Aktualnie przeglądasz kategorię Codzienność
Wyświetlam 1 - 10 z 53 notek

Emil Coue – zapomniany święty i jego bezcenny dar dla ludzkości

  • Napisane 3 września 2017 o 14:40

„Émile Coué (ur. 26 lutego 1857 w Troyes we Francji, zm. 2 lipca 1926 w Nancy we Francji) – francuski psycholog i farmaceuta, który wprowadził metodę psychoterapii, kojenia i samodoskonalenia, opartą na autosugestii lub samo-hipnozie. Coué uczył się hipnozy od Ambroise’a-Auguste’a Liébeaulta, założyciela tzw. Szkoły Nancy. W 1913 roku Coué założył Lotaryndzkie Towarzystwo Stosowanej Psychologii. Jego książka Samo-opanowanie poprzez świadomą autosugestię wywołała sensację podczas swej premiery w Wielkiej Brytanii (1920) i w Stanach Zjednoczonych (1922). Johannes Heinrich Schultz rozwinął jego teorię jako trening autogenny.” /wiki/

Coué brał udział w pracach i eksperymentach Liébeaulta, ojca nauki o sugestii. Ponad 20 lat zajmował się tą kwestią, na początku XXw osiągnął cel swoich badań i udostępnił ludzkości zastosowanie autosugestii. Po niezliczonych eksperymentach na tysiącach osób wykazał niezbicie działanie podświadomości w wypadkach chorób organicznych, odkrywając środek na cierpienia uchodzące za nieuleczalne, w których ulgi spodziewać się nie można. Jego metoda okazała się cudowna, przynosząc zdrowie tysiącom ludzi, cierpiących na niezliczone choroby, potwierdzona przez lekarzy i naukowców.

Niestety szybko po śmierci swego twórcy uległa praktycznie zapomnieniu. Coué uleczył tysiące osób, przy czym zawsze powtarzał, że nikogo nie uleczył, tylko nauczał ludzi aby wyzwalali siłę w nich drzemiącą, która ich leczy. Lecząc tysiące osób, pracując niezmordowanie dzień za dniem, nigdy nie chciał słyszeć o zapłacie, mówił iż zapłatą jest dla niego radość uleczonych. Metoda Couea składa się z kilku części. Zasadniczą częścią tej metody jest wykład wprowadzający w którym sugestywnie i jasno zapoznaje słuchaczy z podstawami swej metody, zrozumienie tego przez pacjenta jest niezbędną podstawą do jej zastosowania. Wykład wprowadzający kończy się ćwiczeniami wprowadzającymi, pozwalającymi pacjentom poznać w praktyce działanie na sobie sugestii i zyskać do niej zaufanie. Dalej następuje seans ogólnej autosugestii leczniczej, połączonej z tym co w NLP nazywa się kotwiczeniem, dzięki czemu każdy z uczestników uzyskuje specjalny klucz, którym jest jego słynna formuła.

Poza ogólną formułą sugestii leczniczej, dodatkowo każdy z pacjentów otrzymywał indywidualne sugestie lecznicze. Na zakończenie pacjent był zapoznawany z tym jak ma samodzielnie wykorzystywać do leczenia otrzymany klucz i indywidualne sugestie. Metodą tą Coué leczył min. nowotwory, wieloletnie paraliże powypadkowe, przesunięcia narządów, gruźlicę, astmę, skazy moczanowe, neurastenię, różne choroby skórne, w tym latami nie gojące się wrzody i żylaki, reumatyzm, zapalenie płuc i wiele, wiele innych schorzeń fizycznych i psychicznych. Niekiedy poprawa następowała po jednym seansie, zazwyczaj jednak wymagała kilku czy kilkunastu seansów. Dziś większość słysząc o metodzie Coué błędnie kojarzy ją tylko z formułką uważając, iż jest ona bardzo prosta, wręcz naiwna – zupełnie pomija się jej niezwykłą skuteczność i zazwyczaj nie rozumie zupełnie tej metody, a zrozumienie jej jest najważniejsze i to właśnie próbował przekazać Coué. Oczywiście jak nauczał Coué, w tej metodzie to każdy sam siebie leczy za pomocą autosugestii, ale aby to było możliwe musi zostać właściwie w nią wprowadzony.

Charyzmatyczny, ciepły, obdarzony wrodzonym autorytetem, budzący zaufanie Coué potrafił to doskonale zrobić i jak wiemy, przynajmniej niektórzy z jego uczniów również to potrafili. Czy jednak współcześnie ktoś potrafiłby to zrobić z równą skutecznością jak niezwykły mistrz uzdrowienia Coué? Być może to właśnie brak tak cudownych, charyzmatycznych ludzi jak Coué, gotowych z wiarą, miłością i oddaniem wprowadzać ludzi w umiejętność posługiwania się sugestią stało się przyczyną, że metoda uległa zapomnieniu, pozbawiając ludzkość cudownego daru uzdrawiania, który tak niedawno był w zasięgu ręki. Dokonując tysiące cudownych uzdrowień, skromny, ciepły, służący ludzkości Coué zasługuje jak mało kto na nazwanie go świętym, który urzeczywistniał słowa Chrystusa odnośnie wiary, jak nikt przed nim ani po nim. „Posiadamy w sobie niewyobrażalną siłę, która może nas uczynić panami siebie. Pozwoli nam uniknąć nie tylko umysłowych i fizycznych chorób, ale także i żyć we względnym szczęściu.” Emile Coue Niestety metoda Coue została praktycznie zapomniana i nie możemy już skorzystać z jej dobrodziejstw, możemy jedynie zapoznać się z książką Emile Coue prezentującą jego metodę i na jej podstawie spróbować uzyskać chociaż minimum korzyści. Zawiera ona pełny wyklad wprowadzający i ogólną formułę uzdrawiającej autosugestii:

„”Usiądź i przymknij oczy. Nie będę cię usypiał; to byłoby zbyteczne. Masz mieć oczy zamknięte jedynie po to, by twojej uwagi nie odwracały przedmioty, które dokoła siebie dostrzegasz. Powiedz sobie tylko, że wszystkie słowa, jakie wypowiem, muszą umocnić się w twym mózgu, wkorzenić się, wryć się, utkwić w nim i na zawsze tam pozostać, tak że nawet bez twojej woli, bez twojej wiedzy, w sposób podświadomy ty i twój organizm musicie być rozkazom tym posłuszni. Powiadam Ci najpierw, że trzy razy dziennie: rano, w południe i wieczór, w porze, kiedy zwykle jadasz, odczuwać będziesz głód, tj. to przyjemne uczucie, które każe nam myśleć czy powiedzieć: „Jakże się cieszę, że wkrótce będę jeść!” I będziesz rzeczywiście jadł chętnie, bardzo chętnie, lecz nic za wiele. Potrawy żuć będziesz powoli, tak że przemienia się one w miękką miazgę, z łatwością ześlizgną się do żołądka. W tych warunkach będziesz też trawić bardzo dobrze, tzn.że ani w żołądku, ani w jelitach nie będziesz odczuwał żadnych przykrych wrażeń czy bólu. Doprowadzone pokarmy przyswajać sobie będziesz lekko, a ciało twoje materię tę przemieni w krew, siłę, energię – słowem: w życie. Wobec tego, że trawisz jak należy, wydzielanie części niestrawnych idzie bez trudności; co rano, przy wstawaniu, odczuwać będziesz potrzebę wypróżnienia bez uciekania się do jakichś lekarstw czy sztucznych środków pomocniczych; rezultat zawsze będzie zadowalający i normalny. Ponadto każdego wieczora do chwili, kiedy następnego ranka zechcesz się obudzić, spać będziesz głębokim, cichym i spokojnym snem bez żadnych trapiących marzeń sennych; przy obudzeniu czuć się będziesz całkiem dobrze, wesoło, świeżo. Skoro zaś kiedyś się zdarzy, że będziesz smutny czy przygnębiony, że będziesz się martwił lub miał czarne myśli, zupełnie się rozweselisz, może bez powodu, lecz mimo to się rozweselisz, tak jak często się zdarzało, że nagle i bez powodu smutniałeś. Pójdę jeszcze dalej: nawet choćbyś miał prawdziwe powody do smutku potrafisz go od siebie z łatwością oddalić. Czasem najdzie cię niepokój lub złość. Te napady od dnia dzisiejszego ustaną, będziesz stale cierpliwy i będziesz panować nad sobą; wobec spraw, które dotychczas były ci przykre, dokuczliwe, pozostajesz od dziś chłodnym, spokojnym, zupełnie spokojnym. Jeśli opadną cię chorobliwe, niezdrowe halucynacje, obawy, nieuzasadnione antypatie, pokusy lub nienawiść, chcę by znikały one zwolna z horyzontu twojej wyobraźni, by rozpływały się i rozwiewały jak w odległej chmurze, aż wszystko zniknie bez śladu. Jak sen po przebudzeniu w nicość się rozpływa, tak zapadną w nicość wszystkie owe mamidła. Dodaję, że wszystkie twe narządy pracują sprawnie: serce bije normalnie, obieg krwi odbywa się jak powinien; płuca pracują dobrze, żołądek, jelita, wątroba, żółć, nerki, pęcherz funkcjonują bez zarzutu. Jeśli któreś z nich obecnie nie funkcjonuje całkiem dobrze, to odchylenie to od stanu normalnego z dnia na dzień maleje, aż w najbliższym czasie zniknie w zupełności, tak że narząd zacznie pracować prawidłowo. Jeśli na koniec, któryś z narządów jest w jakiś sposób uszkodzony, wówczas wszystkie te uszkodzenia z każdym dniem coraz szybciej zabliźniać się będą, aż do zupełnego wyleczenia. (Wspomnę przy tej sposobności, że w ten sposób może wyzdrowieć narząd, mimo że sami nie wiemy o jego uszkodzeniu. Pod wpływem autosugestii: ” Z każdym dniem powodzi mi się pod każdym względem coraz lepiej i lepiej”, podświadomość działa na odnośny organ, który sobie sama odkryć potrafi). Dodaję jeszcze następującą niezmiernie ważną uwagę: Skoro dotychczas miewałeś do siebie pewien brak zaufania, zapewniam Cię że ten brak zaufania zniknie zupełnie; przemieni się w przeciwieństwo, w miejsce nieufności we własne siły pojawi się ufność w samego siebie, ufność oparta na sile w nas wszystkich istniejącej, której granic dziś wytyczyć nie jesteśmy w stanie. Ta ufność we własne siły jest warunkiem życiowym dla każdej ludzkiej istoty. Bez ufności we własne siły niczego osiągnąć nie możemy, ufnością – wszystko (rozumie się w granicach możliwości). Nabierasz więc do siebie zaufania i to zaufanie daje Ci niewzruszalną pewność, że wszystko, cokolwiek w granicach racjonalnych przedsięweźmiesz, wykonasz dobrze, a nawet doskonale, tak samo jak wszystko, co wkracza w sferę twoich obowiązków. Gdy więc chcesz przedsięwziąć coś rozumnego albo zadośćuczynić jakiemuś swemu obowiązkowi, pomyśl tylko, że sprawa jest dziecinnie łatwa do wykonania, że wyrazy: trudne, niemożliwe, nie pójdzie, nie mogę temu sprostać, nie potrafię inaczej… raz na zawsze wykreślone są z twego słownika. To słowa słabe, słowa słabości. Winieneś używać słów: To jest łatwe i potrafię to. Uważając za łatwe swe przedsięwzięcie, z łatwością je wykonasz, choćby innym trudnym się ono wydawało. Wszystko wykonywać będziesz dobrze i szybko, bez zmęczenia, bo przecież wcale natężać się nic musisz. Gdybyś zaś sobie wmówił, że twoje przedsięwzięcie jest trudne albo nawet niewykonalne, byłbyś może miał rację – lecz jedynie i wyłącznie z powodu takich właśnie wyobrażeń”. Te ogólne sugestie niejednemu wydadzą się nieco przydługie, a może nawet dziecinne, lecz są one konieczne. Należy je uzupełnić sugestiami specjalnymi, odnoszącymi się do szczególnego wypadku pacjenta, którym się właśnie zajmujemy. Wszystkie te sugestie wypowiadamy monotonnie i usypiająco (przy czym jednakże najważniejsze słowa silniej akcentujemy), tak że pacjent, o ile nic zaśnie, popadnie przynajmniej w półsen, w którym o niczym innym nie będzie myślał. Gdy zakończyliśmy szereg sugestii, powiadamy jeszcze: „Słowem chcę, byś pod każdym względem cieleśnie i duchowo cieszył się doskonałym zdrowiem, lepszym, niż dotychczas. A teraz liczyć będę do trzech, a skoro wypowiem słowo „trzy”, otworzysz oczy i wynurzysz się z obecnego stanu, lecz zupełnie spokojnie; przy tym będziesz zupełnie wyspany, wypoczęty, ruchliwy, raźny i pełen życia, będziesz wesoły, pogodny i czuć się będziesz dobrze pod każdym względem: raz, dwa, trzy”. Na słowo „trzy” pacjent otwiera oczy ‚i uśmiecha się z reguły z promieniejącym na całej twarzy wyrazem zadowolenia.

Czasem – lecz to rzadki wypadek, uleczenie następuje natychmiast. Najczęściej jednak pacjent odczuwa ogólne polepszenie fizyczne lub psychiczne – jego cierpienia znikły zupełnie albo częściowo, lecz jedynie na pewien czas. W każdym razie sugestie należy powtarzać rzadziej lub częściej, stosownie do usposobienia osoby, z którą mamy do czynienia, przy czym należy uważać, by przerwy przedłużały się w miarę postępów w leczeniu, aż do chwili, kiedy ono w ogóle stanic się zbyteczne, tj. kiedy osiągniemy zupełne wyleczenie.

Zanim pożegnamy się z pacjentem, powiadamy mu z naciskiem, że on sam posiada w swym ręku narzędzie swego uzdrowienia, że my jesteśmy jedynie jego nauczycielem, który mu wskazał jak należy posługiwać się tym narzędziem i że w dalszym ciągu potrzebna jest jego własna współpraca. Musi więc rano, zanim wstanie, wieczorem po ułożeniu się w łóżku, zamknąć oczy i w myśli przenieść się w pobliże nasze, tj. mistrza, następnie bardzo monotonnie powtarzać dwadzieścia razy (posługując się dla ułatwienia sznurkiem, na którym znajduje się 20 węzłów) następującą formułkę: „Powodzi mi się z dniem każdym pod każdym względem coraz lepiej i lepiej”, przy czym na słowa „pod każdym względem” powinien w duchu kłaść nacisk, gdyż słowa te odnosić się mogą tak do psychicznych, jak i do fizycznych stanów. Ta sugestia ogólna skuteczniejsza jest od szczegółowej. Łatwo pojąć można, jaką rolę przy tych zabiegach gra sugerujący. Nic jest on bynajmniej surowym władcą, wydającym rozkazy, lecz przyjacielem, kierownikiem, który chorego krok za krokiem prowadzi ku wyzdrowieniu. A że wszystkie sugestie czynione są w interesie chorego, podświadomość jego z całą gotowością je przyjmuje i przemienia w autosugestie. Skoro zaś zaszliśmy już tak daleko, wyleczenie następuje wcześniej czy później. „ Autosugestia Emile Coue Jak widać podczas powtarzanych sesji autosugestii Emile Coue wpajała pacjentom sugestię posthipnotyczną: : „Wspomnę przy tej sposobności, że w ten sposób może wyzdrowieć narząd, mimo że sami nie wiemy o jego uszkodzeniu. Pod wpływem autosugestii: ” Z każdym dniem powodzi mi się pod każdym względem coraz lepiej i lepiej”, podświadomość działa na odnośny organ, który sobie sama odkryć potrafi” Powtarzał ją również po zakończeniu uzdrawiającego seansu: „Zanim pożegnamy się z pacjentem, powiadamy mu z naciskiem, że on sam posiada w swym ręku narzędzie swego uzdrowienia, że my jesteśmy jedynie jego nauczycielem, który mu wskazał jak należy posługiwać się tym narzędziem i że w dalszym ciągu potrzebna jest jego własna współpraca. Musi więc rano, zanim wstanie, wieczorem po ułożeniu się w łóżku, zamknąć oczy i w myśli przenieść się w pobliże nasze, tj. mistrza, następnie bardzo monotonnie powtarzać dwadzieścia razy (posługując się dla ułatwienia sznurkiem, na którym znajduje się 20 węzłów) następującą formułkę: „Powodzi mi się z dniem każdym pod każdym względem coraz lepiej i lepiej”, przy czym na słowa „pod każdym względem” powinien w duchu kłaść nacisk, gdyż słowa te odnosić się mogą tak do psychicznych, jak i do fizycznych stanów. Ta sugestia ogólna skuteczniejsza jest od szczegółowej.”

Ta sugestia jest zatem podsumowaniem, kumulacją ogólnej sugestii uzdrawiającej podawanej w trakcie uzdrawiającego seansu uzyskując przez to szczególną moc uzdrawiającą dla pacjenta, który odbywał uzdrawiające seanse sugestii Emile Coue. W zasadzie jest to instrukcja osiągania autohipnozy jaką często otrzymują pacjenci hipnotyzerów by móc kontynuować samodzielnie terapię.

Oczywiście jak już napisałem nie mamy szans skorzystać z cudownych dobrodziejstw metody Emile Coue i otrzymać tej uzdrawiającej autosugestii, możemy jednak samodzielnie nauczyć się autohipnozy. Stan autohipnozy można określić jako specyficzny stan świadomości charakteryzujący się podwyższonym stanem koncentracji, w którym umysł funkcjonuje inaczej niż na jawie i cechuje się podwyższoną podatnością na sugestie. Stan ten można osiągnąć samodzielnie poprzez specyficzny trening umysłu, niekiedy pojawia się on spontanicznie w określonych warunkach, może być wynikiem sugestii pohipnotycznych lub pewnych specyficznych bodźców. Ogólnie można powiedzieć, że stan autohipnozy jest stanem hipnotycznym wywołanym samodzielnie. Najprostszą i najskuteczniejszą metodą nauczenia się autohipnozy jest metoda Rhodesa, która przy tym doskonale daje się łączyć z hipnozą i to w obie strony i tę metodę najczęściej polecam tym, którzy pragną szybko nauczyć się autohipnozy. Oczywiście, jak przy każdej metodzie, należy opracować sobie pewien program, którego należy się trzymać, aby miało to jakiś sens. Taki program musi być sensownie dobrany do oczekiwań i celów, jakie zakłada sobie osoba rozpoczynająca naukę i należy się go konsekwentnie trzymać, aż do osiągnięcia celu. Kolejność i częstotliwość sesji powinna być również dobrana tak, aby osiągnąć maksymalny efekt. Ponieważ każdy oczekuje czegoś innego, trudno przedstawić jakiś sensowny ogólny program, z tego względu ograniczę się tu tylko do pewnych ogólnych wskazówek. Poniżej przedstawiam podstawową instrukcję opracowaną przez Rhodesa:

Autohipnoza(wg. Rhodesa)

Pierwszym stadium autohipnozy jest „zamknięcie oczu”, rozumiemy pod tym taką sytuację, w której ciągle będąc w stanie czuwania nie może pan otworzyć oczu. Można do tego dojść w sposób następujący: proszę usiąść na wygodnym krześle w spokojnym pokoju. Następnie: I.a 1. powiedzieć „Trzy” i myśleć równocześnie: moje powieki stają się bardzo ciężkie. Proszę tę myśl powtarzać nie myśleć o niczym innym, tylko o tym, skoncentrować się na tym, przejąć się tym wierzyć w to ,a równocześnie myśleć o tym. Wypędzić wszelką inną myśl np.: zobaczę czy się uda. Trzymać się tej jednej myśli: moje powieki stają się bardzo, bardzo ciężkie. Jeśli będzie pan miał tylko tę myśl, jeśli skoncentruje się pan tylko na niej, jeśli się pan nią przejmie i jeżeli będzie pan w nią wierzył kiedy pan o tym myśli, pańskie powieki zaczną ciążyć. Proszę nie czekać aż staną się bardzo ciężkie. Jeżeli zaczną ciążyć proszę przejść do następnej fazy. 2. powiedzieć „dwa” i myśleć równocześnie: moje powieki robią się bardzo ciężkie i same się zamkną. Tak jak w pierwszej fazie proszę powtarzać tą myśl, nie myśleć o niczym innym, skoncentrować się na niej wierzyć w nią. Nie zamykać oczu na siłę nie walczyć o utrzymanie ich otwartymi. Lecz skoncentrować się na tej jednej myśli: moje powieki robią się teraz tak ciężkie, że zamkną się same. Podczas gdy pan powtarza tę myśl tę jedyną myśl, proszę dać powiekom działać samodzielnie. Jeżeli pan rzeczywiście skoncentruje się na tej myśli z wyłączeniem wszelkich innych, jeśli się pan nią przejmie i jeżeli będzie pan w nią wierzył myśląc o tym równocześnie, pańskie powieki z wolna się zamkną. Kiedy pańskie powieki zamkną się proszę je zostawić w tym stanie i postępować nadal tak. 3. powiedzieć „jeden” i myśleć równocześnie: moje powieki są zamknięte, nie mogę ich otworzyć mimo wszelkich wysiłków. Tak jak uprzednio proszę powtarzać tą myśl, nie myśleć o niczym innym, skoncentrować się na niej, przejąć się nią i wierzyć w nią. Równocześnie proszę próbować otworzyć oczy, a spostrzeże pan, że nie może pan tego zrobić, dopóki pan nie powie: „otwórzcie się” i w tej chwili pańskie powieki otworzą się nagle. Proszę się nie zniechęcać, jeśli nie udadzą się pierwsze próby nauczenia się autohipnozy. Jest to ten rodzaj doświadczenia, w którym zwykle nie udają się pierwsze dwie lub trzy próby, gdyż zwykle człowiek nie uczył się koncentracji na jednej myśli z wyłączeniem wszelkiej innej. Te niepowodzenia nie są spowodowane brakiem inteligencji. Istotnie ludzie inteligentni mają raczej myśli, które przenikają jedne przez drugie i mają zwykle więcej niż jedną myśl równocześnie.

Koncentracja na jednej myśli z wyłączeniem wszelkiej innej, zawiera w sobie nową dyscyplinę, wymagającą uporu i praktyki. I tak jeżeli nie uda się za pierwszym razem, proszę próbować na nowo. Jeżeli jest pan dostatecznie inteligentny, aby panować nad swoimi procesami umysłowymi, może pan doprowadzić do tego, aby mieć tylko jedną myśl. I jak tylko stanie się zdolny do tego, autohipnoza jest do pańskiej dyspozycji.

A więc, kiedy pańskie oczy zamkną się po drugiej fazie i kiedy pan przechodzi do trzeciej fazy i kiedy pan myśli: „moje powieki są dobrze zamknięte, nie mogę ich otworzyć mimo wszelkich moich wysiłków”, wtedy musi pan ustawicznie powracać do tej myśli, do tej jedynej myśli i wtedy, kiedy pan o tym myśli, próbować otworzyć oczy. Tak długo, jak długo będzie pan koncentrował się na tej jednej myśli, pańskie powieki pozostaną zamknięte. Pańskie mięśnie będą się napinać aby je otworzyć, ale pańskie oczy pozostaną zamknięte, dopóki nie powie: „otwórzcie się”, bądź to na głos, bądź w myśli. Kiedy udało się panu zamknąć oczy, faza następna polega na przyśpieszeniu procesu. Proszę spróbować dwa lub trzy razy, aby upewnić się, ze udało się panu dobrze zamknięcie oczu. Za każdym razem wynik będzie lepszy.

I.b Proszę teraz przejść do przyśpieszenia. Proszę wykonać fazę pierwszą tak jak uprzednio, a kiedy powieki zaczną ciążyć, proszę przejść do fazy drugiej. Kiedy pan powie „dwa” proszę powtórzyć daną myśl jeden raz, najwyżej dwa razy, ale wyłącznie tylko ją. W tym momencie stanie się pan do tego zdolny. Gdy pańskie oczy się zamkną proszę powiedzieć „jeden” i znowu powrócić do wskazanej myśli jeden raz, najwyżej dwa razy, ale wyłącznie do niej. Pańskie powieki pozostaną zamknięte. Proszę je otworzyć na rozkaz otwórzcie się. I.c Proszę teraz zacząć od początku wszystko to co pan robił ,ale zamiast mówić „trzy ,dwa ,jeden” proszę ograniczyć się do myślenia o tych liczbach w tym porządku. I.d Proszę wreszcie zrobić całe ćwiczenie bez liczb, mając tylko w myśli jeden raz wyobrażenie o fazie pierwszej, jeden raz wyobrażenie o fazie drugiej, jeden raz wyobrażenie o fazie trzeciej. Ćwicząc to dojdzie pan do zamknięcia oczu prawie natychmiast, trzymając tylko zamknięte powieki i mając w myśli wyobrażenie trzeciej fazy tylko jeden raz. Spostrzeże pan, że nabył szybkości w ćwiczeniu i że stosuje je coraz pewniej. Mając doświadczenie w dyscyplinie która polega na koncentracji na wyłącznie jednej myśli na raz (faza pierwsza i faza druga), stanie się pan zdolny do dojścia prawie natychmiast do fazy trzeciej, przedstawiającej myśl złożoną. Probierzem udania się pańskiej autohipnozy jest zdolność szybkiego zamknięcia oczu. Gdy pan dojdzie do tego, będzie pan mógł następnie dojść do takiej głębokości transu, która jest potrzebna do stawienia czoła problemom, które pana zaprzątają.

II Następną fazą jest relaksacja. Proszę trzymać oczy zamknięte i myśleć: „będę oddychał głęboko i zupełnie się odprężę”. Proszę wdychać głęboko i gdy pan będzie oddychał, odpręży się pan zupełnie. Proszę myśleć: „będę oddychał normalnie, będę się coraz bardziej odprężał z każdym oddechem”. Potem gdy pan będzie oddychał będzie się pan coraz bardziej odprężał. Gdy już pan pomyślnie dojdzie do otwarcia oczu i do relaksacji (która wkrótce zacznie występować w tym samym czasie co zamknięcie oczu), osiągnie pan pierwszy stopień transu autohipnotycznego. Pański umysł jest obecnie w stanie przyjmować sugestie, które pan czyni, ze skutkiem hipnotycznym i pohipnotycznym. Ale podobnie jak zamknięcie oczu, w którym ostatecznie osiągana szybkość jest wynikiem powtarzania, tak i fazy następne wymagają niekiedy ćwiczenia.

Tajemnica powodzenia tkwi w zdolności do posiadania na raz tylko jednego wyobrażenia, z wyjątkiem wszelkiej innej myśli, do przejęcia się nią i do wiary w nią.

Proszę na początek spróbować prostych sugestii. Na przykład: proszę prawą ręką ścisnąć lewy palec wskazujący. Proszę myśleć: „nie mogę uwolnić mojego palca”. Jak uprzednio proszę się skoncentrować na tej jedynej myśli, przejąć się nią, wierzyć w nią i podczas gdy pan o tym myśli proszę próbować uwolnić palec. Pozostanie uwięziony dopóki pan nie pomyśli: „teraz mogę go puścić” lub w podobnych słowach czy wyrażeniach o tym samym znaczeniu.” /Rhodes „Curative Hypnosis” Elec Books, London, 1952, 274p./

Jak widać metoda ta w istocie podobna jest do metody Emila Coue i analogicznie jak w metodzie Emile Coue powinniśmy w ten sam sposób opanować ćwiczenia wprowadzające a więc standardowy test zaciśniętych rąk, przyciągających się rąk i ręki z balonikiem, pozwala to pogłębić i ustabilizować stan koncentracji.

Zwieramy obie dłonie ze sobą, zaciskamy palce jak tylko możemy najmocniej tak, by aż zadrżały. Proszę myśleć: „nie mogę rozewrzeć dłoni”. Jak uprzednio proszę się skoncentrować na tej jedynej myśli, przejąć się nią, wierzyć w nią i podczas gdy pan o tym myśli proszę próbować rozewrzeć dłonie. Pozostaną złączone dopóki pan nie pomyśli: „teraz mogę go puścić” lub w podobnych słowach czy wyrażeniach o tym samym znaczeniu. Skoro pan bardzo mocno pomyśli: „Nie mogę”, wówczas rzeczywiście nie tylko nie będzie mógł pan rąk rozerwać, lecz zaciskać się one będą tym mocniej, im bardziej pan będzie się starał je rozerwać. Rezultat więc będzie zgoła przeciwny od zamierzonego. Po kilku sekundach niech pan powie sobie: „A teraz pomyśl; mogę”, a palce jego się rozluźnią. Ćwiczenie jak poprzednie powtarzamy aż je opanujemy czyli nie możemy rozewrzeć rąk co oznacza, ze nasza koncentracja jest prawidłowa.

Kiedy opanujemy ćwiczenia jesteśmy gotowi do skutecznego zastosowania autosugestii uzdrawiającej.

Ogólna uzdrawiając sugestia Emila Coue jest bardzo długa stąd użycie jej jest raczej trudne gdyż musielibyśmy nauczyć się jej na pamięć i koncentrować się na niej w trakcie autohipnozy, dlatego jest to trudne bez pomocy hipnotyzera. Możemy jednak uważnie przeczytać ją kilkakrotnie przed seansem autohipnozy, następnie wejść w stan autohipnozy, wykonać wszystkie ćwiczenia aż do zaciśniętych rąk aby osiągnąć niezbędną koncentrację po czym skupić się na ogólnej sugestii:

„Jeśli obecnie jakiś mój narząd nie funkcjonuje całkiem dobrze, to odchylenie to od stanu normalnego z dnia na dzień maleje, aż w najbliższym czasie zniknie w zupełności, tak że narząd zacznie pracować prawidłowo. Jeśli któryś z narządów jest w jakiś sposób uszkodzony, wówczas wszystkie te uszkodzenia z każdym dniem coraz szybciej zabliźniać się będą, aż do zupełnego wyleczenia. Pod wpływem autosugestii: ” Z każdym dniem powodzi mi się pod każdym względem coraz lepiej i lepiej”, podświadomość działa na odnośny organ, który sobie sama odkryć potrafi. Słowem chcę, pod każdym względem cieleśnie i duchowo cieszyć się doskonałym zdrowiem, lepszym, niż dotychczas.”

Kiedy w ten sposób przez szereg seansów wprowadzimy sobie tę ogólną uzdrawiającą autosugestię, dalej możemy postępować zgodnie z instrukcją Emila Coue:

„Rano, zanim wstaniemy, wieczorem po ułożeniu się w łóżku, zamykamy oczy następnie bardzo monotonnie powtarzać dwadzieścia razy (posługując się dla ułatwienia sznurkiem, na którym znajduje się 20 węzłów) następującą formułkę: „Powodzi mi się z dniem każdym pod każdym względem coraz lepiej i lepiej”, przy czym na słowa „pod każdym względem” powinien w duchu kłaść nacisk, gdyż słowa te odnosić się mogą tak do psychicznych, jak i do fizycznych stanów. Ta sugestia ogólna skuteczniejsza jest od szczegółowej.”

Oczywiście raczej nie należy oczekiwać iż w ten sposób osiągnie się tak cudowne uzdrowienia jakich dokonywał Emil Coue, jednak powinniśmy w ten sposób móc  znacznie poprawić swoje zdrowie, czy też nawet doprowadzić do wyleczenia z wielu przypadłości. Skuteczność zależy od zdolności skupienia i jak pisze Emil Coue od zaufania, wiary w metodę.

Przede wszystkim nie należy robić wizualizacji, myślenia życzeniowego i innych rzeczy, które, wbrew powszechnym przekonaniom tylko osłabiają działanie bezpośredniej autosugestii. Wielu praktyków empirycznie przekonało się iż koncentracja na formule sugestii daje szybki i doskonale efekty, podczas gdy dodane wizualizacje itp. osłabiają lub zupełnie blokują jej działanie mimo iż teoretycznie powinno być odwrotnie :-) Można wytłumaczyć dlaczego przeważnie tak jest, ale to nie jest tu istotne, istotne jest aby trzymać się kupienia i nie modyfikować metody a wówczas ona działa, a jeśli pojawiają się problemy odsyłam do książki Emila Coue.

Nie wiem czy komukolwiek będzie się chciało spróbować tej metody, jednak jeśli chodzi o mnie to właśnie metodą Rhodesa w sposób tu opisany nauczyłem się autohipnozy i skutecznie stosowałem ją przez wiele, wiele lat do różnych celów, od bólu zęba, usuwanie lęku u dentysty i wielu, wielu innych rzeczy nie mogąc się nadziwić iż jest to tak proste. Oczywiście był czas iż studiowałem NLP i inne rzeczy, ale w końcu i tak zawsze wracałem do tej metody bo jest ona najskuteczniejsza. Stosowałem również metodę autosugestii Emila Coue ze sznureczkiem do nie zdrowotnych celów i również okazało się to skuteczne więc nie wątpię iż w opisany tu sposób można odnieść konkretne i duże korzyści zdrowotne. Najlepiej skupić się na jednej sugestii np. „Jeśli obecnie jakiś mój narząd nie funkcjonuje całkiem dobrze, to odchylenie to od stanu normalnego z dnia na dzień maleje, aż w najbliższym czasie zniknie w zupełności, tak że narząd zacznie pracować prawidłowo.” – użyć go w autohipnozie i używać ze sznureczkiem a pozytywne efekty niewątpliwie nastąpią.

Stany niepokoju

  • Napisane 18 sierpnia 2017 o 06:58

Pierwsze ataki paniki pojawiły się kiedy było gorąco i spacerując zmęczyłem się i miałem lekkie zawroty głowy np. pomyślałem, że jestem tak zmęczony, że nie dojdę już do domu i wówczas opuściły mnie siły i zaczęło się, albo zmęczony pomyślałem, że źle się czuję i dalej już z górki :-)
Drugą sytuacją jaka prowadziła do wzrostu niepokoju i w końcu do ataków paniki było kiedy ktoś głośno mówił, kiedy ludzie przy mnie się kłócili, stwarzali problemy itp. kiedy był gwar jak w sklepie czy na stołówce itd.
Trzecią sytuacją było czekanie powodujące wzrost napięcia. Czwartą było światło świetlówki czy ogólnie dziwne widzenie. Niektóre miejsca również powodowały wzrost niepokoju. Piątą przebywanie w samotności, niemożność porozmawiania z kimś. Jeśli ktoś/coś mnie przestraszy a teraz o to nie trudno to napięcie się kumuluje i może skutkować problemem.
Ogólnie, kiedy pojawia się brak stabilności, zamieszanie powoduje to wzrost napięcia i często prowadziło do ataków paniki.
Zauważyłem związek ataków paniki z narastaniem napięcia w ciele głownie w plecach, oraz słabości w nogach.

Jakiś czas temu sądziłem, że udało mi się uwolnić od ataków paniki radząc sobie, ze świetlówkami, gwarem i większością rzeczy tak, że tylko zmęczenie, zawroty głowy, wrzaski, albo bardzo stresujące gwałtowne sytuacje wywoływały poważniejszy wzrost niepokoju, niestety w ostatnich dniach przekonałem się, że nie jest to do końca prawda.

Ogólnie ataki są z reguły znacznie słabsze niż wcześniej, ale nie oznacza to, że zniknęły całkowicie. Od pewnego czasu zauważyłem, że ataki mają formę wzrostu napięcia powyżej pewnego poziomu, kiedy to zaczynają temu wzrostowi napięcia towarzyszyć pewne symptomy somatyczne. W zasadzie nie są to już ataki paniki, ale stany niepokoju związane z somatycznymi objawami.

Napięcie, czy niepokój często pojawia się u mnie już rano po przebudzeniu. Nie jest to nic niezwykłego bo zdarzało się to już dużo wcześniej zanim pojawiły się ataki paniki, ale wówczas mogłem je ignorować lub rozluźniać i nie stanowiło to żadnego problemu. Teraz jeśli je zignoruję one nie znikają tylko utrzymują się i mają tendencję do narastania – zazwyczaj czuję je w nogach i plecach.

Kiedy napięcie narasta pod wpływem sytuacji stresowych zaczyna być bardzo mocno odczuwalne w plecach i tam się kumuluje, przy dalszym narastaniu oddech staje się ciężki i blokowany przez napięcie, w końcu zazwyczaj po południu lub wieczorem (o ile nie ma jakiś wyjątkowo stresujących sytuacji) napięcie może osiągnąć taki poziom, ze pojawiają się dodatkowe objawy, gorąco, zimno, bóle, ściśniecie gardła i wówczas ciśnienie mi skacze, czuję się fatalnie, ale nie uniemożliwia mi to funkcjonowania jak dawniej.
Mogę to przezwyciężyć i panować nad tym w pewnym zakresie jeśli nikt mnie nie gnębi mimo iż jest to bardzo nieprzyjemne i trwa ok. dwóch godzin jeśli nie ma dalszych bodźców. Sztuka polega na tym aby próbować nie dopuścić do takiego wzrostu napięcia.

Przede wszystkim jeśli pojawia się rano napięcie muszę je rozluźnić i zdaje się być na to kilka sposobów. Pierwszy to odpowiednia medytacja, drugi to męczennica, melisa lub waleriana. Zauważyłem iż męczennica zażyta przed snem sprawia iż rano zazwyczaj nie ma problemów, co się zaś tyczy melisy to wchodzi tu w grę tylko syrop zażyty doraźnie, pomagają też niezbyt duże dawki waleriany. Waleriana jednak czasami nie jest najlepszym wyjściem. Wydaje też się iż l – teanina pomaga.

Inną metodą są długie spacery jak i inna aktywność fizyczna.
Wieczorny masaż pleców może zapobiec atakom, pomaga też jeśli czuję, że już napięcie zbliża się do czerwonej linii i oczywiście znajdę kogoś kto mi go zrobi bo sam to mogę się tylko poszczypać po plecach co może opóźnić atak, ale nie za długo :-)
Mocny prysznic na plecy przez pewien czas też bywa pomocny.
Ogólnie zioła mogą stłumić atak, natomiast usunięcie napięcia może do niego nie dopuścić co jest o niebo lepsze. Oczywiście ideałem było by nie mieć stresujących sytuacji, albo chociaż życzliwą duszę przy sobie, ale w moim przypadku to nierealne :-)

Psycholog powiedział mi, że przyczyną tego stanu rzeczy jest też hiperwentylacja – co zdają się potwierdzać moje obserwacje. Niepokój zazwyczaj narasta kiedy ćwicząc zaczynam szybciej oddychać, albo więcej mówię, pojawił się również przy eksperymentalnie wywołanej hiperwentylacji. Antidotum zdaje się być 20min wolnej koncentracji z odpowiednią mantrą i mudrą (mudra „świątyni smoka” zdaje się być najskuteczniejsza, pomagała nawet kiedy zaczynały się ataki paniki), znosi go również 200mg waleriany – zazwyczaj lepsza i skuteczniejsza jest wolna koncentracja, ale nie zawsze są okoliczności by ją zastosować.

Oczywiście chciałbym aby problem całkowicie i ostateczni zniknął, ale nie wydaje się to takie proste. O ile ataki paniki już mi się praktycznie nie zdarzają to stany wzrostu napięcia i niepokoju owszem. Jeśli są one krótkotrwałe i niezbyt silne to nie jest problem, jeśli jednak się utrzymują dłużej i wzrastają to stają się problemem mimo tego, że jestem w stanie nad nimi zapanować.

Najdziwniejsze jest to iż w przypadku wcześniejszych ataków paniki, jak i teraźniejszych ataków niepokoju nie można zupełnie liczyć na nawet minimalne zrozumienie otoczenia – nie mówiąc już o wsparciu. Oczywiście rozumiem to, bo zanim sam doświadczyłem ataków paniki nie byłem nawet sobie w stanie wyobrazić czegoś podobnego, trudno więc wymagać od kogoś kto niczego podobnego nie doświadczył aby to zrozumieć. Z drugiej jednak strony, kiedy lekarz zaleca, aby nie stresować domownika i kiedy się widzi jak domownik pada oszołomiony nie mogąc się ruszyć to ja bym przynajmniej na takim domowniku nie wyładowywał agresji by mieć mściwą satysfakcję, że mu ciśnienie skoczyło do 180, ale każdy ma swoje racje i swoje priorytety a jak mówi przysłowie na pochyle drzewo koza skacze :-) Mam nadzieję iż psycholog miał rację mówiąc, że do dwu miesięcy powinno mi to przejść jeśli będę miał wsparcie i nie będę się stresował :-) Może bez wsparcia i stresując się zajmie mi to dłużej, ale trzymam się tej wiary bo tylko ona mi została :-)
Tak poważnie to mam nadzieję iż kiedy upały się skończą będę czuł się lepiej fizycznie a to przełoży się na samopoczucie psychiczne i problemy w końcu znikną. Mam też nadzieję, że moje obserwacje i sposoby pomogą komuś, kto może się borykać z podobnymi problemami – oby tak się stało i ludzie uwolnili się od niepokoju.

Ataki paniki – powstrzymywanie, minimalizowanie, leczenie

  • Napisane 28 czerwca 2017 o 13:14

Jak koszmarne są ataki paniki, każdy kto to przeżywał wie więc nie będę na ten temat pisał. Jak większość ludzi, których dopadł ten koszmar początkowo nie miałem zielonego pojęcia co się dzieje – czwarty czy piąty atak dopadł mnie u kardiologa, który zrobił mi ekg zbadał i stwierdził, że to czego doświadczam nie ma przyczyny w sercu tylko w psychice i jest to atak paniki wywołujący wzrost ciśnienia szybkie bicie serca duszności i pozostałe objawy. Zalecił mi lek ……………. który miałem zażywać dwa razy dziennie przez pięć dni a później tylko w przypadku ataku. Niestety lek ten działał na mnie zbyt mocno – zwalał mnie z nóg i zmieniał w zombi a przy tym jak się okazało nie powstrzymywał ataków paniki czyli symptomów somatycznych, a jedynie mocno przytępiał odczuwanie psychiczne nadchodzącego ataku.
Kolejny lekarz zmienił mi lek na walerin a później na validol jako łagodniejsze leki te również mnie otępiały jednak łagodziły nieco objawy somatyczne ataków paniki. Następnie udałem się do psychologa. Miałem tyle szczęścia, ze psycholog w przeszłości również cierpiał na ataki paniki więc doskonale wiedział o czym mówię. Więc rozmawialiśmy w duchu wzajemnego zrozumienia :-) Polecił mi aby validol zażywać profilaktycznie, trzymać się i takie tam :-)

Zacząłem obserwować uważnie siebie i zauważyłem szereg symptomów. Pierwszym był ten iż budząc się odczuwałem lekki niepokój i napięcie, które w ciągu dnia stopniowo narastało zależnie od stresujących sytuacji zazwyczaj doprowadzając pod wieczór na skraj ataku paniki. Odkryłem, że zażywanie rano Bimali łagodzi to poranne napięcie – nie tłumi go jak polecane leki, ale rzeczywiście rozpuszcza co jest bardzo pomocne w zapobieganiu i łagodzeniu ewentualnych ataków. Oczywiście jeśli dzieje się coś niespodziewanego, stresującego to napięcie znów się pojawia, ale zawsze to istotny postęp :-)
Drugą ważną rzeczą, którą odkryłem to ta, że ataki paniki są ściśle związane z napięciami w ciele, w moim przypadku przede wszystkim w plecach choć nie tylko, ale masaż pleców pozwala się od tego uwolnić na jakiś czas zapobiegając wystąpieniu ataku paniki. Prosiłem więc domowniczkę zazwyczaj wieczorem lub kiedy czułem, że napięcie jest już tak duże iż grozi atakiem o masaż pleców i dziesięciominutowy masaż zażegnywał lub odsuwał w czasie atak paniki :-)
Idąc tym tokiem doszedłem do wniosku, że męczennica powinna być bardzo pomocna – szczególnie zażyta przed snem – okazało się to w 100% słuszne :-) Również syrop z melisy skutecznie odsuwał ataki.

Drugą sprawą były okoliczności prowadzące do ataków paniki. Jak odkryłem były to: awantury, krzyki. Silny hałas, światło świetlówki, czekanie, winda, zbiorowiska ludzi, gwar itd. oraz zmęczenie. Wszystkie te sytuacje jak i kilka innych prowadziły szybko do wzrostu napięcia aż na skraj paniki i niekiedy kończyły się atakiem paniki. Oczywiście nie sposób unikać wszystkich sytuacji więc konieczne jest zrobienie czegoś aby w takich sytuacjach to powstrzymać. Odkryłem, że częściowo może się to udać zahamować poprzez silną koncentrację na czymś, masaż punktów antystresowych przy kolanach, mudrę uspokajającą i najsilniejszy środek czyli skupienie na uspokajającej sekwencji kolorów. Tymi sposobami udawało mi się osłabiać napięcie w takich sytuacjach, a czasami nawet powrócić do równowagi. Dzięki tym metodom stopniowo udało mi się uwolnić od narastania napięcia przy świetlówkach, chodząc tam i ćwicząc :-) Potem na stołówce, gdzie był gwar i dużo ludzi jak i w innych sytuacjach złagodzić wzrost niepokoju.

Trzecią bardzo pomocną metodą był Trening Autogenny stosowany profilaktycznie jak i w celu uwolnienia się od narastającego napięcia dopóki było ono jeszcze stosunkowo niewielkie – niekiedy całkowicie niwelował napięcie przywracając pełną formę, a jeśli już było większe trochę łagodził i pomagał zapanować, ale oczywiście kiedy napięcie było duże to już było za późno na Trening Autogenny :-) Skuteczna okazywała się również krótka drzemka, kiedy napięcie było już duże, ale nie na tyle by od razu prowadzić do ataku paniki :-)

Ogólnie to trzeba koniecznie działać kiedy napięcie tylko się pojawia nie licząc na to, że przejdzie ani nie czekając kiedy doprowadzi nas na skraj paniki bo wówczas jest już za późno.

W szczytowym momencie miewałem ataki paniki co kilka dni a bywało i kilka razy dziennie z różną siłą, stopniowo dzięki tej pracy stały się rzadsze a po kilku tygodniach ciężkie ataki praktycznie zniknęły. Stany niepokoju, które powstrzymywałem a które wcześniej prowadziły do ataków paniki nadal pojawiały się co najmniej kilka razy dziennie, ale po kolejnych kilku tygodniach stały się rzadsze a zdarzały się dni, kiedy był dzień od nich wolny – zależało to od okoliczności.

Zalecono mi też kolejne lekarstwo hydroksyzynę. Lekarstwo to okazało się świetne ponieważ rozluźnia ono mięśnie stosowałem je kilka razy przed snem jak nie czułem się pewnie po czym relaksowałem do zaśnięcia i również rano przy sprzyjających okolicznościach nie było potem niepokoju :-)
Jednakże hydroksyzyna sprawdza się tylko przed snem u mnie zażyta w dzień okropnie mnie otumania i dezorientuje – podobnie jak i inne specyfiki – więc jeśli się chce funkcjonować to raczej w dzień zażywać nie mogę.

Praktycznie ataki paniki pojawiły się u mnie dwa miesiące temu, ale dzięki opisanym działaniom od trzech tygodni nie miałem już silnego ataku, pojawiają się tylko mniejsze lub większe stany niepokoju, wzrostu napięcia a wówczas podejmuję opisane działania: skupienie, masaż punktów, mudra, wizualizacja ew. spacer i profilaktycznie codziennie minimum raz Trening Autogenny przy opuszczeniu którego robi się zdecydowanie trudniej. Niekiedy doraźnie przed snem zażywam hydroksyzynę (jak dotąd chyba cztery razy) a jeśli mam to przed snem męczennicę z melisą (menczennicę jeszcze mam, melisy już nie) – męczennica wydaje się działać mocniej. W ciągu dnia jak czuję napięcie łykam też valused ziołowy preparat zawierający melisę i menczennicę – czasami pomaga a przynajmniej nie szkodzi :-)

Opisałem to bo wiem jak koszmarne są ataki paniki i wiem, że niektórzy bardzo długo się z nimi zmagają – przerażająco długo – być może moje doświadczenia będą mogły komuś pomóc, albo zwrócić uwagę na niektóre aspekty będące istotne w tym przypadku. Jeśli nawet komuś uda się je trochę zmniejszyć to i tak bardzo ważne.
W moim przypadku przekonałem się, że leki są mało skuteczne, ziółka nieco bardziej, ale najważniejsze wydaje się świadoma praca z okolicznościami, jak i rozluźnianie napięć zanim osiągną zbyt wysoki poziom oraz praca z sytuacjami stymulującymi ataki poprzez skupienie, masaż mudrę i wizualizację.

Mam również nieco swoich jak i zasłyszanych teorii na ten temat, ale to tylko teorie więc nie ma co się nimi dzielić nie mając pewności. Mam też kilka swoich metod trudnych do zastosowania przez zwykłego śmiertelnika jak chociażby użycie ruchowej formy Wei Dan Da Mo jak i niektórych innych ćwiczeń, dzięki którym czasami udawało mi się całkowicie wyeliminować nawet spore napięcia.
Oprócz tego nic nie zastąpi miłej rozmowy z kimś spokojnym i życzliwym, która może mieć wielką leczniczą moc nawet w sytuacji gdy już nie jest dobrze :-)
Nie wiem czy pozbędę się tego w całości, ale już takie złagodzenie jakie mam od kilku tygodni jest dla mnie czymś wspaniałym umożliwiającym normalne funkcjonowanie nawet dwa razy stałem w kolejce w hipermarkecie i nie było najgorzej :-)

Melisa – melissa oficialis

  • Napisane 31 maja 2017 o 18:41

„Serce smutne rozwesela. (…) melisa jest ciepła, a człowiek, który spożywa melisę, chętnie się śmieje, ponieważ ciepło tej rośliny porusza śledzionę i stąd serce może się radować.” /”Zioła św Hildegardy” (XIIw) – Marek Czekański Kraków 2007/ W liściach znajduje się do 0,25% olejku lotnego z cytralem i cytronelalem oraz linolem, geraniolem, i aldechydami, do 4% garbników, związek goryczowy i śluz.(…) Znali ją już autorzy starożytni: Hipokrates, Teofrast, Dioskorydes, Piliniusz, Columella, Varro, później Avivenna, św Hildegaeda, (…) Paracelcus.| /”Dzieje upraw roślin leczniczych” doc. dr Marian Nowiński/ „Zastosowanie: zabużenia trawienne, kolki jelitowe, wzdęcia, kurcze żołądkowe, nieżyty przewodu pokarmowego, omdlenia, pobudzenie nerwowe, bezsenność…

„Uzdrawiający Talizman Horusa” – ciekawe doświadczenia

  • Napisane 12 maja 2017 o 17:39

Jakiś czas temu przyniosłem sobie „Tarczę Horusa” do pokoju i rzuciłem na podłogę po czym zasiadłem do oglądania filmu. Po pewnym czasie zauważyłem, że coś się ze mną dzieje – mianowicie poczułem jak rozluźniają mi się kanały analogicznie jak podczas praktyki Chi Kung. Oczywiście zadowolony byłem i zrelaksowałem się aby proces mógł zachodzić bez przeszkód, jednak byłem tym zdziwiony bo nie jest to coś co się wydarza bez powodów. Kiedy tak się relaksowałem po chwili uświadomiłem sobie, że Chi, która wywołuje ten proces płynie od „Tarczy Horusa”. Byłem tym zaskoczony. Co prawda wiedziałem, że to „urządzenie” wpływa na Chi otoczenia…

Akumulator orgonowy

  • Napisane 7 kwietnia 2017 o 13:26

Wpadła mi ostatnio w ręce książka Podręcznik akumulatora orgonu autor James Demeo. Teoria tam zawarta wydała mi się nielogiczna, zaś wiele informacji niewiarygodnych, jednak jako iż jestem sceptykiem a nie wściekłym fanatykiem i wyznaję zasadę contra factum nullum argumentum postanowiłem zrobić mały eksperyment. Zbudowałem sobie mały trójwarstwowy „akumulator orgonowy” z rurki, folii aluminiowej i taśmy klejącej. W myśl tego co napisano w tej książce w takim „akumulatorze” ma się gromadzić ów „orogon” będący w istocie energią Chi i naładowywać umieszczone tam rzeczy. Tak zaobserwowano i na bazie tego stworzono teorię więc powinno się udać. Jeśli w istocie coś umieszczone w…

Metaloterapia – Miedź, przepływ Chi obserwacje

  • Napisane 25 marca 2017 o 18:36

Po długim czasie stosowania miedzi uzyskałem pewność, że miedź zwiększa ilość Chi w naszym organizmie. Nie wiem dlaczego się tak dzieje, ale wygląda to tak jakby miedź kiedy trzymamy ją np. w ręce przyciągała Chi i przekazywała ją nam. Przykładowo, kiedy trzymamy kawałek miedzi w dłoni pojawia się strumień Chi zdający się płynąć przez „małe gwiazdy” silnym strumieniem do wnętrza ciała, siła tego strumienia zależy od masy kawałka miedzi, który trzymamy. „Małe gwiazdy” naturalnie wchłaniają energię, ale kiedy trzymamy kawałek miedzi ten strumień ulega wzmocnieniu. Ponieważ przez wszystkie punkty akupunktury następuje wymiana Chi z otoczeniem przykładając kawałek miedzi do dowolnego…

Różdżka Horusa

  • Napisane 21 marca 2017 o 20:53

Co piątek grywam w darta i choć nie wymaga to specjalnej aktywności fizycznej po meczu jestem obolały do tego stopnia, że następnego dnia ledwo się ruszam: bolą mnie stawy i kręgosłup. Dochodzę stopniowo do siebie przez dwa dni. Kiedy stałem się szczęśliwym posiadaczem „różdżki Horusa” po powrocie z meczu do domu położyłem się trzymając w dłoni różdżkę Horusa w nadziei iż jak to miedź złagodzi moje dolegliwości. Trzymając różdżkę w dłoni zasnąłem. W nocy przebudziłem się uświadamiając sobie, że gdzieś mi ona wypadła, kiedy przekręciłem się na bok poczułem ją przy kręgosłupie. Miałem ją wyjąć, ale w półśnie nie bardzo…

„Uzdrawiający Talizman Horusa” i inne odpromienniki radiestezyjne

  • Napisane 19 marca 2017 o 19:40

Kilkanaście lat temu miałem okazję skorzystać z usług prawdziwego mistrza radiestezji. Człowiek ten nie tylko ze 100% pewnością potrafił znajdować miejsca na studnie gdzie jest woda, ale potrafił określić dokładnie na jakiej głębokości jest źródło, jak jest jego wydajność oraz jakość wody i nigdy w swojej wieloletniej karierze się nie pomylił. Przy okazji poprosiłem go aby zbadał mój domek pod kątem cieków i okazało się, że pod salonem znajduje się potężny ciek obejmujący cały pokój. Zapytałem więc o sposoby jego neutralizacji i ku mojemu zdziwieniu mistrz powiedział, że można zastosować kilka sposobów, które opisał, ale był bardzo sceptyczny jeśli chodzi…

Źródło wszelkiego zła kontra mądrość naszych przodków

  • Napisane 6 lutego 2017 o 01:24

“Nie nader są oni troskliwi o takowe nabytki i użycie. Widać tam często srebrne naczynia (…) w równie lekkim poważaniu jak gliniane. (…) Mieszkańcy głębiej, prostym i staroświeckim sposobem towar za towar biorą.(…) Władza atoli królów nie jest swobodna ani nieograniczona, przykładem raczej i szacunkiem osobistej cnoty niżeli rozkazem przywodzą. Karać więzić ni smagać nikomu prócz kapłanów nie wolno. (…) Zawierać bogi w ścianach, albo pod ludzkimi wizerunkami kłaniać, mają za rzecz niegodną ich majestatu. Gaje im tylko i lasy świecą a odludne owe ustronia boską mieszkalnią być mieniąc, z poszanowaniem na nie patrzą. (…) W czasie pokoju bawią się…


  • RSS