ludzie a opiekunowie sanktuariów służyli im co podnosiło ich prestiż i znaczenie – było to praktyczne i wygodne dla wszystkich.
Do świętych mężów przybywali wybrani uczniowie o specjalnych zdolnościach jak i zwykli ludzie pragnący się uczyć. Z tych wszystkich ludzi stopniowo wyłoniła się klasa kapłanów. Prawdziwymi kapłanami początkowo byli tylko ci, których wybrali Bogowie jednak ich charyzma spływała na wszystkich wokół, ponieważ jednak tacy ludzie zawsze byli wyjątkowi i unikalni powstawała też niższa klasa kapłanów. W końcu ukształtowały się instytucje w których prawdziwi kapłani stali się praktycznie zakładnikami organizacji, które miały im służyć aż w końcu zostali wyeliminowani. Pozostała instytucja, która zagubiła sens swego istnienia.

Taka instytucja aby zachować rację swojego bytu jaką było przekazywanie nauk Bogów zmuszona była sama fabrykować te nauki. Początkowo przekazywano nauki dawnych kapłanów, systematyzowano je i przekształcano, potem zaczęto je interpretować i jeszcze bardziej przerabiać stosownie do różnych interesów a kapłanami zostali ludzie którzy interpretowali i przekazywali te nauki w sposób odpowiedni dla instytucji i jej możnych sponsorów – tak więc w tych instytucjach nie było już miejsca dla prawdziwych kapłanów a w końcu zabrakło też miejsca dla prawdziwych Bogów. Tak powstały nowe zupełnie fałszywe religie stworzone przez ludzi. Religie te służyły władcom i samym sobie a nie prawdziwym Bogom ani ludziom stając się narzędziami ucisku i zniewolenia. Prawdziwi Bogowie zostali zapomniani i zniesławieni przez funkcjonariuszy tego potwornego mutanta jakim stała się zinstytucjonalizowana religia. Ten pasożytniczy potwór zniewolił nas swoimi kłamstwami i przemocą, oddzielił nas od prawdziwych Bogów jak i prawdziwych kapłanów skazując nas na smutną egzystencję niewolników tego pasożyta, zabraniając nam myśleć, czuć i poszukiwać czegokolwiek poza nim samym. Tak zakończył się czas dobrych Bogów a zaczął się czas, kłamstwa i podłych ludzi zniewalających innych ludzi. W końcu zniewalający pozbawieni zasad ludzie przestali potrzebować tej instytucji zniewolenia jaką jest zinstytucjonalizowana fałszywa religia, uzyskali jeszcze potężniejsze narzędzie zniewolenia jakim stały się nowe media i nowi kapłani fałszywej nauki, która zastąpiła fałszywą religię.

Indianie prerii zostali zniszczeni i nadal są niszczeni bo stanowili i stanowią największe zagrożenie dla cywilizacji zniewolenia, pokazując jak naturalne i bezpośrednie mogą być kontakty z prawdziwymi Bogami, którzy pomagają nam żyć w harmonii z sobą i wszechświatem, którzy pokazują nam właściwą drogę jaką może kroczyć wolny człowiek, pokazują nam kim są prawdziwi kapłani i jak blisko nas są nasi Dobrzy Bogowie. Odnalezienie prawdziwych Bogów to największy i najbardziej przerażający koszmar jaki może przyśnić się tym, którzy zniewalają innych trzymając ich w żelaznej sieci swych kłamstw, pozbawiających ich ofiary woli i wsączających strach w ich serca. Wiedzą oni, że kiedy do serc ludzi przemawiają prawdziwi Bogowie znika lęk a sieć kłamstw zaczyna rozpływać się jak mgła ukazując ich małość, podłość i bezsilność, dlatego będą walczyć do ostatniego tchu nie cofając się przed niczym, będą sączyć jad kłamstw, zwodzić, nie cofną się przed przemocą byle tylko ludzie nie odnaleźli prawdziwych Bogów. Mimo to cichy śpiew Indianina w świętym miejscu dociera do naszych serc i budzi coś czego sobie nie uświadamiamy, ale czujemy, że jest to coś ważnego od czego zależy nie tylko nasza wolność, nasze przetrwanie. Kiedy wsłuchamy się sercem w ten głos, zaufamy mu i zaczniemy za nim podążać to nawet jeśli zmyleni przez kłamstwa wrogów tysiąc razy zbłądzimy w końcu odnajdziemy właściwą ścieżkę a wówczas już nic nas nie powstrzyma przed wyzwoleniem się z iluzji kłamstw i zobaczenia tego co uczyni nas wolnymi.

Powitanie

  • Napisane 25 czerwca 2012 o 20:06

Witam na blogu niebieskiego smoka :-)


  • RSS