Aktualnie przeglądasz kategorię Medytacja
Wyświetlam 1 - 10 z 45 notek

„Wolna koncentracja” – jeszcze raz

  • Napisane 16 lipca 2017 o 16:03

Opis wchodzenia w wolną koncentrację z wszystkimi niuansami przedstawiony został przez M. Daytona bardzo precyzyjnie, dlatego tutaj zamierzam zająć się częścią praktyczną.

Kiedy praktykujemy już długo i regularnie „wolną koncentrację” wiemy, że praktyka ta składa się z czterech faz – przy czym dwie ostatnie są raczej umowne.
Pierwsza faza kiedy dobrze praktykujemy opiera się na silnym skupieniu i trwa około pięciu minut po czym nasz umysł nieco się wycisza. Przy każdej praktyce pierwsze pięć minut to żadna praktyka tylko skupianie się aby zsynchronizować oddech dźwięk i skupienie na podbrzuszu, dopiero jak nam się to uda to po pięciu minutach trochę się wyciszamy.
Drugie pięć minut również wymaga koncentracji, ale mniejszej i bardziej skupia się na relaksacji. Jeśli uda nam się utrzymać skupienie i zrelaksować przez kolejne pięć minut to wejdziemy we właściwy stan „wolnej koncentracji”. Kiedy to się dzieje oddech naturalnie zwalnia się do 4-6 oddechów na minutę a dźwięk staje się bardziej wysubtelniony, delikatny w naturalny sposób – przez trzecie pięć minut dostosowujemy się, aby tego stanu nie zakłócać i kiedy to nam się uda wchodzimy w czwartą fazę czyli właściwą praktykę.
Jak wiec wyraźnie widać najkrótszy sensowny czas wykonywania tej praktyki wynosi 20 minut inaczej nie przejdziemy przez wszystkie fazy.

Oczywiście kiedy dopiero uczymy się tej praktyki możemy wykonywać ją krócej np. przez 10 min utrzymując silną koncentrację i wówczas możemy rozwinąć doświadczenie pewnego wyciszenia, kiedy się przyzwyczaimy możemy wydłużyć czas sesji do 15 minut i wówczas po 10 minutach możemy zacząć doświadczać wchodzenia we właściwy stan „wolnej koncentracji” czy „stan medytacyjny” jak błędnie nazywają go niektórzy – w istocie jest to stan kontemplacyjny z wszystkimi cechami opisany w starożytnym dziele „Sekret złotego Kwiatu” – oczywiście można osiągać go w różny sposób, ale potrzebujemy tych 15 minut by przejść przez wszystkie fazy niezależnie od metody.

Jeśli dopiero uczymy się „wolnej koncentracji”, albo wracamy do niej po dłuższej przerwie nie koniecznie musimy przechodzić gładko przez wszystkie te fazy. Możemy np. się rozpraszać i wówczas nie wyjdziemy za fazę pierwszą, możemy też zbyt kurczowo się trzymać koncentracji i blokować fazę trzecią, możemy również oscylować między fazami. Jeśli jednak już regularnie wykonujemy minimalne 20 minutowe sesje dwa razy dziennie to rozpoznamy te stany i ugruntujemy się w nich tak, że zazwyczaj drugie 10 minut praktyki będziemy przebywali stabilnie w fazie czwartej.

Co robimy kiedy znajdziemy się w „stanie medytacyjnym”? Oczywiście nadal utrzymujemy uwagę w podbrzuszu, obserwujemy oddech i myślimy o brzmieniu dźwięku, ale przede wszystkim rozluźniamy się i staramy się pozostać maksymalnie bierni. Oczywiście wejściu w fazę 3-4 towarzyszy między innymi pogłębienie rozluźnienia, jednak przez cały czas spoczywania w tym stanie a rozluźnienie pogłębia się. Bierne pozwalanie na pogłębianie się rozluźnienia jest jednym z zasadniczych celów tej praktyki. Kiedy przebywamy biernie w tym stanie stopniowo rozluźniają się coraz głębsze napięcia, uświadamiamy sobie je również coraz lepiej. Celem do którego zmierza praktyka jest pełne rozluźnienie i wyciszenie, które może zając nam wiele miesięcy.

Oczywiście kiedy nawet stabilnie, biernie spoczywamy w fazie czwartej co jakiś czas możemy ulegać rozproszeniu. Naszą uwagę mogą przyciągać napięcia, jak i pojawiające się myśli, wspomnienia, obrazy. Kiedy tylko uświadomimy sobie, że ulegamy rozproszeniu relaksujemy się i skupiamy uwagę na podbrzuszu i słuchaniu brzmienia dźwięku. Rozproszenie w fazie czwartej jest zdecydowanie słabsze i nieco inaczej wygląda niż w zwykłym stanie umysłu czyli fazie pierwszej ewentualnie drugiej.

W początkowych miesiącach praktyki najlepiej skupić się przede wszystkim na rozluźnieniu i bierności, nie przywiązując specjalnej uwagi do napięć, ani do tego co pojawia się w umyśle, dzięki temu możemy szybko rozwinąć głębokie wyciszenie i klarowność umysłu. Oczywiście jest to możliwe tylko jeśli wykonujemy minimalną ilość praktyki czyli 2x20minut dziennie. Przy mniejszej ilości praktyki możemy się zrelaksować i odnieść pewne korzyści jednak nie jest możliwe rzeczywiste rozwinięcie naszej praktyki. Przy takiej ilości praktyki zazwyczaj zajmuje to ok. pół roku. Mistrzowie zalecają aby praktykować minimum 3×30 minut dziennie a wówczas możemy rozwinąć praktykę w około 100 dni zaś przy większej ilości praktyki zajmuje to odpowiednio mniej czasu jeśli warunki są sprzyjające.

Utrzymanie nieruchomo ciała we właściwej zrelaksowanej pozycji z wyprostowanym kręgosłupem przez dłuższy czas może sprawiać problemy, dlatego jeśli ktoś ma z tym problem może praktykować w krótszych okresach np. 15min. krótka przerwa na kilka ruchów po czym zaraz następne piętnaście minut, znów krótka przerwa i znów 15 minut. Jeśli dobrze praktykujemy i w pierwszych 15 minutach doszliśmy do fazy trzeciej to jeśli po krótkiej przerwie ponownie rozpoczniemy praktykę mamy duża szansę by od razu po kilku minutach dojść do fazy trzeciej i dalej czwartej – w ten sposób możemy zrobić praktycznie sesję 30 czy 45minutową bez większych trudności – jeden warunek przerwy muszą być krótkie i nie możemy się w trakcie nich rozproszyć.

Utrzymywanie uwagi w podbrzuszu czy pępku ma zasadnicze znaczenie w tej praktyce. Zgodnie z Chińską medycyną jest to najlepsza praktyka usuwająca osłabienie, zmęczenie i stres, wzmacniające przedurodzeniową Chi a przede wszystkim stabilizująca umysł i uzdrawiająca ciało. Jest to zalecane przy wszystkich chorobach wzmacniając leczenie. W połączeniu z relaksacją ciała stanowi podstawę tradycyjnej Chińskiej terapii oddechowej, która jak dowiedziono w niezliczonych testach klinicznych jest niezwykle skuteczną terapią przy wielu schorzeniach. W praktyce tej skupiamy się na rozluźnieniu ciała i bierności.
Utrzymywanie uwagi w podbrzuszu i skupienie na relaksacji ciała stanowi więc zasadniczy element praktyki. Oddech jest naturalny, nie wpływamy na niego i dołączamy do niego wyobrażenie dźwięku – oddech zmienia się naturalnie, pogłębiając się wraz z relaksacją ciała. Kiedy o tym pamiętamy nasza praktyka staje się prawidłowa i przynosi wiele korzyści zdrowotnych i nie tylko.

Przez dwa ostatnie miesiące wykonywałem tę praktykę przez trzy – cztery godziny dziennie i więcej, eksperymentując z różnymi mudrami, pozycjami i dźwiękami. Bez cienia wątpliwości mogę powiedzieć iż mimo iż tradycyjną chińską terapię oddechową można wykonywać w kilku pozycjach to jednak wykonywanie jej we właściwej medytacyjnej pozycji czyni tę praktykę co najmniej kilka razy bardziej efektywną. Jest tylko jeden warunek: pozycja musi być wygodna i zrelaksowana, dlatego czasami lepiej jest zacząć praktykę w pozycji np. leżącej by lepiej zrelaksować ciało a kiedy to się uda przejść do pozycji siedzącej i kontynuować efektywnie praktykę.
Dźwięki jakie łączymy z oddechem okazują się niezwykle istotne i zupełnie zmieniają doświadczenia i przebieg praktyki. Opisanie działania różnych dźwięków zajęło by zbyt wiele miejsca, ogólnie mogę napisać, że różne dźwięki mogą być efektywne przy uwalnianiu się od różnych napięć i dawać wiele innych korzyści, należy więc je dobierać stosownie do naszego stanu, ale ogólnie bardzo efektywne na początek są oryginalne dźwięki przedstawione przez Daytona czyli Innnnn – wdech ouuuuu – wydech.
Mudry również mogą diametralnie zmieniać przebieg praktyki więc jeśli chcemy jakiś używać musimy dobrać ją do siebie.

Warto jeszcze jasno sobie uświadomić, że ta konkretna praktyka różni się bardzo od innych pozornie bardzo podobnych praktyk i prowadzi do innych efektów.
Praktyka ta jak już wspomniałem jest tradycyjną terapią oddechową dla zdrowia i wzmocnienia choć nie tylko. Zasadniczy punkt to skupienie i utrzymanie uwagi w xia tan tien lub pępku i jest totalnie czymś innym niż jakaś podobna praktyka gdzie skupienie utrzymuje się w innym miejscu.
Np. w tradycji hinduskiej mamy praktyki gdzie skupienie utrzymuje się na punkcie między brwiami i analogicznie możemy się relaksować, obserwować oddech nie wpływając na niego oraz używać odpowiednich dźwięków jak np. we wstępnej kontemplacji Krija Jogi, jednak cel, efekty i doświadczenia w tej praktyce będą zupełnie inne bo jest to wbrew pozorom zupełnie inna praktyka.

Cylindry faraona – Różdżka Horusa

  • Napisane 12 stycznia 2017 o 18:02

Jakiś czas temu pewna osoba dała mi do przeczytania tekst o „cylindrach faraona” i poprosiła mnie abym dowiedział się gdzie to kupić Przeczytałem tekst dobrze się przy tym bawiąc jako iż od początku do końca to jedna wielka ściema, autor nawet nie silił się aby to choć odrobinę wiarygodne było i pewnie pisząc to dobrze się bawił Oczywiście tak grubymi nićmi szyta ściema musiała chwycić i wyszedł z tego niezły biznes bo komplet „cylindrów faraona” kosztuje około 1000zł. Pomijając cała ściemę mamy tu dwie rurki jedną miedzianą a drugą cynkową, których trzymanie ma świetnie wpływać na zdrowie. Cynkową rurę pewnie…

Ucieleśnieni Bogowie

  • Napisane 27 grudnia 2016 o 23:29

Od początku istnienia świata Boskie istoty manifestowały się w ludzkim ciele stając, się nauczycielami i opiekunami ludzi, prowadziły ich i chroniły od zarania ludzkości. Narodzinom ucieleśnienia Boskiej istoty zawsze towarzyszyły pewne znaki, aby ludzie mogli ją rozpoznać. Często również ucieleśniona w ludzkim ciele Boska istota nosiła pewne znaki aby ułatwić ludziom jej rozpoznanie. Jako dziecko taka istota również wykazywała się niezwykłymi cechami jak: pragnienie pomagania innym, większa wrażliwość, mądrość, doświadczenia niezwykłych snów a czasami wybitne zdolności w sferze ciała jak i ducha. Niekiedy taka istota jako dziecko pamiętała swą tożsamość a przynajmniej miała świadomość, że jej przeznaczeniem jest pomaganie i…

Samouzdrawianie

  • Napisane 20 listopada 2016 o 20:07

Istnieje wiele metod samouzdrawiania z których część miałem okazję poznać i wypróbować na sobie. Będąc nastolatkiem bardzo się tym interesowałem więc czytałem wszystko co mi wpadło na ten temat w ręce i gdy się nadarzała okazja testowałem te metody na sobie. Niektóre z tych metod okazały się całkiem skuteczne i używam ich do dziś. Niektóre z metod samouzdrawiania były obiektem badań klinicznych i została potwierdzona ich skuteczność czego przykładem mogą być pewne metody wizualizacji, inne same narodziły się w wyniku obserwacji klinicznej jak np. niezwykła metoda Mindela. Pierwszą z metod samouzdrawiania jaką poznałem była metoda pochodząca z jogi przy czym…

Esencja praktyki Jogi Snu

  • Napisane 25 października 2016 o 19:30

„W dzień powinnaś się ćwiczyć w postrzeganiu tego co się pojawia jako snu, oznacza to spoczywanie w zrelaksowany i naturalny sposób, nie poprawiając niczego co się pojawia. Pozostaw swoje doświadczenie spontaniczne, wolne i otwarte. Spoczywaj z rozległą świadomością i bez dualistycznych związań. Wieczorem powinnaś przyjąć uważność za ścieżkę. Oznacza to zwiększenie świadomości u schyłku dnia oraz czujne i przebudzone spoczywanie nie pozwalając sobie na popadnięcie w ospałość czy odrętwienie. O północy zmieszaj stan głębokiego snu z Dharmatą i śpij w stanie bez myśli.
Zastosuj silą determinację, myśląc: „Rozpoznam, że moje sny są snami!” Dzięki temu będziesz mogła zapamiętać Dharmatę podczas śnienia i uwolnisz się od pobudzenia i koszmarów.
Rano powinnaś przyjąć Dharmatę za ścieżkę. Oznacza to, że kiedy budzisz się ze snu i twoje ciało odczuwa wygodę, przywołaj pamięć Dharmaty i praktykuj tę samoistną uważność bez dualistycznego związania, medytowania czy ospałości.
Dharmatę pozbawioną tworów, której doświadczasz w swoim istnieniu, spoczywając spokojnie w medytacji, powinnaś zastosować Dharmatę w każdej sytuacji w okresie po medytacyjnym – podczas chodzenia, stania, siedzenia i leżenia. Jeżeli nigdy nie będziesz się oddzielać od tej praktyki Dharmy, zawsze będziesz przebywać w stanie Dharmaty. W ten sposób twoja medytacja przekroczy sesje.”
/Kryształowa Girlanda Bezbłędnej Praktyki/

Pierwsze zdanie odnosi się do tzw. fundamentalnych praktyk wstępnych Jogi Snu, które bardzo precyzyjnie wyjaśnia Tenzin Wangyal Rinpocze są to:
- Patrzenie w ciągu dnia na to co się wydarza wyobrażając sobie, że to jest sen, podczas zwykłych sytuacji dnia codziennego, aby zrelaksować się i zdystansować do tego co się wydarza, rozwijając w zwykłych sytuacjach zrelaksowaną świadomość wielokrotnie w ciągu dnia zaczynając zaraz po przebudzeniu, kiedy nasza świadomość jest naturalnie zrelaksowana.
- Kiedy nauczymy się w powyższy sposób rozwijać zrelaksowaną świadomość, rozluźniając więzy karmiczne wykonujemy ją kiedy w ciągu dnia pojawia się napięcie czy silne stany emocjonalne, zamiast się w nie angażować, relaksujemy się i wyobrażamy sobie, ze to jest sen uzyskując dystans do tego co wywołuje w nas napięcie. Jest to bardzo istotna praktyka, rozluźniania karmicznych uwarunkowań, rozwijająca kontemplacyjny stan umysłu, będąca potężnym środkiem wspierającym naszą medytację, bez której nasza medytacja jest iluzoryczna i ogranicza się tylko do formalnych sesji.
- Trzecią praktykę zwaną „budowaniem związku ze snem”, która polega na tym, że kiedy czujemy iż nasza świadomość jest senna w ciągu dnia czy wieczorem rozluźniamy się o patrzymy na wszystko co postrzegamy jak na sen.
- Czwartą praktykę „oczyszczania śladów karmicznych” wykonujemy bezpośrednio przed snem, polega ona na tym, że przypominamy sobie zdarzenia z minionego dnia i relaksujemy napięcia z tym związane patrząc na nie jak na sen, czyli np. przypominamy sobie, że ktoś nas zdenerwował, czy coś nam się nie podobało i teraz przypominając sobie myślimy, że to było w porządku to był sen i tak patrzymy na te sytuacje aż się zupełnie uwolnimy od napięć związanych z tymi sytuacjami.

Te cztery „praktyki wstępne” stanowią istotę praktyki Jogi Snu i wykonuje się je w każdego typu praktyce Jogi Snu. Rozwijającą one spoczywanie w zrelaksowanym medytacyjnym stanie podczas dnia i uwalniają mas od uwarunkowań karmicznych, aby później nie manifestowały się negatywne stany emocjonalne w naszych snach i wzrastała w nich przejrzystość.

Oczywiście praktyki te prowadzą do pojawiania się „świadomych snów”, ponieważ wytworzony na jawie nawyk relaksowania się i patrzenia na to co się wydarza jako na sen manifestuje się w snach i wówczas odkrywamy, że to czego doświadczamy jest właśnie snem – jest to jeden z aspektów rozwijania się klarowności i przejrzystości w snach. Nie należy jednak mylić „świadomego śnienia” z praktyką Jogi Snu bo są to dwie zupełnie odmienne i często sprzeczne rzeczy.
Celem jogi snu jest relaksowanie umysłu, rozwijanie klarowności w snach, oczyszczanie i przekształcanie pozytywne snów by uwolnić się od pomieszania i przywiązania aby w końcu zamanifestowała się wrodzona przejrzystość.
Celem „świadomego śnienia” jest żądza „świadomych snów” w których chcemy zaspokajać swoje pragnienia, doświadczać silnych stanów emocjonalnych itp. rzeczy a więc rozwijania przywiązania, co stwarza napięcia i stwarza jeszcze większe pomieszanie.

Oczywiście wykonując wstępne praktyki Jogi Snu zaczynamy doświadczać „świadomych snów”, ale nawet kiedy tak się dzieje nie podążamy w tych snach za swoimi pragnieniami i nie próbujemy „kontrolować” snu, ale relaksujemy się w tym doświadczeniu.
Koncepcja: „O wiem, ze śnię więc wykonam praktykę, albo kiedy będę wiedział, ze śnię wykonam jakąś praktykę duchową” jest błędna, ponieważ oznacza podążanie za pragnieniami. rodzi napięcia i frustrację – „Wiedziałem, ze śnię i zapomniałem o praktyce – tragedia”.
Być może wykonamy jakąś praktykę spontanicznie we śnie i to będzie cudowne, ale nie potrzebujemy nic robić tylko zrelaksować się a wszystko będzie rozwijać się we właściwym kierunku spontanicznie. Jeśli wiedząc, ze śnimy czujemy parcie aby coś zrobić, możemy to zrobić i to jest w porządku, ale nie musimy robić nic innego poza zrelaksowaniem się i to jest właściwa praktyka.

Kolejne zdania tego esencjonalnego kompendium praktyki Snu wyjaśniają jej najgłębszy, rzeczywisty cel, czyli spoczęcie w naturalnym stanie i doświadczenie dharmaty, zapamiętanie jej i wykorzystanie jako ścieżki, bo ona jest jedyną podstawą rzeczywistej praktyki prowadzącej do oświecenia.
Kolejny wers wyjaśnia, że rano bezpośrednio po przebudzeniu, kiedy nasze ciało i umysł są zrelaksowane powinniśmy spoczywać w tym stanie gdyż jest to jedyny okres kiedy możemy zapoznać się i rozwinąć to doświadczenie by później móc praktykować to w medytacji i w końcu spoczywać w niej poza sesjami by dojść do najwyższej realizacji. Jest to więc esencjonalna praktyka prowadząca do oświecenia nie mająca sobie równych dlatego nazywa się ją „Tajemnym skarbem Dakiń”. Obejmuje ona cała naszą aktywność przekształcając ją w ścieżkę do oświecenia.

Niektórzy ludzie mówią, kiedy kładę się spać: „Wykonuję Ati Guru Jogę i jest to doskonała praktyka przejrzystego światła”. Oczywiście jest tak w istocie jeśli rzeczywiście ktoś potrafi to zrobić. W praktyce zazwyczaj taki ktoś spoczywa kilka sekund w zrelaksowanym stanie, albo jak ma pewne doświadczenie trochę dłużej po czym popada w rozproszenie i zasypia. Oczywiście nawet te kilka sekund ma wartość, ale chcąc rzeczywiście rozwinąć praktykę trzeba ją zrozumieć i faktycznie rozwijać w ciągu dnia poprzez wykonywanie praktyk wstępnych, zasypianie w zrelaksowanym stanie, w trakcie śnienia, spoczywania w tym stanie zaraz po przebudzeniu najlepiej jak potrafimy by ustabilizować i rozwinąć to doświadczenie, potem rozwijając to doświadczenie w medytacji, by w końcu przekroczyć okresy medytacji i zintegrować wszystko z naturalnym stanem. Spoczywanie kilka sekund zasypiając w stanie Guru Jogi i 24 godziny pomieszania to nie jest właściwa praktyka.

Właściwa praktyka to:
wielokrotne spoczywanie w zrelaksowanym stanie w ciągu dnia poprzez wykonywanie „praktyk wstępnych”
spoczywanie w zrelaksowanym, stanie w momencie zasypiania
odnajdywanie zrelaksowanego stanu w trakcie snu
świadome spoczywanie w błogim zrelaksowanym stanie zaraz po przebudzeniu
rozwijanie tego stanu w trakcie formalnej medytacji
Taka praktyka rzeczywiście prowadzi do rozwoju kontemplacji, przejrzystości i transformacji zarówno naszych snów jak i życia na jawie i jest kompletną, rzeczywistą i nie udawaną praktyką Jogi Snu.
Kiedy zawsze pamiętamy by relaksować swoje ciało, energię i umysł: po przebudzeniu, w ciągu dnia, w trakcie medytacji, zasypiania i snu wiedząc, że jest to esencja praktyki nasza praktyka staje się bardzo dobra i efektywna. Dlatego powinniśmy obserwować siebie, kiedy wykonujemy praktyki wstępne, kiedy medytujemy, kiedy zasypiamy, kiedy śnimy i kiedy się budzimy a wówczas nasza praktyka staje się realna i zaczyna się rozwijać co się nie dzieje kiedy robimy mechanicznie jakieś techniki nie pamiętając o istocie praktyki.

Czym jest Mantra

  • Napisane 18 maja 2016 o 23:58

Mantra to określony dźwięk a dokładniej sekwencja dźwięków. Jak każdy wie określone sekwencje dźwięków bardzo mocno wpływają na naszą psychikę i ciało a szczególnie na emocje i takie sekwencje dźwięków nazywamy muzyką. W muzyce zasadniczą rolę odgrywa wysokość dźwięku i jego długość dlatego umownie podzielono wysokości dźwięków na gamę a długość zapisujemy u nas nutami. Dźwięki mantry z kolei zapisujemy samogłoskami i spółgłoskami tworzącymi sylaby i cała mantrę. Dokładnie tak jak w muzyce odgrywa tu również rolę rytm jak i długość poszczególnych dźwięków itd. W tym sensie możemy na mantrę patrzyć jak na utwór muzyczny, którego celem jest wywołanie w powtarzającym ją odpowiedniego stanu psychofizycznego czy emocjonalnego co na jedno wychodzi. Jednak w rzeczywistości nie możemy sprowadzić mantry jak robią to domorośli „mędrcy” nie mający pojęcia o mantrach do czegoś w rodzaju muzycznego utworu wywołującego odpowiednie stany emocjonalne, zaś twierdzenia różnej maści szaleńców, ze mantry nie działają i nie ma znaczenia jakiej mantry się używa świadczy tylko o intelekcie takich „filozofów” :-)

Każdy kto używał rzeczywistych mantr (bo dla niektórych wszystko to mantra) zgodnie z instrukcjami dotyczących użycia konkretnych mantr wie, że mantry wpływają na nas bardzo mocno i w ściśle określony sposób aczkolwiek określenie jak wpływa na nas określona mantra to sprawa o wiele trudniejsza i skomplikowana. W tym wypadku nie można już mówić ogólnie o mantrach tylko trzeba na to patrzeć w kontekście rodzajów mantr związanych z ich funkcją, pochodzeniem, sposobem używania oraz w kontekście systemu z jakiego pochodzi dana mantra.
Ogólnie mówi się, że mantra generuje energię (w pewnym sensie równoznaczną z emocjami), która wpływa na nasze ciało i umysł i ta energia przekształca w określony sposób zależnie od mantry naszą energię wpływając na nasze ciało i umysł. Stymuluje określone pozytywne stany emocjonalne czy oczyszcza negatywne stany emocjonalne, kierunkuje naszą energię itd. co teoretycznie można by w pewnym zakresie sprowadzić do wpływu muzyki na nas jednak doświadczenia związane z używaniem mantr znacznie przekraczają to co moglibyśmy na siłę przypisać efektom muzycznym. Ponadto używanie określonych mantr związane jest z określonymi systemami gdzie są one jednym z elementów do którego dochodzi cała „technologia” użycia mantry w połączeniu z innymi sposobami pracy z ciałem, emocjami i umysłem co czyni rozważania na temat mantr jako takich w oderwaniu od systemu zupełnie bezsensownym. Dlatego aby jakiekolwiek rozważania o sposobie działania mantry miały jakiś sens konieczne jest odniesienie się do jakiegoś konkretnego systemu i metody.

Jedną z metod gdzie używa się mantr w bardzo prosty sposób jest grupa prostych technik typu „Wolnej Koncentracji” Daytona składająca się z kilku prostych elementów:
- właściwa pozycja ciała
- odpowiedni sposób oddychania
- skupienie się na wyobrażonym brzmieniu określonego dźwięku w synchronizacji z oddychaniem i relaksacją.
- Inne elementy

Inne elementy zależą już od konkretnej metody, może ich nie być, może to być skupienie uwagi w określonych punktach ciała jak i wizualizacje. Dla naszych rozważań pominiemy te inne elementy gdyż wiele metod ich w zasadzie nie ma i przyjmiemy do rozważań, że metoda ta opiera się na siedzeniu w zrelaksowanej pozycji z wyprostowanym kręgosłupem i łagodnym synchronizowaniu wyobrażenia dźwięku z oddechem.

Zacznijmy bez dźwięku. Kiedy wykonujemy tę metodę bez wyobrażenia jakiegokolwiek dźwięku to po pewnym czasie jej stosowania wyciszymy się i będzie się rozwijało doświadczenie pozostawania w przyjemnym zrelaksowanym wyciszonym stanie. Kiedy wprowadzimy dźwięk zauważymy, że zmienia się jakość tego doświadczenia – nic niezwykłego bo wprowadziliśmy nowy element. Kiedy jednak zaczniemy używać tu określonych mantr zauważymy, że zmiany w doświadczeniu są kolosalne do tego stopnia iż trudno tu określić elementy wspólne, czyli określone mantry całkowicie determinują doświadczenie na wszystkich poziomach i nie są to zmiany subtelne tylko bardzo mocne charakterystyczne dla określonej mantry jakiej używamy więc nie można tu podać jakiejś ogólnej zasady poza tym, że ściśle określona mantra wywołuje ściśle określone doświadczenia nadając procesowi określony kierunek, determinując rozwój doświadczenia i przebieg całego procesu. Oczywiście każdy z systemów używający w ten sposób określonej mantry podaje przynajmniej ogólnie do czego ma doprowadzić ostatecznie użycie tej konkretnej ściśle określonej mantry i warto zadać sobie trud aby dowiedzieć się do czego to ma doprowadzić zanim się zacznie używać określonej mantry w ten sposób jako iż w tym określonym systemie ludzie tego używają i wiedzą do czego to prowadzi, w jaki sposób i jak rozwijają się doświadczenia związane z tym określonym dźwiękiem a cel jak i rozwój doświadczeń może być i zazwyczaj jest zupełnie odmienny dla określonego systemu przy czym może być zupełnie odmienny od tego jaki sobie zakładamy i jakiego byśmy pożądli – możemy sobie np. w ciemno wybrać mantrę służącą umierającym, której celem jest szybkie uwolnienie świadomości z ciała podczas gdy naszym celem może być tylko zrelaksowanie się po stresującym dniu i nic więcej – a już na pewno nie porzucenie tego łez padołu :-)

Kiedy wykonujemy tę praktykę z mantrą niezależnie od tego jakiej mantry używamy doświadczenie rozwija się w kilku etapach. Najpierw próbujemy się zrelaksować i osiągnąć naturalną, harmonijną synchronizację mentalnego wyobrażenia dźwięku z oddechem. Na tym pierwszym etapie może pojawiać się wiele myśli, innych wyobrażeń przez co możemy początkowo ulegać rozproszeniu. Ten pierwszy etap może trwać krócej lub dużej a jeśli dopiero rozpoczynamy naukę „wolnej koncentracji” może nawet obejmować całe sesje.
Kiedy uspokoimy się, zrelaksujemy a nasza świadomość jest wyrazista i zrelaksowana pojawia się drugi etap w którym synchronizacja wyobrażonego dźwięku z oddechem staje się naturalna i zrelaksowana. Kiedy pozostajemy na tym etapie przez pewien czas wówczas pojawia się ciekawe zjawisko w pewnym momencie mantra zmienia brzmienie a my zostajemy wciągnięci w specyficzny stan umysłu gdzie umysł nagle staje się wyciszony, świadomość wyrazista i zmienia się nasza percepcja – towarzyszą temu zmiany w ciele. Początkowo może to trwać krótko i nie być zbyt intensywne z czasem nabiera głębi i może obejmować niemal cała sesję praktyki. Samo zaś doświadczenie tego stanu i towarzyszące mu doznania zależą już od konkretnej mantry jakiej używamy i jest dla niej charakterystyczne.

Początkowo pojawianiu się tego doznania zazwyczaj towarzyszą różnego rodzaju doświadczenia, zwane w praktyce Chi Kung „don czu” oraz może temu towarzyszyć zalew obrazów i wyobrażeń oraz różnego rodzaju odczuć, w miarę postępu praktyki te oboczne niekiedy bardzo silne doznania stopniowo rozpuszczają się i pozostaje czysty stan charakterystyczny dla danej mantry w którym można wyróżnić trzy charakterystyczne cechy. Pierwszą z tych cech jest widzenie subtelnego światła o określonej strukturze i kolorze typowym dla konkretnej mantry, drugim jest określony typ doznania cielesnego o którym można powiedzieć, że związek z ruchem, jest to pewien typ doznania kinestetycznego typowy dla danej mantry. Trzecią cechą charakterystyczną jest określony rodzaj stanu emocjonalnego. Tak więc określona mantra nadaje formę stanowi „medytacyjnemu” mimo iż sam ów stan nie jest związany z mantrą i możemy go doświadczyć przy innych formach praktyki nie mających nic wspólnego z mantrami. Jeśli praktykujemy z mantrą to zmiana brzmienia mantry niezawodnie informuje nas, że właśnie w niego wchodzimy oprócz innych charakterystycznych cech dla tego stanu, których intensywność i trwałość wiąże się z jego głębokością. Niektóre systemy jako czas praktyki uznają tylko okres w którym znajdujemy się w tym stanie, a pozostała część sesji uznają za niebyłą choć kiedy ktoś zaczyna praktykę to okresy przebywania w tym stanie są krótkie a charakterystyczne doznania mało intensywne. Zresztą nawet ludzie zaawansowani w tego typu praktykach mają okresy lepsze i gorsze więc mimo iż w tych lepszych mogą pozostawać w tym stanie przez cała sesję w tych gorszych okresach mogą wielokrotnie wchodzić jak i wybijać się z tego stanu. Mantry oprócz tego, że sygnalizują ten stan nadają mu określony charakter i pełnią rolę stabilizującą dla niego są więc również z tego względu użyteczne.

Wszystkie te doznania podobnie jak i doznania dan chu mają związek z naszą energią a konkretnie z określonym przepływem Chi, dlatego tego typu praktyk tradycyjnie nie uważa się za pracę z umysłem, ale umieszcza w sferze praktyk z energią a jak się to mówi „energia jest koniem na którym porusza się umysł” i to ona determinuje stan naszego umysłu.

Warto tu zwrócić uwagę iż praktykę shine związaną z Buddyzmem Tybetańskim w naukach tantrycznych również widzi się jako prace z energią a odpowiedni sposób kierowania tej energii osiąga się poprzez przyjęcie określonej pozycji, która jest sercem i istotą praktyki shine, podczas gdy inne jej elementy są tylko różnymi dodatkami stosowanymi zależnie od stanu energii praktykującego – warto na to zwrócić uwagę bo u nas większość ma błędne wyobrażenie iż jest to praktyka umysłu a przez to przywiązuje się wagę do elementów dodatkowych lekceważąc jej zasadniczy aspekt jakim jest siedmiopunktowa pozycja. Praktyk typu „wolna koncentracja” nie można utożsamiać z shine gdyż mimo iż tu również używa się odpowiedniej pozycji zasada i cele są zupełnie inne i jest to całkowicie odmienny sposób pracy z energią, których jest wiele. Oryginalne nazwy określonych grup praktyk określają do czego służą te praktyki i z jakimi systemami są związane co determinuje zarówno podejście do tych praktyki, prawidłowy sposób ich wykonania i cel któremu one służą dlatego od poznania tego należy zacząć jeśli się chce jakąś praktykę wykonywać. Podobnie jest z praktykami mantrycznymi, które należą do różnych systemów i grup, mają różne cele, podejścia i w związku z tym zupełnie inaczej się wykonuje określone praktyki i osiąga całkiem różne efekty o czym należy pamiętać jeśli chce się sensownie mówić o mantrach.

Różne aspekty duchowej praktyki

  • Napisane 15 maja 2016 o 22:23

Współcześnie znaczna część ludzi chcących uchodzić za nowoczesnych i mądrych, wstydzi się używać terminu praktyka duchowa, zastępując ten termin różnymi synonimami, które brzmią bardziej naukowo, modnie czy nowocześnie – ogólnie wstydzą się używać terminu duchowy z różnych względów.
W rzeczywistości termin praktyka duchowa, obejmujący różnego rodzaju praktyki, jest terminem tradycyjnym, a przy tym o wiele bardziej precyzyjnym, konkretnym niż różne nowe synonimy, wskazuje również na rzeczywisty sens i cel tego typu praktyk. Używając tu tego terminu mam na myśli przede wszystkim duchowe praktyki, związane z kulturą Indii i mającej w niej źródło kulturą Buddyzmu, aczkolwiek w ogólnym ujęciu odnosi się to do uniwersalnego spojrzenia na praktyki duchowe we wszystkich tradycyjnych kulturach. W tym sensie praktyki duchowe można by zdefiniować jako wszelkie praktyki, których celem jest rozwój duchowy.

W skrajnie materialistycznej kulturze zachodu istnieje wyraźne rozgraniczenie między tym co fizyczne, a tym co duchowe, zupełnie obce wszystkim tradycyjnym kulturom. W kulturze zachodu tak naprawdę “duchowe” uważa się za coś abstrakcyjnego, nierealnego, nie mającego tak naprawdę związku z naszą rzeczywistością i istniejącego tylko w sferze idei i koncepcji. Tradycyjne kultury widzą to zupełnie inaczej, w nich duchowy aspekt jest jak najbardziej konkretny i empiryczny, warto sobie z tego zdawać sprawę. Z tych względów należy pamiętać, że to co poniżej napiszę jest spojrzeniem nie zachodnim, niekompatybilnym z zachodnim, materialistycznym sposobem patrzenia na rzeczywistość i nie należy na to patrzeć z zachodniej, materialistycznej perspektywy.

Człowiek składa się z kilku zasadniczych aspektów, które w uproszczeniu możemy nazwać świadomością czy jaźnią, duchowym ciałem i ciałem materialnym, przy czym ciało materialne to, które zwyczajnie postrzegamy, w rzeczywistości jest przedłużeniem ciała duchowego, które je ożywia i poprzez które ciało duchowe doświadcza wymiaru materialnego. Ciało materialne możemy postrzegać jako odbicie i wytwór ciała duchowego. To nasze ciało duchowe kształtuje ciało materialne i poprzez nie działa. W momencie śmierci ciało duchowe oddziela się od materialnej skorupy, która staje się tylko nic nie znaczącą martwą grudką materii – tak to widzą wszystkie duchowe tradycje.
Tym co istotne jest nasze ciało duchowe, czy jak to się mówi, nasze ciało energetyczne, zbudowane z kanałów i ośrodków energii. W rzeczywistości doświadczamy tylko ciała energetycznego, zarówno w jego aspekcie, który postrzegamy jako materialny, jak i w aspekcie bardziej subtelnym, które jest pojazdem dla naszej świadomości. Ma to zasadnicze znaczenie dla naszej duchowej praktyki i dobrze jest to jasno rozumieć, gdyż w przeciwnym wypadku pojawi się dualizm ducha i materii, typowy dla kultury zachodu, będący przeszkodą w naszej duchowej praktyce wyrażanej stwierdzeniem “Duch ochoczy, ale ciało słabe”.
W rzeczywistości taki dualizm prowadzi do błędnego postrzegania rzeczywistości i błędów w praktyce duchowej, blokujących nasz rozwój, wypaczający postrzeganie duchowej ścieżki.

Ponieważ w rzeczywistości doświadczamy tylko ciała energetycznego, duchowego, będącego nosicielem naszej jaźni, rozwój duchowy jest z nim ściśle związany, co wyraża się stwierdzeniem “w zdrowym ciele zdrowy duch” i jest podstawą rzeczywistych, tradycyjnych systemów rozwoju duchowego, zaś przeciwstawianie sobie ciała i ducha jest całkowicie wypaczoną koncepcją.

W Indyjskiej tradycji mamy np. Hatha Jogę, na którą możemy patrzeć jako na metodę duchowego rozwoju poprzez pracę z naszym ciałem i Radża Jogę jako metodę duchowego rozwoju poprzez pracę z naszym umysłem. W rzeczywistości jest to podział umowny i sztuczny, ponieważ tak naprawdę są to technicznie wyodrębnione części tego samego niepodzielnego systemu. Dla ludzi z zachodu, z powodu dualistycznej koncepcji, niepojęte jest jak można rozwijać się duchowo pracując z ciałem. Z tego samego względu niezrozumiałe są starochińskie metody rozwoju duchowego, znane dziś pod wspólną nazwą Chi Kung, jak i wiele praktyk innych tradycyjnych systemów i postrzegane są one jako metody doskonalenia ciała, odrębne od metod duchowego rozwoju. Ludzie zachodu nie rozumieją, iż nasza duchowa natura jest nierozdzielna i obejmuje wszystkie aspekty naszej egzystencji, a więc każdy rozwój duchowy musi obejmować wszystkie nasze aspekty, inaczej zostanie zablokowany.

Kiedy podążamy dowolną ścieżką duchowego rozwoju, pracujemy ze wszystkimi aspektami naszej egzystencji, aczkolwiek na określonej ścieżce kładziemy większy nacisk na określony aspekt, nie oznacza to, iż możemy pominąć inne aspekty naszej istoty.
Przykładowo praktykując Hatha Jogę nie pracujemy tylko z duchowym ciałem, ale z wszystkimi aspektami, które są obecne w tym systemie. Natomiast jeśli wyodrębnimy z Hatha Jogi tylko i wyłącznie aspekt pracy z ciałem w istocie przestaje to być Hatha Joga tylko staje się to gimnastyką i nie będziemy mogli się duchowo rozwijać.
Analogicznie jest np. w przypadku TM gdzie pracujemy przede wszystkim z umysłem. Gdybyśmy wyodrębnili tylko mentalny aspekt TM również nie moglibyśmy rozwinąć się duchowo, z powodu zablokowania kanałów w naszym duchowym ciele.
Oczywiście rozwój duchowy wiąże się z oczyszczaniem czakr i kanałów w naszym ciele, niezależnie jaką ścieżką podążamy, czy większy nacisk kładziemy na pracę z naszym duchowym ciałem, umysłem czy aktywnością. Prowadzi to do zmian mentalnych i zmian w aktywności. Gdybyśmy jednak skupiali się tylko na jednym aspekcie z pominięciem innych, będzie on blokowany na tych innych polach i napotkamy na różnego rodzaju trudności, dlatego aby przebiegał on harmonijnie i bez przeszkód najlepiej jest uwzględnić wszystkie te aspekty, aby ustrzec się wypaczeń i problemów. Przykładem takiej doskonałej ścieżki duchowej jest klasyczne nauczanie Jogi, Chi Kung czy Buddyzmu.

Jeśli spojrzymy w uproszczeniu na praktykę Buddyjską, to moglibyśmy powiedzieć, iż centralnym punktem praktyki Buddyjskiej prowadzącej do oświecenia jest praktyka dharany w różnych formach. W nowych szkołach Buddyzmu Tybetańskiego mówi się, że centralnym punktem jest mahamudra. Jednakże nigdy nie uczy się nikogo tylko mahamudry, bo jest to niemożliwe. Oczywiście teoretycznie ktoś mógłby próbować praktykować tylko shine, ale przez samą praktykę tylko shine trudno jest zrobić znaczący postęp, dlatego w nauczaniu Buddyzmu uczy się po kolei różnych rzeczy, rozwijając po kolei wszystkie aspekty, aż dochodzi się do najwyższych praktyk i wówczas rzeczywiście osiągamy efekt. Gdybyśmy skupiali się tylko na jednym aspekcie praktyki duchowej zrobimy tylko niewielki postęp, ponieważ dalszy rozwój pozostanie zablokowany przez inne nierozwinięte aspekty naszej duchowości.

Amerykańskie badania nad medytacją świadome oszustwo czy przejaw skretynienia?

  • Napisane 10 maja 2016 o 14:51

“Regularne praktykowanie medytacji zmienia aktywność i strukturę rejonów mózgu, które uczestniczą w rozwoju zaburzeń psychicznych, jak depresja i stany lękowe. Tym można tłumaczyć fakt, że medytacja znacznie obniża ryzyko ich wystąpienia – oceniają naukowcy.”

http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,403170,naukowcy-tlumacza-dlaczego-medytacja-korzystnie-wplywa-na-psychike.html

“Nowe możliwości przed tą dziedziną, obok wcześniej stosowanej elektroencefalografii (EEG), otworzyło neuroobrazowanie, które pozwoliło, między innymi, na obserwowanie na żywym i działającym mózgu zachodzących w nim zmian neuroanatomicznych.(…)”

http://www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,39161

“U medytujących badania wykazały wzrost oporności skóry, zwolnienie tempa oddychania i spadek zużycia tlenu, zmiany w układzie hormonalnym, wskazujące na zwiększenie zdolności radzenia sobie ze stresem – stwierdzono zmniejszenie poziomu kortyzolu w reakcji na stres, zwiększenie zaś poziomu hormonu wzrostu, melatoniny i hormonu kortykotropowego, a także DHEA-S, GABA i TSH. Podczas badań mózgu metodą EEG i skaningową stwierdzono występujące podczas medytacji istotne zmiany w aktywności mózgu, dotyczące np. fal alfa i theta, a także zmiany w przepływie krwi, czy wrażliwości na bodźce sensoryczne.”

Badania nad Medytacją Trancendentalną były szczególnie atrakcyjne w latach 70 XXw i wówczas światową prasę zalały doniesienia nad dobrodziejstwami medytacji udowodnionymi naukowo w licznych badaniach. Na fali popularności TM stworzono również szereg pseudonaukowych teorii wiążących stany świadomości z określonym rytmem eeg czy też ze wzrostem oporności skóry, które wśród gawiedzi trwają do dziś jako aksjomat i młodzi “naukowi ludzie” uważają to za wyznanie wiary w naukę. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna.

Otóż tak się składa iż w tym samym czasie uczciwi naukowcy jacy jeszcze trafiali się w tamtych czasach – jak to dawniej było w zwyczaju przeprowadzili kontrolne badania nad ludźmi nie medytującymi. Ludziom tym polecano siedzieć bez ruchu z zamkniętymi oczyma  tak jakby medytowali i robić różne aktywności typu myślenie o dupie maryni. Badania te jednoznacznie wykazały, że jeśli ktoś siedzi bez ruchu przez określony czas, to niezależnie czy medytuje, myśli o zakupach czy ostatnio usłyszanej piosence w jego organizmie zachodzą dokładnie te same zmiany jakie opisuje się jako rzekome efekty medytacji :-)

Oczywiście ze względów biznesowych (bo medytacja stała się biznesem i modą) nie nagłaśniano wyników tych badań w brukowcach tak jak wyniki badań nad rzekomymi dobrodziejstwami medytacji i najwyraźniej dzisiaj już gawiedź o nich zapomniała. Jednak każdy naukowiec (o ile nim jest a nie pajacem) kiedy chce przeprowadzić jakieś badania najpierw czyta co już do tej pory ustalono w danym zakresie i zapoznaje się z wynikami badań, po czym planuje swoje badania bądź powtarza wcześniejsze więc musi o tym wiedzieć. Natomiast jeśli naukowcy ciągle w brukowcach publikują swoje “naukowe” “odkrycia” pomijając niewygodne ustalenia ani nie weryfikując ich to są zwykłymi kretynami a nie naukowcami, lub też świadomymi oszustami przemilczającymi wyniki niewygodnych badań aby wyłudzić dotacje i zaistnieć w brukowcach.
Nie będę tu wnikał czy to kretyni czy oszuści jako iż pewne jest iż muszą być tym albo tym o czym świadczy sam fakt badania “medytacji” czyli czegoś nieokreślonego gdzie do jednego wora wkłada się rzeczy nie majace z sobą żadnego związku bo obiektami “badań” są praktyki duchowe różnych religii jak i inne wydumane aktywności :-)

Cóż więc owi “naukowcy” badają? Owóż wychodzi na to iż “badają” co się dzieje z człowiekiem jak siądzie i się nie rusza przez kilkadziesiąt minut.
Co się wówczas takiego niezwykłego dzieje ? Wzrasta oporność skóry, zwalnia się oddech, akcja serca itd. na eeg pojawiają się fale alfa potem theta i następuje szereg zmian biochemicznych… – zaraz gdzieś to czytałem! Tylko gdzie?
A już sobie przypomniałem to opis badań nad zasypianiem!!!

No więc wszystko jasne – jak ktoś siądzie w bezruchu na kilkadziesiąt minut to zaczyna przysypiać a czy myśli o dupie maryni czy jakaś technikę medytacji stosuje to bez różnicy zmiany są te same a więc podsumowując “medytacja” którą się tak amerykańscy naukowcy fascynują i z nakładem ogromnych środków badają  to nic innego jak przysypianie na siedząco, ale za to ile uciechy i ile doktoratów na tym zrobiono! Wystarczy tylko skrzętnie omijać wyniki badań porównawczych negujących jakiekolwiek specyficzne efekty medytacji a i lepiej o zasypianiu wiele nie gadać a wówczas są granty, tytuły i sława w oczach gawiedzi a przecież tylko to się dziś liczy :-)

Jaszcze kilka słów o biofeedbeckach GSR

  • Napisane 1 maja 2016 o 18:01

Jest wiele biofeeedbecków GSR w cenie od 10zł do 10 000zł, wszystkie te urządzenia tak naprawdę niewiele się różnią, bo są to zwyczajne, proste mniej lub bardziej czułe omomierze. Oczywiście multimetr jest najbardziej czułym i precyzyjnym z biofeedbecków tyle, że trzeba patrzyć na ekran i czytać cyferki, więc jest to najtańszy i najprecyzyjniejszy biofeedbeck optyczny, ale na pewno nie najwygodniejszy ani najpraktyczniejszy. Zdecydowanie bardziej poręczne są biofeedbecki optyczne z wyświetlaczem linijkowym, jednak aby były poręczne i naprawdę użyteczne nie powinny być zbyt czułe. Najbardziej poręczne do nauki relaksacji są czułe biofeedbecki dźwiękowe i nr1 jest tu GSR40 ze względu na czułość i cenę – tyle, że trzeba sobie zrobić. Zdecydowana większość biofeedbecków dostępnych na rynku to biofeedbecki dźwiękowe tyle, że mniej czułe od GSR40 i oczywiście co najmniej dziesięciokrotnie droższe. Jeśli chodzi o biofeedback gsr do nauki relaksacji, to żadnego znaczenia praktycznego nie ma ani skala bezwzględna, ani zapisywanie „poziomów relaksacji”, liczy się tylko względna zmiana i nasze odczucia, bo to istota biofeedbecku. Większość biofeedbecków na rynku zapisuje jednak przebieg relaksacji i podaje wartość oporu w jakiś jednostkach bezwzględnych, choć niekoniecznie w omach i to jest funkcja monitorująca – jednak ma sens tylko i wyłącznie wówczas, jeśli elektrody mają taką samą powierzchnię i zbliżony nacisk, bo jak wiadomo wartość bezwzględna oporu skóry zależy od powierzchni elektrody i siły jej nacisku (przy czym zasadniczą rolę odgrywa tu powierzchnia elektrody, naciski, o ile nie są skrajne, w stosunkowo niewielkim stopniu wpływają na bezwzględną wartość oporu skóry). Istotna też jest wartość prądu pomiarowego.
Teraz bardzo istotna rzecz. Wszędzie zarówno przy biofeedbeckach, jak i pracach z zakresu bhp pisze się, iż zmiany oporności skóry wynikają z pocenia się. Z tego wynika, że jeśli zwilżymy skórę wodą, wodą z solą, posmarujemy ją żelem, czy owiniemy czymś nieprzepuszczalnym, co zwiększy pocenie się i wilgotność skóry, to zablokujemy zdolność do pocenia się, obniżymy oporność i w takim wypadku wyniki pomiarów staja się bezsensowne, bo przestają odzwierciedlać rzeczywistą zmienność oporności skóry związanej z poceniem się. Aby więc coś mogło być rzeczywistym biofeedbackiem, musi mieć elektrody o stosunkowo niewielkiej powierzchni, skóra zaś nie może być zmoczona, pokryta żadnym żelem ani kremem. Tylko w takim wypadku możemy mówić o rzeczywistym rzetelnym biofeedbacku.
W przypadku jeśli biofeedbeck, czy raczej urządzenie monitorujące oporność skóry, podaje ją w jakiś jednostkach bezwzględnych, a nie tylko procentowy wzrost oporności, oczywiście elektrody muszą być standartowe i o małej powierzchni, aby te bezwzględne wartości miały sens i były porównywalne, dlatego tego typu pomiarów dokonuje się standartowymi elektrodami o określonej sile nacisku. Jeśli chodzi o praktyczny domowy biofeedbeck używany do relaksacji, „medytacji”, czy monitorowania swego stanu w wartościach bezwzględnych, nie jest istotna precyzja, ponieważ kiedy się relaksujemy oporność wzrasta do pewnego poziomu i tam się stabilizuje, wystarczy więc tylko określić szeroki zakres w wartościach bezwzględnych, by określić stopień zrelaksowania, w którego obrębie wahania rzędu kilkudziesięciu kiloomów nie mają istotnego znaczenia. W przypadku właściwego, niezafałszowanego pomiaru, literatura naukowa określa kilka istotnych zakresów, które dla celów treningowych można podzielić na mniejsze interwały, sygnalizowane przez urządzenie, by otrzymać bardzo praktyczny biofeedbeck. Przykładem takiego urządzenia może być MK149, aczkolwiek sygnalizowane na tym urządzeniu zakresy są dowolne, wynikające z konstrukcji układu, nie mające związku z rzeczywistymi fizjologicznymi zakresami oporności i praktyczne zastosowanie ma to tylko podczas wyłączonej sygnalizacji dźwiękowej (aczkolwiek nie wymaga specjalnego wysiłku taka modyfikacja urządzenia, aby osiąganie określonego przedziału zakresu fizjologicznego było sygnalizowane dźwiękiem). Przykładem urządzenia dźwiękowego tego typu jest GSR40, który ze względu na swoją czułość i zakres sygnalizowany dźwiękiem łatwo ustawić na określony zakres fizjologiczny tyle, że można go ustawić na ściśle określony zakres, a po jego osiągnięciu trzeba przestawiać ręcznie, co nie jest najwygodniejsze. Myślę, że w przypadku tego urządzenia dało by się to ograniczenie obejść, sprzęgając kilka takich urządzeń z zakresami ustawionymi tak, że by się zazębiały, choć nie wiem, czy warte by to było pracy, bo w końcu przestawienie pokrętła w nową pozycję to nie jakiś specjalny wysiłek :-) Przy superczułym GSR10 o bardzo wąskim zakresie i owszem, ciągłe przestawianie zakresu w trakcie relaksacji było na tyle irytujące, że zrezygnowałem z niego, jednak GSR40 ma wystarczający zakres aby nie było to szczególnym problemem.
Mówiąc ogólnie biofeedbecki dźwiękowe o ile są nieocenione przy nauce relaksacji i w ściśle określonych sytuacjach, to jako urządzenia monitorujące przebieg relaksacji są mało użyteczne, czy wręcz przeszkadzają i do tego lepiej nadają się biofeedbacki optyczne, aczkolwiek jeśli biofeedbecki dźwiękowe mają funkcję wyłączania dźwięku po osiągnięciu określonego poziomu, mogą być w pewnym zakresie użyteczne.

Jeśli chodzi o wartości bezwzględne oporu skóry mierzonej na opuszkach palców serdecznego i małego, profesjonalnym omomierzem przy elektrodach mosiężnych o średnicy ok. 5mm (ok. 80mm kwadratowych – profesjonalnie używa się elektrod o ok. 2x większej średnicy), to robiąc pomiary wiele razy dziennie przez ponad tydzień ok. roku temu, uzyskiwałem wartości początkowe od ok. 100kom do końcowych ok. 1500kom. Przykładowo dziś rano 300kom, ok. południa, godzinę po zażyciu eliksiru, przed rozpoczęciem “medytacji” ok. 600kom, po 20 min medytacji ok. 1500kom. Maksymalny nacisk na elektrody (a ułomkiem nie jestem), powodował największą zmianę oporu, jaką mi się udało zarejestrować: przy 800 kom wyjściowej wynosił 200kom – przy czym warto tu zdawać sobie sprawę, że takie naciskanie na siłę, wpływa też samo z siebie na zmianę aktywności układu nerwowego – tak należy przyjąć, że różnice w sposobie zamocowania elektrod w zakresie siły ich nacisku wywołują zmiany rzędu kilkudziesięciu kom, zazwyczaj ok. 20 kom, a więc nie wpływają bardzo znacząco na wyniki pomiarów.

W przypadku wouchera game port pierwszy próg stabilizacji wynosił 273kom dla każdego człowieka, kolejne progi stabilizacji pojawiały się przy wielokrotnościach tej wartości, przy czym stabilny był próg pierwszy, czwarty, szósty i ósmy. Oczywiście tych wartości bezwzględnych nie można odnieść do innego typu omomierza, przy innych elektrodach, zaś na profesjonalnym omomierzu nie sposób ich dokładnie określić, z powodu zbyt dużej czułości urządzenia, albowiem próg stabilizacji oznacza, że wartość oporu oscyluje wokół wartości progowej w niewielkim stopniu, podczas gdy miedzy wartościami progowymi zmiany następują szybko, w dużym zakresie. Tym niemniej rząd wielkości jest podobny i można przyjąć, że mieści się gdzieś ok 200kom lub nieco niższym przy pomiarach na multimetrze przy opisanych elektrodach, więc mogę założyć, że czwarty próg będzie gdzieś około 600kom, piąty 800 a ósmy ok. 1600kom, mniej więcej z dokładnością ok. 100 kom co jest wystarczające aby np. w przypadku MK149 zorientować się które diody świecą się na określonym progu stabilizacji. Tak więc przy pierwszej będzie to na pewno poniżej pierwszego progu, a przy piątej będzie to próg czwarty, przy siódmej piąty, a przy dziewiątej na pewno ok. ósmego progu – oczywiście orientacyjnie, ale wystarczy by się zorientować w głębokości relaksacji. Oczywiście zestresowany, czy zmęczony człowiek może mieć problemy z uzyskaniem pierwszego stopnia stabilizacji, natomiast większość ludzi relaksując się, bez jakiś specjalnych problemów jest w stanie osiągnąć trzeci próg w wyniku treningu. Osiąganie regularnie większych wartości oporu, kiedy jest się w normalnym, zdrowym stanie jest rzadsze, o ile nie ma się dużego doświadczenia w relaksacji, natomiast schodzenie poniżej ósmego progu zazwyczaj jest sporadyczne. W związku z tym przy opisanych tu elektrodach, zakres omomierza wynoszący 2000kom jest aż nadto wystarczający.

Mimo naukowych teorii wiążących określony zakres oporu skóry z określonymi “stanami świadomości”, brak jakichkolwiek przesłanek na rzeczywiste potwierdzenie tej tezy. Owszem, można powiedzieć, że kiedy relaksując się osiągamy pierwszy próg stabilizacji jesteśmy zrelaksowani, jednak teza, iż osiągając czwarty próg stabilizacji znajdujemy się w głębokim “medytacyjnym stanie” jest nie do utrzymania bo np. osoby regularnie praktykujące relaksację, mogą osiągać tę wartość nie robiąc nic specjalnego, może pojawiać się w stanie skrajnego wyczerpania i przy różnych innych okazjach i mimo, iż oczywiście jest tu nieporównywalnie większa korelacja niż np. w stosunku do eeg, teza mówiąca iż określone wartości odpowiadają określonym “stanom świadomości” czy “stanom medytacyjnym” jest nie do utrzymania mimo, iż nie ma wątpliwości co do tego, że stany te wywołują podwyższenie oporności.

Koncepcja mówiąca iż oporność związana jest z ilością Chi jest dowiedziona i niepodważalnie udokumentowana, jednak w przypadku pomiarów poza liniami przewodnictwa, w zasadzie nie wiadomo jaka dokładnie jest korelacja, ani co ona oznacza poza tym, że organizm zwiększa, uzupełnia Chi, kiedy oporność wzrasta – może to być związane ze stanami wyczerpania i wówczas oznacza to, iż organizm próbuje się zregenerować, ale może to być również związane z rozbudowywaniem Chi, jak ma to miejsce przy pewnych praktykach. Pewne jest tylko, że jak oporność spada poniżej pierwszego progu to nie jest dobrze. Oczywiście poziom Chi wpływa na stan umysłu i to bardzo mocno, ale nie ma tu prostego przełożenia, bez uwzględniania jej przepływu i stanu w określonych kanałach.

Przykładowo dziś po południu postanowiłem wykonać pomiary, jak praktyka Chi Kung wpływa na gsr. Zmierzyłem wartość początkową, która wynosiła 300kom jak rano, następnie wykonałem ćwiczenia formy i zmierzyłem gsr po ćwiczeniach, przed praktyką końcową wyniosła 600 kom, a więc wzrosła dwukrotnie. Nie odłączając urządzenia wykonałem końcową praktykę gromadzenia Chi 36 oddechów, wartość gsr wyniosła 1100kom. Byłem zaskoczony, że w tak krótkim czasie podwoiła się, osiągając niemal czterokrotność wyjściowej. Oczywiście po ćwiczeniu poczułem się jak zawsze lepiej, mój umysł się rozjaśnił, jednak cudownych “stanów medytacyjno zmiennoświadomościowych” nie zaobserwowałem :-)

Niewątpliwie biofeedback jest pewnym narzędziem sygnalizującym, że poziom naszej Chi spadł poniżej bezpiecznego minimum, co stanowi zagrożenie dla naszego zdrowia i w takich wypadkach może doskonale monitorować przebieg procesu uzupełniania i regeneracji naszej Chi (co w pewnym zakresie odpowiada zestresowaniu, z wszystkimi jego konsekwencjami i relaksacji, jako metody profilaktyki, regeneracji i usuwania szkód). Może służyć do monitorowania przebiegu hipnozy, czy praktyk relaksowo koncentrujących, może sygnalizować nam nasz stan itp. Może więc być bardzo pożytecznym narzędziem w zakresie zdrowia, psychoterapii i niektórych innych zakresach. W przeciwieństwie do innych typów biofedbecków, biofeedback gsr może być użyteczny, aczkolwiek oczywiście nie niezbędny. Inne typy są bezużytecznymi, rozdmuchanymi gadżetami i jedyną ich rzeczywistą funkcją jest napychanie kabzy firmom, które je potężnie reklamują :-)

Mój nowy biofeedback optyczny

  • Napisane 22 kwietnia 2016 o 13:33

Jak już wspomniałem w jednej z wcześniejszych notatek mam nowy biofeedbeck. Jest to MK149. Urządzenie przypomina nieco Thungstream, czyli sygnalizuje zmiany wskaźnikiem diodowym i dźwiękiem, przy czym ma dość szeroką regulację zakresu i czułości, nie ma możliwości podłączenia do komputera (która to funkcja jest przereklamowana a w przypadku tego urządzenia zbędna), ale jest za to pięć razy tańszy Gdyby nie to, że to niemiecka produkcja zapewne jeszcze byłby tańszy. Zasilanie z baterii lub zasilacza 6-12 V – ja używam zasilacza stabilizowanego, bo kiedy bateria słabnie, nieco zmienia się zakres, ale te zmiany nie są na tyle duże aby w znaczący…


  • RSS