Aktualnie przeglądasz kategorię Codzienność
Wyświetlam 1 - 10 z 52 notek

Stany niepokoju

  • Napisane 18 sierpnia 2017 o 06:58

Pierwsze ataki paniki pojawiły się kiedy było gorąco i spacerując zmęczyłem się i miałem lekkie zawroty głowy np. pomyślałem, że jestem tak zmęczony, że nie dojdę już do domu i wówczas opuściły mnie siły i zaczęło się, albo zmęczony pomyślałem, że źle się czuję i dalej już z górki :-)
Drugą sytuacją jaka prowadziła do wzrostu niepokoju i w końcu do ataków paniki było kiedy ktoś głośno mówił, kiedy ludzie przy mnie się kłócili, stwarzali problemy itp. kiedy był gwar jak w sklepie czy na stołówce itd.
Trzecią sytuacją było czekanie powodujące wzrost napięcia. Czwartą było światło świetlówki czy ogólnie dziwne widzenie. Niektóre miejsca również powodowały wzrost niepokoju. Piątą przebywanie w samotności, niemożność porozmawiania z kimś. Jeśli ktoś/coś mnie przestraszy a teraz o to nie trudno to napięcie się kumuluje i może skutkować problemem.
Ogólnie, kiedy pojawia się brak stabilności, zamieszanie powoduje to wzrost napięcia i często prowadziło do ataków paniki.
Zauważyłem związek ataków paniki z narastaniem napięcia w ciele głownie w plecach, oraz słabości w nogach.

Jakiś czas temu sądziłem, że udało mi się uwolnić od ataków paniki radząc sobie, ze świetlówkami, gwarem i większością rzeczy tak, że tylko zmęczenie, zawroty głowy, wrzaski, albo bardzo stresujące gwałtowne sytuacje wywoływały poważniejszy wzrost niepokoju, niestety w ostatnich dniach przekonałem się, że nie jest to do końca prawda.

Ogólnie ataki są z reguły znacznie słabsze niż wcześniej, ale nie oznacza to, że zniknęły całkowicie. Od pewnego czasu zauważyłem, że ataki mają formę wzrostu napięcia powyżej pewnego poziomu, kiedy to zaczynają temu wzrostowi napięcia towarzyszyć pewne symptomy somatyczne. W zasadzie nie są to już ataki paniki, ale stany niepokoju związane z somatycznymi objawami.

Napięcie, czy niepokój często pojawia się u mnie już rano po przebudzeniu. Nie jest to nic niezwykłego bo zdarzało się to już dużo wcześniej zanim pojawiły się ataki paniki, ale wówczas mogłem je ignorować lub rozluźniać i nie stanowiło to żadnego problemu. Teraz jeśli je zignoruję one nie znikają tylko utrzymują się i mają tendencję do narastania – zazwyczaj czuję je w nogach i plecach.

Kiedy napięcie narasta pod wpływem sytuacji stresowych zaczyna być bardzo mocno odczuwalne w plecach i tam się kumuluje, przy dalszym narastaniu oddech staje się ciężki i blokowany przez napięcie, w końcu zazwyczaj po południu lub wieczorem (o ile nie ma jakiś wyjątkowo stresujących sytuacji) napięcie może osiągnąć taki poziom, ze pojawiają się dodatkowe objawy, gorąco, zimno, bóle, ściśniecie gardła i wówczas ciśnienie mi skacze, czuję się fatalnie, ale nie uniemożliwia mi to funkcjonowania jak dawniej.
Mogę to przezwyciężyć i panować nad tym w pewnym zakresie jeśli nikt mnie nie gnębi mimo iż jest to bardzo nieprzyjemne i trwa ok. dwóch godzin jeśli nie ma dalszych bodźców. Sztuka polega na tym aby próbować nie dopuścić do takiego wzrostu napięcia.

Przede wszystkim jeśli pojawia się rano napięcie muszę je rozluźnić i zdaje się być na to kilka sposobów. Pierwszy to odpowiednia medytacja, drugi to męczennica, melisa lub waleriana. Zauważyłem iż męczennica zażyta przed snem sprawia iż rano zazwyczaj nie ma problemów, co się zaś tyczy melisy to wchodzi tu w grę tylko syrop zażyty doraźnie, pomagają też niezbyt duże dawki waleriany. Waleriana jednak czasami nie jest najlepszym wyjściem. Wydaje też się iż l – teanina pomaga.

Inną metodą są długie spacery jak i inna aktywność fizyczna.
Wieczorny masaż pleców może zapobiec atakom, pomaga też jeśli czuję, że już napięcie zbliża się do czerwonej linii i oczywiście znajdę kogoś kto mi go zrobi bo sam to mogę się tylko poszczypać po plecach co może opóźnić atak, ale nie za długo :-)
Mocny prysznic na plecy przez pewien czas też bywa pomocny.
Ogólnie zioła mogą stłumić atak, natomiast usunięcie napięcia może do niego nie dopuścić co jest o niebo lepsze. Oczywiście ideałem było by nie mieć stresujących sytuacji, albo chociaż życzliwą duszę przy sobie, ale w moim przypadku to nierealne :-)

Psycholog powiedział mi, że przyczyną tego stanu rzeczy jest też hiperwentylacja – co zdają się potwierdzać moje obserwacje. Niepokój zazwyczaj narasta kiedy ćwicząc zaczynam szybciej oddychać, albo więcej mówię, pojawił się również przy eksperymentalnie wywołanej hiperwentylacji. Antidotum zdaje się być 20min wolnej koncentracji z odpowiednią mantrą i mudrą (mudra „świątyni smoka” zdaje się być najskuteczniejsza, pomagała nawet kiedy zaczynały się ataki paniki), znosi go również 200mg waleriany – zazwyczaj lepsza i skuteczniejsza jest wolna koncentracja, ale nie zawsze są okoliczności by ją zastosować.

Oczywiście chciałbym aby problem całkowicie i ostateczni zniknął, ale nie wydaje się to takie proste. O ile ataki paniki już mi się praktycznie nie zdarzają to stany wzrostu napięcia i niepokoju owszem. Jeśli są one krótkotrwałe i niezbyt silne to nie jest problem, jeśli jednak się utrzymują dłużej i wzrastają to stają się problemem mimo tego, że jestem w stanie nad nimi zapanować.

Najdziwniejsze jest to iż w przypadku wcześniejszych ataków paniki, jak i teraźniejszych ataków niepokoju nie można zupełnie liczyć na nawet minimalne zrozumienie otoczenia – nie mówiąc już o wsparciu. Oczywiście rozumiem to, bo zanim sam doświadczyłem ataków paniki nie byłem nawet sobie w stanie wyobrazić czegoś podobnego, trudno więc wymagać od kogoś kto niczego podobnego nie doświadczył aby to zrozumieć. Z drugiej jednak strony, kiedy lekarz zaleca, aby nie stresować domownika i kiedy się widzi jak domownik pada oszołomiony nie mogąc się ruszyć to ja bym przynajmniej na takim domowniku nie wyładowywał agresji by mieć mściwą satysfakcję, że mu ciśnienie skoczyło do 180, ale każdy ma swoje racje i swoje priorytety a jak mówi przysłowie na pochyle drzewo koza skacze :-) Mam nadzieję iż psycholog miał rację mówiąc, że do dwu miesięcy powinno mi to przejść jeśli będę miał wsparcie i nie będę się stresował :-) Może bez wsparcia i stresując się zajmie mi to dłużej, ale trzymam się tej wiary bo tylko ona mi została :-)
Tak poważnie to mam nadzieję iż kiedy upały się skończą będę czuł się lepiej fizycznie a to przełoży się na samopoczucie psychiczne i problemy w końcu znikną. Mam też nadzieję, że moje obserwacje i sposoby pomogą komuś, kto może się borykać z podobnymi problemami – oby tak się stało i ludzie uwolnili się od niepokoju.

Ataki paniki – powstrzymywanie, minimalizowanie, leczenie

  • Napisane 28 czerwca 2017 o 13:14

Jak koszmarne są ataki paniki, każdy kto to przeżywał wie więc nie będę na ten temat pisał. Jak większość ludzi, których dopadł ten koszmar początkowo nie miałem zielonego pojęcia co się dzieje – czwarty czy piąty atak dopadł mnie u kardiologa, który zrobił mi ekg zbadał i stwierdził, że to czego doświadczam nie ma przyczyny w sercu tylko w psychice i jest to atak paniki wywołujący wzrost ciśnienia szybkie bicie serca duszności i pozostałe objawy. Zalecił mi lek ……………. który miałem zażywać dwa razy dziennie przez pięć dni a później tylko w przypadku ataku. Niestety lek ten działał na mnie zbyt mocno – zwalał mnie z nóg i zmieniał w zombi a przy tym jak się okazało nie powstrzymywał ataków paniki czyli symptomów somatycznych, a jedynie mocno przytępiał odczuwanie psychiczne nadchodzącego ataku.
Kolejny lekarz zmienił mi lek na walerin a później na validol jako łagodniejsze leki te również mnie otępiały jednak łagodziły nieco objawy somatyczne ataków paniki. Następnie udałem się do psychologa. Miałem tyle szczęścia, ze psycholog w przeszłości również cierpiał na ataki paniki więc doskonale wiedział o czym mówię. Więc rozmawialiśmy w duchu wzajemnego zrozumienia :-) Polecił mi aby validol zażywać profilaktycznie, trzymać się i takie tam :-)

Zacząłem obserwować uważnie siebie i zauważyłem szereg symptomów. Pierwszym był ten iż budząc się odczuwałem lekki niepokój i napięcie, które w ciągu dnia stopniowo narastało zależnie od stresujących sytuacji zazwyczaj doprowadzając pod wieczór na skraj ataku paniki. Odkryłem, że zażywanie rano Bimali łagodzi to poranne napięcie – nie tłumi go jak polecane leki, ale rzeczywiście rozpuszcza co jest bardzo pomocne w zapobieganiu i łagodzeniu ewentualnych ataków. Oczywiście jeśli dzieje się coś niespodziewanego, stresującego to napięcie znów się pojawia, ale zawsze to istotny postęp :-)
Drugą ważną rzeczą, którą odkryłem to ta, że ataki paniki są ściśle związane z napięciami w ciele, w moim przypadku przede wszystkim w plecach choć nie tylko, ale masaż pleców pozwala się od tego uwolnić na jakiś czas zapobiegając wystąpieniu ataku paniki. Prosiłem więc domowniczkę zazwyczaj wieczorem lub kiedy czułem, że napięcie jest już tak duże iż grozi atakiem o masaż pleców i dziesięciominutowy masaż zażegnywał lub odsuwał w czasie atak paniki :-)
Idąc tym tokiem doszedłem do wniosku, że męczennica powinna być bardzo pomocna – szczególnie zażyta przed snem – okazało się to w 100% słuszne :-) Również syrop z melisy skutecznie odsuwał ataki.

Drugą sprawą były okoliczności prowadzące do ataków paniki. Jak odkryłem były to: awantury, krzyki. Silny hałas, światło świetlówki, czekanie, winda, zbiorowiska ludzi, gwar itd. oraz zmęczenie. Wszystkie te sytuacje jak i kilka innych prowadziły szybko do wzrostu napięcia aż na skraj paniki i niekiedy kończyły się atakiem paniki. Oczywiście nie sposób unikać wszystkich sytuacji więc konieczne jest zrobienie czegoś aby w takich sytuacjach to powstrzymać. Odkryłem, że częściowo może się to udać zahamować poprzez silną koncentrację na czymś, masaż punktów antystresowych przy kolanach, mudrę uspokajającą i najsilniejszy środek czyli skupienie na uspokajającej sekwencji kolorów. Tymi sposobami udawało mi się osłabiać napięcie w takich sytuacjach, a czasami nawet powrócić do równowagi. Dzięki tym metodom stopniowo udało mi się uwolnić od narastania napięcia przy świetlówkach, chodząc tam i ćwicząc :-) Potem na stołówce, gdzie był gwar i dużo ludzi jak i w innych sytuacjach złagodzić wzrost niepokoju.

Trzecią bardzo pomocną metodą był Trening Autogenny stosowany profilaktycznie jak i w celu uwolnienia się od narastającego napięcia dopóki było ono jeszcze stosunkowo niewielkie – niekiedy całkowicie niwelował napięcie przywracając pełną formę, a jeśli już było większe trochę łagodził i pomagał zapanować, ale oczywiście kiedy napięcie było duże to już było za późno na Trening Autogenny :-) Skuteczna okazywała się również krótka drzemka, kiedy napięcie było już duże, ale nie na tyle by od razu prowadzić do ataku paniki :-)

Ogólnie to trzeba koniecznie działać kiedy napięcie tylko się pojawia nie licząc na to, że przejdzie ani nie czekając kiedy doprowadzi nas na skraj paniki bo wówczas jest już za późno.

W szczytowym momencie miewałem ataki paniki co kilka dni a bywało i kilka razy dziennie z różną siłą, stopniowo dzięki tej pracy stały się rzadsze a po kilku tygodniach ciężkie ataki praktycznie zniknęły. Stany niepokoju, które powstrzymywałem a które wcześniej prowadziły do ataków paniki nadal pojawiały się co najmniej kilka razy dziennie, ale po kolejnych kilku tygodniach stały się rzadsze a zdarzały się dni, kiedy był dzień od nich wolny – zależało to od okoliczności.

Zalecono mi też kolejne lekarstwo hydroksyzynę. Lekarstwo to okazało się świetne ponieważ rozluźnia ono mięśnie stosowałem je kilka razy przed snem jak nie czułem się pewnie po czym relaksowałem do zaśnięcia i również rano przy sprzyjających okolicznościach nie było potem niepokoju :-)
Jednakże hydroksyzyna sprawdza się tylko przed snem u mnie zażyta w dzień okropnie mnie otumania i dezorientuje – podobnie jak i inne specyfiki – więc jeśli się chce funkcjonować to raczej w dzień zażywać nie mogę.

Praktycznie ataki paniki pojawiły się u mnie dwa miesiące temu, ale dzięki opisanym działaniom od trzech tygodni nie miałem już silnego ataku, pojawiają się tylko mniejsze lub większe stany niepokoju, wzrostu napięcia a wówczas podejmuję opisane działania: skupienie, masaż punktów, mudra, wizualizacja ew. spacer i profilaktycznie codziennie minimum raz Trening Autogenny przy opuszczeniu którego robi się zdecydowanie trudniej. Niekiedy doraźnie przed snem zażywam hydroksyzynę (jak dotąd chyba cztery razy) a jeśli mam to przed snem męczennicę z melisą (menczennicę jeszcze mam, melisy już nie) – męczennica wydaje się działać mocniej. W ciągu dnia jak czuję napięcie łykam też valused ziołowy preparat zawierający melisę i menczennicę – czasami pomaga a przynajmniej nie szkodzi :-)

Opisałem to bo wiem jak koszmarne są ataki paniki i wiem, że niektórzy bardzo długo się z nimi zmagają – przerażająco długo – być może moje doświadczenia będą mogły komuś pomóc, albo zwrócić uwagę na niektóre aspekty będące istotne w tym przypadku. Jeśli nawet komuś uda się je trochę zmniejszyć to i tak bardzo ważne.
W moim przypadku przekonałem się, że leki są mało skuteczne, ziółka nieco bardziej, ale najważniejsze wydaje się świadoma praca z okolicznościami, jak i rozluźnianie napięć zanim osiągną zbyt wysoki poziom oraz praca z sytuacjami stymulującymi ataki poprzez skupienie, masaż mudrę i wizualizację.

Mam również nieco swoich jak i zasłyszanych teorii na ten temat, ale to tylko teorie więc nie ma co się nimi dzielić nie mając pewności. Mam też kilka swoich metod trudnych do zastosowania przez zwykłego śmiertelnika jak chociażby użycie ruchowej formy Wei Dan Da Mo jak i niektórych innych ćwiczeń, dzięki którym czasami udawało mi się całkowicie wyeliminować nawet spore napięcia.
Oprócz tego nic nie zastąpi miłej rozmowy z kimś spokojnym i życzliwym, która może mieć wielką leczniczą moc nawet w sytuacji gdy już nie jest dobrze :-)
Nie wiem czy pozbędę się tego w całości, ale już takie złagodzenie jakie mam od kilku tygodni jest dla mnie czymś wspaniałym umożliwiającym normalne funkcjonowanie nawet dwa razy stałem w kolejce w hipermarkecie i nie było najgorzej :-)

Melisa – melissa oficialis

  • Napisane 31 maja 2017 o 18:41

„Serce smutne rozwesela. (…) melisa jest ciepła, a człowiek, który spożywa melisę, chętnie się śmieje, ponieważ ciepło tej rośliny porusza śledzionę i stąd serce może się radować.” /”Zioła św Hildegardy” (XIIw) – Marek Czekański Kraków 2007/ W liściach znajduje się do 0,25% olejku lotnego z cytralem i cytronelalem oraz linolem, geraniolem, i aldechydami, do 4% garbników, związek goryczowy i śluz.(…) Znali ją już autorzy starożytni: Hipokrates, Teofrast, Dioskorydes, Piliniusz, Columella, Varro, później Avivenna, św Hildegaeda, (…) Paracelcus.| /”Dzieje upraw roślin leczniczych” doc. dr Marian Nowiński/ „Zastosowanie: zabużenia trawienne, kolki jelitowe, wzdęcia, kurcze żołądkowe, nieżyty przewodu pokarmowego, omdlenia, pobudzenie nerwowe, bezsenność…

„Uzdrawiający Talizman Horusa” – ciekawe doświadczenia

  • Napisane 12 maja 2017 o 17:39

Jakiś czas temu przyniosłem sobie „Tarczę Horusa” do pokoju i rzuciłem na podłogę po czym zasiadłem do oglądania filmu. Po pewnym czasie zauważyłem, że coś się ze mną dzieje – mianowicie poczułem jak rozluźniają mi się kanały analogicznie jak podczas praktyki Chi Kung. Oczywiście zadowolony byłem i zrelaksowałem się aby proces mógł zachodzić bez przeszkód, jednak byłem tym zdziwiony bo nie jest to coś co się wydarza bez powodów. Kiedy tak się relaksowałem po chwili uświadomiłem sobie, że Chi, która wywołuje ten proces płynie od „Tarczy Horusa”. Byłem tym zaskoczony. Co prawda wiedziałem, że to „urządzenie” wpływa na Chi otoczenia…

Akumulator orgonowy

  • Napisane 7 kwietnia 2017 o 13:26

Wpadła mi ostatnio w ręce książka Podręcznik akumulatora orgonu autor James Demeo. Teoria tam zawarta wydała mi się nielogiczna, zaś wiele informacji niewiarygodnych, jednak jako iż jestem sceptykiem a nie wściekłym fanatykiem i wyznaję zasadę contra factum nullum argumentum postanowiłem zrobić mały eksperyment. Zbudowałem sobie mały trójwarstwowy „akumulator orgonowy” z rurki, folii aluminiowej i taśmy klejącej. W myśl tego co napisano w tej książce w takim „akumulatorze” ma się gromadzić ów „orogon” będący w istocie energią Chi i naładowywać umieszczone tam rzeczy. Tak zaobserwowano i na bazie tego stworzono teorię więc powinno się udać. Jeśli w istocie coś umieszczone w…

Metaloterapia – Miedź, przepływ Chi obserwacje

  • Napisane 25 marca 2017 o 18:36

Po długim czasie stosowania miedzi uzyskałem pewność, że miedź zwiększa ilość Chi w naszym organizmie. Nie wiem dlaczego się tak dzieje, ale wygląda to tak jakby miedź kiedy trzymamy ją np. w ręce przyciągała Chi i przekazywała ją nam. Przykładowo, kiedy trzymamy kawałek miedzi w dłoni pojawia się strumień Chi zdający się płynąć przez „małe gwiazdy” silnym strumieniem do wnętrza ciała, siła tego strumienia zależy od masy kawałka miedzi, który trzymamy. „Małe gwiazdy” naturalnie wchłaniają energię, ale kiedy trzymamy kawałek miedzi ten strumień ulega wzmocnieniu. Ponieważ przez wszystkie punkty akupunktury następuje wymiana Chi z otoczeniem przykładając kawałek miedzi do dowolnego…

Różdżka Horusa

  • Napisane 21 marca 2017 o 20:53

Co piątek grywam w darta i choć nie wymaga to specjalnej aktywności fizycznej po meczu jestem obolały do tego stopnia, że następnego dnia ledwo się ruszam: bolą mnie stawy i kręgosłup. Dochodzę stopniowo do siebie przez dwa dni. Kiedy stałem się szczęśliwym posiadaczem „różdżki Horusa” po powrocie z meczu do domu położyłem się trzymając w dłoni różdżkę Horusa w nadziei iż jak to miedź złagodzi moje dolegliwości. Trzymając różdżkę w dłoni zasnąłem. W nocy przebudziłem się uświadamiając sobie, że gdzieś mi ona wypadła, kiedy przekręciłem się na bok poczułem ją przy kręgosłupie. Miałem ją wyjąć, ale w półśnie nie bardzo…

„Uzdrawiający Talizman Horusa” i inne odpromienniki radiestezyjne

  • Napisane 19 marca 2017 o 19:40

Kilkanaście lat temu miałem okazję skorzystać z usług prawdziwego mistrza radiestezji. Człowiek ten nie tylko ze 100% pewnością potrafił znajdować miejsca na studnie gdzie jest woda, ale potrafił określić dokładnie na jakiej głębokości jest źródło, jak jest jego wydajność oraz jakość wody i nigdy w swojej wieloletniej karierze się nie pomylił. Przy okazji poprosiłem go aby zbadał mój domek pod kątem cieków i okazało się, że pod salonem znajduje się potężny ciek obejmujący cały pokój. Zapytałem więc o sposoby jego neutralizacji i ku mojemu zdziwieniu mistrz powiedział, że można zastosować kilka sposobów, które opisał, ale był bardzo sceptyczny jeśli chodzi…

Źródło wszelkiego zła kontra mądrość naszych przodków

  • Napisane 6 lutego 2017 o 01:24

“Nie nader są oni troskliwi o takowe nabytki i użycie. Widać tam często srebrne naczynia (…) w równie lekkim poważaniu jak gliniane. (…) Mieszkańcy głębiej, prostym i staroświeckim sposobem towar za towar biorą.(…) Władza atoli królów nie jest swobodna ani nieograniczona, przykładem raczej i szacunkiem osobistej cnoty niżeli rozkazem przywodzą. Karać więzić ni smagać nikomu prócz kapłanów nie wolno. (…) Zawierać bogi w ścianach, albo pod ludzkimi wizerunkami kłaniać, mają za rzecz niegodną ich majestatu. Gaje im tylko i lasy świecą a odludne owe ustronia boską mieszkalnią być mieniąc, z poszanowaniem na nie patrzą. (…) W czasie pokoju bawią się…

Ucieleśnieni Bogowie

  • Napisane 27 grudnia 2016 o 23:29

Od początku istnienia świata Boskie istoty manifestowały się w ludzkim ciele stając, się nauczycielami i opiekunami ludzi, prowadziły ich i chroniły od zarania ludzkości. Narodzinom ucieleśnienia Boskiej istoty zawsze towarzyszyły pewne znaki, aby ludzie mogli ją rozpoznać. Często również ucieleśniona w ludzkim ciele Boska istota nosiła pewne znaki aby ułatwić ludziom jej rozpoznanie. Jako dziecko taka istota również wykazywała się niezwykłymi cechami jak: pragnienie pomagania innym, większa wrażliwość, mądrość, doświadczenia niezwykłych snów a czasami wybitne zdolności w sferze ciała jak i ducha. Niekiedy taka istota jako dziecko pamiętała swą tożsamość a przynajmniej miała świadomość, że jej przeznaczeniem jest pomaganie i…


  • RSS