Aktualnie przeglądasz kategorię Słowianie
Wyświetlam 1 - 5 z 5 notek

Ucieleśnieni Bogowie

  • Napisane 27 grudnia 2016 o 23:29

Od początku istnienia świata Boskie istoty manifestowały się w ludzkim ciele stając, się nauczycielami i opiekunami ludzi, prowadziły ich i chroniły od zarania ludzkości. Narodzinom ucieleśnienia Boskiej istoty zawsze towarzyszyły pewne znaki, aby ludzie mogli ją rozpoznać. Często również ucieleśniona w ludzkim ciele Boska istota nosiła pewne znaki aby ułatwić ludziom jej rozpoznanie. Jako dziecko taka istota również wykazywała się niezwykłymi cechami jak: pragnienie pomagania innym, większa wrażliwość, mądrość, doświadczenia niezwykłych snów a czasami wybitne zdolności w sferze ciała jak i ducha. Niekiedy taka istota jako dziecko pamiętała swą tożsamość a przynajmniej miała świadomość, że jej przeznaczeniem jest pomaganie i…

Mitologia Słowian – Byliny czyli Stariny

  • Napisane 16 marca 2016 o 08:51

Stariny czyli opowieści o dawnych czasach to tradycyjna epicka opowieść w formie wiersza białego, posiadająca jednak charakterystyczny rytm. Jeszcze w czasach Reja znane były również w Polsce jak i na Litwie jednak do czasów współczesnych zupełnie u nas zapomniane przetrwały tylko na północy Rosji gdzie zaczęto je spisywać i uwieczniono kilkaset takich opowieści. Mimo iż mówią one o zamierzchłych czasach przekazywane z pokolenia na pokolenie uległy nieco uwspółcześnieniu ich bohaterowie ulegli chrystianizacji by móc przetrwać miejsca w których się rozgrywały również uległy uwspółcześnieniu do tego co znane podobnie jak i wiele przedstawionych tam postaci – np. kniazia utożsamiono z Włodzimierzem, święty gród z Kijowem itp. Co wyraźnie widać w np. w starinach opowiadających o  Ilji Muromcu czyli Ilji z Muromia. Murom leży nad Oką ok. 200km od Moskwy w obwodzie Włodzimierskim w centrum Niziny Wschodnioeuropejskiej, dlatego zdecydowaną większość jego powierzchni stanowi słabo pofałdowana równina, do dziś 42% powierzchni regionu stanowią lasy więc o ile jest to ten sam Murom ze starin nie dziwi iż Ilia musi wędrować przez bezkresne lasy. Z kolei Dobrynia wędruje przez bezkresne równie odludne jak lasy stepy aż do jakiś świętych gór o których też można znaleźć wzmianki w opowieści o Ilii. Dziwna jest trasa Ilii, który ma wędrować do Kijowa a więc prosto na zachód i tak wędruje prosto do Czernichowa, ale aby dalej jechać do Kijowa musi przejechać las Briański, który leży na wschód o Czernichowa i przebywszy go dociera do Kijowa dlatego geografię najlepiej traktować symbolicznie gdyż akcja bylin w rzeczywistości zapewne toczy się w innym terenie.

W starinach znajdujemy rzucający się opis bardzo dawnego świata. Rodzina Iliji mieszka pośród dębowych lasów pośród których karczuje pola pod uprawę co odnosi się do zamierzchłej przeszłości, kiedy to pośród lasów znajdowały się Słowiańskie zagrody z niewielkimi polami uprawnymi. Nie mają sąsiadów a aby coś zdobyć w drodze wymiany trzeba iść daleko na rozstaje dróg co czyni Ilia by zdobyć konia. Podobnie później kiedy Ilia wyrusza na wyprawę musi przemierzać ogromne nieprzebyte bory jak to bywało w zamierzchłych czasach. Oczywiście rodzina Ilii nie ma sąsiadów a każdy gość witany jest serdecznie zgodnie ze Słowiańskim zwyczajem.

Ilia rodzi się sparaliżowany i spędza czas leżąc przy piecu aż do czasu kiedy w wieku trzydziestu lat odwiedzają jego zagrodę dwaj święci mężowie dobrze znani ze słowiańskich legend u nas to Radogost z Dadźbogiem którzy przybywali jako goście a przyjęci dobrze obdarzali gospodarza pomyślnością i darami. Bogowie Ci nie tylko uzdrawiają Ilię, ale dją mu do wypicia święty miód obdarzając go nadludzką siłą i czyniąc niepokonanym zastrzegając przy tym, że nie wolno mu walczyć z potężnym Świętogorem, Wołgą i Mykułą których nie mógł by pokonać. Wypełniwszy polecenia Bogów Ilia uzyskuje niezwykłego rumaka na którym rusza w świat.
Najpierw udaje się pod święty dąb gdzie mieści się namiot Świętogora i przez trzy dni i noce śpi w jego łożu po czym zjawia się Świętogor i uczy go rzemiosła wojennego. Kiedy nauka dobiega końca ruszają obaj w drogę i znajdują kamienny sarkofag gdzie spoczywa Świętogor przekazując Ilii część swej siły umożliwiającej Ilii używanie miecza Świętogora. Świętogor poddaje Ilię próbie oferując iż przekaże mu całą swoją moc jednak Ilia odmawia mówiąc iż tak potężnym być nie może gdyż święta ziemia by go nie uniosła, Świętogor mówi, że to dobry wybór bo gdyby wybrał inaczej zginął by.
Ilia rusza w dalszą drogę przemierza ogromne Bory i buduje zgodnie ze słowiańskim zwyczajem kapliczkę na cześć Bogów umieszczając tam swoje imię. Następnie dalej wędruje przez bory docierając do grodu oblężonego przez czterech młodych władców, wyzywa ich i pokonuje po czym wyjaśnia iż zgodnie ze zwyczajem może ich teraz uczynić swoimi niewolnikami lub zgładzić jednak puszcza ich wolno by ich rodzice nie utracili potomków. Zwyczaj ten przewija się wielokrotnie w opowieści o Ilii.
Mieszkańcy uratowanego grodu przyjmują Ilię z honorami oferując nagrody, ale Ilia odrzuca je mówiąc iż wędruje do świętego grodu gdyż tylko tam może być odpowiednio uhonorowany co spotyka się z uznaniem mieszkańców grodu. Informują jednak Ilię iż nikt od trzydziestu lat nie dotarł do świętego grodu gdyż w borach grasuje straszny zbój Sołowiej, którego nikt nie może pokonać paraliżujący swych wrogów gwizdem. Ilia rusza przez Bory i pokonuje zbója, który zostaje zgodnie ze zwyczajem jego niewolnikiem. Wiodąc go pokonanego udaje się do jego rodowej osady gdzie wszyscy są podobni do siebie i tam dowiaduje się, że mieszkańcy żyją w kazirodztwie by zachować czystą krew – ten rasizm i izolacjonizm  jest obrazą Bogów dlatego Ilia zgładził cały ród Sołowieja.
Dalej Ilia dociera ze swoim niewolnikiem do świętego miasta gdzie zostaje odpowiednio uhonorowany. kniaź prosi Sołowieja aby zademonstrował swój gwizd jednak Sołowiej odmawia mówiąc iż jest niewolnikiem Ilii a nie kniazia więc słucha tylko rozkazów Ilii. Ilia nakazuje Sołowiejowi by zademonstrował swój gwizd w wyniku czego wszyscy z wyjątkiem Ilii oraz kniazia i kniazini którym ilia zatkał uszy tracą przytomność. Pełen podziwu kniaź pyta jakim cudem Sołowiej dał się pokonać Ilii a ten twierdzi iż dlatego, że był pijany – za to kłamstwo Ilia uśmierca Sołowieja.

Widzimy w starinach zupełnie odmienny etos i realia od tych znanych z późniejszych opisanych w kronikach czasów. Widzimy świat gdzie pośród bezkresnych borów rozsiane są rodowe osady oraz grody, gdzie losy bitew rozstrzygane są przez pojedynek bohaterów, którzy są pełni dumy i prawości  nie tolerujący uchybień i kompromisów, szukający wyzwań i wymagających ścisłego przestrzegania zasad. Kniaziowie nie są tu autorytarnymi władcami  tylko polegają na bohaterach, których zgodnie z tradycją honorują i o ile przestrzegają zasad mogą liczyć na ich obronę i wsparcie są więc to realia z zamierzchłej przeszłości przypominające nieco te jakie znajdujemy w Mahabharacie nie dziwi zatem iż błędnie dopatrywano się wpływów Indyjskich na stariny zapominając iż źródła tego etosu są o wiele starsze i znajdujemy je również u Scytów jak i w całej antycznej Słowiańszczyźnie. Etos ten wyraźnie widzimy w kolejnych opowieściach o Ilii.

Kiedy święty gród oblegany jest przez nieprzeliczone armie wroga jej wódz obraża tradycję nie kłaniając się, żądaja poddania grodu przybywa Ilia i na prośbę kniazia zawozi oblegającemu władcy trzy talerze z darami; jeden pełen złota, drugi srebra a trzeci pereł prosząc o trzydniową zwłokę. Oblegający władca odmawia obrażając Ilie, drugą obrazą jest uwięzienie Ilii a trzecią jest naplucie mu w twarz. Trzykrotnie obrażony bohater uzyskuje prawo do ukarania władcy, zrywa więzy zabija jego ludzi po czym chwyta władcę. Wyjaśnia iż władcy nie można powiesić ani zabić bronią więc uśmierca go miażdżąc za jego przewiny.
Innym razem kniaź świętego grodu obraża śmiertelnie Ilię nie zapraszając go na ucztę dla uczenia bohaterów. Urażony Ilia plądruje miasto. Przerażony kniaź wie iż nie sposób udobruchać bohatera, któremu tak uchybił przypomina sobie jednak iż Dobrynia jest bratem Ilii więc wysyła go z darami. Ilia wyjaśnia iż nie przyjął by przeprosin jednak ponieważ to brat go o to prosi więc wybacza uchybienie księcia.

Jak widać, kłamstwa, nie okazywanie szacunku, nie przestrzeganie tradycji i obraza nie są tolerowane i karane są bardzo surowo. Słowiańska kultura oparta była o szacunek i uchybienia, wiarołomstwo oraz obrazy jak i łamanie tradycji nie były tolerowane i karane najsurowiej co znajdujemy również w czasach historycznych np. sytuacja, która niemal doprowadziła do zagłady cesarstwa niemieckiego za nazwanie wodza Wieletów psem i złamanie danego mu słowa. Podobnie złamanie słowa i obraza była wynikiem najazdu Czyngis-chan na Chorezm z którym pragnął pokojowo współpracować. Podobnie Ilia odmawia uhonorowania go przez władcę, który nie uhonorował go kiedy przybył w przebraniu jako biedny pielgrzym. Historia Ilii wyraźnie pokazuje iż szacunek i należyte uhonorowanie należy się każdemu bez względu na to kim jest a kto tego nie uczyni staje się niegodnym czego nie było w czasach feudalnych i co wskazuje na starszy etos.

W starinach opowiadających o Dobryni mamy te same realia. Dobrynia pokonuje smoka i obiecują nie występować przeciwko sobie. Smok jednak porywa kniaziównę i kniaź prosi Dobrynie by ją uwolnił. Dobrynia ma dylemat moralny i jest bardzo zmartwiony jednak za radą matki przychyla się do prośby kniazia i udaje się do siedziby smoka. Smok mówi, że nie odda kniaziówny a Dobrynia nie może wystąpić przeciw niemu Dobrynia jednak wykazuje mu iż kniazinię porwał po daniu słowa i smok uwalnia ją jak i wszystkich jeńców po zrozumieniu swego uchybienia.

Z kolei Wołga dzięki ogromnej wiedzy na której zgłębienie poświęcił dziesiątki lat posiadł zdolność przekształcania się w postacie różnych zwierząt i dokonywania niezwykłych czynów w tej postaci. Mimo swej niezwykłej wiedzy i siły gdy spotyka boskiego oracza Mikułe jego duma zostaje powściągnięta.
Z kolei Świętogor u szczytu swej potęgi nie mogąc znaleźć godnego siebie przeciwnika postanawia podporządkować sobie niebian i ziemian i wymieszać ich wówczas spotyka Mikułę, który proponuje mu by podniósł jego sakwę próbując dokonać tego pogrąża się w ziemię i zostaje na zawsze uwięziony a wówczas Mikula wyjaśnia mu, że w sakwie jest jądro ziemi a on sam jest boskim oraczem. Przypomina to historię znaną z Indii o Walinie. Walin również uzyskał tak wielką moc, że nikt nie był w stanie się z nim mierzyć prosił więc Bogów by zesłali mu godnego przeciwnika. Bogowie zesłali straszliwego demona Majawina, którego Walin pokonał jednak chełpiąc się obraził mędrca i zapoczątkowało to ciąg zdarzeń, które doprowadziły do upadku Walina.

Z kolei opowieść o Diuku halickim zawiera wyraźne elementy wskazujące na matriarchat, które obecne są również w innych starinach gdzie rzeczywistymi władczyniami są kobiety, matki i knizinie do których składa się skargi, którym oddaje się hołd i którym się służy, są one również mądre – np. w opowieści o Wołdze władca lekceważąc sen i wynikające z niego rady swej żony doprowadza się do klęski. Nie słuchanie rad kobiet zawsze ściąga na bohaterów problemy. Pojawiają się tu również Bogowie gór, wód i ich przedstawiciele. Wszystko to wyraźnie dowodzi iż stariny opisują bardzo zamierzchłe czasy mimo iż są uwspółcześniane aby pozostawać zrozumiane. Niewątpliwie są więc one żywą mitologią Słowiańską aczkolwiek w wyniku uwspółcześniania jak i z powodu braków współczesnych odniesień do ich realiów pojawiają się kłopoty z ich właściwym zrozumieniem. W opracowaniach dotyczących bylin próbuje się błędnie poszukiwać odniesień do okresu historycznego Rusi i tak np. z faktu iż postać Ilii można znaleźć w XIIIw skandynawskich sagach jako przybocznego władcy Rusi próbowano domniemywać iż był on postacią historyczną z tego okresu, podobnie innych bohaterów starin próbuje się blednie wbrew realiom starin utożsamiać z historycznymi postaciami. Inny trend socrealistyczny widzi w tych postaciach ucieleśnienie idei ludu :-) W rzeczywistości już u początku badań nad bylinami było oczywiste iż są to stare mity zaś podobieństwo niektórych motywów prowadziło do błędnego dopatrywania się wpływów indyjskich mimo iż w rzeczywistości odnoszą się one do naszej bardzo odległej przeszłości w której to fakt pochodzenia ze wspólnych źródeł praindoeuropejskich podobieństwo pewnych mitów nie dziwi, zaś świadomość rożnych dróg rozwoju czyni jasnymi wyraźne różnice. Jedyne co może dziwić to fakt iż mimo fenomenu literackiego jakim są stariny, które od XIXw budziły zachwyt i zainteresowanie filologów z setek bylin możemy znaleźć przekłady tylko nielicznych z nich na język polski oraz masę często zupełnie mylących opracowań w duchu ideologii okresu kiedy te opracowania pisano :-)

„Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.” Napoleon

  • Napisane 21 stycznia 2016 o 01:51

Napoleon nazywając historię uzgodnionym zestawem kłamstw z wojskową bezpośredniością ukazał jej istotę. Tylko zupełny ignorant może sądzić, iż historia to nauka opowiadająca nam o minionych dziejach. W rzeczywistości historia nigdy czymś takim nie była, nie jest i nie może być.

Mówiąc o historii należy sobie jasno uświadomić, że nie istnieją żadne obiektywne źródła informacji, a wszelka historia jest w istocie tylko pewną określoną interpretacją różnych oderwanych zapisów. Kronikarze nigdy nie pisali obiektywnej prawdy nawet, kiedy byli świadkami jakichś wydarzeń. Zawsze przedstawiali fakty tak, aby wynieść swojego władcę, swój kraj, dodać mu maksymalnie splendoru, przekręcając opisywane wydarzenia dla chwały jaśnie panującego i określonej jedynej słusznej ideologii:-)

Już Ramzes po sromotnej porażce z Hetytami, kazał wznieść świątynie na cześć zwycięstwa i ozdobić ją obrazami pokazującymi zwycięską bitwę tak jak chciałby, aby wyglądała:-) Oczywiście nikt z podanych nawet tych, co przeżyli porażkę nie ośmieliłby się stwierdzić, że nie odnieśli wspaniałego zwycięstwa:-) Jeśli więc kronikarz władcy nie opisywał zwycięstwa, oznaczało to na tyle druzgocącą klęskę i tak fatalne następstwa, że nie było żadnej możliwości przedstawić jej, jako wspaniałego zwycięstwa:-)

Kronikarze niemieccy mówili wprost, że pisząc kronikę trzeba niewygodne fakty pominąć i dodać zmyślone i nie tylko oni to robili. Opisując coś kronikarz nigdy nie pisał prawdy, ale skrajnie naciąganą wersję wydarzeń, pomijając fakty niewygodne, dodając zmyślone, resztę interpretując po myśli władcy, w zgodzie z dominująca ideologią. Pod tym względem zresztą nic się nie zmieniło od tysiącleci i również o współczesnych wydarzeniach jesteśmy w ten sposób informowani – z pominięciem niewygodnych faktów, dodaniem zmyślonych, a reszta to interpretacja zgodna z określoną ideologią.

Trzeba sobie również jasno uświadomić, że nie istniej możliwość pisania rzeczywistej historii, ponieważ nawet najbardziej rzetelny historyk dążący do skrajnego obiektywizmu nie jest w żaden sposób zdilny odróżnić kłamstwa i interpretacji od rzeczywistości z jednej strony, z drugiej strony sam jest niewolnikiem określonego sposobu myślenia, przekonań, sam wyznaje jakąś ideologię, co uniemożliwia jakikolwiek obiektywizm. Ponadto poddawany jest presji swojego środowiska, świata, w jakim żyje, ideologii tego świata, sposobu myślenia epoki i zwyczajnym polityczno-ideologicznym naciskom. Ponadto każdy historyk, czy tego chce czy nie, przenosi myślenie epoki, w której żyje na coś zupełnie odmiennego z przeszłości, czego absolutnie nie jest w stanie zrozumieć. To wszystko sprawia, iż historia jest o wiele bardziej daleka od prawdy niż legendy.

Historię zawsze pisze się odpowiednio do interesu politycznego władzy, a czasami w opozycji do niej, co tak naprawdę na jedno wychodzi: -)

Przyjrzyjmy się naszej historii. O naszej polskiej historii możemy mówić w odniesieniu np. do kroniki Gala Anonima, bo była to polska historia napisana ku uciesze określonego władcy – władcy, a nie narodu. Mistrz Wincenty był jedynym kronikarzem, który pisząc swoją kronikę, starał się być obiektywny i naukowy, próbował przedstawiać jego zdaniem bezsporne fakty, potwierdzane w różnych źródłach, czasami nawet te, które trudno mu było zaakceptować i był on jedynym takim kronikarzem.

W różnych epokach powstawały różne kroniki zgodne z duchem epoki, aż do czasu Długosza, którego trudno nawet nazwać kronikarzem, gdyż w istocie był to bajkopisarz i jego kronika to czysta powieść fantazy i jak każda powieść fantazy bardzo luźno związana jest z faktami – tylko na tyle, aby choć trochę ją uprawdopodobnić:-)

Rzeczywistą historię polski próbowali pisać niektórzy wybitni uczeni w okresie zaborów, jednak porzucono ją i skazano na zapomnienie, gdyż była niepoprawna ideologicznie. Podobny los spotkał historyków powojennych, jak również wybitnych archeologów, którzy ujawniali niepokojące i często bardzo niewygodne fakty. Dlatego zdecydowano, iż o wiele lepiej przyjąć historię niemiecką, czyli wersję historii złożoną z przemilczeń, zmyśleń i 100% przeinaczeń zgodnych z niemiecką racją stanu i takiej historii się uczymy, uważając ją za prawdę objawioną:-)

Ciągle powtarza się, że nie da się poznać naszej dawnej historii z powodu braku źródeł: -) Owszem wiele zrobiono w przeciągu wieków by pozbyć się niewygodnych źródeł, jednak mimo to mówienie o braku źródeł jest nie tylko absurdalne, ale i śmieszne: -) Istnieje masa źródeł i jeszcze więcej ustaleń archeologicznych, problem jest tylko w tym, że zawarty w nich materiał jest całkowicie niepoprawny politycznie:-)

Czy możliwe jest zatem napisanie naszej historii? Oczywiście jest możliwe, tylko pytanie, kto miał by to zrobić i w jakim celu. Historia jest zasadniczo bronią ideologiczną, służącą realizacji określonych celów i zawsze się ją pisze zgodnie z tymi celami, naszym zaś celem politycznym jest integracja z unią europejską, a do tego celu żadna nasza historia nie jest mile widziana, o wiele lepsza jest niemiecka wersja historii. Musi więc się o naszej historii pisać źle i interpretować ją pod tym kątem, inaczej jak uważają nasi władcy rósłby nacjonalizm, co stanowiłoby straszliwe zagrożenie dla naszej integracji : -) Dlatego nasza duma narodowa musi być niszczona, podobnie jak i wszelkie poczucie naszej wartości, trzeba nam wpajać, że jesteśmy nieudacznikami, zawsze nimi byliśmy a bycie Polakiem czy Słowianinem to obciach. Nie jest to wiec czas do pisania dobrej historii, ale za to jest to dobry czas do pisania kalumnii na nas i tak się dzieje. „Wybitni” współcześni historycy polskojęzyczni prześcigają się więc w tworzeniu kretyńskich koncepcji, zgodnych z jedyną słuszną linią. Jeden wymyślił bajkę o Morawianach, którzy mieli być założycielami Polski a Mieszko i wszyscy znaczniejsi z dziada pradziada był chrześcijaninem z Moraw: -) Inny głosi, że wszystko stało na handlu niewolnikami, następny, że nasz orzeł to z Niemiec pochodzi, jako symbol poddaństwa przyjęty itd.itd.itd : -) Oczywiście dostają za to tytuły profesorów, a za nimi podążają inni dla kariery i pieniędzy – na szczęście nie rozumieją oni pewnych elementarnych rzeczy i nie zamierzam ich w tej materii oświecać :-)

Rzeczywiste pytanie powinno brzmieć czy my w obecnych realiach w ogóle potrzebujemy jakiejkolwiek historii? Odpowiedź na to pytanie niestety jest taka, że my jej w ogóle nie potrzebujemy i nikogo ona nie obchodzi, poza naszymi władcami różnej maści, zaś to co oni nam serwują jest tak nędznej jakości, że nikogo nie rusza : -) Aby tego dowieść przyjrzyjmy się historyjce z rzekomym chrztem Mieszka i tego, co się wokół tej bajki teraz wyprawia :-)

Pierwszy o rzekomym chrzcie Mieszka napomkną Thietmar. Thietmar, urodzony w 975 roku pisał, że czeska księżniczka starała się zdobyć – nawet za cenę łamania postów – wpływ na męża, aby skłonić go do przyjęcia chrześcijaństwa – co jej się w końcu udało – jednak Thietmar częściej pisał jak by chciał by było, a nie jak było :-)

Thietmar rozpoczął pisanie swojego dzieła w 1012 roku a więc prawie pół wieku po rzekomym chrzcie i jest to pierwszy zapis mówiący o rzekomym chrzcie Mieszka, który gdyby rzeczywiście miał miejsce, byłby wydarzeniem na skalę ówczesnego świata – doskonale znany w całym ówczesnym chrześcijańskim świecie :-)

W bajce Thietmara, której najwyraźniej nikt nie traktował poważnie napisał on, że długo Dobrawa miała pracować nad Mieszkiem, wspomina o trzech wielkich postach, których nie przestrzegał,a więc nawet wg niego należałoby rzekomy chrzest szacować 969r. Jednak Widukind z Korbei współczesny Mieszkowi, któremu zawdzięczamy pierwsze wzmianki o Mieszku, nic nie mówi o chrzcie, a czegoś tak ważnego, jako zakonnik nie mógł przeoczyć – szczególnie, iż w przeciwieństwie do Thietmara uważany jest za uczciwego kronikarza :-)

Thietmar wymyślił ten rzekomy chrzest, o którym tak mętnie pisze, bo okropny wstyd był dla cesarstwa poganinowi się tak podlizywać, dlatego wszystko przekręca na chwałę cesarstwa i matki kościoła :-)

Przytoczę jeszcze raz epitafium Chrobrego: „(…)Choć z ojca poganina, lecz matką twą chrześcijanka. Krople świętej wody sprawiły, żeś sługą bożym. Gdy cię postrzyżono, w Rzymie twe włosy złożono. Odtąd pośród waśni tyś był Chrystusa zapaśnik. Zwyciężałeś ziemie walk i wojen czyniąc wiele(…)”

W oryginale łacińskim nie ma słów „poganin” (paganus) ani „chrześcijanka” (Christiana). Jest za to „perfidus” i przeciwstawione mu „credula”. Co prawda pierwsze słowo ma wiele znaczeń ( m.in. wiarołomny, zdradziecki, fałszywy, przewrotny, nieuczciwy, niewierny) to tu jest to przeciwieństwem „credula” (wierząca) i trzeba tłumaczyć, jako ” niewierny”, czyli „poganin”.

Po śmierci Chrobrego dla wszystkich było oczywiste, że Mieszko nigdy się nie ochrzcił i nigdy nie był chrześcijaninem a 100% poganinem. Gdyby choć odrobinę skłaniał się ku Chrześcijaństwu, to by to napisano, bo to wstyd dla Chrobrego, ale nie dało się napisać nawet, że choć poganin to skłaniał się :-)

Gal Anonim pisząc swoje dzieło, jak sam przyznaje dla nagrody i uświetnienia księcia i jego rodu, czyli przedstawienia wszystkiego w wyidealizowanych barwach, by jak największą nagrodę dostać od księcia. Usiłuje na ile się da wyidealizować jego przodków i nie wspomnieć o niczym, co mogłoby się nie spodobać. Dlatego o Mieszku pierwszym nie pisze prawie nic, oprócz historyjki jakoby Mieszko tak bez pamięci zakochał się w Dąbrówce, że oszalał, a ta miała zgodzić się wyjść za niego o ile obieca jej, że się nawróci :-) Mieszko rzekomo jej to obiecał, więc ta za niego wyszła :-) Po ślubie miała nie dopuścić go do łoża dopóki nie poznał wiary i nauki kościoła, w której go edukowała :-)

Pisze to bez przekonania i dalej dodaje, że największą zasługą Mieszka było spłodzenie Bolesława :-)

Podobnie bez przekonania opisuje to później Kadłubek, jakoby Dobrawka namówiła Mieszka na chrzest powtarza za Thietmarem i Galem Anonimem, z czego czyni umoralniającą historyjkę dla współczesnych podpierając ją biblią :-) I dalej pisze, że Bolesław Mieszkowic ” wątłe jeszcze wiary pierwociny, w kolebce jeszcze ciągle kwilące [dziecię] zaczął umacniać” :-) Tak, więc pisząc ok. 1190 r. o Mieszku zmarłym w 992 a więc 200 lat wcześniej nie wierzy w jego Chrzest a zupełnie neguje nawrócenie poddanych, co więcej jasno mówi, że za Bolesława wiara była w zarodku i to on dopiero pieścił ją i rozwijał. Biorąc zaś pod uwagę kim był Kadłubek, jego działalność polityczną i pozycję w łonie kościoła, nie można mieć wątpliwości, że skoro napisał, iż dopiero za Chrobrego wiara była w powijakach to inaczej być nie mogło.

W końcu dochodzimy do bajkopisarza Długosza, który rozpoczął pisanie swych kronik w 1455 roku a więc prawie pół tysiąca lat po śmierci Mieszka. W jego kronikach mamy już fantastyczną hagiografię Mieszka :-)

Owóż Mieszko zwany Mieczysławem prze Długosza ”(…) grzeszył nierządem i chuciom sprośnym folgował”, ale ” pojawili się goście mężowie chrześcijańscy, duchowni i świeccy” i już w Polsce wiarę, i zakon Chrystusa Zbawiciela rozsławiać byli poczęli.”Oni to: ” doradzili Mieczysławowi, aby wraz z narodem swoim pogańskim, porzuciwszy bezbożną część bałwanów, skłonił się do poznania prawdziwego Boga i przyjął wiarę chrześcijańską, obiecując, iż wtedy uzyska, potomstwo i wszelakiego dostąpi błogosławieństwa, że i sobie i synom swoim między książęty chrześciańskiemi Słowiańskiego rodu i języka świetniejsze zgotuje panowanie, i w ten sposób stanie się wielkim i sławnym. Słuchał tych rad z powolnością Mieczysław, a kapłani i pustelnicy rozwodzili się coraz śmielej z swoją namową, przedstawiając mu całą sprosność bałwanów, którym cześć dotąd oddawał, i rozliczne a wiekuiste męki zgotowane ich czcicielom; z drugiej strony łaskę z nieba użyczoną w odkupieniu ludzkiego rodu. Za przeżegnaniem, więc Baranka Bożego, który skarcić raczył nauczająca, przestrogą naród Polski skalany bałwochwalstwem i u innych prawej wiary wyznawców ohydzony, a przywieśdź go do poznania siebie, posłuchawszy zbawiennych rad zakonników i pustelników, skłonił się do przyjęcia wiary chrześcijańskiej, przyobiecał z całą powolnością trzymać się ich nauk, i wszystek naród Polski, oderwany od ołtarzy bóstw pogańskich, zwrócić na łono prawdziwego Boga i jego zakonu.”

Dobrawka z którą chciał się ożenić powiedziała, że ma się ochrzcić więc: ” Mieczysław zwoławszy starszyznę i wielmoże, w licznem ich zebraniu naradzał się, coby mu czynić wypadało. Różnili się w zdaniach panowie: postanowiono więc odłożyć rzecz do dnia następnego. Aliści tej zaraz nocy Bóg opatrzny, ulitowawszy się nad nędza i ślepotą, narodu Polskiego, natchnął we śnie Mieczysława książęcia i większą część jego radców surową przestrogą, i zaleceniem, aby podanej sposobności nie zaniedbywali, a wiedzieć chcieli, się przez przyjęcie nowej wiary państwo ich w czasy potomne wielką pomyślnością zakwitnie. Takiem objawieniem skłoniony książę Polski i starszyzna uchwalili jednomyślnie poddać się świętej wierze Chrystusa.” Dalej Mieszko obiecał że: ” nie tylko sam książę, ale i wszystek naród Polski, poznawszy dokładnie zasady wiary chrześciańskiej, chrzest przyjmie.”

Dalej Długosz pisze coś dziwnego chyba się pogubił, bo wcześniej piszał, że: ” objawieniem skłoniony książę Polski i starszyzna uchwalili jednomyślnie poddać się świętej wierze Chrystusa.” A tu zaś pisze: „Było zaś wielu między panami i starszyzną królestwa, którzy mocno się temu opierali, nie zezwalając na przyjęcie wiary chrześciańskiej. Jedni utrzymywali, że to nowe chrześcian wyznanie para się przesądem i zabobonem; drudzy, że trudnem byłoby wypełnienie jego zakonu; inni, iż to nie rzecz, wyrzekając się ojczystych podań, swobodne karki poddawać jarzmu nowej i nieznanej dotąd powagi. Te jednak, i wiele innych przeciwności, Bóg miłosierny, który królów obdarza radą zdrową, ulitowawszy się nad niedołęztwem i długą Polaków ślepotą, snadno uchylić raczył, natchnął ich duchem zgody i skłonił do przyjęcia wiary chrześciańskiej, aby przez jej odrzucenie u Czechów i innych narodów nie stali się celem pogardy.”

A więc, żeby wstydu przed unią europejską nie było postanowili się ochrzcić :-)

Więc: ” Po kilku dniach, książę Mieczysław, wyuczywszy się główniejszych zasad i obrządków prawej wiary od mnichów i pustelników, których w tym celu umyślnie był sprowadził, wraz z panami, szlachtą i celniejszymi mieszkańcami miast Polskich, wyrzeka się ciemnoty dawnych błędów, a przyjmuje zakon zbawienny prawej wiary Chrystusa; pierwszy krok nawrócenia swego od przesądów pogaństwa do światła wiary uświęca znamieniem oczyszczającej łaski, i w Gnieznie chrzest przyjmuje. A tak obmyty z grzechów w świętym zdroju odrodzenia, wodą chrztu zgładziwszy zmazę występków i pogaństwa, od zabobonnej czci bałwanów zwrócił się do poznania prawdziwego Boga, czystej i pobożnej wiary(…)a porzuciwszy dawne imię Mieszka nazwał się Mieczysławem. (…) I w owym-to czasie wszystek naród Polski przyjął jarzmo zbawienne świętej wiary chrześciańskiej; z miłosierdzia Boskiego, a za gorliwem staraniem Mieczysława i żony jego Dąbrówki, Polacy uzyskali światło wiary (…) Potem z najsurowszego nakazu książęcia, a uchwały jednomyślnej wszystkich panów i szlachty Polskiej, kruszono bałwany i posągi bogów fałszywych, palono ich świątynie, a czcicieli i wyznawców wskazywano na utratę majątków i karę miecza. Książę Polski Mieczysław nie tylko wszelkie zniósł uroczystości i obrządki odprawiane na cześć bożyszcz pogańskich, ale wywołał razem wszystkich guślarzy, wróżków, wieszczków i wyroczników, i zabronił igrzysk tak publicznych jak i domowych, które się odnosiły do czci bałwochwalczej. (…) Pamiątka tego kruszenia i topienia fałszywych bogów i bogiń utrzymuje się po dziś dzień w niektórych wsiach Polskich, gdzie w Niedzielę czwartą postu (Laetare) zatykają na długich żerdziach wizerunki Dziewanny i Marzanny, a potem rzucają i topią je w bagnach pobliskich. A tak spełnienie tego dzieła nie ustało jeszcze u Polaków w zwyczaju starodawnym.”

Na tym Długosz fantazji nie zatrzymuje gdyż dalej pisze:

„ROK PAŃSKI 968. ADELAIDA, SIOSTRA MIECZYSŁAWA, ZAŚLUBIA GEJZĘ KSIĄŻĘCIA WĘGIERSKIEGO, A ZA JEJ NAMOWĄ KSIĄŻĘ TEN Z CZĘŚCIĄ NARODU SWEGO CHRZEST PRZYJMUJE.”

Tak więc Mieczysław nie tylko nawrócił całą Polskę, ale i część Węgier :-) Oczywiście to największy cud w historii kościoła – większym cudem jest tylko to, że za takie zasługi i świętość żywota nie został za życia kanonizowany :-)

Jak widać bajkę o rzekomym chrzcie Mieszka i Polski wymyślił od początku do końca Jan Długosz pięćset lat po jego śmierci – tyle, że tak się zapędził w swych nabożnych fantazjach, że nawet bezmózgowi fanatycy katoliccy nie potrafili tego strawić, bo za duży kęs, a szkoda bo minęło nas świętowanie tysiąclecia ochrzczenia za sprawą Św. Mieczysława Węgier :-)

Cuda Mieczysława na tym się nie skończyły, kolejny nie do pojęcia cud to to, że JP2 nie kanonizował całej świętej rodziny Mieczysława a boleć nad tym trzeba, bo przy ilości cudów Mieczysława można by zlikwidować służbę zdrowia – nie ma takiej siły, która powstrzymałaby natychmiastowe ozdrowienie z najgorszej choroby, gdyby się zwrócić do mocy świętości Mieczysława największego cudotwórcy w historii kościoła.

Co więcej gdyby go kanonizowano, to nie my wstępowalibyśmy do Uni tylko po jednej mszy unia prosiłaby nas wyrzekłszy się swych błędów, byśmy przyjęli ją w granice Polski Chrystusowej, a na znak dobrej woli przekazałaby nam wszystkie swoje aktywa. Innym cudom też nie byłoby końca i dziś cały świat modliłby się po polsku, przed ogromnymi posągami Mieczysława :-) Na szczęście jest to do naprawienia, wystarczy złożyć wniosek o kanonizację Mieczysława, a przy jego ilości cudów reszta to czysta formalność :-)

Tak więc całą bajkę, która współcześnie stała się aktem wiary i jedyną słuszną wersją historii wymyślił Długosz i dopiero dziś znalazł godnych kontynuatorów, próbujących prześcignąć mistrza :-) Stąd wymysły o morawskich korzeniach Mieszka z dziada pradziada, pseudonaukowe badania archeologiczne, próbujące rozpaczliwie dowodzić istnienia na naszych ziemiach chrześcijaństwa nie tylko za Mieszka, ale i wcześniej i inne wygłupy :-) Wypisuje się głupoty, jak to rzekomo wprowadziło nas do zachodniej kultury i dało skok cywilizacyjny :-) Tylko czy to ma jakikolwiek sens?

Nasi władcy wierzą, iż Polacy to fanatyczni, zacietrzewieni katolicy, pokolenie JP2, więc łożą kasę, aby ich łechtać rzekomym chrztem Mieszka i wciskać im, że od tego momentu należymy do uni europejskiej :-) Tylko kogo to obchodzi i na kim ma robić wrażenie? Na pewno nie na poddanych, których jedynie co interesuje, to jak przeżyć, napełnić brzuch, a przy odrobinie szczęścia trochę się wzbogacić i szpanować przed sąsiadami – idea durna, kosztowna, a do tego bezsensowna :-)

Oczywiście jest grupka oszołomów księży, których to cieszy i druga grupka wrogów kościoła, która ma za złe Mieszkowi jego rzekomy chrzest :-) Część tej drugiej grupki, czyli Ci nieliczni, którzy trochę interesują się historią, nawet zaczęła kumać, że chrzest Mieszka to lipa, ale i tak go nienawidzą, bo ich zdaniem powinien walczyć z kościołem i nie rusza ich, że za Mieszka żadnego kościoła nie było, więc nie miał z kim walczyć ani o co, ale nie lubią Mieszka za brak obrony dawnej wiary i wpuszczenie chrześcijaństwa i już :-)

Mieszko nie bronił pogaństwa, bo nie potrzebowało ono za niego żadnej obrony, było w Polsce czymś tak naturalnym i odwiecznym, jak ziemia i nic mu w żaden sposób nie zagrażało, ale miał bronić a nie bronił :-)

Mówiąc o Polsce w czasach Mieszka należy przede wszystkim pamiętać, że jej podstawę stanowiła struktura rodowa i dokonań jakiejkolwiek osoby nie można traktować w oderwaniu od jej rodu. Tak więc jeśli jakakolwiek osoba w jakiś sposób się wykazała, zdobywała szacunek, oznaczało to przede wszystkim, ze jej ród zdobywał szacunek i uznanie, bo ktoś bez rodu był nikim. Dlatego też różnych godnych ludzi przyjmowano do rodu, bądź też małe nieznaczące rody, które dokonywały czegoś godnego szacunku, były w dowód uznania przyjmowane do większych rodów, dzięki czemu ród zdobywał jeszcze większy mir.

O wszystkim w obrębie rodu decydowała starszyzna rodowa. Wiece, na których wybierano naczelników to były wiece starszyzn rodowych, z których każda reprezentowała swój ród i wybierano na naczelnika kogoś z najzacniejszego, na tyle silnego rodu, aby nie tylko zapewnić sobie najlepszego, prawego władcę, ale aby również ten władca przy wsparciu rodu był w stanie wywiązywać się ze swoich obowiązków, do których należało aby wszyscy byli syci i zadowoleni. Oznaczało to, że ród władcy musiał min. ze swoich spichlerzy karmić pomniejsze rody w razie klęski nieurodzaju, czy jakiegoś nieszczęścia. Bo zapewnienie opieki i dobrobytu wszystkim podległym było podstawowym zadaniem naczelnika – na szerszym obszarze tę funkcję pełnił książę, który dodatkowo jeszcze musiał zapewniać ochronę militarną.

Książę więc był obciążeniem dla rodu, który reprezentował a jedyną nagrodą za dobrą służbę był powszechny szacunek i uznanie. Nic więc w tym dziwnego, że jeśli książę dobrze się wywiązywał ze swoich obowiązków, przysparzając chwały rodowi, to jego następcę wybierano spośród tego samego rodu, bo ród się sprawdzał i był tego godny, zaś oczywistym następcą był jego syn.

Książęta jeśli się dobrze spisywali sprawowali swą funkcję dożywotnio, a przynajmniej dopóki mieli siłę ją sprawować. Ich synowie byli dojrzałymi, doskonale znanymi wszystkim ludźmi, którzy większość życia spędzali pomagając ojcu wykonywać obowiązki, więc o ile nie byli beznadziejni mieli największe szanse, by zostać następcami i tak zazwyczaj się działo.

Nie była to władza dziedziczna, ale był to powszechnie stosowany zwyczaj. O to, by nowy książę nie skompromitował rodu, dbał cały ród, więc nawet jeśli nowy władca nie był najbystrzejszy, to ród pilnował go i dbał, by jego rządy były dobre i przynosiły chwałę rodowi. Książę przede wszystkim reprezentował ród, więc praktycznie nic nie zależało od jego widzimisię.

Sytuacja nieco się komplikowała w przypadku przedwczesnej śmierci księcia, ale nawet wówczas największe szanse miał ktoś z rodu, z którego wywodził się wcześniejszy książę o ile ród nie podupadł i był w stanie zapewnić pomyślność całej społeczności. Z taką sytuacją spotykamy się w przypadku Lestka III, który zginął w młodym wieku jednak dzięki jego zasługom rozsławił ród, wiec wybrano jego małego syna na księcia a wszystko spoczęło na barkach rodu, który reprezentowało 20 młodszych braci Lestka III.

Przechodząc do Mieszka to jego przodkowie a więc ród spisywali się dostatecznie, więc wiec zatwierdził go bez problemu a jego bracia jak wiadomo usilnie go wspomagali, jego zaś konsolidacja państwa w większości skupiała się w poskramianiu zbyt ambitnych krewnych, którzy nie byli dobrymi książętami dla swoich poddanych, bo gdyby takimi byli Mieszko w żaden sposób nie mógłby ich obalić, bo stały by za nimi murem wszystkie rody z ich księstw. Ponadto jak wiemy rody obejmowały wiele księstw, więc przy ich sprzeciwie nawet najpotężniejszy władca nie mógłby nic zrobić a gdyby próbował zostałby natychmiast obalony. Ponieważ nie było żadnych sprzeciwów wewnętrznych przeciw polityce Mieszka oznacza to, że był on dobrym popieranym przez lud i kapłanów władcą.

Inaczej w czasach Mieszka wyglądała tylko sytuacja u Wieletów, którzy odrzucili swoich książąt i nie chcieli słyszeć o żadnych książętach poddając się praktycznie władzy kapłanów, którzy decydowali z kim mają zawierać sojusze, na kogo napadać jak i o wielu innych rzeczach – podobnie też wyglądało to u Ranów, jak dowodzi tego historia nie było to najkorzystniejsze na dłuższą metę.

Teokratyczne rządy były zachwianiem równowagi i kapłanom nie było w smak ograniczenie ich władzy przez przywrócenie pierwotnej równowagi: wiec – kapłani – książę, dlatego stawili Mieszkowi skuteczny opór organizując szeroką koalicję od Czech po Wolin. Mieszko doskonale zdawał sobie sprawę, ze centrum tego oporu stanowili teokratyczni kapłani Wieletów.

Biskupstwo, jakie pozwolił założyć nie miało żadnego znaczenia, nie miało nawet siedziby, co najwyżej mogło być symbolicznym pogrożeniem palcem teokratycznym Wielckim kapłanom a pewnie nawet nie to, bardziej prawdopodobne było, że powstało tylko by podnieść status Dobrawki było ozdobą i niczym więcej, jako iż brak wzmianek by kogokolwiek nawróciło :-)

Co więcej Thietmar przy ślubie Ody pisze też: „Albowiem dzięki Odzie powiększył się zastęp wyznawców Chrystusa”, co historycy interpretują, że przybyła na dwór Mieszka w otoczeniu duchowieństwa. Mieszko wybudował tylko maleńką grodową kaplicę dla Dobrawki, którą rozbudowała dopiero Oda więc o żadnym popieraniu chrześcijaństwa przez Mieszka nie mogło być mowy. A to, że kilku klechów przybyło wraz z jego żonami nie miało żadnego znaczenia.

Tak więc Mieszko nie złamał żadnych zasad a i siłą na rodach ani kapłanach niczego nie wymuszał bo nie mógł, a gdyby nawet próbował było by o tym głośno. Zasadę tę próbowała złamać Oda wprowadzając dziedzicznie na tron swoich synów budując autorytarną władzę bez zgody wiecu w oparciu o kler, popleczników i rzymskie prawo więc zaraz została wykopana. Dopiero Bolesław całe życie poświęcił na budowanie autorytarnego państwa i ustanowienie rządów dziedzicznych, ale to już inna historia.

Gdyby Mieszko osobiście kazał sprowadzić jakiegoś klechę to znany byłby dziś jako Mieszko Pobożny :-)

Włodzimierz I chcąc stworzyć religię państwową najpierw stworzył świętokradczy panteon Słowiański (Trojjasny Perun był zawsze bezpostaciowy, nawet jego imienia nie wolno było nadużywać a ten zaprzaniec kazał wyrzeźbić jego posąg) potem próbował islamu, by w końcu narzucić Chrześcijaństwo i jest świętym, a Mieszko nawet nie ma przydomka pobożny, ani krzewiciel wiary :-)

To, że z Dobrawką przyjechał jej kapelan Biskup Jordan to nic dziwnego – dziwne by było, gdyby nie przyjechał z nią jej kapelan, co najmniej w randze biskupa, nie powstało jednak żadne z biskupstw, bo o biskupstwie poznańskim milczą przywileje papieskie dla Magdeburga z lat 968-981. Status prawny Jordana jako biskupa jest przedmiotem sporu historyków. Podobnie z Odą kolejną żoną mieszka, również musiał przybyć jakiś biskup szczególnie, że w przeciwieństwie do Dobrawki była ona ugruntowana w wierze.

Mądry Mieszko I dążył tylko do odbudowania swojego Imperium i gdyby nie miał syna wariata i megalomana, ten miał poważne szanse ukończyć jego dzieło, odbudowując pogańskie imperium, jak próbował to robić jego syn. Niestety, zniszczona przez Chrobrego drużyna, skorumpowani możni dopuścili się zdrady uniemożliwiając to.

Odbudowując imperium, ostatnią rzeczą jaką by mógł zrobić Mieszko, to przyjąć chrześcijaństwo wbrew swojej wizji i polityce, jaką prowadził przez całe życie :-)

Trudno wymagać od Mieszka, który z przyczyn politycznych (wyrwania Czech z koalicji Wieleckiej) wziął żonę chrześcijankę, aby nie pozwolił jej wybudować kaplicy swego bożka. W końcu Mieszko nie był skrajnym fanatykiem religijnym tylko świeckim władcą, zaś otwartość i tolerancja Słowiańska to nasze podstawowe cechy. Poza tym przy swojej potędze Mieszko w żaden sposób nie musiał się obawiać ekspansji chrześcijaństwa, dla niego to była jedna z wielu religii czy wręcz fanaberii, która absolutnie nic nie znaczyła.

Podobne przykłady znamy z wielu kultur i różnych czasów. Chociażby Japonii czy Tybetu gdzie przybywali misjonarze zakładali jakieś biskupstwa (na papierze) i czasami udawało im się kogoś nawrócić (przynajmniej w Japonii) i nikogo to nie obchodziło. Kiedy jednak tych nawróconych stawało się więcej i próbowali kontestować zwyczaje, tradycje i porządek społeczny, rozprawiano się z nimi brutalnie i działo sie to raz po raz.

Podobnie było u nas, kiedy w latach dwudziestych za Chrobrego biskup podniósł łeb, (mimo iż formalnie Polska była już krajem chrześcijańskim a Chrobry obrońcą i krzewicielem wiary) wszyscy duchowni natychmiast zostali wyrzuceni z kraju, a było to ponad 30 lat po śmierci Mieszka i ponad 20 od czasu, gdy Chrobry stał się obrońcą i krzewicielem wiary. Więc nawet u szczytu swej „potęgi” w owym czasie, kościół miał tyle do gadania, co przysłowiowy Żyd za okupacji a cóż tu dopiero mówić o czasach Mieszka :-)

Za Mieszka chrześcijaństwo w Polsce zwyczajnie nie istniało i ograniczało się do Królowych i ich świt, dlatego mówienie, iż Mieszko wpuścił chrześcijaństwo do Polski i krytykowanie go za to przez współczesnych wrogów kościoła nie ma żadnych podstaw – pomijając, że jest głupie :-)

Wracając do tego kolosalnego kłamstwa o rzekomym chrzcie Mieszka, to przede wszystkim każdemu narzuca się pytanie, po co niby Mieszko miał by się chrzcić? Standartową odpowiedzią na to pytanie jest piramidalne bzdurne kłamstwo dobre dla kretynów, czyli: „Mieszko musiał się ochrzcić, bo był zagrożony przez Niemców” :-)

Zapewne po to, aby można głosić tak piramidalną bzdurę nie uczy się u nas w szkołach nic o tzw. Słowianach Połabskich, przemilcza się historię teścia Mieszka i nie mówi się nic o kontekście politycznym czasów Mieszka : -) Mimo to każdy, kto choć trochę interesuje się tamtymi czasami zdaje sobie sprawę, iż jedynym krajem chrześcijańskim, z jakim graniczyło potężne królestwo Mieszka były Czechy. Te same Czechy, w których dopiero co miała miejsce rewolucja „pogańska” pod przywództwem Bolesława i jego matki. Co prawda mimo wyżynania kleru i palenia kościołów ostatecznie nie zwyciężyło ono i na tronie osadzono Wacława, ale ów Bolesław zaraz go usiekł i został niekwestionowanym władcą Czech, a później teściem Mieszka :-)

Na zachodzie i północy królestwo Mieszka graniczyło z księstwami Słowian Połabskich, z których najpotężniejszym państwem był Święty Związek Wieletów ten sam, który palił i plądrował Niemcy jak chciał a tak samo Niemcy były plądrowane przez Węgrów. Niemcy z krajem Mieszka w ogóle nie graniczyły. Opowiadanie, że takie papierowe państewko jak Niemcy mogło w owym czasie zagrażać Mieszkowi, może wywoływać tylko niekontrolowane ataki śmiechu :-)

Warto również jasno sobie zdawać sprawę z tego, że potężni Wieleci, którzy raz po raz doprowadzali na skraj zagłady Niemcy, nie byli w stanie zagrozić Mieszkowi i tworzyli szeroką koalicję od Czech po pomorze, by bronić się przed zakusami Mieszka, co pokazuje jak potężny był Mieszko.

Mieszko ożenił się z Czeską księżniczką tylko i wyłącznie po to, aby wyrwać Czechy z tego sojuszu i przeciągnąć ich na swoją stronę, co doskonale mu się udało i dzięki czemu udało mu się przyłączyć do macierzy Wolinian.

Oczywiście patrzenie na Mieszka jak na napastnika, który przyłączał obce państwa do swego jest błędne. On tylko chciał ponownie przyłączyć do macierzy zbuntowane prowincje – to samo robił jego ojciec dziadek itd.

Mieszko zajmował się więc tylko swoim krajem i nic więcej go nie interesowało. Wystarczy nawet zajrzeć do tego co pisał Jasienica, który również nie mógł pojąć po jakiego grzyba Mieszko miałby się chrzcić i w końcu skonkludował, że żadnego racjonalnego powodu nie miał, ale jak się ochrzcił to zapewne miał w tym jakiś zamysł, bo głupi nie był :-)

Można by się doszukiwać zamysłów, tylko że Mieszko się nie ochrzcił, więc nie ma czego szukać :-)

Następne dziwaczne kłamstwo mówi „Mieszko był twórcą państwa Polskiego” :-)

Jest to znów kuriozalna bzdura bo tajemnicą nie jest, iż państwo istniało od dawna i było o wiele większe niż za Mieszka a przy tym nieźle znane w ówczesnym świecie. Kroniki mówią, iż w czasach Mieszka było podzielone i miało kilku królów w tym Mieszka, Bolesława i Nakona, tak więc Mieszko absolutnie nic nie stworzył więc skąd taki absurdalny pomysł?

Państwa nie stworzył również założyciel rodu Piastów przodek Mieszka tylko zabrał je Popielowi II itd. Jednak nie chcemy się wgłębiać w przeszłość, bo jak pisał Gal Anonim lepiej aby poganie poszli w zapomnienie :-)

Kto w takim razie był twórcą nowożytnego państwa Polskiego? Oczywiście nie Chrobry mimo iż już chrześcijanin, ale dopiero Kazimierz Mnich zwany dla żartu Odnowicielem :-)

Kazimierz rzeczywiście doprowadził do upadku stare państwo i ostatecznego oddzielenia się zbuntowanych prowincji dawnego imperium a na jego gruzach wybudował swoje państwo, dlatego jeśli kogoś konkretnego chcemy uznać za twórcę państwa Polskiego, to tylko i wyłącznie jego. Tak więc polska powstała w 1039 r. Jak dokładnie tego dokonał lepiej nie wnikać :-)

Polska stworzona przez Kazimierza w 1039 istniała do 24 października 1759 r. a więc dokładnie 720 lat nie mniej ni więcej :-)

Wcześniej była zupełnie inna Polska Piastowska, a wcześniej jeszcze inna, gdy rządzili dawniejsi królowie, a jeszcze wcześniej Polska Wenedyjska, gdy rządziły/a ucieleśniona Bogini Wanda, a jeszcze wcześniej ta początkowa, założona przez Kraka I czyli znanego z kronik Bardyla. O ile jak najbardziej możemy uznać ciągłość państwa od Badryla do ostatniej Wandy, to państwo pod rządami królów było już czymś zupełnie innym, a następnie znów odmieniło się za Piasta więc śmiało możemy powiedzieć, że od czasów Piasta dawne państwo przestało istnieć, a na jego miejscu powstało coś nowego, by w końcu za Kazimierza upadło kolejne państwo i powstała nowożytna Polska.

Z tą nowożytną Polską próbujemy się utożsamiać i opowiada się farmazony, że było to europejskie chrześcijańskie państwo :-) Nie było to wcale zachodnioeuropejskie państwo, ani nie było chrześcijańskie, jak się kłamie, tylko był to twór oryginalny. W przeciwieństwie do wcześniejszych państw przestał mieć wpływy wiec i dawni kapłani, tak więc nastąpił kres ludowładztwa i narodziło się państwo, w którym rządził król z możnymi rodami. Powstał też aparat kościelny, nastąpiło rozwarstwienie społeczeństwa. Było to nowe oryginalne państwo, ale czy mamy prawo się z tym państwem utożsamiać, czy też w jakikolwiek sposób uważać się za jego kontynuację?

Oczywiście nie. Nasze państwo powstało 11 listopada 1918 r. i nie ma nic wspólnego z państwem Kazimierza. Istnieje 98 lat ma swoją historię i jest jak najbardziej współczesnym chrześcijańskim państwem. Takim się narodziło i takim pozostaje.

Nie ma ciągłości z poprzednim państwem ani żadnej kontynuacji, a to, że zajmuje skrawek terenu, na którym przed wiekami istniało inne państwo nic nie znaczy. Państwo Kazimierza było państwem wielonarodowym, podobnie jak Cesarstwo Rzymskie. Za kontynuatora Cesarstwa Rzymskiego chcieli uchodzić Niemcy, Rosjanie czy współcześnie USA, ale z nich tacy sami Rzymianie jak z nas kontynuatorzy królestwa Kazimierza:-) Zresztą nie tylko my sobie do tej kontynuacji rościmy prawo, robią to również Białorusini, Litwini czy Ukraińcy :-) Mają do tego takie samo prawo czyli żadne, bo to iż powstały na terenie dawnej Rzeczypospolitej w żaden sposób nie czyni ich kontynuatorami owej Rzeczypospolitej – równie dobrze Palestyna czy setka innych państw leżacych na dawnym terenie Cesarstwa Rzymskiego mogłaby twierdzić, że są jego kontuynuacją :-)

W myśl tej samej „logiki ciąglości historycznej” państwa od Szwecji po USA powinny się uważać za Rusinow wywodzących się podobnie jak Rosjanie od dawnych Rusów z Rany i naszego pomorzaq zachodniego :-)

Wszak to Rusowie najpierw podbili Skandynawię i rozpowszechnili swoje tradycje piractwa wśród skandynawów bedących ich potomkami w sensie kulturowym z którymi jako wikingowie zajęli tereny południowych wybrzeży bałtyku, potem jako Normanowie zajęli Anglię i jako Anglicy zajęli amerykę północną tworzac USA więc wszystkie te państwa to Rusini zachodni ogólnie Rosjanie zachodni :-)

Analogicznie Rusowie pod wodzą Ruryka stworzyli Ruś i dzisiejszych Rosjan wschodnich :-)

W pierwszym wypadku Rusowie w Sakndynawi zasymilowali się z miejscową ludnością, ale utrzymywali ścisłe kontakty z macierzą przez wieki w drugim przypadku Rusowie również przez pewien czas utrzymywali kontakty z macierzą a jedyna różnica jest taka, że w drugim przypadku język miejscowej ludności był taki sam :-)

Oczywiscie wschodni Rosjanie pamiętają o Ruryku jak i o Rusach, zwanych też Warnami czy Waregami i uważają Ruryka za twórecę swojej państwowości podczas gdy zachodni Rosjanie olewają to :-)

Patrząc na to z punktu widzenia współczesnej polityki to jednak zachodni Rosjanie zachowali tradycję i spuściznę Rusów czyli napadanie na innych, rabowanie i takie tam, więc są bardziej wierni tradycji Rusów niż wschodni Rosjanie, którzy nie napastują innych :-)

Dzisiejsza zachodnia cywilizacja oparta wiec jest o spuściznę Rusów a my robaczki Lechici do tej cywilizacji nie należymy :-) Tak więc nie należymy z naszą spuścizną Lachów ani do zachodniego, ani wschodniego świata i co tu począć :-)

Na szczęście nasze państwo powstało 11 listopada 1918 r. Jest państwem katolickim, nowoczesnym, opartym o zachodnie wartości i nie ma tak naprawdę żadnego zwiazku z wcześniejszymi państwami istniejącymi na naszym terytorium co uwalnia nas od dylematów i tylko z nim możemy się utożsamiać, ale historia to tylko uzgodnione kłamstwa i narzędzie bieżącej polityki, która każe nam się utożsamiać z tym i z owym z sensem i bez sensu :-)

Oczywiście indywidualnie każdy może się utożsamiać, z czym mu wygodnie i wybierać sobie historię jak mu pasuje. Jeden może się utożsamiać z chrześcijanami i ma swoją historię zaczynającą się nad Jordanem, inny może się utożsamiać z zachodnią Europą i wówczas jego historia zaczyna się na dworze Karola wielkiegi, albi w Rzymie a nawet Grecji, można się nawet utożsamiać z kosmitami i wówczas ma się jeszcze inną historię, a jak komuś to odpowiada może utożsamiać się z wszystkimi państwami jakie istniały na naszym terenie od czasów Badryla, albo nawet o wiele wcześniejszych, kiedy tylko nasi przodkowie zasiedlili nasze współczesne ziemie ok 12 tys. lat temu co już w ogóle nie ma żadnego przełożenia na naszą współczesną rzeczywistość :-)

Jeśli jednak ktoś chciałby poznać wiele ciekawych rzeczy z dawnej historii naszych przodków, to wiele może znaleźć tu:

https://vranovie.wordpress.com/wszystkie-wpisy/

I oczywiście wybrać to, co mu odpowiada jako własną historię :-)

Germanie – mit Skandynawski a Rzymski

  • Napisane 11 listopada 2013 o 14:36

Współcześnie mówi się Germanie, inaczej Germanowie – mając na myśli odłam Indoeuropejczyków żyjący w północnej i środkowo-północnej Europie, na północ od ludów celtyckich, posługujący się językami germańskimi. Jest to nowe zupełnie błędne, mylące określenie tych ludów, będące wynikiem politycznej manipulacji prowadzące do nieporozumień jednak właśnie w tym znaczeniu używam tu nazwy Germanie.

W rzeczywistości termin Germanie powstał dla określenia mieszkańców Germanii i oznaczał właśnie mieszkańca Germanii nie mając związku z pochodzeniem, stąd Rzymianie Germanami nazywali mieszkańców Germani czyli przede wszystkim naszych bezpośrednich przodków opisanych np. w „Germanii” Tacyta. Ci których współcześnie zwykło się nazywać Germanami czyli ludy pochodzenia Skandynawskiego oczywiście nie byli Germanami w rozumieniu Tacyta.

Zmiana znaczenia terminu Germanie prowadzi współcześnie do wielu nieporozumień – przede wszystkim do utożsamiania współczesnych „Germanów” z historycznymi mieszkańcami Germanii co prowadzi do absurdów jako iż jedni z drugimi nie mają absolutnie nic wspólnego, czy przeciwstawianie historycznych Germanów prasłowianom podczas gdy to praktycznie synonimy, albo określanie różnych starożytnych ludów mianem Germańskich we współczesnym znaczeniu tego słowa. Jasna znajomość tych rozróżnień jest podstawą jeśli chce się cokolwiek mówić o historii starożytnej, czy nawet wczesnośredniowiecznej naszych ziem nie popadając w całkowite pomieszanie prowadzące do absurdalnych wniosków. Tutaj pisząc o Germanach używam nowego zmienionego znaczenia słowa Germanie mając na myśli ludy pochodzenia skandynawskiego nie zaś rzeczywistego, historycznego znaczenia tego terminu i warto o tym cały czas pamiętać.

Gdzieś w początkach naszej ery ludy Skandynawskie zaczęły przepływać Bałtyk i zakładać swoje kolonie na zachód od Łaby. Od razu nasuwają się tu dwa oczywiste pytania dlaczego zaczęły opuszczać Skandynawię i dlaczego swoje osady zaczęły one zakładać tak daleko na zachód?

Próbuje się udzielać wielu różnych odpowiedzi na ten temat unikając najbardziej oczywistych jakie wskazuje nam archeologia. Otóż od południowego do Skandynawi rozpoczęła się ekspansja ludów ugrofińskich jak i słowiańskich wypierających częściowo miejscową teutońską ludność bardziej na zachód i poczęło się robić ciasno, dlatego wielu z Teutonów poszukując lepszych miejsc rozpoczęło migrację na południe. Blisko na wschodzie zamieszkiwały mnogie ludy bałtyckie nie słynące z gościnności sięgające niemal do Wisły, a między Wisłą a Łabą siedziały nieprzeliczone ludy Wenedzkie zwane dziś Słowianami więc z oczywistych względów migrujący Skandynawowie musieli udawać się dalej na zachód gdzie mieszkały ludy Celtyckie gnębione przez Rzymian. W późniejszym okresie ludy te wspólnie z Celtami walczyły z Rzymem ulegając ostatecznie asymilacji zarówno z Celtami jak i z napływającymi z południa ludami Skandynawsko Huńskimi tworząc współczesne ludy Germańskie.

Specjalnie nie używam w stosunku do ludów pochodzenia Skandynawskiego terminu Germanie ponieważ współcześnie terminem tym określa się właśnie tę mieszankę Hunów, Celtów i Germanów z innymi dodatkami zaś w czasach Rzymskich termin ten nie odnosił się w zasadzie do żadnej określonej nacji tylko do wszystkich ludów bez względu na ich pochodzenie zamieszkujących dawną Germanię.

Jedynym ludem, który zdecydował się wylądować prawdopodobnie na wschód od Łaby byli Goci. Czy rzeczywiście Goci wylądowali na wschód od Łaby jest kwestią mocno dyskusyjną opartą tylko o domniemania gdyż brak na to jakichkolwiek bezpośrednich czy nawet pośrednich dowodów archeologicznych tym niemniej współczesna historiografia trzyma się tej tezy. Część historyków przyjmuje tezę iż wylądowali oni u ujścia Wisły część zaś iż miało to miejsce u ujścia Odry. Ci drudzy mają mocniejsze argumenty powołując się na kroniki Gotów, mówiące o potyczce z jakimś ludem, który identyfikuje się z Ranami. Osobiście jednak uważam iż Goci musieli wylądować bardziej na zachód u ujścia Łaby podobnie jak inni Skandynawowie o czym świadczą dalsze ich losy a przede wszystkim to, że przetrwali. Gdyby faktycznie wylądowali gdzieś u ujścia Odry wchodząc w konflikt z Ranami mieli by przeciwko sobie inne plemiona Wenedzkie więc będąc obcym żywiołem nie mogli by przetrwać tego konfliktu, natomiast u ujścia Łaby równie dobrze mogli natknąć się na Ranów, ale były tam również inni Skandynawowie więc mieli szansę przeżyć i przeżyli.

Warto tu sobie uświadomić zasadniczą rzecz – Goci, prowadzeni przez wodza Beriga, opuścili swoją ojczystą Skandzę i na trzech statkach popłynęli na południe, aż do brzegów krainy nazwanej przez nich Gothiscandza. Gothiskandza leżała w pobliżu ziem zajmowanych przez Ulmerugiów i Wandalów. Gothiskandzę, jako ujście Łaby wskazywała część uczonych np. Kazimierz Tymieniecki. Wiemy również iż Goci wraz z innymi plemionami wzieły udział w wyzwoleńczej wojnie z Marbodem w 17 r. armia w Lesie Hercyńskimu boku Cherusków zamieszkujących tereny północnych Niemiec na zachód od Półwyspu Jutlandzkiego. Wspomagali również wygnanego przez Marboda Katualda w w 19 r w jego zwycięskim powrocie.

Warto to zwrócić uwagę na zasadniczy fakt Goci przybyli na trzech statkach i trzymali się razem czyli mogło ich być początkowo góra kilkudziesięciu z kobietami dziećmi i bydłem, aby odegrać jakąkolwiek rolę we wspomnianych wojnach musiało ich być kilka setek aby wystawić jakiś oddział aby zostać zauważeni zwłaszcza iż tacy np. Cheruskowie potrafili wybić w bitwie 20tys legionistów Rzymskich więc kiedy i jak się ich tylu namnożyło aby wystawić chociaż z setkę wojowników?

Dalej Goci powędrowali na wschód i w połowie drogi nad może Czarne przeprawiając się przez jakąś rzekę zawalił się most i połowa ich zaginęła na bagnach ze swoimi krowami. Oznacza to iż nie mogli być liczni skoro zawalenie się jednego mostu wygubiło połowę ludu a druga połowa nie była w stanie odbudować mostu – czyli mogło ich być góra kilka setek. Tu kilka setek i wcześniej kilka setek jak ich w ogóle zauważono?

W każdym bądź razie mała liczebność Gotów tłumaczy dlaczego nie sposób znaleźć jakichkolwiek materialnych śladów ich pobytu z tego wczesnego okresu. W każdym bądź razie udaje im się w końcu szczęśliwie w połowie III wieku dotrzeć nad Morze Czarne w pobliżu ujścia Dniestru i Bohu czyli podróż trwała ponad 200lat a w jej połowie pół narodu gotów zginęło na bagnach.

Liczmy z ogromną nawiązką iż przygodę na bagnach przetrwało 1000 gotów (choć gdyby ich było aż tylu to przecież dali by radę wyciągnąć drugą połowę :-) ) Zastanówmy się ilu ich mogło być sto lat później kiedy dotarli nad Morze Czarne biorąc pod uwagę fakt iż zachowywali odrębność językową i kulturową a więc nie mogli mieszać się z napotkanymi ludami bo by ją utracili?

Sto lat to cztery pokolenia więc nawet gdyby co pokolenie się podwajali (co trudno sobie wyobrazić biorąc pod uwagę trudy podróży, choroby itd.) mogło ich być góra kilkanaście tysięcy wliczając w to starców, kobiety i dzieci.

„Po raz pierwszy Goci napadli na państwo rzymskie w roku 239 n.e. i starli się z wojskami Gordiana III. W latach 245-247 zwycięskie wojny z Gotami prowadził cesarz Filip Arab, a w roku 250 król gocki o imieniu Cniva, próbował zdobyć bez skutku prowincje Mezję i Dację. Innym kierunkiem podbojów było wybrzeże Morza Czarnego, na którym leżały bogate miasta greckie. Gotom udało się w tym czasie podbić lub uzależnić szereg miast: Olbię, Chalcedon, Tyr, Tanais, Nikomedię, Niknę i Apameę.”

Pojawia się pytanie jakim cudem niewielki lud mógł prowadzić te najazdy? Oczywiście nie mógł w żaden sposób tego zrobić tak więc te najazdy musiał dokonywać inny o wiele liczniejszy lud zaś goci stanowili tylko niewielki procent oczywiście tym ludem byli Słowianie. Dlaczego jednak pisze się o najazdach gockich a nie Słowiańskich? Jedynym wytłumaczeniem jest, że inspiratorami tych najazdów byli właśnie goci, którzy namówili Słowian do tych najazdów i im przywodzili. Oczywiście przywodzili w żadnym wypadku nie oznacza iż w jakikolwiek sposób goci narzucili coś Słowianom na to było ich zbyt mało, ale roztoczenie wizji łupów i chwały było wystarczające.

Jest to dokładnie wyjaśnione w kronice „Historia Królestwa Słowian czyli Latopis Popa Duklanina”. „Goci”, którzy opanowali Panonię w większości byli Słowianami i ci Słowianie pozostali tam natomiast właściwi Goci o odmiennym języku i zwyczajach z którymi zapewne również wyruszyła część Słowian poszli dalej do Italii i na zachód przy czym zostali zdziesiątkowani przez Hunów, którzy również innym ludom pochodzenia skandynawskiego narzucili swoją zwierzchność, zwyczaje i kulturę co do czego nie pozostawia wątpliwości archeologia. Oczywiście właściwi Hunowie, podobnie jak i wcześniej Goci stanowili zdecydowaną mniejszość idąc na czele nieprzeliczonych Słowian. Powodem nienawiści zaś Hunów do Gotów przeniesionej na inne ludy Teutońskie była zdrada Gotów.

Kiedy połączone siły Hunów i Alanów ok. roku 376 zwróciły się przeciwko Ostrogotom. Pokonani Ostrogoci podporządkowali się Hunom, chociaż nadal byli rządzeni przez własnego króla. Część Ostrogotów nawiązała kontakt z wodzem Wizygotów Atanarykiem buntując się przeciw Hunom. Hunowie jednak niespodziewanie przekroczyli Dniestr i pobili Atanaryka, zanim ten zdołał połączyć się z niezadowolonymi Ostrogotami. Pokonani Wizygoci uciekli do Tracji, gdzie Rzymianie pozwolili im się osiedlić. Hunowie właściwi podobnie jak Goci i inne ludy pochodzenia Skandynawskiego zamieszkały w cesarstwie. Kiedy około 679 roku nad Dunaj przybyli Bułgarzy zamieszkiwali tu już niemal wyłącznie Słowianie i jak relacjonuje Duklanin ponieważ mówili tym samym językiem i mieli te same obyczaje od początku żyli w przyjaźni i pokoju. Ludy, które później zwano germańskimi będącymi przede wszystkim mieszanką Hunów i ludów pochodzenia Skandynawskiego z domieszką Celtów, ludów Italii jak i częściowo Słowian, zachowujący jednak język germański – teutoński zamieszkiwały już italię i zachodnią Europę gdzie wchłonęli częściowo zlatynizowanych Celtów a w późniejszym okresie również ludy pochodzenia skandynawskiego zamieszkujących przede wszystkim północno zachodnie wybrzeża europy tworząc współczesną germańską ludność europy zachodniej.

Współcześni germanie (z wyłączeniem Duńczyków i Skandynawów) są więc bardzo złożoną mieszanką Huno Germanów i Celtów z dodatkami innych ludów przy czym proporcje zależą od regionu europy, tym niemniej ta wielokulturowa mieszanka różnych ludów została zdominowana kulturowo przez pozostałości upadającego cesarstwa zachodniego przez które większość tych ludów byłą zdominowana w ten czy inny sposób i na które upadające cesarstwo odcisnęło niezatarte piętno. Ludy te utraciły swoją ciągłość kulturową i swoje dziedzictwo stając się karykaturalnym, wypaczonym kontynuatorem zachodniego cesarstwa z okresu jego rozkładu (do którego ludy te walnie się przyczyniły) z mitem Rzymu jako fundamentem i osią istnienia nowożytnych germanów.

Mówienie o cywilizacji zachodniej jako kontynuatorce Rzymskiej cywilizacji z okresu jej świetności zakrawa na żałosną kpinę i jest równie prawdziwe jak twierdzenie iż Rosja jest kontynuatorką świetności cesarstwa Bizantyjskiego.

Germańska Europa zachodnia i jej cywilizacja oparła swoje istnienie o sprymityzowany mit Cesarstwa Rzymskiego postrzeganego w istocie jako agresywny twór, którego jedynym celem jak i istotą jest militarny podbój i zniewolenie innych ludów w celu osiągnięcia Pax Romana. Całą historię jak i istotę cywilizacji zachodniej można sprowadzić do nieustannych prób odbudowania mitycznego cesarstwa drogą podboju i zniewolenia. Cel ten został osiągnięty dopiero współcześnie w ramach Unii Europejskiej, która stała się ucieleśnieniem mitycznego germańskiego Rzymu co zarazem stało się końcem cywilizacji zachodniej europy. Istotą istnienia, celem i siłą napędową cywilizacji zachodnioeuropejskiej była odbudowa prymitywnego mitycznego cesarstwa Rzymskiego więc kiedy cel ten został osiągnięty cywilizacja ta straciła wszystko osiągając swój kres i ostatecznie tracąc sens swojego istnienia. Współczesny kryzys cywilizacji zachodniej wiąże się z koniecznością określenia nowej tożsamości, stworzenia nowego mitu i celu swojego istnienia, który został ostatecznie utracony, do stworzenia którego nie jest ona zdolna z samej swej istoty.

Próbą określenia nowej tożsamości był mit teutoński odwołujący się do rzekomych korzeni Skandynawskich jednakże ode samego początku była to nieudolna próba skazana na niepowodzenie, przede wszystkim dlatego, że mit teutoński od początku był fałszywy i niemożliwy do zastosowania w cywilizacji zachodniej.

Współczesnymi teutonami są tylko ludy skandynawskie i spadkobiercy Duńczyków pozbawieni mentalności rzymskich niewolników, która cechuje ludy zachodniej cywilizacji. Ludy Skandynawskie w rzeczywistości w żadnej mierze nie należą, ani nigdy nie nie należały do cywilizacji zachodniej europy tworząc cywilizację północnoeuropejską opartą na Skandynawskich mitach i ciągłości tradycji o zupełnie odmiennych i o wiele starszych korzeniach Skandynawskich będących w istocie antytezą germańskiej cywilizacji zachodniej. Kultura i cywilizacja północy istniała przez cały czas istnienia cywilizacji zachodniej i pozostawała silna, krocząc swoją zupełnie odmienną drogą jednak upadek cywilizacji europy zachodniej nie spowodował jej ekspansji tylko zaraził ją swoim rozkładem wywołując wewnętrzny kryzys w tej starej cywilizacji. Tym niemniej cywilizacja północy ponieważ nie utraciła swojej ciągłości i nadal pozostaje silnie związana ze swoimi korzeniami w przeciwieństwie do kultury zachodu ma szansę nie tylko odrodzić się z pełną siła, ale również zdominować ludy zachodnie obejmując po upadku cywilizacji zachodniej całą Europę włączając ją do swojego kręgu kulturowego. Wbrew prymitywnym teutońskim mitom tworzonym u schyłku cywilizacji zachodu, cywilizacja północy nigdy nie była zaborcza, ekspansywna ani agresywna w przeciwieństwie do zachodniej. Jej rozszerzanie wiązało się z osadnictwem zaś wyniszczające najazdy Skandynawów, którym zachód nigdy nie był w stanie się oprzeć miały charakter obronny, prowokowany agresywnym charakterem zachodniej cywilizacji i miała miejsce tylko na styku z agresywną cywilizacją zachodu podczas gdy stykając się z nieagresywną cywilizacją Słowian bezproblemowo następowała pokojowa, przyjazna koegzystencja.

Na długo przed tym zanim Huno Germanie opanowali tereny europy dając początek cywilizacji zachodnioeuropejskiej istniała stara i bogata kultura i cywilizacja Słowian obejmująca większość europy, która w początkach naszego tysiąclecia rozpadła się na cywilizację wschodnio i zachodniosłowiańską w żadnej mierze nie tracąc jednak swej ciągłości ani charakteru. Obie cywilizacje istnieją do dziś zachowując swą odrębność. Współczesna cywilizacja zachodniosłowiańska również w żadnej mierze nie należy ani nigdy nie należała do kręgu kultury zachodu mimo iż państwa zachodniosłowiańskie stały się częścią nowego Rzymu – Unii europejskiej. Ta środkowoeuropejska cywilizacja podobnie jak i cywilizacja północy zawsze pozostawała w opozycji do prymitywnej cywilizacji zachodu jednak po jej upadku również została zarażona rozkładem, podobnie jednak jak cywilizacja północy ma realną szansę na odrodzenie się i przyczynienia się do stworzenia nowej cywilizacji europy na miejscu po upadłej cywilizacji zachodu, której zagubione ludy rozpaczliwie szukają nowego celu i sensu swojej egzystencji.

Odwieczna wielka i bogata cywilizacja środkowoeuropejska w przeciwieństwie do cywilizacji północy zawsze postrzegana była jako największe zagrożenie i konkurencja dla nowego Rzymu, dlatego w pewnym sensie historię cywilizacji zachodniej europy jak i jej sens od początków jej istnienia do kresu można sprowadzić do nieustannej nienawistnej walki z wielka cywilizacją środkowej europy. Owocem tej walki jest zatarcie zachodniosłowiańskiego dziedzictwa Słowiańskiego i zafałszowanie historii. Mimo upadku zachodniej cywilizacji ta walka siłą inercji trwa nadal tyle, że współcześnie przede wszystkim w obrębie krajów należących do wielkiej cywilizacji środkowej europy, ale kres tej bezsensownej walki jest już bliski co nieuchronnie musi doprowadzić do odrodzenia i uświadomienia sobie wciąż żywej spuścizny cywilizacyjnej, która przynajmniej na części terenów pozostałych po upadku zachodniej cywilizacji może zacząć stanowić alternatywę dla cywilizacji północy.

Cywilizacja zachodu była tworem prymitywnym, sztucznym, wynaturzonym czymś najpotworniejszym w historii ludzkości, która nie tylko zatrzymała rozwój ludzkości na ponad tysiąclecie, ale cofnęła ją o przynajmniej o kolejne tysiąclecie wstecz. Jej wynaturzony charakter sprawił iż nawet postęp technologiczny i naukowy, który w ciągu ostatniego stulecia nie tylko dorównał, ale w wielu dziedzinach wyprzedził osiągnięcia antyku sprzed kilku tysięcy lat okazał się zgubny i destrukcyjny dla całej ludzkości z powodu sprymityzowania mentalności ludzi będącej jej owocem. Ten prymitywizm umysłowy, wynaturzony sposób myślenia i postrzegania świata jaki pozostawiła w spadku cywilizacja zachodu jest zarazem największą przeszkodą w ukształtowaniu się na jej gruzach nowej cywilizacji i sprawia iż żyjemy w najbardziej barbarzyńskim okresie historii ludzkości zmierzając ku zagładzie. To czy ludzkość przetrwa zależy tylko od tego czy będziemy w stanie odrzucić wszelkie idee pozostałe po trupie zwyrodniałej zachodniej cywilizacji powracając do zepchniętych na margines cywilizowanych idei naszych przodków opartych nie na destrukcji, konkurencji, zniewoleniu i pozbawionej zasad walce wszystkich ze wszystkimi, ale harmonii i współpracy.

Słowianin znaczy wolny

  • Napisane 21 sierpnia 2013 o 09:42

Słowo „Słowianin” wywodzi się od słowa „swoboda” co oznacza człowieka wolnego. Pierwotnie określili się w ten sposób Sklaweni w odróżnieniu od Wenetów i Antów – „wolni” czyli Słowianie oznaczało dla nich iż nie uznają żadnych władców, żadnej zwierzchności.

Wolność nauczono nas kojarzyć, z czymś pozytywnym, wpojono nam, że jest wartośćą samą w sobie, jednak każdy kto się choć trochę nad tym zastanowi przekona się, że tak absolutnie nie jest. Wolność jako taka jest zwyczajną fikcją, jest czymś złym i destruktywnym a przy tym w żaden sposób nie może istnieć i zawsze prowadzi do zbrodni i destrukcji, dlatego nigdy nie powinniśmy gonić za wolnością tylko za harmonią. Takim samym słowem kłamstwem jest słowo „niewolnik”, czyli ktoś kto nie jest wolny w powyższym sensie przedstawiane nam jako coś złego. a przecież wystarczy się sekundę zastanowić aby się przekonać, że wszyscy jesteśmy niewolnikami.
W rzeczywistości nie można patrzyć w ten sposób, myśleć w tych kategoriach, tylko najlepiej wyrzucić te bezsensowne, kłamliwe słowa. Konstruktywne sensowne myślenie powinno opierać się o słowa, harmonia, symbioza, współpraca itp. dopiero wówczas można coś niecoś zrozumieć.

Sklaweni odrzucili starożytną harmonię Wenetów na rzecz fałszywej wolności stając się luźnymi anarchistycznymi bandami szwendającymi się po stepie. W rzeczywistości ich wolność (jak każda wolność) była złą iluzją bo oczywiście w zetknięciu z innymi ludami szybko prysnęła. Aby przetrwać musieli się organizować a więc rezygnować z wolności i ostatecznie utracili ją całkowicie. Mit wolności zawsze prowadził i prowadzi do popadnięcia w rzeczywiste niewolnictwo, dlatego od stuleci jest tak nachalnie lansowana, wpajana tym, których się chce zniewolić. Dlatego dopóki nie odrzuci się tej iluzji nigdy nie można przestać być faktycznym niewolnikiem.

Rzeczywiście wolnym czyli niezależnym od innych ludzi człowiekiem może być tylko i wyłącznie pustelnik żyjący na odludzi i zbierający korzonki :-) Pomijając religijne czy duchowe konotacje jest to bezsensowny i żałosny żywot coś najgorszego co może spotkać istotę ludzką, bo wolny w istocie jest synonimem słowa samotny, albo wyrzutek.
Żyjąc w jakiejkolwiek społeczności musimy odrzucić idiotyczną i żałosną ideę wolności, zastępując ją piękną ideą współpracy, harmonii i symbiozy, którą do doskonałości doprowadzili nasi przodkowie Weneci, jeden z nielicznych ludów, który nie był w istocie ludem niewolników opętanych szaloną ideą wolności.

Żaden człowiek nie jest ani nigdy nie był autonomiczną jednostką oderwaną od wspólnoty tylko zawsze był jej częścią inaczej nie mógł ani nie może istnieć. Szczęście i rozwój człowieka związany jest tylko i wyłącznie z harmonią, ze wspólnotą – im ta harmonia większa i doskonalsza tym człowiek bardziej szczęśliwy. Harmonia oznacza doskonałą współpracę, symbiozę w obrębie wspólnoty, dla dobra całej wspólnoty. Analogicznie wszelkie zaburzenia harmonii we wspólnocie czy jakiekolwiek działania na szkodę wspólnoty wynikające z chorego egoizmu prowadzą do nieszczęścia.
Jednak aby harmonia mogła istnieć, każdy będący częścią określonej wspólnoty musi sobie z tego zdawać sprawę i zawsze myśleć w kategoriach wspólnoty – co było zupełnie oczywiste i naturalne u naszych przodków jak i innych ludów, które osiągnęły najwyższy stopień rozwoju.

Aby panowała harmonia nie może być mowy o konkurencji, czy walce w obrębie wspólnoty gdyż oznacza to jej zagładę, musi w niej panować symbioza, współpraca i wzajemne wsparcie. Każdy członek zdrowej harmonijnej, rozwijającej się wspólnoty musi wspierać wszystkich innych i oczywiście jest wspierany przez wszystkich innych dla dobra ogólnego, dlatego jest w pełni bezpieczny i rozwija swój cały potencjał dla dobra wspólnoty i jest szczęśliwy.

Niewolnik jest zawsze indywidualistą nie rozumiejącym idei współpracy dla wspólnego dobra – indywidualizm to ideologia niewolników. Niewolnik pracuje zawsze dla swojego zysku i nie pojmuje naturalnej idei pracy dla dobra wspólnoty. Niewolnik współzawodniczy a nie współpracuje, zawsze chce się wybić i uważa się za lepszego od innych i myśli kategoriami hierarchicznymi typowymi dla niewolnictwa. Jest uległy wobec wyżej postawionych jednak zazdrości im i ich nienawidzi, pragnąc wznieść się wyżej w hierarchii, niżej postawionymi gardzi i wykorzystuje – typowa cecha niewolnika. Cechy te, przede wszystkim indywidualizm, współzawodnictwo, pogardę dla słabszych i pragnienie wybicia się są oczywiście wpajane niewolnikom aby ich dzielić i sprawować nad nimi władzę, ponieważ system niewolniczy może się utrzymywać tylko wówczas jeśli udaje się jednostki szczuć na siebie i skłaniać do współzawodnictwa. Jednak najważniejszą cechą niewolnika jest to iż musi on być oddzielony od naturalnego ludzkiego poczucia wspólnoty, współpracy i rzeczywistej troski o innych. Zanim jednak powstał system niewolniczy, poczucie wspólnoty było czymś zupełnie naturalnym.

Podstawową wspólnotą była rodzina a raczej ród, czyli większa grupa ludzi połączonych pokrewieństwem, wywodząca się od wspólnego przodka będący jednym symbiotycznym organizmem.
Aby to lepiej zobrazować posłużę się przykładem. Powiedzmy iż spotyka się mężczyzna z kobietą gdzieś w rozległym borze i zakładają rodzinę. Oczywiście muszą ze sobą harmonijnie współpracować, aby przetrwać w trudnych warunkach, zakładają rodzinę pojawia się potomstwo i oczywiście jest im trudno bo sami muszą organizować jedzenie, schronienie i środki niezbędne do przetrwania i rozwoju. Kiedy potomstwo podrasta na tyle iż może się włączyć do współpracy, grupa staje się większa i o wiele lepiej zaczyna sobie radzić a kiedy dzieci zdobywają partnerów, grupa staje się większa i wszystkim zaczyna się wieść coraz lepiej. Pojawia się kolejne pokolenie i następne, aż mamy wielką rodzinę, która doskonale prosperuje. To jest rodzina kilkupokoleniowa – podstawowa grupa, ale jeszcze nie ród.

Ponieważ grupa jest już liczna i doskonale współpracuje, życie wszystkich staje się o wiele lżejsze, wszystkim dobrze się powodzi i są w miarę szczęśliwi. Powiedzmy iż ta rodzina, spotyka mniejszą rodzinę np. składającą się tylko z rodziców i ich dzieci, którym oczywiście żyje się o wiele trudniej bo jest ich mniej i ta mała rodzina przyłącza się do naszej już sporej rodziny, ich dzieci tworzą związek z naszymi, nasza grupa się powiększa. Napotkana rodzina jest szczęśliwa bo jej życie będzie od teraz o wiele łatwiejsze i bardziej szczęśliwe a nasza grupa się powiększy sprawiając, że i nam się polepsza. Załóżmy iż przyłącza się kilka takich rodzin i w ten sposób powstaje ród – licząca co najmniej kilkadziesiąt osób wspólnota połączona więzami rodzinnymi. Na czele rodu stoi nasze pierwsze małżeństwo, a potem starszyzna rodu czyli ich dzieci itd.

Ta grupa może już się wspaniale rozwijać bo jest odpowiednio liczna, ma swoją historię, swoje wzorce współpracy i postępowania rozwinięte przez kilka pokoleń, czyli swoją tradycję, wzorce, swój etos. Wszyscy ci ludzie żyją wspólnie, doskonale się znają, wspierają i potrafią doskonale współpracować, wiedzie im się o wiele lepiej niż mniejszym grupkom, o wiele łatwiej też jest im sobie radzić z wszelkimi problemami czy zagrożeniami. Dlatego mniejsze rody przyłączają się do większych na opisanej powyżej zasadzie stając się jego częścią, a kiedy ród staje się dostatecznie liczny dzieli się na mniejsze jednak ściśle z sobą współpracujące grupy na określonym obszarze tworząc strukturę zwaną plemieniem.
Plemię ma świadomość bliskiego pokrewieństwa i wywodzi się od wspólnego przodka, jest to lokalna wspólnota osadnicza złożona z kilku lub kilkunastu mniejszych wspólnot terytorialnych.

Większe rody zamieszkałe na tym samym obszarze łączą się i współpracują ze sobą dla ogólnego dobra tworząc większą ponad rodową strukturę czyli czyli szczep. Starszyzny rodowe spotykają się na powszechnych wiecach aby podejmować zakrojone na szerszą skalę działania dla dobra całej wspólnoty – szczepu mogącego liczyć kilka tysięcy osób i stanowiących zorganizowaną społeczność.

Użyłem tu określenia plemię i szczep w ich ogólnym znaczeniu bo jeśli chodzi o nasze tereny przez plemię słowiańskie rozumiano lokalną wspólnotę osadnicza złożoną z kilku lub kilkunastu mniejszych wspólnot terytorialnych zamieszkujących jakiś obszar czyli wiele plemion, czy szczepów zarządzanym przez więc powszechny starszyzny rodowej, posiadających swojego kniazia. W istocie nie powinno się mówić o plemionach słowiańskich tylko raczej o księstwach – organizacjach wyższego rodzaju. Tego typu organizacja była typowa dla naszych przodków Wenetów, podczas gdy Sklawini to były luźne anarchistyczne kupy przyłączające się do różnych wodzów, choć w późniejszym okresie również mieli książąt, ale na wzór antycznych państw basenu morza śródziemnego czyli despotycznych władców, tyranów, którym podlegali, podczas gdy Kniaź miał zupełnie inne funkcje i zadania. Miał przede wszystkim dbać o całą wspólnotę aby wszystkim się dobrze wiodło, łagodzić ewentualne spory i troszczyć się o bezpieczeństwo wspólnoty – państwa.

Prymitywne organizacje państwowe oparte na wyzysku, ucisku i zniewoleniu nie istniały u naszych przodków. Były to wspólnoty oparte na harmonii i współpracy dla zapewnienia dobrobytu i szczęścia wszystkich jej członków – najdoskonalsza forma państwowości nieosiągalna współcześnie.
Współczesne państwa to prymitywne twory oparte o ucisk, wyzysk i tyranię wywodzące się bezpośrednio z despotycznych państw basenu morza śródziemnego – przede wszystkim wzorowane na zwyrodniałym Rzymie z jego idiotyczną zasadą dziel i rządź opartych na kłamstwie i zbrodni.

Współczesne prymitywne formy państwowości służą tylko i wyłącznie do zniewalania i unieszczęśliwiania ludzi, mają charakter całkowicie destrukcyjny i osiągnęły poziom zagrażający istnieniu życia na ziemi, dlatego jeśli ludzkość ma przetrwać musi natychmiast całkowicie i bez wyjątku odrzucić te struktury z wszystkimi ich elementami.
Przede wszystkim wyzwolić się od kłamstwa wolności, odbudować struktury rodowe, plemienne i szczepowe całkowicie niszcząc wszelkie inne struktury i ostatecznie odtworzyć typ państwowości naszych przodków jako najdoskonalszy będący ukoronowaniem doświadczeń i mądrości niezliczonych pokoleń naszych przodków, oparty na współpracy, trosce o dobro wspólnoty, harmonię i szczęście wszystkich.
Nie można tego zrobić walcząc z patologiami bo wszelkie patologie są owocem obecnego systemu dlatego system nie może w istocie z nimi walczyć a rzekoma walka z nimi tylko je potęguje i stwarza kolejne patologie i zwyrodnienia jeszcze bardziej destrukcyjne i szkodliwe dla wszystkich.

Współczesny system ze swym kłamstwem wolności jest w istocie systemem skrajnie niewolniczym, potwornym i zwyrodniałym w każdym aspekcie nie mającym odpowiednika w przeszłości, okaleczającym i wypaczającym umysły ludzi czyniących ich mentalnymi niewolnikami systemu. Jest to zniewolenie na poziomie umysłu i ideologii, a więc najpotworniejsza forma niewolnictwa. W stanach 75% społeczeństwa w wyniku tego cierpi na choroby psychiczne wymagające hospitacji w istocie praktycznie całe społeczeństwo jest chore psychicznie – niezdolne doświadczać naturalnego szczęścia, spokoju, poczucia bezpieczeństwa, spełniania i pozytywnych stanów umysłu, które są naturalnym stanem zdrowego psychicznie człowieka.

Kolejną z zasadniczych patologii jest spisane sztywne prawo. Żadna zdrowa wspólnota nie potrzebuje tego typu prawa, wręcz jest ono dla niej zwyrodnieniem nie do pomyślenia. W normalnej wspólnocie wszyscy działają dla jej dobra i rozwoju, doskonaląc ją i chroniąc ją. Jeśli pojawia się jakiś problem, wspólnota rozwiązuje ją w swoim obrębie, kierując się przede wszystkim zdrowym rozsądkiem i mądrością w najlepiej pojętym interesie całej wspólnoty jak i dobrem wszystkich jej uczestników.
Oczywiście nikt zdrowy na umyśle celowo nie działa na szkodę wspólnoty i naturalnym jest przestrzeganie ogólnoludzkich zasad. Jeśli więc komuś zdarzy się postąpić niewłaściwie wspólnota kierując się swoją mądrością przede wszystkim próbuje to naprawić, zrozumieć błąd i na nim się uczyć, przy czym każdą taka sytuację dogłębnie analizuje nie mogąc się kierować żadną sztywną zasadą ponieważ było by to nienaturalne i szkodliwe dla wspólnoty.
Można to prześledzić na przykładzie Indian prerii. Nie istnieje tu coś takiego jak zewnętrznie wymierzana kara we współczesnym rozumieniu, po prostu niewłaściwie postępowanie okrywa kogoś hańbą, którą sam musi zmyć w przeciwnym przypadku spada na margines wspólnoty zaś w skrajnych wypadkach czeka taką osobę wykluczenie ze wspólnoty ze wszystkimi strasznymi konsekwencjami takiego wykluczenia.

We wspólnocie nie mogą istnieć prawa, gdyż prawa ze swej natury służą tylko i wyłącznie uciskowi i podporządkowywaniu sobie innych narzucaniu im woli i represjonowaniu jednostek co jest zaprzeczeniem idei wspólnoty. We wspólnocie wszyscy dbają o wszystkich i niemożliwe jest represjonowanie czy uciskanie innych gdyż prowadziło by to do zniszczenia wspólnoty. Zresztą we wspólnocie nie są możliwe przestępstwa we współczesnym rozumieniu.
Przestępstwo to czyn zabroniony, popełniony z zamiarem, uznany za zasadniczo społecznie szkodliwy lub społecznie niebezpieczny, konkretnie zdefiniowany i zagrożony karą na mocy prawa karnego. Dlatego nie może zaistnieć coś takiego w obrębie wspólnoty.
Ogólnie czyny „szkodliwe społecznie” w tym wypadku szkodzące wspólnocie w jej obrębie praktycznie nie mogą wstępować. Wiemy z historii, że u Indian niewłaściwymi czynami najbardziej piętnowanymi były kłamstwa. Nie zdarzały się one często i dotyczyły przesadzania we własnych zasługach. Kiedy coś takiego się zdarzało „przesadzacz” był ośmieszany a jeśli się to powtórzyło zostawał wydalony z plemienia.
Z kronik wiemy iż nasi przodkowie również nie znali kłamstwa.
Kiedy przyjrzymy się zasadom i wartością Indian prerii oraz naszych przodków dostrzegamy zadziwiająco wiele podobieństw. Podobieństwa te są czymś zupełnie naturalnym ponieważ są to najdoskonalsze zasady funkcjonowania społeczeństwa. Oczywiście dostrzeżemy również wiele różnic, które wynikają z odmiennych warunków co można również dostrzec w obrębie społeczności Indian północnoamerykańskich.

W istocie wszelkie patologie we współczesnych społeczeństwach wynikają tylko i wyłącznie z rozbicia naturalnych ludzkich wspólnot i trzymania się sprzecznych z naturą patogennych, sztucznych zasad. Dopóki wspólnoty nie zostaną odbudowane w swych naturalnych formach na naturalnych zasadach, dopóki nie odrzucimy fałszywych, szkodliwych ideologii może być tylko gorzej i nic nie będzie mogło się zmienić na lepsze.

Często szermuje się hasłami postępu cywilizacyjnego jest to jednak tylko kolejne kłamstwo. Na czym ma polegać ów rzekomy postęp? Zazwyczaj mówi się o poprawie jakości życia ludzi, ale na czym ma polegać ta rzekoma poprawa? Kiedy przyglądamy się konkretnym danym dotyczącym poziomu życia przeciętnego człowieka np. w Indiach w czasach wielkich Mogołów i dziś to okazuje się, że dziś ludzie mogą tylko pomarzyć o takim poziomie życia. Jeśli porównamy poziom opieki zdrowotnej np. w starożytnych Chinach i współcześnie to okazuje się, że również możemy sobie tylko o czymś takim pomarzyć. Patrząc bliżej to wystarczy sobie poczytać co pisali kronikarze o naszych przodkach – nie było wśród nich ubogich, bo troszczyli się o siebie, był to lud szczęśliwy i radosny a jeśli poczytamy więcej to dowiemy się również iż był to lud nad wyraz bogaty, wręcz żyjący w przepychu. A cóż mamy po tysiącu lat rzekomego postępu cywilizacyjnego? Zniewolone, zgorzkniałe społeczeństwo niepewne jutra, rzesze bezdomnych, biednych i wręcz głodujących, lud rozbity, skłócony, schorowany psychicznie i wymierający.


  • RSS