Aktualnie przeglądasz kategorię Słowianie
Wyświetlam 1 - 10 z 48 notek

Mieszko był wikingiem :-)

  • Napisane 5 marca 2017 o 22:13

 

Fanem wikingów zostałem w wieku 13 lat po przeczytaniu „Sagi o Winlandzie” i później czytałem o wikingach co się dało pobudzając swoją dziecięcą wyobraźnię. Teraz po kilkudziesięciu latach nadal lubię wikingów aczkolwiek uważam, że wiele z tego co się na ich temat pisze nawet w dobrej wierze uwłacza im a przy tym rozmija się z prawdą. Wiele rzeczy które się wypisuje o wikingach jest prymitywne i kuriozalne a niektóre rzeczy są wręcz idiotyczne.

Naziści czy raczej niemcy w swojej chorej ideologii opartej na kłamstwach i nienawiści wymyślili i zaczęli kolportować tezę mówiącą, że Mieszko I musiał być wikingiem bo oczywiście „słowianie” nie byli zdolni do założenia państwa i mógł to zrobić tylko nordyk, ale trudno było z niego zrobić niemca więc wymyślili wikinga bo ten numer przeszedł u ruskich :-).
Oczywiście teza idiotyczna oparta na kłamstwach bo ani Mieszko nie założył państwa, ani Polska nie była pierwszym słowiańskim państwem jednak najwybitniejszy polski archeolog prof. Witold Hensel poświęcił tej sprawie sporo badań i dowiódł ponad wszelką wątpliwość, że ani Mieszko nie mógł być wikingiem, ani wikingowie w państwie mieszka nie odgrywali żadnej roli. Czy jako sympatyka wikingów zmartwiło mnie to? Ani trochę bo teza ta od początku była absurdalna :-)
Nie trzeba zresztą badań archeologicznych, aby wiedzieć, że to totalna bzdura, całkowicie sprzeczna z faktami historycznymi i elementarną logiką, dlatego ze zdziwieniem stwierdzam, że teraz w dobie upadku rozumu i edukacji w necie pojawiają się tego typu absurdalne dywagacje i próby „dowodzenia” tego, które jednak dowodzą tylko poważnego uszczerbku na rozumie owych „dowodzicieli” :-)

Trzeba naprawdę mieć problemy z głową aby uwierzyć w niemożliwy do zaistnienia fakt iż nagle z niczego jakiś wiking tworzy z dzikich plemion potężne państwo z doskonale zorganizowaną armią jak i systemem społecznym :-)

Ktoś kto jeszcze interesuje się odrobinę historią wie, że w 845r a więc sto lat przed Mieszkiem księstwo Goplan miało 300 grodów a Opolan 20 zaś teren dzisiejszej Wielkopolski (okolice pierwszej stolicy Polski) zamieszkiwało „plemię” (15) Miloxi, in qua civitates LXVII (67 grodów). Były to księstwa czy okręgi nie zaś żadne plemiona. Oczywiście nie ma fizycznej możliwości, aby jakiś nawet najdzielniejszy wiking opiewany w sagach jak świat szeroki nagle podbił nawet te 67 grodów nie mówiąc już o 300 grodach Goplan i założył sobie państwo, szczególnie, że mimo dzielności i waleczności wikingów, wszyscy do kupy nie byli w stanie zagrozić jednemu grodowi, który na pewno by im się przydał a którym był Szczecin – zresztą ponętnych grodów nad Bałtykiem było więcej i bywali tam wikingowie :-)

Nie będę dalej deliberował nad idiotyzmem nazistowskiej tezy bo to śmieszne, ale warto się za to zastanowić nad dwoma innymi rzeczami, pierwszą jest skrajny kretynizm i nieuctwo tych ludzi, którzy chwytają się tej tezy i niestety odpowiada za to poziom edukacji jaki i sposób nauczania historii w Polsce. Z przyczyn ideologiczno religijnych naucza się fałszywej tezy jakoby Mieszko I był założycielem państwa, które stworzył z niczego, przemilczanie wcześniejszej historii i nauczani głupot o jakiś plemionach, które rzekomo przed Mieszkiem tu mieszkały. Wystarczy przeczytać kronikę Nestora aby dowiedzieć się iż był to jeden naród, który Nestor nazywa Lachami a różne rzekome plemiona były nazwami pochodzącymi od miejsc w których owi Lachowie mieszkali – dokładnie tak jak dzisiaj, mamy Małopolan czyli mieszkańców Małopolski, Mazowszan, Wielkopolan itd. Pomija się też historyczne dane, ze na wieki przed Mieszkiem wszystkie te ludy miały jednego króla jak i fakt iż Mieszko był tylko jednym z książąt próbującym odzyskać panowanie nad utraconymi ziemiami. Jednak samo nieuctwo i tępota umysłowa będąca wynikiem złej edukacji jak i pewnie cech wrodzonych nie tłumaczy wszystkiego i tu dochodzimy do drugiej, bardziej ciekawej sprawy.

Kto, po co i w jakim celu powraca do tej nazistowskiej tezy i wypisuje te głupoty? Jeśli ktoś jest Polakiem i nawet jeśli przy tym tak jak ja jest miłośnikiem wikingów to i tak taka teza musi mu się jawić jako głupia i obraźliwa zarówno z perspektywy wikingów jak i Polaków. Aby głosić taką tezę nie wystarczy być kretynem trzeba przede wszystkim do szpiku kości nienawidzić, Polski, Polaków i „słowian” w ogóle a za wikingami też nie przepadać i uważać ich za debili :-)
Wikingowie jednak nie byli dzikim debilami, mieli swoją ciekawą kulturę i tradycję a jednym z elementów tej tradycji była pamięć o czynach ich przodków, pochodzeniu i dokonaniach, które umieszczali w sagach i z których byli dumni, a tu nagle o swoim największym bohaterze Mieszku, który zdobył setki grodów i założył państwo zapomnieli – nie róbmy z wikingów debili szczególnie, że w owych czasach relacje miedzy nimi a nami były dobre i częste.

Czyli tezę tę kolportować i łykać mogą tylko kretyni, którzy nienawidzą Polski i pogardzają wikingami. Jeśli więc ktoś taki pisze po polsku i ma obywatelstwo polskie to oznacza, że nie tylko jest niedouczony i głupi, ale ma również poważne problemy emocjonalne i powinien jak najszybciej dla swojego dobra poszukać pomocy dobrego psychiatry. Jest też druga możliwość, że ten ktoś nie jest Polakiem tylko pochodzi z jakiegoś narodu, który nienawidzi Polski i Polaków – oczywistym kandydatem wydaje się być Niemiec potomek nazisty, ale może to być też potomek banderowca czy inny chory z nienawiści do nas wróg, na pewno nie Polak, ani dumny Wiking :-)

Ucieleśnieni Bogowie

  • Napisane 27 grudnia 2016 o 23:29

Od początku istnienia świata Boskie istoty manifestowały się w ludzkim ciele stając, się nauczycielami i opiekunami ludzi, prowadziły ich i chroniły od zarania ludzkości. Narodzinom ucieleśnienia Boskiej istoty zawsze towarzyszyły pewne znaki, aby ludzie mogli ją rozpoznać. Często również ucieleśniona w ludzkim ciele Boska istota nosiła pewne znaki aby ułatwić ludziom jej rozpoznanie. Jako dziecko taka istota również wykazywała się niezwykłymi cechami jak: pragnienie pomagania innym, większa wrażliwość, mądrość, doświadczenia niezwykłych snów a czasami wybitne zdolności w sferze ciała jak i ducha. Niekiedy taka istota jako dziecko pamiętała swą tożsamość a przynajmniej miała świadomość, że jej przeznaczeniem jest pomaganie i…

Historia Polski od prapoczątków na podstawie Kroniki Kadłubka

  • Napisane 6 grudnia 2016 o 19:13

Kronika Mistrza Wincentego zwanego Kadłubkiem jest najstarszą zachowaną Polską kroniką mówiącą o naszych prapoczątkach i jako taka jest najbardziej wiarygodna również przez wzgląd na osobę autora. O Polsce przedpiastowskiej nie podaje on wiele szczegółów wyraźnie jednak zaznacza jej początki i wymienia dwie wielkie przedpiastowskie dynastie i ich dokonania. Nie pisał on swojej kroniki lekko ani ku uciesze sponsorów, starał się pisać lakonicznie notując tylko to co usłyszał od czcigodnych starców więc nie ma tego dużo. Poniżej jest próba streszczenia naszej dawnej historii przekazanej przez Mistrza Wincentego.

Dziś łatwo i bardzo płytko krytykujemy przekaz Mistrza Wincentego mówiąc: „legendy”. Nie zastanawiając się jak poważną sprawą dla szanowanego biskupa w średniowieczu było przekazanie czegoś dotyczącego przedchrześcijańskiej przeszłości i okazanie temu szacunku. Wystarczy spojrzeć do innych kronik z tego okresu np. Kosmasa czy Nestora aby przekonać się jak nie do pomyślenia było to dla innych chrześcijańskich duchownych, przesiąkniętych nienawiścią do wszystkiego co pogańskie i jakiej odwagi, prawości i pewności tego co się przekazuje wymagało to od mistrza Wincentego. Pokazuje to jak wielkiego formatu był człowiekiem by się na to zdobyć przekraczając ograniczenia swojej epoki.
Potrafił przekroczyć w imię prawdy nie tylko wpajaną mu od dziecka nienawiść i pogardę dla wszystkiego co pogańskie, ale również pogardę do kobiet. Aby dostrzec wielkość ducha tego człowieka wystarczy porównać jego opis córki Kraka z analogicznym opisem Kosmasa aby skłonić się z szacunkiem przed tym wielkim człowiekiem, którego mądrość i prawość nakazywała mu z głęboką czcią i szacunkiem przekazać to co godne było szacunku niezależnie od pochodzenia. Trzeba by być człowiekiem o wyjątkowo ograniczonym umyśle i zatwardziałym sercu by tego nie docenić i nie oddać należnego hołdu temu wybitnemu uczonemu i człowiekowi.

1. Początki Polski:

Kronika Mistrza Wincentego rozpoczyna się słowami:
„była, była ongi cnota tej rzeczypospolitej, którą senatorowie niby jakoweś świeczniki niebieskieopromienili nie zapisaniem pergaminowych kart wprawdzie, ale najświetniejszych czynów blaskiem.”
Dalej Mistrz Wincenty pisze, że mówili o tym tak znakomici i godni mężowie jak arcybiskup gnieźnieński Jan i biskup Krakowski Mateusz a suchość jego książki nie jest w stanie tego oddać. Książka ta nie jest artystycznym wychwalaniem przeszłości, ale suchym opisaniem faktów mającym przedstawić dzieje naszych ojców. Podejmuje się tego dzieła z obowiązku, choć nie czuje się na siłach i prosi o wyrozumiałość czytelników. Tekst oparty jest na opowiadaniach ze wszech miar prawdomównych starców, dlatego niegodnym było by to przemilczeć.

„Żyła tu niegdyś nieprzeliczona moc ludzi, którzy tak niezmiennie królestwo cenili sobie (…) siła dojrzałej odwagi była ich żywiołem, iż poza wielkodusznością nic nie uważali za wielkie i przyrostowi swej dzielności nigdy nie stawiali granic. (…) Podbili bowiem pod swe panowanie nie tylko wszystkie ludy z tej strony morza mieszkające, lecz także wyspy Duńskie. (…) Wieść również głosi, że wtedy Galowie (Celtowie) zagarnęli rządy na całym prawie świecie. Nasze zastępy w licznych walkach wybiły wiele ich tysięcy. Pozostałych długi czas udręczonych nasi nasi skłonili do zawarcia przymierza, tak, że jeśliby coś bądź losem bądź męstwem zyskali coś u obcych jednym i drugim równy miał przypaść udział. Galom więc przypadła cała Grecja naszym zaś przybyły ziemie ciągnące się z jednej strony aż do kraju Partów, z drugiej aż do Bułgarii z trzeciej do granic Karyntii.”

(Galowie – https://pl.wikipedia.org/wiki/Galowie
„Kolejny etap ekspansji zapoczątkowanej w IV wieku p.n.e. skierowany był na południe i południowy wschód. Celtowie pod wodzą Brennusa przekroczyli Alpy i dotarli na Półwysep Apeniński, szybko opanowując ziemie Etrusków (Galia Przedalpejska, Gallia Cisalpina). Podczas tej wyprawy Rzymianie i Celtowie początkowo współdziałali ze sobą. Według zapisów Liwiusza, Rzymianie zaniepokojeni sukcesami militarnymi Celtów, wzięli udział w walkach po stronie Etrusków. Celtowie w odwecie pomaszerowali na Rzym, pokonali rzymian w bitwie nad Alią (390 p.n.e.). Kapitol, zgodnie z legendą, ocalił alarm wszczęty przez gęsi.
W północnej Italii Celtowie założyli takie miasta jak Mediolanum (dzisiejszy Mediolan), na miejscu etruskiego Melpum, Bergamo, Brescię, Weronę, Bolonię[8].
Jakiś odłam Celtów dotarł do południowej Italii, gdzie Dion z Syrakuz wziął ich na służbę, jako najemników[9].
Bałkany[edytuj kod]
W IV wieku p.n.e. plemiona celtyckie zasiedliły Bałkany. W 334 p.n.e. Aleksander Wielki zawarł z Celtami sojusz (przed swoją wyprawą do Persji).
W 280 p.n.e. Celtowie pod wodzą Brennusa najechali na Trację, Macedonię i Ilirię, a w 279 p.n.e. i Tessalię i Grecję, gdzie Ateńczycy próbowali ich zatrzymać w Wąwozie Termopile, a następnie zaatakowali Delfy łupiąc zgromadzone tam skarby.”

https://pl.wikipedia.org/wiki/Celtowie

Opis z kroniki dotycz więc czasów ok. III do V w,p.n.e
Kraj nasz sięgnął wówczas od Alp po morze kaspijskie co jest istotne w świetle późniejszej historii.
Kraj Partów leżał na północ od morza Kaspijskiego, Karyntia https://pl.wikipedia.org/wiki/Karyntia Stara Bułgaria https://pl.wikipedia.org/wiki/Wielka_Bułgaria.)

„Galowie . (…) zająwszy Rzym spalili go . (…) Dlatego to Grakach (Krak), powracając z Karyntii, jako że miał dar wypowiadania głębokich myśli, zwołuje na wiec całą gromadę, twarze wszystkich ku sobie zwraca, wszystkich życzliwość pozyskuje, u wszystkich posłuszeństwo sobie jedna. . (…) obiecuje, że jeśli go wybiorą, to nie królem będzie, lecz wspólnikiem królestwa. Wierzy iż zrodzon nie sobie jest lecz światu. Wszyscy przeto pozdrawiają go jako króla. . (…) Albowiem albowiem przed nim wolność musiała ulegać niewoli, a słuszność postępować krok w krok za niesprawiedliwością. (…) odtąd . (…) Sprawiedliwością nazwano to, co sprzyja najbardziej temu, co może najmniej.”

(potwierdzenie tej historii znajdujemy u Al. Masudiego https://pl.wikipedia.org/wiki/Al-Masudi ”Przed obecną epoką [tzn. Przed rokiem 336 tj. 947/8 n.e.] był król, który zebrał innych królów i którego słuchały wszystkie ich plemiona. Nosił on pospolite imię Madżik, które nadaje się każdemu ich władcy” Wspomina również iż był on mędrcem i poświęcił mu kilka ustępów, niestety nie jest przetłumaczony na język polski. „Łąki złota są tylko skróconą wersją jednego z zaginionych dzieł Al-Masudiego. Zresztą on sam stwierdza, że w innych, wcześniejszych (dziś nie znanych nam) rozdziałach dokładniej przedstawia na przykład historię pogańskiego „mędrca”.
„W ubiegłych czasach zebrał ich razem pewien król, noszący tytuł Maha. Był on z ich plemienia zwanego Wolinan [lub: Wolinana], a to plemię jest wielce poważane wśród nich. Potem poróżnili się między sobą, tak że ustał u nich ład; a plemiona ich potworzyły oddzielne grupy, zaś nad każdym plemieniem ich zapanował król.”
Tak więc jak w każdym kraju za jego początek uznajmy wstąpienie na tron pierwszego króla, którym był opisany tu Krak i które to imię, jak wyjaśnia Al. Masudi nadawano kolejnym władcą co tłumaczy pojawianie się różnych Kraków w kronikach np. imię krak pojawia się w księdze Alfreda tego z Wessexu, wg Uphagena i Nugenta jest władcą Cracco, wymienionym w zachodnioeuropejskich rocznikach ok. 413 r.itd. Jeśli chodzi o czas w jakim to było to można tylko powiedzieć, że w okolicach II do V w. pne.
Ponieważ Celtowie na naszych terenach pojawiają się w połowie V pne a mogli się tu pojawiać tylko jako niewolnicy zaś Krak został królem po ostatecznym rozwiązaniu kwestii Celtyckiej, ale przed czasami Aleksandra Macedońskiego więc Polska musiała powstać gdzieś w tym okresie.)

2. Wczesne Dzieje

Po śmierci Kraka aby go uczcić wybudowano miasto Kraków i nie ukończono obrzędów pogrzebowych dopóki nie ukończono budowy. Po Kraku władzę przejmuje jego syn KrakII bratobójca za swe zbrodnie wygnany a po nim siostra Wanda:
„Tak wielka zaś miłość do zmarłego władcy ogarnęła senat możnych i cały lud, że jedynej jego dzieweczce, której imię było Wanda powierzyli rządy po ojcu. Ona tak dalece przewyższała wszystkich zarówno piękną postacią, jak powabem wdzięków, że sądziłbyś, iż natura obdarzając ją nie hojną, lecz rozrzutną była. Albowiem i najrozważniejsi z roztropnych zdumiewali się nad jej radami i najokrutniejsi spośród wrogów łagodnieli na jej widok.
Stąd gdy pewien tyran Alemański srożył się w zamiarze zniszczenia tego ludu, usiłując zagarnąć tron niby wolny, uległ raczej jakiemuś jej niesłychanemu urokowi niż przemocy oręża. Skoro tylko bowiem wojsko jego ujrzało naprzeciw królową, nagle rażone zostało jakby jakimś promieniem słońca: wszyscy jakoby na jakiś rozkaz bóstwa wyzbywszy się wrogich uczuć odstąpili od walki; twierdzą, że uchylają się od świętokradztwa, nie od walki; nie boją się mówili człowieka, lecz czczą w człowieku nadludzki majestat. Król ich, tknięty udręką miłości czy oburzenia, czy obojgiem rzecze:
„Wanda morzu, Wanda ziemi, obłokom niech rozkazuje, bogom nieśmiertelnym za swoich niech da się w ofierze, a ja za was o moi dostojnicy, uroczystą bogom podziemntm składam ofiarę, abyście tak wy, jak i wasi następcy w nieprzerwanym trwaniu starzeli się po niewieścimi rządami!”.
Rzekł i na miecz dobyty rzuciwszy się ducha wyzionął. Życie zaś gniewne między cienie uchodzi ze skargą.
Od niej mówią, pochodzi ma nazwa rzeki Wandal (Wisła), ponieważ stanowiła środek jej królestwa, stąd wszyscy, którzy, podlegali jej władzy nazwani zostali Wandalami. Ponieważ nie chciała nikogo poślubić, a nawet dziewictwo wyżej stawiała od małżeństwa, bez następcy zeszła ze świata. I jeszcze długo po niej chwiało się państwo bez króla.”

Znajdujemy potwierdzenie tego u Kosmasa jak i u Tacyta:
„Upatrują oni we płci żeńskiej coś świętego i prorockiego: nie odrzucają rad nie gardzą wyrokami. Widzieliśmy za czasów Wespazjana Weledę, długo od gminu jakoby za boginię mianą. Przed nią Aurynii i innym wielu podobnym cześć oddawano, nie z pochlebstwa wprawdzie lecz ani jeszcze przyznając, aby to jakie bóstwa były.”

Następnie znajdujemy w kronice opis zmagań naszych przodków z Aleksandrem Macedońskim, który zostaje pokonany podstępem a zwycięzca zostaje królem otrzymując imię Lestek czyli przebiegły w nagrodę za zwycięski fortel. Potem nadmienia się drugiego króla o tym imieniu który zdobył władzę podstępem, ale ten wyszedł i król został uśmiercony.
Pierwszy Lestek odznaczał się wielkimi przymiotami ducha i ciała a by pamiętać o swym pochodzeniu na tronie umieszczał łachmany. Jego syn również był wielkim władcą trzykrotnie pobił Juliusza Cezara jak i króla Partów Krassusa. „Rozkazywał Getom i Partom, a także krainom położonym poza Partami w końcu Juliusz Cezara sprzymierzył się z nim wydając zań siostrę Julię, która wniosła w posagu Bawarię i Serbię wzniosła miasta Lubusz i Lublin. Ich synem był Popiel. Z innych związków Lestek miał dwudziestu synów, tak więc podzielił królestwo między nich a Popiela ustanowił królem wszystkich.
„gromada braci jakby prześcigała się w okazywaniu mu miłości; odnosili się do niego z takim szacunkiem, z tak wielką życzliwością, że nawet obrali królem jego młodziutkiego syna, też jak ojciec Popiela.”
Niestety Popiel młodszy uległ podszeptom złej kobiety a i sam był rozpustny znany jest jako Popiel, którego zjadły myszy. Na tym władcy kończy się starożytna historia Polski jaką przekazuje nam za szlachetnymi starcami Mistrz Wincenty w księdze pierwszej.

Jak widać nie sposób tu ustalić chronologii, ani dokładnych dat. Możemy na podstawie tego opisu wysnuć tylko wniosek, że po wspaniałym twórcy naszego państwa Kraku, krótko władcą był jego syn również Krak, potem panowała cudowna Wanda a po niej panowało bezkrólewie. Potem władzę przejął Lestek pierwszy, po walce z Aleksandrem Macedońskim zaś jego potomek zmagał się z Juliuszem Cezarem. Ponieważ jednak Aleksander Macedoński zmarł w 323 p.n.e zaś Juliusz Cezar dopiero około 60 pne zaczął sprawować władzę a więc upłynęło ok. 250lat więc Lestek młodszy musiał być nie synem, ale co najmniej praprawnukiem Lestka pierwszego. Podobny rozrzut dzieli Popilela pierwszego od ostatniego więc musi tu chodzić o dwie dynastie Lestków i Popielidów zapewne starcy mówili tylko o najwybitniejszych przedstawicielach owych dynastii inni którzy nie wykazali się wielkimi przymiotami zostali pominięci i zapomniani stąd i chronologii ustalić nie sposób.

Warto to porównać z kroniką Kosmasa, która opisuje tę samą historię Kraka i jego córki władczyni zaś historia Lestka pierwszego ma analogie do Przemysła założyciela dynastii. Obie historie muszą być prawdziwe i odnoszą się do tych samych wydarzeń nawzajem się uzupełniając tym niemniej i tak nie sposób określić dokładnej chronologii na ich podstawie. Wiele zdaje się wyjaśniać Tacytem pisząc: „Upatrują oni we płci żeńskiej coś świętego i prorockiego: nie odrzucają rad nie gardzą wyrokami. Widzieliśmy za czasów Wespazjana Weledę, długo od gminu jakoby za boginię mianą. Przed nią Aurynii i innym wielu podobnym cześć oddawano, nie z pochlebstwa wprawdzie lecz ani jeszcze przyznając, aby to jakie bóstwa były.” Gdzie jasno przekazuje, że powiedzmy „Żyjące Boginie” jakimi była Wanda, Libusza, Aurynii i inne tak jak pisze Mistrz Wincenty władały radą i swoimi przymiotami jednak tron królewski Kraka był pusty, albo też zasiadali na nim jacyś władcy. Tacyt podaje, że było ich wiele do jego czasów zaś czasy pierwszego Kraka to czasy kilkaset lat przed Tacytem więc musiały One cały czas być przynajmniej w okresie bezkrólewia i panowania pierwszej dynastii w czasach Aleksandra Macedońskiego. W całym tym okresie był wiec praktycznie do czasów Mieszka, duży wpływ mieli również na ludność kapłani jak i „Żyjące Boginie” z kolei w kronice Nestora czytamy o „Żyjących Bogach” więc tradycja ta przetrwała bardzo długo sporo ponad tysiąc lat od Tacyta do Nestora. „Żyjące Boginie” panowały cały czas nad sercami, zaś królowie zajmowali się wojaczką – tak przynajmniej było do ostatniego Popiela a wysoce prawdopodobne, że i za pierwszych Piastów choć wiele wskazuje iż za Piastów wiele się zmieniło w naszym kraju.

Podsumowanie pradziejów Polski przedstawionych przez Mistrza Wincentego:
Założycielem Polski był Krak pierwszy władca Polski, który wszystkich zjednoczył i ustanowił dobre obyczaje ok. IV w. pne. Potem krótko władał jego syn wygnany za bratobójstwo, po którym tron pozostał pusty władzę zaś sprawowała córka Kraka „Żyjąca Bogini” Wanada.
Po wojnie z najeźdźcą Aleksandrem Wielkie, dzięki odparciu jego ataku królem zostaje wybrany Lestek I. Z kroniki nie wynika, że było to później, ale był jeszcze w okresie bezkrólewia jakiś inny Lestek oszust. Potomkiem Lestka I był Lestek młodszy, który walczył z Juliuszem Cezarem, ożenił się z jego siostrą i syn z tego małżeństwa był Popielem I, wymieniony jest też ostatni Popiel na którym ród wygasł, którego historia jest nam dobrze znana a po którym zaczęła rządzić dynastia Piastów.

Warto zwrócić uwagę, że w tej starej kronice nie ma słowa o Lechu, który pojawia się później i jest postacią mityczną sprzeczną z historią, którą poznajemy u Mistrza Wincentego. Polska zjednoczona przez Kraka rozciągała się od Alp, przez Austrię aż do Morza Kaspijskiego więc nie było mowy o żadnych Rusach czy Czechach Al. Masudi potwierdza, że przed 947r. n.e. Wszystkie ziemie od księstwa Obodrytów po Bułgarię miały jednego króla a potem rozpadły się na cztery królestwa i miały czterech królów Czech, Obodrytów, Polski i Bułgarii – nie wspomina nic o Rusi. Legenda o Lechu musiała więc powstać w o wiele późniejszym okresie, szczególnie, że wiąże się ją z Gnieznem, które wzniesiono za czasów Mieszka i jego ojca.

Księga Druga Wczesna Dynastia Piastów

Pierwszym władcą z dynastii Piastów był Siemowit syn Piasta i Rzepicy. W dzień postrzyżyn Siemowita przybyło duch gości, których nie przyjął zepsuty ostatni Popiel. Niewątpliwie był to Bóg Dobrogost z towarzyszem, który nagradzał łaskami dobrych gospodarzy co go przyjęli i niepowodzeniem tych co uchybili świętemu obyczajowi gościnności. Bóg dokonał tam wielu Cudów i naznaczył wielkością Siemowita. Tu Mistrz Wincenty wyjaśnia znaczenie podstrzyżyn czyli adopcji i wyjaśnia dlaczego mimo iż to pogański obyczaj jest godny szacunku i uznania: „Niezbożną bowiem rzeczą jest nie czcić tego, co rozum ustanowił, co ma we czci bogobojny obyczaj przodków.”

„Po Siemowicie następuje syn Lestek VI, po Lestku zaś syn jego Siemomysł. (…) Z Siemomysła zaś rodzi się ów sławny Mieszko (…)” Tu następują opisy władców i ich dokonań od Mieszka.
Mamy więc czterech dobrze znanych władców od obalenia ostatniego Popiela:
1. Siemowit
2. Lestek VI
3. Siemomysł
4. Mieszko

Jak wiemy Mieszko rządził około 30 lat od 960 roku zakładając, ze jego przodkowie podobnie długo sprawowali władzę mamy około 100 letni okres rządów dynastii Piastów po obaleniu ostatniego Popiela z tym, że nie wiemy ile czasu upłynęło od obalenia Popiela do objęcia władzy przez Siemowita więc możemy tylko z ogromnym przybliżeniem zakładać, że ostatni Popiel rządził gdzieś w IX w.n.e. tak więc wynikało by z całości iż dynastia Popielidów władała nieprzerwanie około 800lat a po jej upadku dawna Polska rozpadła się na cztery królestwa i Święty Związek Wieletów a co było dalej to już wiadomo.

Na końcu warto zaznaczyć, że wiele innych źródeł potwierdza rzetelność naszej prehistorii przekazanej przez Mistrza Wincentego w przeciwieństwie do wykoncypowanych prehistorii przez innych późniejszych autorów, którzy kierując się różnymi pobudkami sami zmyślali lub koncypowali sobie pewne rzeczy. Tę prehistorię, którą przekazał nam Mistrz Wicenty, który był uczonym erudytą i wyjątkowo prawym człowiekiem a przy tym biskupem nie miał powodów by cokolwiek koloryzować o pogańskiej przeszłości, jednak nie odrzucał jej gdyż jak mądrze napisał: „Niezbożną bowiem rzeczą jest nie czcić tego, co rozum ustanowił, co ma we czci bogobojny obyczaj przodków.”

Warto spojrzeć bliżej na założyciela naszego państwa Kraka. Otóż to iż nasi przodkowie łączyli się pod wspólnym wodzem w przypadku zagrożenia było zwyczajną praktyką, nie ma też nic niezwykłego w fakcie, że okryty sławą wódz cieszący się powszechnym szacunkiem mógł zachować wpływy i cieszyć się powszechnym mirem aż do końca swego życia tworząc coś na kształt imperium, Historia zna wiele takich przykładów na mniejszą i większą skalę czego największym przykładem może być Atylla, jednak takie imperia zazwyczaj kończyły żywot wraz z żywotem wodza. Tak więc Krak nie był tylko wielkim wodzem, który zdobył wpływy dzięki swym zasługom na wojnach lecz był kimś znacznie większym.

Jak przekazuje Mistrz Wincenty Krak miał dar wypowiadania głębokich myśli, nie królem został, lecz wspólnikiem królestwa, był zrodzon nie sobie jest lecz światu. „Albowiem przed nim wolność albowiem przed nim wolność musiała ulegać niewoli, a słuszność postępować krok w krok za niesprawiedliwością. (…) odtąd . (…) Sprawiedliwością nazwano to, co sprzyja najbardziej temu, co może najmniej.”

Krak nie był więc władcą narzucającym komuś swoją władzę, ale wielkim nauczycielem, mędrcem, przywódcą duchowym, który stworzył wielką ideę dobrego, prawego życia dla dobra wszystkich i to przyjęcie tej idei ustanowiło go władcą i stworzyło jego lud. Możemy go przyrównać do twórców wielkich religii tych czasów, Lao Tsy, Konfucjusza, Buddy, którzy stworzyli doskonałe idee, które szybko rozprzestrzeniły się zmieniając świat na lepsze. W przeciwieństwie do tych słynnych nauczycieli ludzkości Krak był równocześnie okrytym sławą wodzem, przywódcą w okresie zagrożenia, bohaterem wszystkich dlatego Jego nauki szybko rozprzestrzeniły się i uległy urzeczywistnieniu. Królestwo Kraka to nie był twór stworzony siłą i utrzymywany siłą to była nowa wspaniała ideologia i dobry, prawy sposób życia, który przyjęli nasi przodkowie. Opierając się na świadectwie Al. Masudiego musimy uznać Kraka za mędrca czy twórcę czegoś w rodzaju nowej religii która zjednoczyła narody czyniąc je jednością i która promieniowała przez tysiąclecia zadziwiając wszystkich, którzy stykali się z naszymi przodkami. Al. Masudi wręcz przekazuje, że Krak wyrwał naszych przodków z pogaństwa dając im prawdziwą religię. W ustach wyznawcy Islamu oznacza to religię objawioną zaś Kraka czyni jednego z proroków na miarę Mahometa co jest wyrazem najwyższego uznania i podziwu.

To iż Krak był naszym duchowym ojcem, kimś nieporównywalnie większym od zwykłego władcy potwierdza historia Jego córek, następczyń. Napisałem córek ponieważ w kronice Kosmasa jest mowa nie o jednej a o trzech córkach Kraka.
Mistrz Wincenty napisał: „Tak wielka zaś miłość do zmarłego władcy ogarnęła senat możnych i cały lud, że jedynej jego dzieweczce, której imię było Wanda powierzyli rządy po ojcu.”
Kiedy Krak odszedł cały lud poczuł się osierocony utraciwszy duchowego przewodnika i czuł się zagubiony, gorąco pragnąc by ktoś kontynuował Jego nauki i dzieło i tym kimś był nie byle kto tylko Żyjąca Bogini, ucieleśnienie mądrości, cnoty i mocy o czym jasno pisze Mistrz Wincenty: „Skoro tylko bowiem wojsko jego ujrzało naprzeciw królową, nagle rażone zostało jakby jakimś promieniem słońca: wszyscy jakoby na jakiś rozkaz bóstwa wyzbywszy się wrogich uczuć odstąpili od walki; twierdzą, że uchylają się od świętokradztwa, nie od walki; nie boją się mówili człowieka, lecz czczą w człowieku nadludzki majestat.(…) Wanda morzu, Wanda ziemi, obłokom niech rozkazuje.”
Tacyt opisując kilkaset lat później naszych przodków napisał: „Upatrują oni we płci żeńskiej coś świętego i prorockiego: nie odrzucają rad nie gardzą wyrokami. Widzieliśmy za czasów Wespazjana Weledę, długo od gminu jakoby za boginię mianą. Przed nią Aurynii i innym wielu podobnym cześć oddawano, nie z pochlebstwa wprawdzie lecz ani jeszcze przyznając, aby to jakie bóstwa były.”
Kosmas pisząc o córkach Kraka daje upust swej chrześcijańskiej nienawiści i pogardzie dla kobiet jasno przyznaje iż wszystkie one obdarzone były nadludzkimi mocami co do dziś znajduje odzwierciedlenie w porzekadłach. Kosmas również, nie ukrywa, że od Kraka władczyniami, rozsądzającymi spory były kobiety, przedstawia swoją wersję przekazania władzy królom, zgodną z chrześcijańskim światopoglądem pisząc, że wstyd było przed europą, że rządzą kobiety i dlatego lud miał zażądać władcy mężczyzny na co ostania Żyjąca Bogini miała się zgodzić, aczkolwiek powiedziała, że nie wyjdzie to nikomu na dobre :-)

Wersja Kosmasa jest typowo chrześcijańska i nieprzekonująca, szczególnie, że opisywana przezeń historia wydarzyła się w czasach przedchrześcijańskich. Historia przedstawiona przez Mistrza Wincentego mówiąca iż władcę powoływano w związku z militarnym zagrożeniem jest zgodna z prawdą. Mówi również o wiele więcej a mianowicie to, że władzę sprawowano wspólnie aż do czasu ostatniego Popiela, który chciał przejąć całą władzę i w tym celu wymordował wszystkich krewnych za co sam jak i jego ród zapłacił najwyższą cenę zaś władzę przejął dowódca wojskowy Siemowit założyciel dynastii Piastów.

Kronika Wielkopolska wspominając o dynastii Lestków wyraźnie podkreśla, że różni Lestowie przynajmniej z tych pierwszych nie byli ze sobą spokrewnieni tylko w ten czy inny sposób byli wybierani nie mamy tu więc władzy dziedzicznej. Wszystkie kroniki podkreślają, że pierwsi królowie przy tronie trzymali łachmany by nie zapominali o swym nędznym pochodzeniu. Natomiast jeśli chodzi o dynastię Popielidów kronika mówi o dziedzicznej władzy co według Kosmasa zaczęło się od wyjścia ostatniej córki Kraka Libuszy za Oracza, który został założycielem dynastii.

Z kolei rządy pierwszych Piastów to nieustanne walki o odzyskanie odpadających od królestwa części toczonych ze zmiennym powodzeniem co niezbicie dowodzi, że nie wszyscy o ile nie większość prowincji dawnego królestwa nie uznały nowej dynastii. Al. Masudi podaje, że królestwo rozpadło się na cztery i miało czterech królów; Polski, Czech, Bułgarów i Obodrytów, z historii wiemy, że były jeszcze inne prowincje do których roszczono sobie prawa z których najpotężniejszym był Święty Związek Wieletów. Co ciekawe Al. Masudi nic nie wspomina o jakimkolwiek zwierzchnictwie nad ziemiami Rusi co świadczy o tym iż musiały one odpaść o wiele wcześniej. Jordanes pisze iż dawni Wenetowie rozpadli się na trzy grupy Wenetów, Antów i Sklawinów i nastąpiło to ok. 5 w. n. e.

Wenetowie to lud Wenedy (Wandy, Wendy jak i Wisły) i jak wiemy od Mistrza Wincentego tak się nazwali nasi przodkowie na cześć córki Kraka czyli Żyjącej Bogini. Byli jednym ludem od Kraka i zasiedlali ogromne terytorium. Po rozpadzie Sklaweni, Antowie nie uznawali żadnego władcy, natomiast do czasów Nestora „Żyjący Bogowie” władali tam sercami ludu o czym nie znajdujemy już żadnej wzmianki na zachodzie w czasach Piastów, aczkolwiek kapłani odgrywają tam znaczącą rolę. Jednak Piastowie to późniejsze czasy więc wysoce prawdopodobne jest iż podział Wenetów nastąpił wraz z pojawieniem się dziedzicznej władzy Popilelidów i co z tego wynika, dziedziczna władza pojawiła się ok. V w.n.e. a nie jak chcą niektórzy Czescy historycy dopiero ok. VII w.n.e.

Czy w takiej sytuacji możemy się uważać za kontynuatorów Kraka czy bardziej kontynuatorami byli ci, którzy się od nas oddzielili? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Krak wprowadził dobry sposób życia i był nauczycielem, opiekunem nie zaś władcą narzucającym cokolwiek poddanym, podobnie wyglądała sytuacja za jego duchowych córek, najwyraźniej wraz z nastaniem królów sytuacja uległa zmianie co doprowadziło do podziału Wenetów. Jak podaje Mistrz Wincenty za ostatnich Popielidów sytuacja wyglądała jeszcze gorzej zaś rządy pierwszych Piastów to pasmo wojen ze zbuntowanymi prowincjami co było zupełnym odejściem od tego co stworzył Krak. Już za Piastów zaczęły powracać czasy, które poprzedzały Kraka „przed nim wolność musiała ulegać niewoli, a słuszność postępować krok w krok za niesprawiedliwością” Jego nauka zaczęła zanikać, podobnie jak związana z nim tradycja dziś nie tylko „wolność musi ulegać niewoli, a słuszność postępować krok w krok za niesprawiedliwością”, ale wszystkie cnoty przodków z których słynęli jak prawdomówność, wolność od fałszu i chciwości, troska o innych i poczucie wspólnoty ulegają wykorzenieniu. Dziś wartościami są egoizm, chciwość, nieufność, brak skrupułów, umiejętność kłamania, hipokryzja i wrogość do innych – tylko te cechy są cenione i tylko one pozwalają odnieść sukces we współczesnym nowoczesnym społeczeństwie. W niepamięć odeszły czasy gdy nie uświadczyłbyś biednych a za bogatych uważano tych, którzy hojnością przewyższali innych. Teraz mamy wartości chrześcijańskie z których pierwszą jest hipokryzja dlatego słusznym jest mówienie, że mamy już korzenie chrześcijańskie a nie Wenedyjskie a tak naprawdę oznacza to, że utraciliśmy korzenie jak i wszystko to co czyniło naszych świętych przodków tym kim byli. Nie ma już wśród nas ucieleśnionych Bogiń i Bogów, których cnoty i mądrość prowadziły naszych przodków i nie można spodziewać się nowego Kraka, który wprowadził by nas ponownie na ścieżkę prawości budząc ponownie wrodzone światło cnoty w naszych sercach, dlatego zmuszeni jesteśmy żyć bez przeszłości jak i nadziei na przyszłość, każdy z osobna toczyć swoją beznadziejną walkę o przetrwanie jak opisał to nasz wielki wieszcz – nikt nie zna jego losu, ani zguby, to samoluby :-)

Mitologia Słowian – Byliny czyli Stariny

  • Napisane 16 marca 2016 o 08:51

Stariny czyli opowieści o dawnych czasach to tradycyjna epicka opowieść w formie wiersza białego, posiadająca jednak charakterystyczny rytm. Jeszcze w czasach Reja znane były również w Polsce jak i na Litwie jednak do czasów współczesnych zupełnie u nas zapomniane przetrwały tylko na północy Rosji gdzie zaczęto je spisywać i uwieczniono kilkaset takich opowieści. Mimo iż mówią one o zamierzchłych czasach przekazywane z pokolenia na pokolenie uległy nieco uwspółcześnieniu ich bohaterowie ulegli chrystianizacji by móc przetrwać miejsca w których się rozgrywały również uległy uwspółcześnieniu do tego co znane podobnie jak i wiele przedstawionych tam postaci – np. kniazia utożsamiono z Włodzimierzem, święty gród z Kijowem itp. Co wyraźnie widać w np. w starinach opowiadających o  Ilji Muromcu czyli Ilji z Muromia. Murom leży nad Oką ok. 200km od Moskwy w obwodzie Włodzimierskim w centrum Niziny Wschodnioeuropejskiej, dlatego zdecydowaną większość jego powierzchni stanowi słabo pofałdowana równina, do dziś 42% powierzchni regionu stanowią lasy więc o ile jest to ten sam Murom ze starin nie dziwi iż Ilia musi wędrować przez bezkresne lasy. Z kolei Dobrynia wędruje przez bezkresne równie odludne jak lasy stepy aż do jakiś świętych gór o których też można znaleźć wzmianki w opowieści o Ilii. Dziwna jest trasa Ilii, który ma wędrować do Kijowa a więc prosto na zachód i tak wędruje prosto do Czernichowa, ale aby dalej jechać do Kijowa musi przejechać las Briański, który leży na wschód o Czernichowa i przebywszy go dociera do Kijowa dlatego geografię najlepiej traktować symbolicznie gdyż akcja bylin w rzeczywistości zapewne toczy się w innym terenie.

W starinach znajdujemy rzucający się opis bardzo dawnego świata. Rodzina Iliji mieszka pośród dębowych lasów pośród których karczuje pola pod uprawę co odnosi się do zamierzchłej przeszłości, kiedy to pośród lasów znajdowały się Słowiańskie zagrody z niewielkimi polami uprawnymi. Nie mają sąsiadów a aby coś zdobyć w drodze wymiany trzeba iść daleko na rozstaje dróg co czyni Ilia by zdobyć konia. Podobnie później kiedy Ilia wyrusza na wyprawę musi przemierzać ogromne nieprzebyte bory jak to bywało w zamierzchłych czasach. Oczywiście rodzina Ilii nie ma sąsiadów a każdy gość witany jest serdecznie zgodnie ze Słowiańskim zwyczajem.

Ilia rodzi się sparaliżowany i spędza czas leżąc przy piecu aż do czasu kiedy w wieku trzydziestu lat odwiedzają jego zagrodę dwaj święci mężowie dobrze znani ze słowiańskich legend u nas to Radogost z Dadźbogiem którzy przybywali jako goście a przyjęci dobrze obdarzali gospodarza pomyślnością i darami. Bogowie Ci nie tylko uzdrawiają Ilię, ale dją mu do wypicia święty miód obdarzając go nadludzką siłą i czyniąc niepokonanym zastrzegając przy tym, że nie wolno mu walczyć z potężnym Świętogorem, Wołgą i Mykułą których nie mógł by pokonać. Wypełniwszy polecenia Bogów Ilia uzyskuje niezwykłego rumaka na którym rusza w świat.
Najpierw udaje się pod święty dąb gdzie mieści się namiot Świętogora i przez trzy dni i noce śpi w jego łożu po czym zjawia się Świętogor i uczy go rzemiosła wojennego. Kiedy nauka dobiega końca ruszają obaj w drogę i znajdują kamienny sarkofag gdzie spoczywa Świętogor przekazując Ilii część swej siły umożliwiającej Ilii używanie miecza Świętogora. Świętogor poddaje Ilię próbie oferując iż przekaże mu całą swoją moc jednak Ilia odmawia mówiąc iż tak potężnym być nie może gdyż święta ziemia by go nie uniosła, Świętogor mówi, że to dobry wybór bo gdyby wybrał inaczej zginął by.
Ilia rusza w dalszą drogę przemierza ogromne Bory i buduje zgodnie ze słowiańskim zwyczajem kapliczkę na cześć Bogów umieszczając tam swoje imię. Następnie dalej wędruje przez bory docierając do grodu oblężonego przez czterech młodych władców, wyzywa ich i pokonuje po czym wyjaśnia iż zgodnie ze zwyczajem może ich teraz uczynić swoimi niewolnikami lub zgładzić jednak puszcza ich wolno by ich rodzice nie utracili potomków. Zwyczaj ten przewija się wielokrotnie w opowieści o Ilii.
Mieszkańcy uratowanego grodu przyjmują Ilię z honorami oferując nagrody, ale Ilia odrzuca je mówiąc iż wędruje do świętego grodu gdyż tylko tam może być odpowiednio uhonorowany co spotyka się z uznaniem mieszkańców grodu. Informują jednak Ilię iż nikt od trzydziestu lat nie dotarł do świętego grodu gdyż w borach grasuje straszny zbój Sołowiej, którego nikt nie może pokonać paraliżujący swych wrogów gwizdem. Ilia rusza przez Bory i pokonuje zbója, który zostaje zgodnie ze zwyczajem jego niewolnikiem. Wiodąc go pokonanego udaje się do jego rodowej osady gdzie wszyscy są podobni do siebie i tam dowiaduje się, że mieszkańcy żyją w kazirodztwie by zachować czystą krew – ten rasizm i izolacjonizm  jest obrazą Bogów dlatego Ilia zgładził cały ród Sołowieja.
Dalej Ilia dociera ze swoim niewolnikiem do świętego miasta gdzie zostaje odpowiednio uhonorowany. kniaź prosi Sołowieja aby zademonstrował swój gwizd jednak Sołowiej odmawia mówiąc iż jest niewolnikiem Ilii a nie kniazia więc słucha tylko rozkazów Ilii. Ilia nakazuje Sołowiejowi by zademonstrował swój gwizd w wyniku czego wszyscy z wyjątkiem Ilii oraz kniazia i kniazini którym ilia zatkał uszy tracą przytomność. Pełen podziwu kniaź pyta jakim cudem Sołowiej dał się pokonać Ilii a ten twierdzi iż dlatego, że był pijany – za to kłamstwo Ilia uśmierca Sołowieja.

Widzimy w starinach zupełnie odmienny etos i realia od tych znanych z późniejszych opisanych w kronikach czasów. Widzimy świat gdzie pośród bezkresnych borów rozsiane są rodowe osady oraz grody, gdzie losy bitew rozstrzygane są przez pojedynek bohaterów, którzy są pełni dumy i prawości  nie tolerujący uchybień i kompromisów, szukający wyzwań i wymagających ścisłego przestrzegania zasad. Kniaziowie nie są tu autorytarnymi władcami  tylko polegają na bohaterach, których zgodnie z tradycją honorują i o ile przestrzegają zasad mogą liczyć na ich obronę i wsparcie są więc to realia z zamierzchłej przeszłości przypominające nieco te jakie znajdujemy w Mahabharacie nie dziwi zatem iż błędnie dopatrywano się wpływów Indyjskich na stariny zapominając iż źródła tego etosu są o wiele starsze i znajdujemy je również u Scytów jak i w całej antycznej Słowiańszczyźnie. Etos ten wyraźnie widzimy w kolejnych opowieściach o Ilii.

Kiedy święty gród oblegany jest przez nieprzeliczone armie wroga jej wódz obraża tradycję nie kłaniając się, żądaja poddania grodu przybywa Ilia i na prośbę kniazia zawozi oblegającemu władcy trzy talerze z darami; jeden pełen złota, drugi srebra a trzeci pereł prosząc o trzydniową zwłokę. Oblegający władca odmawia obrażając Ilie, drugą obrazą jest uwięzienie Ilii a trzecią jest naplucie mu w twarz. Trzykrotnie obrażony bohater uzyskuje prawo do ukarania władcy, zrywa więzy zabija jego ludzi po czym chwyta władcę. Wyjaśnia iż władcy nie można powiesić ani zabić bronią więc uśmierca go miażdżąc za jego przewiny.
Innym razem kniaź świętego grodu obraża śmiertelnie Ilię nie zapraszając go na ucztę dla uczenia bohaterów. Urażony Ilia plądruje miasto. Przerażony kniaź wie iż nie sposób udobruchać bohatera, któremu tak uchybił przypomina sobie jednak iż Dobrynia jest bratem Ilii więc wysyła go z darami. Ilia wyjaśnia iż nie przyjął by przeprosin jednak ponieważ to brat go o to prosi więc wybacza uchybienie księcia.

Jak widać, kłamstwa, nie okazywanie szacunku, nie przestrzeganie tradycji i obraza nie są tolerowane i karane są bardzo surowo. Słowiańska kultura oparta była o szacunek i uchybienia, wiarołomstwo oraz obrazy jak i łamanie tradycji nie były tolerowane i karane najsurowiej co znajdujemy również w czasach historycznych np. sytuacja, która niemal doprowadziła do zagłady cesarstwa niemieckiego za nazwanie wodza Wieletów psem i złamanie danego mu słowa. Podobnie złamanie słowa i obraza była wynikiem najazdu Czyngis-chan na Chorezm z którym pragnął pokojowo współpracować. Podobnie Ilia odmawia uhonorowania go przez władcę, który nie uhonorował go kiedy przybył w przebraniu jako biedny pielgrzym. Historia Ilii wyraźnie pokazuje iż szacunek i należyte uhonorowanie należy się każdemu bez względu na to kim jest a kto tego nie uczyni staje się niegodnym czego nie było w czasach feudalnych i co wskazuje na starszy etos.

W starinach opowiadających o Dobryni mamy te same realia. Dobrynia pokonuje smoka i obiecują nie występować przeciwko sobie. Smok jednak porywa kniaziównę i kniaź prosi Dobrynie by ją uwolnił. Dobrynia ma dylemat moralny i jest bardzo zmartwiony jednak za radą matki przychyla się do prośby kniazia i udaje się do siedziby smoka. Smok mówi, że nie odda kniaziówny a Dobrynia nie może wystąpić przeciw niemu Dobrynia jednak wykazuje mu iż kniazinię porwał po daniu słowa i smok uwalnia ją jak i wszystkich jeńców po zrozumieniu swego uchybienia.

Z kolei Wołga dzięki ogromnej wiedzy na której zgłębienie poświęcił dziesiątki lat posiadł zdolność przekształcania się w postacie różnych zwierząt i dokonywania niezwykłych czynów w tej postaci. Mimo swej niezwykłej wiedzy i siły gdy spotyka boskiego oracza Mikułe jego duma zostaje powściągnięta.
Z kolei Świętogor u szczytu swej potęgi nie mogąc znaleźć godnego siebie przeciwnika postanawia podporządkować sobie niebian i ziemian i wymieszać ich wówczas spotyka Mikułę, który proponuje mu by podniósł jego sakwę próbując dokonać tego pogrąża się w ziemię i zostaje na zawsze uwięziony a wówczas Mikula wyjaśnia mu, że w sakwie jest jądro ziemi a on sam jest boskim oraczem. Przypomina to historię znaną z Indii o Walinie. Walin również uzyskał tak wielką moc, że nikt nie był w stanie się z nim mierzyć prosił więc Bogów by zesłali mu godnego przeciwnika. Bogowie zesłali straszliwego demona Majawina, którego Walin pokonał jednak chełpiąc się obraził mędrca i zapoczątkowało to ciąg zdarzeń, które doprowadziły do upadku Walina.

Z kolei opowieść o Diuku halickim zawiera wyraźne elementy wskazujące na matriarchat, które obecne są również w innych starinach gdzie rzeczywistymi władczyniami są kobiety, matki i knizinie do których składa się skargi, którym oddaje się hołd i którym się służy, są one również mądre – np. w opowieści o Wołdze władca lekceważąc sen i wynikające z niego rady swej żony doprowadza się do klęski. Nie słuchanie rad kobiet zawsze ściąga na bohaterów problemy. Pojawiają się tu również Bogowie gór, wód i ich przedstawiciele. Wszystko to wyraźnie dowodzi iż stariny opisują bardzo zamierzchłe czasy mimo iż są uwspółcześniane aby pozostawać zrozumiane. Niewątpliwie są więc one żywą mitologią Słowiańską aczkolwiek w wyniku uwspółcześniania jak i z powodu braków współczesnych odniesień do ich realiów pojawiają się kłopoty z ich właściwym zrozumieniem. W opracowaniach dotyczących bylin próbuje się błędnie poszukiwać odniesień do okresu historycznego Rusi i tak np. z faktu iż postać Ilii można znaleźć w XIIIw skandynawskich sagach jako przybocznego władcy Rusi próbowano domniemywać iż był on postacią historyczną z tego okresu, podobnie innych bohaterów starin próbuje się blednie wbrew realiom starin utożsamiać z historycznymi postaciami. Inny trend socrealistyczny widzi w tych postaciach ucieleśnienie idei ludu :-) W rzeczywistości już u początku badań nad bylinami było oczywiste iż są to stare mity zaś podobieństwo niektórych motywów prowadziło do błędnego dopatrywania się wpływów indyjskich mimo iż w rzeczywistości odnoszą się one do naszej bardzo odległej przeszłości w której to fakt pochodzenia ze wspólnych źródeł praindoeuropejskich podobieństwo pewnych mitów nie dziwi, zaś świadomość rożnych dróg rozwoju czyni jasnymi wyraźne różnice. Jedyne co może dziwić to fakt iż mimo fenomenu literackiego jakim są stariny, które od XIXw budziły zachwyt i zainteresowanie filologów z setek bylin możemy znaleźć przekłady tylko nielicznych z nich na język polski oraz masę często zupełnie mylących opracowań w duchu ideologii okresu kiedy te opracowania pisano :-)

„Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.” Napoleon

  • Napisane 21 stycznia 2016 o 01:51

Napoleon nazywając historię uzgodnionym zestawem kłamstw z wojskową bezpośredniością ukazał jej istotę. Tylko zupełny ignorant może sądzić, iż historia to nauka opowiadająca nam o minionych dziejach. W rzeczywistości historia nigdy czymś takim nie była, nie jest i nie może być.

Mówiąc o historii należy sobie jasno uświadomić, że nie istnieją żadne obiektywne źródła informacji, a wszelka historia jest w istocie tylko pewną określoną interpretacją różnych oderwanych zapisów. Kronikarze nigdy nie pisali obiektywnej prawdy nawet, kiedy byli świadkami jakichś wydarzeń. Zawsze przedstawiali fakty tak, aby wynieść swojego władcę, swój kraj, dodać mu maksymalnie splendoru, przekręcając opisywane wydarzenia dla chwały jaśnie panującego i określonej jedynej słusznej ideologii:-)

Już Ramzes po sromotnej porażce z Hetytami, kazał wznieść świątynie na cześć zwycięstwa i ozdobić ją obrazami pokazującymi zwycięską bitwę tak jak chciałby, aby wyglądała:-) Oczywiście nikt z podanych nawet tych, co przeżyli porażkę nie ośmieliłby się stwierdzić, że nie odnieśli wspaniałego zwycięstwa:-) Jeśli więc kronikarz władcy nie opisywał zwycięstwa, oznaczało to na tyle druzgocącą klęskę i tak fatalne następstwa, że nie było żadnej możliwości przedstawić jej, jako wspaniałego zwycięstwa:-)

Kronikarze niemieccy mówili wprost, że pisząc kronikę trzeba niewygodne fakty pominąć i dodać zmyślone i nie tylko oni to robili. Opisując coś kronikarz nigdy nie pisał prawdy, ale skrajnie naciąganą wersję wydarzeń, pomijając fakty niewygodne, dodając zmyślone, resztę interpretując po myśli władcy, w zgodzie z dominująca ideologią. Pod tym względem zresztą nic się nie zmieniło od tysiącleci i również o współczesnych wydarzeniach jesteśmy w ten sposób informowani – z pominięciem niewygodnych faktów, dodaniem zmyślonych, a reszta to interpretacja zgodna z określoną ideologią.

Trzeba sobie również jasno uświadomić, że nie istniej możliwość pisania rzeczywistej historii, ponieważ nawet najbardziej rzetelny historyk dążący do skrajnego obiektywizmu nie jest w żaden sposób zdilny odróżnić kłamstwa i interpretacji od rzeczywistości z jednej strony, z drugiej strony sam jest niewolnikiem określonego sposobu myślenia, przekonań, sam wyznaje jakąś ideologię, co uniemożliwia jakikolwiek obiektywizm. Ponadto poddawany jest presji swojego środowiska, świata, w jakim żyje, ideologii tego świata, sposobu myślenia epoki i zwyczajnym polityczno-ideologicznym naciskom. Ponadto każdy historyk, czy tego chce czy nie, przenosi myślenie epoki, w której żyje na coś zupełnie odmiennego z przeszłości, czego absolutnie nie jest w stanie zrozumieć. To wszystko sprawia, iż historia jest o wiele bardziej daleka od prawdy niż legendy.

Historię zawsze pisze się odpowiednio do interesu politycznego władzy, a czasami w opozycji do niej, co tak naprawdę na jedno wychodzi: -)

Przyjrzyjmy się naszej historii. O naszej polskiej historii możemy mówić w odniesieniu np. do kroniki Gala Anonima, bo była to polska historia napisana ku uciesze określonego władcy – władcy, a nie narodu. Mistrz Wincenty był jedynym kronikarzem, który pisząc swoją kronikę, starał się być obiektywny i naukowy, próbował przedstawiać jego zdaniem bezsporne fakty, potwierdzane w różnych źródłach, czasami nawet te, które trudno mu było zaakceptować i był on jedynym takim kronikarzem.

W różnych epokach powstawały różne kroniki zgodne z duchem epoki, aż do czasu Długosza, którego trudno nawet nazwać kronikarzem, gdyż w istocie był to bajkopisarz i jego kronika to czysta powieść fantazy i jak każda powieść fantazy bardzo luźno związana jest z faktami – tylko na tyle, aby choć trochę ją uprawdopodobnić:-)

Rzeczywistą historię polski próbowali pisać niektórzy wybitni uczeni w okresie zaborów, jednak porzucono ją i skazano na zapomnienie, gdyż była niepoprawna ideologicznie. Podobny los spotkał historyków powojennych, jak również wybitnych archeologów, którzy ujawniali niepokojące i często bardzo niewygodne fakty. Dlatego zdecydowano, iż o wiele lepiej przyjąć historię niemiecką, czyli wersję historii złożoną z przemilczeń, zmyśleń i 100% przeinaczeń zgodnych z niemiecką racją stanu i takiej historii się uczymy, uważając ją za prawdę objawioną:-)

Ciągle powtarza się, że nie da się poznać naszej dawnej historii z powodu braku źródeł: -) Owszem wiele zrobiono w przeciągu wieków by pozbyć się niewygodnych źródeł, jednak mimo to mówienie o braku źródeł jest nie tylko absurdalne, ale i śmieszne: -) Istnieje masa źródeł i jeszcze więcej ustaleń archeologicznych, problem jest tylko w tym, że zawarty w nich materiał jest całkowicie niepoprawny politycznie:-)

Czy możliwe jest zatem napisanie naszej historii? Oczywiście jest możliwe, tylko pytanie, kto miał by to zrobić i w jakim celu. Historia jest zasadniczo bronią ideologiczną, służącą realizacji określonych celów i zawsze się ją pisze zgodnie z tymi celami, naszym zaś celem politycznym jest integracja z unią europejską, a do tego celu żadna nasza historia nie jest mile widziana, o wiele lepsza jest niemiecka wersja historii. Musi więc się o naszej historii pisać źle i interpretować ją pod tym kątem, inaczej jak uważają nasi władcy rósłby nacjonalizm, co stanowiłoby straszliwe zagrożenie dla naszej integracji : -) Dlatego nasza duma narodowa musi być niszczona, podobnie jak i wszelkie poczucie naszej wartości, trzeba nam wpajać, że jesteśmy nieudacznikami, zawsze nimi byliśmy a bycie Polakiem czy Słowianinem to obciach. Nie jest to wiec czas do pisania dobrej historii, ale za to jest to dobry czas do pisania kalumnii na nas i tak się dzieje. „Wybitni” współcześni historycy polskojęzyczni prześcigają się więc w tworzeniu kretyńskich koncepcji, zgodnych z jedyną słuszną linią. Jeden wymyślił bajkę o Morawianach, którzy mieli być założycielami Polski a Mieszko i wszyscy znaczniejsi z dziada pradziada był chrześcijaninem z Moraw: -) Inny głosi, że wszystko stało na handlu niewolnikami, następny, że nasz orzeł to z Niemiec pochodzi, jako symbol poddaństwa przyjęty itd.itd.itd : -) Oczywiście dostają za to tytuły profesorów, a za nimi podążają inni dla kariery i pieniędzy – na szczęście nie rozumieją oni pewnych elementarnych rzeczy i nie zamierzam ich w tej materii oświecać :-)

Rzeczywiste pytanie powinno brzmieć czy my w obecnych realiach w ogóle potrzebujemy jakiejkolwiek historii? Odpowiedź na to pytanie niestety jest taka, że my jej w ogóle nie potrzebujemy i nikogo ona nie obchodzi, poza naszymi władcami różnej maści, zaś to co oni nam serwują jest tak nędznej jakości, że nikogo nie rusza : -) Aby tego dowieść przyjrzyjmy się historyjce z rzekomym chrztem Mieszka i tego, co się wokół tej bajki teraz wyprawia :-)

Pierwszy o rzekomym chrzcie Mieszka napomkną Thietmar. Thietmar, urodzony w 975 roku pisał, że czeska księżniczka starała się zdobyć – nawet za cenę łamania postów – wpływ na męża, aby skłonić go do przyjęcia chrześcijaństwa – co jej się w końcu udało – jednak Thietmar częściej pisał jak by chciał by było, a nie jak było :-)

Thietmar rozpoczął pisanie swojego dzieła w 1012 roku a więc prawie pół wieku po rzekomym chrzcie i jest to pierwszy zapis mówiący o rzekomym chrzcie Mieszka, który gdyby rzeczywiście miał miejsce, byłby wydarzeniem na skalę ówczesnego świata – doskonale znany w całym ówczesnym chrześcijańskim świecie :-)

W bajce Thietmara, której najwyraźniej nikt nie traktował poważnie napisał on, że długo Dobrawa miała pracować nad Mieszkiem, wspomina o trzech wielkich postach, których nie przestrzegał,a więc nawet wg niego należałoby rzekomy chrzest szacować 969r. Jednak Widukind z Korbei współczesny Mieszkowi, któremu zawdzięczamy pierwsze wzmianki o Mieszku, nic nie mówi o chrzcie, a czegoś tak ważnego, jako zakonnik nie mógł przeoczyć – szczególnie, iż w przeciwieństwie do Thietmara uważany jest za uczciwego kronikarza :-)

Thietmar wymyślił ten rzekomy chrzest, o którym tak mętnie pisze, bo okropny wstyd był dla cesarstwa poganinowi się tak podlizywać, dlatego wszystko przekręca na chwałę cesarstwa i matki kościoła :-)

Przytoczę jeszcze raz epitafium Chrobrego: „(…)Choć z ojca poganina, lecz matką twą chrześcijanka. Krople świętej wody sprawiły, żeś sługą bożym. Gdy cię postrzyżono, w Rzymie twe włosy złożono. Odtąd pośród waśni tyś był Chrystusa zapaśnik. Zwyciężałeś ziemie walk i wojen czyniąc wiele(…)”

W oryginale łacińskim nie ma słów „poganin” (paganus) ani „chrześcijanka” (Christiana). Jest za to „perfidus” i przeciwstawione mu „credula”. Co prawda pierwsze słowo ma wiele znaczeń ( m.in. wiarołomny, zdradziecki, fałszywy, przewrotny, nieuczciwy, niewierny) to tu jest to przeciwieństwem „credula” (wierząca) i trzeba tłumaczyć, jako ” niewierny”, czyli „poganin”.

Po śmierci Chrobrego dla wszystkich było oczywiste, że Mieszko nigdy się nie ochrzcił i nigdy nie był chrześcijaninem a 100% poganinem. Gdyby choć odrobinę skłaniał się ku Chrześcijaństwu, to by to napisano, bo to wstyd dla Chrobrego, ale nie dało się napisać nawet, że choć poganin to skłaniał się :-)

Gal Anonim pisząc swoje dzieło, jak sam przyznaje dla nagrody i uświetnienia księcia i jego rodu, czyli przedstawienia wszystkiego w wyidealizowanych barwach, by jak największą nagrodę dostać od księcia. Usiłuje na ile się da wyidealizować jego przodków i nie wspomnieć o niczym, co mogłoby się nie spodobać. Dlatego o Mieszku pierwszym nie pisze prawie nic, oprócz historyjki jakoby Mieszko tak bez pamięci zakochał się w Dąbrówce, że oszalał, a ta miała zgodzić się wyjść za niego o ile obieca jej, że się nawróci :-) Mieszko rzekomo jej to obiecał, więc ta za niego wyszła :-) Po ślubie miała nie dopuścić go do łoża dopóki nie poznał wiary i nauki kościoła, w której go edukowała :-)

Pisze to bez przekonania i dalej dodaje, że największą zasługą Mieszka było spłodzenie Bolesława :-)

Podobnie bez przekonania opisuje to później Kadłubek, jakoby Dobrawka namówiła Mieszka na chrzest powtarza za Thietmarem i Galem Anonimem, z czego czyni umoralniającą historyjkę dla współczesnych podpierając ją biblią :-) I dalej pisze, że Bolesław Mieszkowic ” wątłe jeszcze wiary pierwociny, w kolebce jeszcze ciągle kwilące [dziecię] zaczął umacniać” :-) Tak, więc pisząc ok. 1190 r. o Mieszku zmarłym w 992 a więc 200 lat wcześniej nie wierzy w jego Chrzest a zupełnie neguje nawrócenie poddanych, co więcej jasno mówi, że za Bolesława wiara była w zarodku i to on dopiero pieścił ją i rozwijał. Biorąc zaś pod uwagę kim był Kadłubek, jego działalność polityczną i pozycję w łonie kościoła, nie można mieć wątpliwości, że skoro napisał, iż dopiero za Chrobrego wiara była w powijakach to inaczej być nie mogło.

W końcu dochodzimy do bajkopisarza Długosza, który rozpoczął pisanie swych kronik w 1455 roku a więc prawie pół tysiąca lat po śmierci Mieszka. W jego kronikach mamy już fantastyczną hagiografię Mieszka :-)

Owóż Mieszko zwany Mieczysławem prze Długosza ”(…) grzeszył nierządem i chuciom sprośnym folgował”, ale ” pojawili się goście mężowie chrześcijańscy, duchowni i świeccy” i już w Polsce wiarę, i zakon Chrystusa Zbawiciela rozsławiać byli poczęli.”Oni to: ” doradzili Mieczysławowi, aby wraz z narodem swoim pogańskim, porzuciwszy bezbożną część bałwanów, skłonił się do poznania prawdziwego Boga i przyjął wiarę chrześcijańską, obiecując, iż wtedy uzyska, potomstwo i wszelakiego dostąpi błogosławieństwa, że i sobie i synom swoim między książęty chrześciańskiemi Słowiańskiego rodu i języka świetniejsze zgotuje panowanie, i w ten sposób stanie się wielkim i sławnym. Słuchał tych rad z powolnością Mieczysław, a kapłani i pustelnicy rozwodzili się coraz śmielej z swoją namową, przedstawiając mu całą sprosność bałwanów, którym cześć dotąd oddawał, i rozliczne a wiekuiste męki zgotowane ich czcicielom; z drugiej strony łaskę z nieba użyczoną w odkupieniu ludzkiego rodu. Za przeżegnaniem, więc Baranka Bożego, który skarcić raczył nauczająca, przestrogą naród Polski skalany bałwochwalstwem i u innych prawej wiary wyznawców ohydzony, a przywieśdź go do poznania siebie, posłuchawszy zbawiennych rad zakonników i pustelników, skłonił się do przyjęcia wiary chrześcijańskiej, przyobiecał z całą powolnością trzymać się ich nauk, i wszystek naród Polski, oderwany od ołtarzy bóstw pogańskich, zwrócić na łono prawdziwego Boga i jego zakonu.”

Dobrawka z którą chciał się ożenić powiedziała, że ma się ochrzcić więc: ” Mieczysław zwoławszy starszyznę i wielmoże, w licznem ich zebraniu naradzał się, coby mu czynić wypadało. Różnili się w zdaniach panowie: postanowiono więc odłożyć rzecz do dnia następnego. Aliści tej zaraz nocy Bóg opatrzny, ulitowawszy się nad nędza i ślepotą, narodu Polskiego, natchnął we śnie Mieczysława książęcia i większą część jego radców surową przestrogą, i zaleceniem, aby podanej sposobności nie zaniedbywali, a wiedzieć chcieli, się przez przyjęcie nowej wiary państwo ich w czasy potomne wielką pomyślnością zakwitnie. Takiem objawieniem skłoniony książę Polski i starszyzna uchwalili jednomyślnie poddać się świętej wierze Chrystusa.” Dalej Mieszko obiecał że: ” nie tylko sam książę, ale i wszystek naród Polski, poznawszy dokładnie zasady wiary chrześciańskiej, chrzest przyjmie.”

Dalej Długosz pisze coś dziwnego chyba się pogubił, bo wcześniej piszał, że: ” objawieniem skłoniony książę Polski i starszyzna uchwalili jednomyślnie poddać się świętej wierze Chrystusa.” A tu zaś pisze: „Było zaś wielu między panami i starszyzną królestwa, którzy mocno się temu opierali, nie zezwalając na przyjęcie wiary chrześciańskiej. Jedni utrzymywali, że to nowe chrześcian wyznanie para się przesądem i zabobonem; drudzy, że trudnem byłoby wypełnienie jego zakonu; inni, iż to nie rzecz, wyrzekając się ojczystych podań, swobodne karki poddawać jarzmu nowej i nieznanej dotąd powagi. Te jednak, i wiele innych przeciwności, Bóg miłosierny, który królów obdarza radą zdrową, ulitowawszy się nad niedołęztwem i długą Polaków ślepotą, snadno uchylić raczył, natchnął ich duchem zgody i skłonił do przyjęcia wiary chrześciańskiej, aby przez jej odrzucenie u Czechów i innych narodów nie stali się celem pogardy.”

A więc, żeby wstydu przed unią europejską nie było postanowili się ochrzcić :-)

Więc: ” Po kilku dniach, książę Mieczysław, wyuczywszy się główniejszych zasad i obrządków prawej wiary od mnichów i pustelników, których w tym celu umyślnie był sprowadził, wraz z panami, szlachtą i celniejszymi mieszkańcami miast Polskich, wyrzeka się ciemnoty dawnych błędów, a przyjmuje zakon zbawienny prawej wiary Chrystusa; pierwszy krok nawrócenia swego od przesądów pogaństwa do światła wiary uświęca znamieniem oczyszczającej łaski, i w Gnieznie chrzest przyjmuje. A tak obmyty z grzechów w świętym zdroju odrodzenia, wodą chrztu zgładziwszy zmazę występków i pogaństwa, od zabobonnej czci bałwanów zwrócił się do poznania prawdziwego Boga, czystej i pobożnej wiary(…)a porzuciwszy dawne imię Mieszka nazwał się Mieczysławem. (…) I w owym-to czasie wszystek naród Polski przyjął jarzmo zbawienne świętej wiary chrześciańskiej; z miłosierdzia Boskiego, a za gorliwem staraniem Mieczysława i żony jego Dąbrówki, Polacy uzyskali światło wiary (…) Potem z najsurowszego nakazu książęcia, a uchwały jednomyślnej wszystkich panów i szlachty Polskiej, kruszono bałwany i posągi bogów fałszywych, palono ich świątynie, a czcicieli i wyznawców wskazywano na utratę majątków i karę miecza. Książę Polski Mieczysław nie tylko wszelkie zniósł uroczystości i obrządki odprawiane na cześć bożyszcz pogańskich, ale wywołał razem wszystkich guślarzy, wróżków, wieszczków i wyroczników, i zabronił igrzysk tak publicznych jak i domowych, które się odnosiły do czci bałwochwalczej. (…) Pamiątka tego kruszenia i topienia fałszywych bogów i bogiń utrzymuje się po dziś dzień w niektórych wsiach Polskich, gdzie w Niedzielę czwartą postu (Laetare) zatykają na długich żerdziach wizerunki Dziewanny i Marzanny, a potem rzucają i topią je w bagnach pobliskich. A tak spełnienie tego dzieła nie ustało jeszcze u Polaków w zwyczaju starodawnym.”

Na tym Długosz fantazji nie zatrzymuje gdyż dalej pisze:

„ROK PAŃSKI 968. ADELAIDA, SIOSTRA MIECZYSŁAWA, ZAŚLUBIA GEJZĘ KSIĄŻĘCIA WĘGIERSKIEGO, A ZA JEJ NAMOWĄ KSIĄŻĘ TEN Z CZĘŚCIĄ NARODU SWEGO CHRZEST PRZYJMUJE.”

Tak więc Mieczysław nie tylko nawrócił całą Polskę, ale i część Węgier :-) Oczywiście to największy cud w historii kościoła – większym cudem jest tylko to, że za takie zasługi i świętość żywota nie został za życia kanonizowany :-)

Jak widać bajkę o rzekomym chrzcie Mieszka i Polski wymyślił od początku do końca Jan Długosz pięćset lat po jego śmierci – tyle, że tak się zapędził w swych nabożnych fantazjach, że nawet bezmózgowi fanatycy katoliccy nie potrafili tego strawić, bo za duży kęs, a szkoda bo minęło nas świętowanie tysiąclecia ochrzczenia za sprawą Św. Mieczysława Węgier :-)

Cuda Mieczysława na tym się nie skończyły, kolejny nie do pojęcia cud to to, że JP2 nie kanonizował całej świętej rodziny Mieczysława a boleć nad tym trzeba, bo przy ilości cudów Mieczysława można by zlikwidować służbę zdrowia – nie ma takiej siły, która powstrzymałaby natychmiastowe ozdrowienie z najgorszej choroby, gdyby się zwrócić do mocy świętości Mieczysława największego cudotwórcy w historii kościoła.

Co więcej gdyby go kanonizowano, to nie my wstępowalibyśmy do Uni tylko po jednej mszy unia prosiłaby nas wyrzekłszy się swych błędów, byśmy przyjęli ją w granice Polski Chrystusowej, a na znak dobrej woli przekazałaby nam wszystkie swoje aktywa. Innym cudom też nie byłoby końca i dziś cały świat modliłby się po polsku, przed ogromnymi posągami Mieczysława :-) Na szczęście jest to do naprawienia, wystarczy złożyć wniosek o kanonizację Mieczysława, a przy jego ilości cudów reszta to czysta formalność :-)

Tak więc całą bajkę, która współcześnie stała się aktem wiary i jedyną słuszną wersją historii wymyślił Długosz i dopiero dziś znalazł godnych kontynuatorów, próbujących prześcignąć mistrza :-) Stąd wymysły o morawskich korzeniach Mieszka z dziada pradziada, pseudonaukowe badania archeologiczne, próbujące rozpaczliwie dowodzić istnienia na naszych ziemiach chrześcijaństwa nie tylko za Mieszka, ale i wcześniej i inne wygłupy :-) Wypisuje się głupoty, jak to rzekomo wprowadziło nas do zachodniej kultury i dało skok cywilizacyjny :-) Tylko czy to ma jakikolwiek sens?

Nasi władcy wierzą, iż Polacy to fanatyczni, zacietrzewieni katolicy, pokolenie JP2, więc łożą kasę, aby ich łechtać rzekomym chrztem Mieszka i wciskać im, że od tego momentu należymy do uni europejskiej :-) Tylko kogo to obchodzi i na kim ma robić wrażenie? Na pewno nie na poddanych, których jedynie co interesuje, to jak przeżyć, napełnić brzuch, a przy odrobinie szczęścia trochę się wzbogacić i szpanować przed sąsiadami – idea durna, kosztowna, a do tego bezsensowna :-)

Oczywiście jest grupka oszołomów księży, których to cieszy i druga grupka wrogów kościoła, która ma za złe Mieszkowi jego rzekomy chrzest :-) Część tej drugiej grupki, czyli Ci nieliczni, którzy trochę interesują się historią, nawet zaczęła kumać, że chrzest Mieszka to lipa, ale i tak go nienawidzą, bo ich zdaniem powinien walczyć z kościołem i nie rusza ich, że za Mieszka żadnego kościoła nie było, więc nie miał z kim walczyć ani o co, ale nie lubią Mieszka za brak obrony dawnej wiary i wpuszczenie chrześcijaństwa i już :-)

Mieszko nie bronił pogaństwa, bo nie potrzebowało ono za niego żadnej obrony, było w Polsce czymś tak naturalnym i odwiecznym, jak ziemia i nic mu w żaden sposób nie zagrażało, ale miał bronić a nie bronił :-)

Mówiąc o Polsce w czasach Mieszka należy przede wszystkim pamiętać, że jej podstawę stanowiła struktura rodowa i dokonań jakiejkolwiek osoby nie można traktować w oderwaniu od jej rodu. Tak więc jeśli jakakolwiek osoba w jakiś sposób się wykazała, zdobywała szacunek, oznaczało to przede wszystkim, ze jej ród zdobywał szacunek i uznanie, bo ktoś bez rodu był nikim. Dlatego też różnych godnych ludzi przyjmowano do rodu, bądź też małe nieznaczące rody, które dokonywały czegoś godnego szacunku, były w dowód uznania przyjmowane do większych rodów, dzięki czemu ród zdobywał jeszcze większy mir.

O wszystkim w obrębie rodu decydowała starszyzna rodowa. Wiece, na których wybierano naczelników to były wiece starszyzn rodowych, z których każda reprezentowała swój ród i wybierano na naczelnika kogoś z najzacniejszego, na tyle silnego rodu, aby nie tylko zapewnić sobie najlepszego, prawego władcę, ale aby również ten władca przy wsparciu rodu był w stanie wywiązywać się ze swoich obowiązków, do których należało aby wszyscy byli syci i zadowoleni. Oznaczało to, że ród władcy musiał min. ze swoich spichlerzy karmić pomniejsze rody w razie klęski nieurodzaju, czy jakiegoś nieszczęścia. Bo zapewnienie opieki i dobrobytu wszystkim podległym było podstawowym zadaniem naczelnika – na szerszym obszarze tę funkcję pełnił książę, który dodatkowo jeszcze musiał zapewniać ochronę militarną.

Książę więc był obciążeniem dla rodu, który reprezentował a jedyną nagrodą za dobrą służbę był powszechny szacunek i uznanie. Nic więc w tym dziwnego, że jeśli książę dobrze się wywiązywał ze swoich obowiązków, przysparzając chwały rodowi, to jego następcę wybierano spośród tego samego rodu, bo ród się sprawdzał i był tego godny, zaś oczywistym następcą był jego syn.

Książęta jeśli się dobrze spisywali sprawowali swą funkcję dożywotnio, a przynajmniej dopóki mieli siłę ją sprawować. Ich synowie byli dojrzałymi, doskonale znanymi wszystkim ludźmi, którzy większość życia spędzali pomagając ojcu wykonywać obowiązki, więc o ile nie byli beznadziejni mieli największe szanse, by zostać następcami i tak zazwyczaj się działo.

Nie była to władza dziedziczna, ale był to powszechnie stosowany zwyczaj. O to, by nowy książę nie skompromitował rodu, dbał cały ród, więc nawet jeśli nowy władca nie był najbystrzejszy, to ród pilnował go i dbał, by jego rządy były dobre i przynosiły chwałę rodowi. Książę przede wszystkim reprezentował ród, więc praktycznie nic nie zależało od jego widzimisię.

Sytuacja nieco się komplikowała w przypadku przedwczesnej śmierci księcia, ale nawet wówczas największe szanse miał ktoś z rodu, z którego wywodził się wcześniejszy książę o ile ród nie podupadł i był w stanie zapewnić pomyślność całej społeczności. Z taką sytuacją spotykamy się w przypadku Lestka III, który zginął w młodym wieku jednak dzięki jego zasługom rozsławił ród, wiec wybrano jego małego syna na księcia a wszystko spoczęło na barkach rodu, który reprezentowało 20 młodszych braci Lestka III.

Przechodząc do Mieszka to jego przodkowie a więc ród spisywali się dostatecznie, więc wiec zatwierdził go bez problemu a jego bracia jak wiadomo usilnie go wspomagali, jego zaś konsolidacja państwa w większości skupiała się w poskramianiu zbyt ambitnych krewnych, którzy nie byli dobrymi książętami dla swoich poddanych, bo gdyby takimi byli Mieszko w żaden sposób nie mógłby ich obalić, bo stały by za nimi murem wszystkie rody z ich księstw. Ponadto jak wiemy rody obejmowały wiele księstw, więc przy ich sprzeciwie nawet najpotężniejszy władca nie mógłby nic zrobić a gdyby próbował zostałby natychmiast obalony. Ponieważ nie było żadnych sprzeciwów wewnętrznych przeciw polityce Mieszka oznacza to, że był on dobrym popieranym przez lud i kapłanów władcą.

Inaczej w czasach Mieszka wyglądała tylko sytuacja u Wieletów, którzy odrzucili swoich książąt i nie chcieli słyszeć o żadnych książętach poddając się praktycznie władzy kapłanów, którzy decydowali z kim mają zawierać sojusze, na kogo napadać jak i o wielu innych rzeczach – podobnie też wyglądało to u Ranów, jak dowodzi tego historia nie było to najkorzystniejsze na dłuższą metę.

Teokratyczne rządy były zachwianiem równowagi i kapłanom nie było w smak ograniczenie ich władzy przez przywrócenie pierwotnej równowagi: wiec – kapłani – książę, dlatego stawili Mieszkowi skuteczny opór organizując szeroką koalicję od Czech po Wolin. Mieszko doskonale zdawał sobie sprawę, ze centrum tego oporu stanowili teokratyczni kapłani Wieletów.

Biskupstwo, jakie pozwolił założyć nie miało żadnego znaczenia, nie miało nawet siedziby, co najwyżej mogło być symbolicznym pogrożeniem palcem teokratycznym Wielckim kapłanom a pewnie nawet nie to, bardziej prawdopodobne było, że powstało tylko by podnieść status Dobrawki było ozdobą i niczym więcej, jako iż brak wzmianek by kogokolwiek nawróciło :-)

Co więcej Thietmar przy ślubie Ody pisze też: „Albowiem dzięki Odzie powiększył się zastęp wyznawców Chrystusa”, co historycy interpretują, że przybyła na dwór Mieszka w otoczeniu duchowieństwa. Mieszko wybudował tylko maleńką grodową kaplicę dla Dobrawki, którą rozbudowała dopiero Oda więc o żadnym popieraniu chrześcijaństwa przez Mieszka nie mogło być mowy. A to, że kilku klechów przybyło wraz z jego żonami nie miało żadnego znaczenia.

Tak więc Mieszko nie złamał żadnych zasad a i siłą na rodach ani kapłanach niczego nie wymuszał bo nie mógł, a gdyby nawet próbował było by o tym głośno. Zasadę tę próbowała złamać Oda wprowadzając dziedzicznie na tron swoich synów budując autorytarną władzę bez zgody wiecu w oparciu o kler, popleczników i rzymskie prawo więc zaraz została wykopana. Dopiero Bolesław całe życie poświęcił na budowanie autorytarnego państwa i ustanowienie rządów dziedzicznych, ale to już inna historia.

Gdyby Mieszko osobiście kazał sprowadzić jakiegoś klechę to znany byłby dziś jako Mieszko Pobożny :-)

Włodzimierz I chcąc stworzyć religię państwową najpierw stworzył świętokradczy panteon Słowiański (Trojjasny Perun był zawsze bezpostaciowy, nawet jego imienia nie wolno było nadużywać a ten zaprzaniec kazał wyrzeźbić jego posąg) potem próbował islamu, by w końcu narzucić Chrześcijaństwo i jest świętym, a Mieszko nawet nie ma przydomka pobożny, ani krzewiciel wiary :-)

To, że z Dobrawką przyjechał jej kapelan Biskup Jordan to nic dziwnego – dziwne by było, gdyby nie przyjechał z nią jej kapelan, co najmniej w randze biskupa, nie powstało jednak żadne z biskupstw, bo o biskupstwie poznańskim milczą przywileje papieskie dla Magdeburga z lat 968-981. Status prawny Jordana jako biskupa jest przedmiotem sporu historyków. Podobnie z Odą kolejną żoną mieszka, również musiał przybyć jakiś biskup szczególnie, że w przeciwieństwie do Dobrawki była ona ugruntowana w wierze.

Mądry Mieszko I dążył tylko do odbudowania swojego Imperium i gdyby nie miał syna wariata i megalomana, ten miał poważne szanse ukończyć jego dzieło, odbudowując pogańskie imperium, jak próbował to robić jego syn. Niestety, zniszczona przez Chrobrego drużyna, skorumpowani możni dopuścili się zdrady uniemożliwiając to.

Odbudowując imperium, ostatnią rzeczą jaką by mógł zrobić Mieszko, to przyjąć chrześcijaństwo wbrew swojej wizji i polityce, jaką prowadził przez całe życie :-)

Trudno wymagać od Mieszka, który z przyczyn politycznych (wyrwania Czech z koalicji Wieleckiej) wziął żonę chrześcijankę, aby nie pozwolił jej wybudować kaplicy swego bożka. W końcu Mieszko nie był skrajnym fanatykiem religijnym tylko świeckim władcą, zaś otwartość i tolerancja Słowiańska to nasze podstawowe cechy. Poza tym przy swojej potędze Mieszko w żaden sposób nie musiał się obawiać ekspansji chrześcijaństwa, dla niego to była jedna z wielu religii czy wręcz fanaberii, która absolutnie nic nie znaczyła.

Podobne przykłady znamy z wielu kultur i różnych czasów. Chociażby Japonii czy Tybetu gdzie przybywali misjonarze zakładali jakieś biskupstwa (na papierze) i czasami udawało im się kogoś nawrócić (przynajmniej w Japonii) i nikogo to nie obchodziło. Kiedy jednak tych nawróconych stawało się więcej i próbowali kontestować zwyczaje, tradycje i porządek społeczny, rozprawiano się z nimi brutalnie i działo sie to raz po raz.

Podobnie było u nas, kiedy w latach dwudziestych za Chrobrego biskup podniósł łeb, (mimo iż formalnie Polska była już krajem chrześcijańskim a Chrobry obrońcą i krzewicielem wiary) wszyscy duchowni natychmiast zostali wyrzuceni z kraju, a było to ponad 30 lat po śmierci Mieszka i ponad 20 od czasu, gdy Chrobry stał się obrońcą i krzewicielem wiary. Więc nawet u szczytu swej „potęgi” w owym czasie, kościół miał tyle do gadania, co przysłowiowy Żyd za okupacji a cóż tu dopiero mówić o czasach Mieszka :-)

Za Mieszka chrześcijaństwo w Polsce zwyczajnie nie istniało i ograniczało się do Królowych i ich świt, dlatego mówienie, iż Mieszko wpuścił chrześcijaństwo do Polski i krytykowanie go za to przez współczesnych wrogów kościoła nie ma żadnych podstaw – pomijając, że jest głupie :-)

Wracając do tego kolosalnego kłamstwa o rzekomym chrzcie Mieszka, to przede wszystkim każdemu narzuca się pytanie, po co niby Mieszko miał by się chrzcić? Standartową odpowiedzią na to pytanie jest piramidalne bzdurne kłamstwo dobre dla kretynów, czyli: „Mieszko musiał się ochrzcić, bo był zagrożony przez Niemców” :-)

Zapewne po to, aby można głosić tak piramidalną bzdurę nie uczy się u nas w szkołach nic o tzw. Słowianach Połabskich, przemilcza się historię teścia Mieszka i nie mówi się nic o kontekście politycznym czasów Mieszka : -) Mimo to każdy, kto choć trochę interesuje się tamtymi czasami zdaje sobie sprawę, iż jedynym krajem chrześcijańskim, z jakim graniczyło potężne królestwo Mieszka były Czechy. Te same Czechy, w których dopiero co miała miejsce rewolucja „pogańska” pod przywództwem Bolesława i jego matki. Co prawda mimo wyżynania kleru i palenia kościołów ostatecznie nie zwyciężyło ono i na tronie osadzono Wacława, ale ów Bolesław zaraz go usiekł i został niekwestionowanym władcą Czech, a później teściem Mieszka :-)

Na zachodzie i północy królestwo Mieszka graniczyło z księstwami Słowian Połabskich, z których najpotężniejszym państwem był Święty Związek Wieletów ten sam, który palił i plądrował Niemcy jak chciał a tak samo Niemcy były plądrowane przez Węgrów. Niemcy z krajem Mieszka w ogóle nie graniczyły. Opowiadanie, że takie papierowe państewko jak Niemcy mogło w owym czasie zagrażać Mieszkowi, może wywoływać tylko niekontrolowane ataki śmiechu :-)

Warto również jasno sobie zdawać sprawę z tego, że potężni Wieleci, którzy raz po raz doprowadzali na skraj zagłady Niemcy, nie byli w stanie zagrozić Mieszkowi i tworzyli szeroką koalicję od Czech po pomorze, by bronić się przed zakusami Mieszka, co pokazuje jak potężny był Mieszko.

Mieszko ożenił się z Czeską księżniczką tylko i wyłącznie po to, aby wyrwać Czechy z tego sojuszu i przeciągnąć ich na swoją stronę, co doskonale mu się udało i dzięki czemu udało mu się przyłączyć do macierzy Wolinian.

Oczywiście patrzenie na Mieszka jak na napastnika, który przyłączał obce państwa do swego jest błędne. On tylko chciał ponownie przyłączyć do macierzy zbuntowane prowincje – to samo robił jego ojciec dziadek itd.

Mieszko zajmował się więc tylko swoim krajem i nic więcej go nie interesowało. Wystarczy nawet zajrzeć do tego co pisał Jasienica, który również nie mógł pojąć po jakiego grzyba Mieszko miałby się chrzcić i w końcu skonkludował, że żadnego racjonalnego powodu nie miał, ale jak się ochrzcił to zapewne miał w tym jakiś zamysł, bo głupi nie był :-)

Można by się doszukiwać zamysłów, tylko że Mieszko się nie ochrzcił, więc nie ma czego szukać :-)

Następne dziwaczne kłamstwo mówi „Mieszko był twórcą państwa Polskiego” :-)

Jest to znów kuriozalna bzdura bo tajemnicą nie jest, iż państwo istniało od dawna i było o wiele większe niż za Mieszka a przy tym nieźle znane w ówczesnym świecie. Kroniki mówią, iż w czasach Mieszka było podzielone i miało kilku królów w tym Mieszka, Bolesława i Nakona, tak więc Mieszko absolutnie nic nie stworzył więc skąd taki absurdalny pomysł?

Państwa nie stworzył również założyciel rodu Piastów przodek Mieszka tylko zabrał je Popielowi II itd. Jednak nie chcemy się wgłębiać w przeszłość, bo jak pisał Gal Anonim lepiej aby poganie poszli w zapomnienie :-)

Kto w takim razie był twórcą nowożytnego państwa Polskiego? Oczywiście nie Chrobry mimo iż już chrześcijanin, ale dopiero Kazimierz Mnich zwany dla żartu Odnowicielem :-)

Kazimierz rzeczywiście doprowadził do upadku stare państwo i ostatecznego oddzielenia się zbuntowanych prowincji dawnego imperium a na jego gruzach wybudował swoje państwo, dlatego jeśli kogoś konkretnego chcemy uznać za twórcę państwa Polskiego, to tylko i wyłącznie jego. Tak więc polska powstała w 1039 r. Jak dokładnie tego dokonał lepiej nie wnikać :-)

Polska stworzona przez Kazimierza w 1039 istniała do 24 października 1759 r. a więc dokładnie 720 lat nie mniej ni więcej :-)

Wcześniej była zupełnie inna Polska Piastowska, a wcześniej jeszcze inna, gdy rządzili dawniejsi królowie, a jeszcze wcześniej Polska Wenedyjska, gdy rządziły/a ucieleśniona Bogini Wanda, a jeszcze wcześniej ta początkowa, założona przez Kraka I czyli znanego z kronik Bardyla. O ile jak najbardziej możemy uznać ciągłość państwa od Badryla do ostatniej Wandy, to państwo pod rządami królów było już czymś zupełnie innym, a następnie znów odmieniło się za Piasta więc śmiało możemy powiedzieć, że od czasów Piasta dawne państwo przestało istnieć, a na jego miejscu powstało coś nowego, by w końcu za Kazimierza upadło kolejne państwo i powstała nowożytna Polska.

Z tą nowożytną Polską próbujemy się utożsamiać i opowiada się farmazony, że było to europejskie chrześcijańskie państwo :-) Nie było to wcale zachodnioeuropejskie państwo, ani nie było chrześcijańskie, jak się kłamie, tylko był to twór oryginalny. W przeciwieństwie do wcześniejszych państw przestał mieć wpływy wiec i dawni kapłani, tak więc nastąpił kres ludowładztwa i narodziło się państwo, w którym rządził król z możnymi rodami. Powstał też aparat kościelny, nastąpiło rozwarstwienie społeczeństwa. Było to nowe oryginalne państwo, ale czy mamy prawo się z tym państwem utożsamiać, czy też w jakikolwiek sposób uważać się za jego kontynuację?

Oczywiście nie. Nasze państwo powstało 11 listopada 1918 r. i nie ma nic wspólnego z państwem Kazimierza. Istnieje 98 lat ma swoją historię i jest jak najbardziej współczesnym chrześcijańskim państwem. Takim się narodziło i takim pozostaje.

Nie ma ciągłości z poprzednim państwem ani żadnej kontynuacji, a to, że zajmuje skrawek terenu, na którym przed wiekami istniało inne państwo nic nie znaczy. Państwo Kazimierza było państwem wielonarodowym, podobnie jak Cesarstwo Rzymskie. Za kontynuatora Cesarstwa Rzymskiego chcieli uchodzić Niemcy, Rosjanie czy współcześnie USA, ale z nich tacy sami Rzymianie jak z nas kontynuatorzy królestwa Kazimierza:-) Zresztą nie tylko my sobie do tej kontynuacji rościmy prawo, robią to również Białorusini, Litwini czy Ukraińcy :-) Mają do tego takie samo prawo czyli żadne, bo to iż powstały na terenie dawnej Rzeczypospolitej w żaden sposób nie czyni ich kontynuatorami owej Rzeczypospolitej – równie dobrze Palestyna czy setka innych państw leżacych na dawnym terenie Cesarstwa Rzymskiego mogłaby twierdzić, że są jego kontuynuacją :-)

W myśl tej samej „logiki ciąglości historycznej” państwa od Szwecji po USA powinny się uważać za Rusinow wywodzących się podobnie jak Rosjanie od dawnych Rusów z Rany i naszego pomorzaq zachodniego :-)

Wszak to Rusowie najpierw podbili Skandynawię i rozpowszechnili swoje tradycje piractwa wśród skandynawów bedących ich potomkami w sensie kulturowym z którymi jako wikingowie zajęli tereny południowych wybrzeży bałtyku, potem jako Normanowie zajęli Anglię i jako Anglicy zajęli amerykę północną tworzac USA więc wszystkie te państwa to Rusini zachodni ogólnie Rosjanie zachodni :-)

Analogicznie Rusowie pod wodzą Ruryka stworzyli Ruś i dzisiejszych Rosjan wschodnich :-)

W pierwszym wypadku Rusowie w Sakndynawi zasymilowali się z miejscową ludnością, ale utrzymywali ścisłe kontakty z macierzą przez wieki w drugim przypadku Rusowie również przez pewien czas utrzymywali kontakty z macierzą a jedyna różnica jest taka, że w drugim przypadku język miejscowej ludności był taki sam :-)

Oczywiscie wschodni Rosjanie pamiętają o Ruryku jak i o Rusach, zwanych też Warnami czy Waregami i uważają Ruryka za twórecę swojej państwowości podczas gdy zachodni Rosjanie olewają to :-)

Patrząc na to z punktu widzenia współczesnej polityki to jednak zachodni Rosjanie zachowali tradycję i spuściznę Rusów czyli napadanie na innych, rabowanie i takie tam, więc są bardziej wierni tradycji Rusów niż wschodni Rosjanie, którzy nie napastują innych :-)

Dzisiejsza zachodnia cywilizacja oparta wiec jest o spuściznę Rusów a my robaczki Lechici do tej cywilizacji nie należymy :-) Tak więc nie należymy z naszą spuścizną Lachów ani do zachodniego, ani wschodniego świata i co tu począć :-)

Na szczęście nasze państwo powstało 11 listopada 1918 r. Jest państwem katolickim, nowoczesnym, opartym o zachodnie wartości i nie ma tak naprawdę żadnego zwiazku z wcześniejszymi państwami istniejącymi na naszym terytorium co uwalnia nas od dylematów i tylko z nim możemy się utożsamiać, ale historia to tylko uzgodnione kłamstwa i narzędzie bieżącej polityki, która każe nam się utożsamiać z tym i z owym z sensem i bez sensu :-)

Oczywiście indywidualnie każdy może się utożsamiać, z czym mu wygodnie i wybierać sobie historię jak mu pasuje. Jeden może się utożsamiać z chrześcijanami i ma swoją historię zaczynającą się nad Jordanem, inny może się utożsamiać z zachodnią Europą i wówczas jego historia zaczyna się na dworze Karola wielkiegi, albi w Rzymie a nawet Grecji, można się nawet utożsamiać z kosmitami i wówczas ma się jeszcze inną historię, a jak komuś to odpowiada może utożsamiać się z wszystkimi państwami jakie istniały na naszym terenie od czasów Badryla, albo nawet o wiele wcześniejszych, kiedy tylko nasi przodkowie zasiedlili nasze współczesne ziemie ok 12 tys. lat temu co już w ogóle nie ma żadnego przełożenia na naszą współczesną rzeczywistość :-)

Jeśli jednak ktoś chciałby poznać wiele ciekawych rzeczy z dawnej historii naszych przodków, to wiele może znaleźć tu:

https://vranovie.wordpress.com/wszystkie-wpisy/

I oczywiście wybrać to, co mu odpowiada jako własną historię :-)

Kiedy nastąpił rzeczywisty chrzest Polski 24 października 1795 czy 11 listopada 1918 r

  • Napisane 9 stycznia 2016 o 14:04

Dziś kiedy już wiemy, że chrzest Mieszka I a tym bardziej Polski to zwyczjen kłamstwo należy sobie postawić pytanie kiedy rzeczywiście nastąpił chrzest Polski, czyli przyjęcie przez zdecydowaną większośc naszsych rodaków chrześcijaństwa. (co do rzekomego chrztu Mieszka to nieświadomych odsyłam do pięknych pełnych pasji tekstów A Szuberta:


https://opolczykpl.wordpress.com/2013/10/18/demaskowanie-katolickiej-mitologii-domniemany-chrzest-polski/


https://opolczykpl.wordpress.com/2013/04/15/demaskowanie-katolickiej-mitologii-domniemana-koniecznosc-chrztu-mieszka-i/
)

Nie ulega wątpliwości iż pierwszym chrześcijanskim władcą polski był syn Mieszka I Bolesław Chrobry, który w podczas zjazdu Gnieźnieńskiego w 1000r otrzymal z rąk cesarza Ottona III koronę cesarską zachodniego cesarstwa stając się kolejnym zachodnim ceszarzem, po czym towarzyszył Ottonowi III do Akwizgranu i tam otrzymał złoty tron Karola Wielkiego co jest jasno poświadczone przez francuskiego kronikarza Ademara z Chabannes. Po stłumieniu rebelii niemieckiej i ostatecznym uznaniu jego cesarskiej władzy w 1018 r podporządkowuje sobie Ruś i uzyskuje koronę wschodniego cesarstwa ostatecznie koronując się w 1025 roku na cesarza wszystkich chrzescijan.

Mimo to Chrobry nie prowadził akcji misyjnej ani masowego nawracania swoich poddanych a opowieści o niszczeniu przez niego dawnych światyń i wymuszaniu nowej religii można między bajki włożyć.

Przede wszystkim Chrobry tocząc liczne wojny nie mógł sobie pozwolić na chrystianizację poddanych ani nie miał na to czasu. Co prawda założyl biskupstwa i rozpoczął tworzenie aparatu kościelnego jednak ten obrócił się przeciw niemu przerażony jego potęgą co skończyło się wygnaniem większosci duchowieństwa pod koniec jego panowania. W odwecie za to otruto go mając nadzieję iż nowy cesarz Mieszko II będzie mniej groźny i bardziej prokościelny wszak w młodości był uczonym mnichem.

Cesarz Mieszko II okazał się nie tylko uczonym, ale i mądrym władcą i nie tylko nie szerzył chrześcijaństwa, ale zaczął odbudowywać wpływy dawnej religii i umacniać swoją potęgę co w nie mniejszym stopniu przeraziło wrogów zewnętrznych i wewnętrznych, którzy wywołali wielki bunt we wszystkich podległych krajach i najazd niemicko, czesko, rosyjsko, wegierski, a kiedy młody potężny władca zaczął zwycieżać zdradziecki bunt wewnętrzny sprawiając, że Mieszko II utracił przejściowo władzę na rzecz swego brata Bezpryma.

Mimo to MieszkoII w końcu odzyskał władzę a po nim przejął ją jego najstarszy syn Bolesław II ostatni cesarz, który przywrócił dawną religię.

Bolesław II podobnie jak jego dziad również został zdradziecko zamordowany przez te same siły a po jego śmierci wybuchła wielka wojna domowa, która zrujnowała kraj doprowadzajac do powstania południowej części pogrążonej w anarchii i chaosie oraz Mazowsza pod rządami Masława zaufanego i wiernego dordcy Mieszka II i Boleslawa II.

Jak czytamy w Kronice Wielkopolskiej po smierci Bolesława II, za czasów Kazimierza Mnicha Polska utraciła odwieczną zwierzchność nad Czechami, Węgrami i innymi księstwami zawsze stanowiącymi jej część.

Polska była potężnym ogromnym państwem o wspanialej kulturze, na obrzerzach którego powstawało słabiutkie barbarzyńskie państweko byłych niewolników Rzymu jakim było ówczesne cesarstwo niemieckie, które właśnie po śmierci Bolesława Wielkiego zrzuciło zależność od Polski – oczywiście probowalo to zrobić bezskutecznie już za dziadka Bolesława Wielkiego – Chrobrego i otrzymało bolesną nauczkę. Nauczka ta była tak bolesna, że nawet po śmierci Bolesława Wielkiego kiedy Polska pogrążyla się w wyniszczającej wojnie domowej ówczesny wladca niemiecki nawet nie marzył o ponownym buncie. Dlatego usilne namowy i knowania Rychezy Lotaryńskiej oraz jej niemałego stronnictwa na dworze niemieckim by poprzeć pretensje do opustoszałego tronu dla jej syna Kazimierza Mnicha mającego w kraju poparcie Małopolski absolutnie na nic się nie zdały.

Dopiero po pewnym czasie cesarz widząc iż w Polsce nadal panuje chaos i wojna domowa niechętnie pozwolił, tylko pozwolił Kazimierzowi aby ten za swoje pieniadze i przy wsparciu swoich stronników zorganizował oddział, który miał go eskortować do Krakowa by przy wsparciu swoich stronnikow mógł zglosić swoje roszczenia do tronu.

Kazimierz był przyrodnim, młodszym bratem Bolesława Wielkiego i mógł liczyć jako taki na wsparcie dawnych stronników Rychezy w Polsce oraz na wsparcie Małopolski. Zabiegał też o wsparcie Czechów i Węgrów. Mimo obaw wladca niemiecki nie mógł mu więc zabronić zebrania wojska bo istniało ryzyko, że Kazimierz jednak może otrzymać koronę tak czy tak, więc żadną miarą ceszarz nie mógł robić sobie z niego wroga. Oddział Kazimierza zostal wybity do nogi gdy tylko przekroczyl granice Polski a sam Kazimierz ledwie uszedł z życiem.

Po tej porażce próbował bezowocnie pozyskać Węgrów do wsparcia swoich roszczeń a później Czechów. Na Węgrzech zrzekajac się wszelkich praw do zwierzchności Polski zapewnia neutralność Węgier, zaś Czechom oprócz zrzeczenia się roszczeń oferuje Śląsk i Małopolskę w zamian za co Czesi dokonują najazdu na Wielkopolskę niszcząc grody wrogie Kazimierzowi (te przychylne nie są nawet oblegane lub poddają się bez walki) w szczególności zaś Gniezno.

Kazimierz zebrał kolejny oddział, tym razem złożony ze Słowian z Miśni i Łużyc i wkaroczył do Polski od innej strony, wprost do grodu swoich zwolennikow, skąd pozyskał kolejnych sprzymierzeńców w kraju, wspólnie z którymi stłumił opozycję. W ten sposób stał się władcą Wielkopolski. Dalej już idzie prosto jak przystało na zachodniego chrześcijańskiego władcę odbiera Czechom to co im wcześniej dał, czyli Małopolskę (odbywa się tu bez walki) a Kraków staje się stolicą jego księtwa. Odbiera im również ofiarowany Śląsk. Oszukani Czesi szukają wsparcia u wladcy niemieckiego, ale Kazimierz ma już nowego kumpla Jarosława i w d… ma opinie cesarza i skargi Czechów, wszak i tak obdarzył ich wolnością a teraz siła jest przy nim i mogą mu na puklerz wskoczyć :-)

Wreszcie może się spróbować rozprawić z najpotężniejszym wrogiem Masławem (przede wszystkim wrogiem jego nowego przyjaciela Jarosława). Plan jest prosty wystarczy przekupić wielkich panów Mazowsza iraz zagwarantować im władzę i przywileje w przypadku zwycięstwa Kazimierza. Tylko jak zwyciężyć potęznego Masława? Ano starym sprawdzonym sposobem czyli przez zdradzieckie skrytobójstwo :-)

Kiedy armia Jarosława wkracza na Mazowsze idzie z nimi Kazimierz i kiedy ścierają się z Masławem, Masław „przypadkowo ginie” a Mazowsze chętnie przyjmuje zwierzchnictwo Kazimierza :-)

Jego syn Bolesław Śmiały dąży do przywrocenia zwierzchności Polski nad Czechami i Wegrami, ale w wyniku wewnętrznych intryg i spisków zostaje wygnany i zastąpiony spolegliwym Wladysławem Hermanem, ktory caly okres panowania poświęca oslabieniu Polski jednak jego syn Krzywousty ponownie jednoczy Polskę itd :-)

Propaganda zwycięzców rzecz jasna próbują przedstawiać to inaczej, dla nich Kazimierz Mnich, były zakonnik jest cudownym nieskazitelnym bohaterem bo „przywraca” Polsce chrześcijaństwo – aczkolwiek czyni to zadziwiajaco ostrożnie i bez zapału jak na mnicha, czyżby był czlowiekiem malej wiary? Tylko formalnie przywraca funkcjonowanie niektórych biskupstw, żadnego nawracania tępienia pogan – nic :-)

Pewnie wiarę i zapał miał on i wielką, ale prawda jest taka iż nic więcej zrobić nie mógł pragnąc pozostawać u władzy. Zresztą jego następcy też nie słynęli z pobożnosci mimo iż Krzywoustego wynosi się pod niebiosa za chrystianizację pomorza – tyle, że była to nad podziw łagodna chrystianizacja jak na tamte czasy a przy tym tylko formalna i wynikała z polityki a nie pobożności.

Sytuacja nie zmieniła się przez kolejne wieki. Rozbudował się aparat kościelny jednak wyznawcami nowej wiary w istocie były tylko dwory królewskie, książece i możnowładców, podczas gdy przytłaczajaca większość Polaków pozostawała przy dawnych wierzeniach. Dowodzą tego zapiski kościelne na przestrzeni wszystkich wieków o nadal utrzymującym się pogaństwie.

Np. W XIII w. bulla papieska potępiła pogańskie praktyki w stołecznym Krakowie – samym centrum nowej religii. W1420 roku synod biskupów w Poznaniu potępia pogańskie obrzędy i praktyki nadal utrzymujące się w najbardziej chrześcijańskich miastach.

W rzeczywistości nawet urzędnikom aparatu kościelnego nie chciało się „nawracać owieczek” co najlepiej ilustruje zachowana wypowiedź jednego z nich: „Niech i w kozła wierzą byle dziesięcinę płacili”. Nie tylko nie nawracano owieczek, ale nie interesowano się co one wyznają stąd wiele dziwnych zapisów i raportów w których kapłani informują, że ich owieczki nie tylko żadnych prawd wiary nie znają, ale nawet żadnej modlitwy.

Jeszcze pod koniec XVIII wieku mimo usilnej i rzeczywistej chrystianizacji zdarzały się w Rzeczypospolitej całe wsie w komplecie pogańskie.

Rzeczywista chrystianizacja Polski zaczęła się dopiero w XVI w a i to skupiala się na szlachie i ludności większych miast i nie była to tylko chrystianizacja, ale katolicyzacja, która ostatecznie doprowadziła do rozbiorów. Warto tu przypomnieć o gorliwości z jaką ówczesny papież namawiał do rozbiorów i można go doskonale zrozumieć, gdyż faktycznie tylko rozbiory mogły doprowadzić do rzeczywistej chrystianizacji Polski nawet za cenę oddania jej części wrażym prawosławnym. Stąd też za realną datę chrztu Polski można przyjać 24 października 1795r gdyż to wlaśnie ta data przesądziła o chrystianizacji Polski. Oczywiście jest to również data zniknięcia Polski z mapy świata zaś jej odrodzenie już jako kraju w pełni chrześcijańskiego nastąpiło 11 listopada 1918 r więc formalnie należało by wlasnię tę datę uznać, za faktyczną datę chrztu Polski.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że niespełna stulecie faktycznego chrztu Polski jest nie do zaakceptowania nie tylko przez chrześcijan, ale również byłoby to obciachowe dla europejczyków więc bez względu na fakty trzeba ze względu na nasz prestiż przesunąć datę kiedy nasz naród stał się chrześcijański bardziej wstecz, aby więc nie łgać jak pies trzeba ją wyznaczyć na 24 października 1795r. Co prawda jest to dopiero początek masowej chrystianizacji Polaków, ale chrystianizacji zakończonej pełnym sukcesem więc jest to dobra data.

Pojawia się pytanie dlaczego nastąpiło to tak późno, podczas gdy np. taka Ruś została bez problemu ochrzczona za życia jednego wladcy Świętego Włodzimierza? Otóż po pierwsze Włodzimierz chrzcił ogniem i mieczem, na siłę i masowo czy się to komu podobało czy nie, podczas gdy w Polsce ani nie było to możliwe ani żaden władca tego nie próbował z wielu powodów. Po drugie Włodzimierz narzucając chrzest we wschodniej tradycji skorzystał ze spuścizny Cyryla i Metodego dzieki temu od początku możliwe było nauczanie nowej religii, jednak mimo to stara religia miała się tam całkiem dobrze przez następne wieki. W Polsce przyjęto religię łacińską z tym językiem liturgicznym niezrozumiałym dla nikogo poza garstką uczonych skupionych wokół dworu stąd o jakiejkolwiek chrystianizacji w pierwszych wiekach mowy być nie mogło – szczególnie iż spora część duchowieństwa również mówiła niezrozumiałym dla większości językiem, dlatego nowa religia nie mogla wyjść poza kręgi dworskie. Istnieje przekaz o pierwszym przekladzie biblii Psałterzu z 1280 roku, przetłumaczonym dla królowej Kingi później zaś powstał Psałterz królowej Jadwigi zwany też Psałterzem floriańskim (z ok. 1395–1405), ale oczywiście były one dostępne tylko nielicznym więc faktyczna chrystianizacja była praktycznie niemożliwa. Zachowało się wiele fragmentów sugerujących, że przynajmniej Ewangelie musiały być tłumaczone na język polski, przynajmniej w XV wieku, co odkrył Aleksander Brückner, stąd nie istniała możliwość rzeczywistej chrystianizacji przed XVw. Dopiero wydane drukiem prawdopodobnie w latach 1526–1527; Rozmyślania przemyskie z przełomu XV i XVI wieku, których rękopis zawiera niemal całą Ewangelię św. Mateusza dawał podstawę do chrystianizacji Polski. Stanisław Sarnicki h. Ślepowron (1532–1595) powiada, że w Polsce, w dawnych czasach Biblia znajdowała się tylko w trzech miejscach: u króla, u arcybiskupa i w domu Ostrorogów.

Pierwsze w historii przekłady całości Biblii (Starego i Nowego Testamentu) na język polski pojawiają się w okresie reformacji. Są to: kalwińska Biblia brzeska (zwana też „Radziwiłłowską”) z 1563 roku, ariańska Biblia nieświeska 1570–1572 oraz luterańska i kalwińska Biblia gdańska (1632). Pierwsze pełne tłumaczenie z kręgów katolickich (oparte nie na łacińskim XV-wiecznym tłumaczeniu) to Biblia Leopolity zwana też Szarffenbergowską (1561). Wreszcie katolicka Biblia ks. Wujka (całość wydana w 1599 r., Nowy Testament 1593, Psalmy 1596). Nie powinno zatem dziwić iż rzeczywista chrystianizacja Polski rozpoczęła się dopiero w XVI w i przebiegała opornie. Sytuację zmieniły rozbiory i to im zawdzięczamy, że staliśmy się narodem chrześcijańskim dlatego tę datę możemy przyjąć jako rzeczywistą datę chrztu Polski i dzieki nim Polska mogla odrodzić się jako już chrześcijański kraj.

Czy jesteśmy „Słowianami”?

  • Napisane 30 grudnia 2015 o 19:36

Tytuł ten nawiązuje do tekstu kolportowanego jakiś czas temu na wielkich portalach, w których autor próbował nieudolnie przekonywać, prezentując własne ułomności umysłowe, jakobyśmy dziś nie mieli nic wspólnego z naszymi przodkami :-)

Regularnie pokazują się na ogólnopolskich portalach jakieś dziwne teksty, których autorzy zakładają (niekiedy słusznie) całkowity brak jakiejkolwiek wiedzy na temat naszych przodków, naszej historii, prymitywnie oczerniając „Słowian” w ogólności a Polaków w szczególności. Zwolennicy teorii spiskowych często przy tego typu okazjach krzyczą iż nasze media są w obcych, wrogich nam rękach (co jest prawdą), ale rzeczywista przyczyna dlaczego pluje się na naszą przeszłość jest inna.

Kiedyś jeden z najbardziej znanych polskich dziennikarzy w przypływie szczerości wyjaśnił dlaczego tak jest mówiąc: „My dziennikarze musimy mówić tylko źle o Polsce i dyskredytować przeszłość ponieważ tego wymaga od nas odpowiedzialność i racja stanu w dobie integracji z Unią Europejską. Gdybyśmy mówili dobrze o Polsce, o Polskości, stwarzalibyśmy zagrożenie nacjonalizmem, co mogło by się stać zagrożeniem dla eurointegracji i groziło regresem cywilizacyjnym, dlatego musimy z tym walczyć i robimy to od odzyskania wolności.”

Nie będę się wypowiadał na temat „odpowiedzialności” dziennikarzy w dobie „wolnej polski” czy ich „racji stanu” z której wynika plucie na Polskę, Polskość i Polaków oraz „Słowiańszczyznę” jako taką. Nie interesuje mnie również to czy ktoś z moich rodaków poddany temu „misjonowaniu” uważa się za „Europejczyka” wstydząc się swojej „Słowiańskości” czy „Polskości” i poczuwający się w związku z tym do opluwania, zohydzania i negowania naszej przeszłości. Ideologie bywają różne i część ludzi zarażonych nimi nawet nieświadomie czuję potrzebę ich „misjonowania” i nie jest to mój problem. Nie zamierzam tu również bezsensownie dowodzić oczywistego faktu, że czy się to komu podoba, czy go to zawstydza jesteśmy „Słowianami” i jesteśmy Polakami i nawet żarliwie udając kogoś innego nimi pozostaniemy.

Natomiast zupełnie inną sprawą jest to, jak wiele ze spuścizny naszych przodków do dziś się w nas zachowało.

Słowa „Słowianin” używam tu w cudzysłowie ponieważ dziś w wyniku ideologicznych manipulacji jest ono używane niezgodnie z prawdą historyczną dla określenia ludu naszych przodków. Historycznie oczywiście nigdy nie byliśmy Słowianami gdyż słowo to wywodzi się od słowa Sclaveni co jak wyjaśnia Jordanes było określeniem na lud, który wydzielił się z ludu naszych przodków zwanych Wenetami i owi Sclaweni w istocie byli Wenetami, którzy wywędrowali na wschód i południe. Naszych przodków zaś praktycznie do współczesności (w niektórych językach do dziś) określa się mianem Wenti, Wenedi i innymi nazwami wywodzącymi się od pierwotnej nazwy. Sclaweni zaś, czyli Słowianie byli tylko częścią tego ludu i nie wszystko co pisano o Sclawenach odnosiło się do całości ludu Wenti czyli Wenetów. To szkicowe nawiązanie do rzeczywistych historycznych nazw wskazuje tylko na to iż historycznie twierdzenie, że nie jesteśmy ani nie byliśmy „Słowianami” jest jak najbardziej słuszne tak samo jak oczywiście historycznie prawdziwe jest twierdzenie, ze Niemcy nie są ani nigdy nie byli Germanami. Ponieważ jednak w potocznej świadomości udało się zaszczepić znaczenie słowa „Słowianie” jako określenie nazwy naszych przodków i ludów od nich się wywodzących i w takim znaczeniu zazwyczaj tego słowa się używa (choć w kontekście historycznym prowadzi to do nieporozumień tak jak i określenie Germanie) w dalszej części w tym znaczeniu będę używał słowa „Słowianie” i w tym znaczeniu oczywiście jesteśmy „Słowianami” czy się to komu podoba czy nie, a nasza przeszłość stała się częścią naszej tożsamości, naszej teraźniejszości mimo iż wiele zatraciliśmy w stosunku do naszych przodków.

Nasi przodkowie: „sposobem życia i zwyczajami, i miłością ku wolności; żadnym sposobem nie można skłonić do niewolnictwa względnie podległości w swoim kraju.” Pseudo-Maurycjusz (VI-VII w. – pisarz bizantyjski)

Tę cechę zatraciliśmy aktualnie i oczywiście łatwo nas obecnie – szczególnie od czasu „odzyskania wolności” skłonić do podległości i niewolnictwa w naszym kraju, aczkolwiek ziarenko buntu w tym względzie ciągle w nas tkwi.

„nie podlegają władzy jednego człowieka, lecz od dawna żyją w ludowładztwie i dlatego zawsze wszystkie pomyślne i niepomyślne sprawy załatwiane bywają na ogólnym zgromadzeniu.” Prokopiusza (VI wiek n.e)

Ludowładztwo odebrało nam chrześcijaństwo i tak już zostało i choć współcześnie bredzi się o demokracji, nie pozwala się nam podejmować decyzji w referendach więc i tę rzecz utraciliśmy.

Kronikarz biskupa Ottona Mistelbacha napisał o naszych przodkach:

„“…taka panuje u nich uczciwość i wzajemne zaufanie, że nie znając u siebie zupełnie kradzieży i oszustw, schowki i skrzynie trzymają niezamknięte. Niezwyczajni zamknięć i kluczy, wielce się dziwowali, widząc juki i skrzynie biskupa pozamykane.”

Oczywiście od czasu „odzyskania wolności” media ciągle wmawiają nam, że jesteśmy narodem złodziei i oszustów. Dla mnie jest to o tyle ciekawe, że nie przypominam sobie, abym przez całe moje życie został okradziony przez Polaka. Kilka razy zostałem okradziony przez Cyganów, Niemców i europejczyków, ale nigdy przez Polaka. Pamiętam, że kiedy byłem mały i często spędzałem wakacje na wsi u babci, to nikt tam drzwi nie zamykał, nawet kiedy domownicy opuszczali dom, to wieszali klucz na drzwiach, co świadczyło, że nikogo nie ma w domu i jakoś nikt nikogo nigdy nie okradł. Owszem mama mi opowiadała, że jak była dziewczynką to sąsiadka ukradła kołdrę i cala wieś była tym faktem zbulwersowana, nawet po dwudziestu latach od tego wydarzenia. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że szczególnie w większych miastach nie było tak różowo a po „odzyskaniu wolności” dzięki integracji europejskiej jest coraz gorzej i kradzież stała się nie tylko pospolita, nie tylko akceptowana, ale wręcz stawiana za wzór. Wszak to europejczycy z „Uni Wolności” ciągle krzyczeli w tv, że pierwszy milion trzeba ukraść i dawali temu przykłady w formie różnorakiej „prywatyzacji”. Zresztą to ciągle narasta i takich ludzi stawia się za wzór nazywając ich ludźmi przedsiębiorczymi – przy czym podkreśla się, że większości Polaków brakuje tej „przedsiębiorczości” czyli fałszu i kradzieży, nazywając ich nieudacznikami.

Prokop pisze „Prosty ich umysł nie zna złości ni fałszu”.

Co do kłamstwa i fałszu obcych słowianom, to w „wolnej Polsce” osiągnął on monstrualne, niewyobrażalne wcześniej rozmiary i nie chodzi tylko o polityków, media, sądownictwo i handel, gdzie są one jak powietrze naturalne i niezbędne :-) Oczywiście w słowiańskiej cywilizacji żadna z tych profesji nie mogła zaistnieć ani nie była do niczego potrzebna. Akceptując kłamstwo i fałsz, uważając je za coś naturalnego, pochwalając i parając się tym, całkowicie tracimy swoją słowiańskość, gdyż jak mówiła Baba Wanga: „Kraty nie mogą skruszyć duszy, ale kłamstwo z łatwością”.

My nie tylko żyjemy w cywilizacji kłamstwa, ale aprobujemy je, pochwalamy i wynagradzamy. Przykładowo wiemy, że politycy kłamią, a jednak popieramy ich idąc na wybory i świadomie bronimy ich kłamstw mówiąc: „Ci drudzy też kłamią”. To samo odnosi się do mediów, prawników, handlowców itd. ale również do zwykłych ludzi którzy kłamią – usprawiedliwiamy ich i sami również kłamiemy na co dzień usprawiedliwiając się, że są to „malutkie kłamstewka”, „nie mówienie całej prawdy” itd. itd. Mówi się również iż we współczesnym świecie nie da się nie kłamać :-)

Kiedy miałem 18 lat postanowiłem nie kłamać, nie obmawiać nikogo za plecami i mówić to co myślę. Okazało się, że nie jest to takie proste, bo jak każdy miałem nawyk kłamania w drobnych sprawach. Np. koleżanka pyta jak wyglądam a my automatycznie kłamiemy – super – i brniemy dalej :-)

Starając się nie kłamać zyskałem więc sobie opinię bezczelnego, aroganckiego chama o wygórowanym mniemaniu o sobie, zyskałem sobie trochę wrogów, ale również szerokie grono wartościowych przyjaciół. Po dwu latach postanowiłem nie być tak ortodoksyjny w mówieniu prawdy co polegało na tym, ze dalej starałem się być szczery i nie kłamać tyle, że zamiast mówić w rożnych sytuacjach zachowywałem milczenie :-) Okazało się, ze oduczenie się mówienia wszystkiego szczerze, prosto z mostu co krępuje i wprowadza w pomieszanie dzisiejszych ludzi, jest o wiele trudniejsze niż oduczenie się kłamania :-)

Piszę o tym tylko po to aby dowieść, że da się nie kłamać i żyć bez fałszu i to całkiem dobrze, tyle że trzeba równocześnie nauczyć się trzymać język za zębami. Jeśli tak postępujemy większość ludzi przyzwyczaja się do tego nawet jak bardzo ich to irytuje, przy czym większość i tak nie wierzy, że się mówi prawdę i bierze to za zupełnie coś innego :-) Tak więc nawet we współczesnym świecie kłamstwa da się przynajmniej częściowo pozostać słowianinem.

Adam z Bremy w XIw pisze: „Co do obyczajów i gościnności nie znalazłbyś narodu, któryby zacniejszym był i dobrotliwszym.”

Niestety ta słowiańska cecha również obecnie zanika i jej zanik szczególnie rzuca się w oczy w byłym niemieckim zaborze, szczególnie w większych miastach, natomiast ciągle można ją znaleźć w tzw. Polsce „b” więc aby pozbyć się słowiańskości i stać się „europejczykami” muszą nasi władcy, politycy oraz media jeszcze się sporo napracować, chociaż efekty powoli się pojawiają.

„…nie znaleźć u nich kiedykolwiek żebraka albo kogoś w niedostatku”

Helmold, kronikarz z drugiej połowy XII w

Pod tym względem już praktycznie wyzbyliśmy się słowiańskości i stało się to wreszcie w nowej europejskiej Rzeczypospolitej. Co prawda za sanacji bogato nie było, ale przynajmniej wiejskie społeczności troszczyły się o siebie np. gospodarze składali się na posag dla sierot, a i bogatsi ziemianie wspierali swoich biednych chłopów. W nowej Polsce już nikogo nie rażą żebrzące dzieci, ani sąsiedzi żyjący w nędzy, uczy się pogardy dla biednych ludzi i odwracania się od nich jak od trędowatych, jako od nieudaczników, patologicznego elementu i innych takich. Nie jest to całkowita nowość, bo dawniej w miastach też różnie bywało, jednak teraz europejskość zaczyna docierać do wsi więc jak widać medialna praca ostatnich 25 lat zaczęła docierać pod strzechy wykorzeniając słowiańskość na korzyść europejskości.

„Znajdujących się u nich w niewoli nie trzymają w niewolnictwie, jak inne plemiona przez czas nieograniczony, lecz ograniczają czas terminem, dają im wybór, albo za umowny wykup wrócą do swoich lub pozostaną jako wolni i przyjaciele.”

Pseudo-Maurycjusz (VI-VII w. – pisarz bizantyjski)

Dziś niewola wygląda inaczej i ma inny wymiar, najczęściej niewolnikiem jest pracownik, czy podwładny i niedopuszczalnym jest aby stał się przyjacielem swojego pana. Jest to kolejna wartość europejska, której wpajanie idzie całkiem nieźle. Mnie również uczono aby nie spoufalać się z podwładnymi i pracownikami, bo to rzekomo coś tam podważa, szkodzi a przede wszystkim naraża na szwank autorytet i to prawie tak demoralizująca rzecz, jak danie komuś czegoś za darmo :-) Przez zdecydowaną większość mojego życia zawodowego byłem na funkcji „pana i władcy” mimo to całkowicie obce było mi stwarzanie podziałów, obce słowianinowi – podobnie jak i uległość czy szacunek dla przełożonych :-) Na szacunek trzeba sobie u mnie zasłużyć a jaką ktoś funkcję sprawuje jest dla mnie nieistotne. Nigdy nie stwarzałem żadnego dystansu względem moich „niewolników”, zawsze starałem się być uprzejmy i pomocny i do dziś nie pojmuję czego w większości budziłem strach, zaś wszyscy traktowali mnie z szacunkiem – ze zwierzchnikami to inna sprawa :-)

W rzeczywistości chodzi tu o dużo szersze aspekty słowiańskości jak okazywanie szacunku starszym, dbanie o wspólne dobro, myślenie o potrzebach innych, szanowanie, a co za tym idzie uważne słuchanie innych i próba rzeczywistego ich zrozumienia, otwartość i życzliwość dla innych, szczerość i wiele innych słowiańskich cech zupełnie nieznanych i niezrozumiałych dla europejskiej cywilizacji, a zupełnie naturalnych dla słowianina. Na ile je w sobie mamy a na ile je w sobie wykorzeniliśmy przyjmując wartości europejskie określa czy tak naprawdę możemy uważać się za słowianina czy też jak autor tekstu kwestionującego naszą słowiańskość, negować naszą słowiańskość.

Aby być słowianinem nie wystarczy ubrać się dziwnie, i wznosić okrzyki „jestem słowianinem”. To nie jest kwestia deklaracji czy wiary, ale naszego sposobu myślenia i cech będących spuścizną po naszych przodkach. Dlatego pytanie czy jesteśmy słowianami powinniśmy zadać sami sobie patrząc, ile z wartości i myślenia słowiańskiego w sobie mamy w naszym codziennym życiu. Czy jesteśmy gościnni, ufni, szczerzy czy naprawdę szanujemy innych, naszą matkę ziemię, czy też jesteśmy przedsiębiorczymi, asertywnymi egoistami, pogardzającymi innymi uważającymi, ze cel uświęca środki, czyli przeciwieństwem słowian „prawdziwymi nowoczesnymi europejczykami” czy też „obywatelami świata”. Oczywiście nie każdy musi być słowianinem, różne narody jak i różne kultury mają swoje cenne wartości i zasługują na szacunek, nawet jeśli są nie tylko odmienne, czy wręcz przeciwne wartościom słowiańskim. Nie musi to oznaczać, że są one gorsze a tylko to, że nie są one wartościami słowiańskimi. Przykładem tego może być chociażby rola i pozycja kobiety w danej kulturze.

U słowian kobiety zawsze nie tylko były równe mężczyźnie, ale w znacznej mierze miały pozycję wyższą od mężczyzn i nie zmieniło się to niemal do czasów współczesnych. Natomiast w cywilizacji „europejskiej” kobiety traktowano tak: „Wartość kobiety polega na jej zdolnościach rozrodczych i możliwości wykorzystania do prac domowych .Кobiety są bowiem natury z tym ich nadmiarem wilgoci i ich temperaturą ciała świadczącą o cielesnym i duchowym upośledzeniu są rodzajem kalekiego, chybionego, nieudanego mężczyzny Pełnym urzeczywistnieniem rodzaju ludzkiego jest mężczyzna.” (Tomasz z Akwinu)

Pod tym względem nic się nie zmieniło w kulturze europejskiej jak to trafnie przedstawił Tomasz z Akwinu „kobiety są rodzajem kalekiego, chybionego, nieudanego męczyzny” i wszystkie zachodnie ruchy feministyczne walczące o rónouprawnienie dążą tylko do jednego, by uczynić z tego nieudanego mężczyzny prawdziwego mężczyznę (to samo dotyczy europejskiego antyrasizmu jak i innych rzeczy). Równouprawnienie w kulturze europejskiej to przerobienie kobiety na mężczyznę bo jest to kultura mężczyzn jednopłciowa do tego szalona stąd te grendery i inne szaleństwa.

Słowiańska kultura była dwupłciowa i słowianin mężczyzna nigdy nie patrzył na kobietę jak na innego mężczyznę tylko niedoskonałego. Słowianinowi kobieta jawiła się jako odmienna istota, mająca w sobie coś mistycznego, czego zupełnie nie pojmowali antyczni kronikarze pisząc o tym. Słowianki były również wojowniczkami, co również było niepojęte dla europejczyków. Były władczyniami, ceniono ich mądrość. Wprowadzając u nas „europejskość” z jednej strony wmawia się słowiankom, że są „upośledzonymi mężczyznami”, słabszymi, głupszymi, a z drugiej strony każe się im stać prawdziwymi, pełnowartościowymi, silnymi mężczyznami w ramach rzekomej walki o równouprawnienie :-)

Tak samo próbuje się wmawiać słowianom by wbrew sobie zaczęli wierzyć, że kobiety są od nich głupsze, słabsze i gorsze oraz traktowali je stosownie do tego. Na ile to się udaje trudno mi powiedzieć jako iż pod tym względem jestem 100% słowianinem i wiem, że kobiety są zazwyczaj silniejsze i mądrzejsze od mężczyzn i jeśli ktoś tu powinien walczyć o równouprawnienie to jesteśmy to my :-)

Słowianka nawet z wypranym mózgiem opowiadająca jaka to z niej słaba wrażliwa kobieta i próbująca taką być jak nakazuje europejska tradycja, wypada w tej roli nieprzekonywująco a starając się być mężczyzną staje się sfrustrowanym dziwolągiem :-)

Słowianka – nie europejka – jest piękną i silną istotą nie muszącą niczego udawać, a przy tym doskonale zna swoją wartość. Wie, że jest silniejsza i mądrzejsza od mężczyzny i nie musi tego dowodzić, podobnie jak słowianin mężczyzna również zna swoją wartość i nie musi niczego dowodzić ani współzawodniczyć z kobietą. Obie płcie nawzajem się szanują i nie ma potrzeby dominacji z żadnej strony, ponieważ znają swoją wartość co nie istnieje w cywilizacji europejskiej. Tak więc nasz stosunek do płci przeciwnej jest również wyznacznikiem naszej słowiańskości czy jej braku. Jeśli płeć przeciwną traktujemy z szacunkiem, jesteśmy słowianinami jeśli pogardzamy nią i walczymy o dominację, jesteśmy europejczykami :-) To wszystko warto mieć na uwadze zadając sobie pytanie czy jestem Słowianinem.

Wilczarka i Żar Ptak

  • Napisane 25 października 2015 o 19:18

Mimo iż była dopiero wczesna jesień dzień był bardzo zimny, niebo zasnuwały chmury a porywy silnego wiatru przenikały do szpiku kości. Wilczarka owinęła się mocniej opończą i wraz z grupą pielgrzymów do których się przyłaczyła, pięła się równym krokiem wąską dróżką prowadzącą na szczyt świętej góry. Wielu pielgrzymów odwiedzało świętą górę by złożyć ofiary i otrzymać błogosławieństwo Bogów i dobrych duchów zamieszkujących świętą górę. Czuła jednak iż wędrujące grupy pielgrzymów robiły to z przyzwyczajenia i nadziei na spełnienie pragnień. W niewielu z nich wyczuwała szczerą radość, wdzięczność i szacunek dla duchów. Serca pielgrzymów tłumiła mgła emanacji żmija, zatruwając je egoizmem…

Czas Królowych Kapłanek

  • Napisane 9 maja 2015 o 12:42

Przynajmniej od czasów Herodota do Adama z Bremy kronikarze wskazywali na nasze ziemie jako na kraj Amazonek. Herodot wyjaśnia iż najdzielniejsi ze Scytów, którzy połączyli się z Amazonkami dając początek Sarmatom. Niemal identyczną opowieść znajdujemy w Kronice Kosmasa opisującej pradzieje Czechów – ta stara opowieść opisuje początek ludu naszych przodków a zarazem tłumaczy niezwykle wysoką pozycję kobiet w naszej jak i Sarmackiej kulturze. Pozycja ta była zupełnie odmienna niż w innych kulturach i nie chodzi tu tylko o fakt iż nasze przodkinie były wojowniczkami czy królowymi wszak również u Scytów znajdujemy zarówno wojowniczki jak i wielkie Królowe – pozycja kobiet u naszych bezpośrednich przodków była zupełnie wyjątkowa i niespotykana gdzie indziej. Kobiety w naszej kulturze były uważane za święte i zajmowały zupełnie wyjątkową pozycję. Jednym z pierwszych kronikarzy, który zwrócił na to uwagę aczkolwiek jego informacje były nieprecyzyjne i pochodziły z trzeciej ręki był Tacyt:

„Te miasta u nich najwierniej w przymierzach stoją, które w zakładzie szlachetne panny dają. Upatrują oni w płci żeńskiej coś świętego i proroczego; nie odrzucają rad ani nie gardzą wyrokami. Widzieliśmy za czasów Wespazjana Weledę, od ludu za Boginię mianą, przed nią Auryni i wielu innym podobną cześć oddawano nie z pochlebstwa, ale za Boginie je uważano. (..) (..Niektórzy Izydzie pokłon oddają. (…) Zawierać Bogów w ścianach czy pod ludzkimi wizerunkami im się kłaniać mają za rzecz niegodną ich majestatu. Gaje im tylko i lasy poświęcają a odludne owe ustronia domem Bogów nazywają z poszanowaniem na nie patrzą. Żadnego narodu nie masz co by tak co by tak pilnie losów i wróżek słuchał. (…) Na powszechnej naradzie kapłan narodowy a na prywatnych schadzkach gospodarz gospodarz miejsca pomodliwszy się do Bogów i wejrzawszy w niebo (…) podług wyrażonego znaku tajemnice wykłada. (…) Schodzą się w dniach kiedy księżyc jest w pełni lub nowiu rozumiejąc, ze te pory są najpomyślniejsze do rady. Nie mierzą czasu dniami jako my, ale nocami. (…) Posag nie żona mężowi, ale mąż żonie daje. (…) Nie znają żartować z występków. (…) Żaden kraj z taką ludzkością gości nie przyjmuje.” /Tacyt/

Analogiczne opisy znajdujemy u znacznie późniejszych kronikarzy jak chociażby u Ibrahima czy najwybitniejszego arabskiego historyka Al Masudiego aż do Adama z Bremy co dowodzi, że prawie nic nie zmieniło się przez ponad tysiąc lat.

Już od Tacyta wiemy, że „Widzieliśmy za czasów Wespazjana Weledę, od ludu za Boginię mianą, przed nią Auryni i wielu innym podobną cześć oddawano nie z pochlebstwa, ale za Boginie je uważano.” Jednak znacznie więcej możemy się dowiedzieć z późniejszych zachowanych kronik pisanych przez naszych kronikarzy. Kosmas z najwyższym obrzydzeniem pisze, że faktycznie po śmierci Kraka władczyniami były jego córki. Wymienia tu Libuszę jako władczynię, najmłodszą córkę Kroka, siostrę Tetki i Kazi.

„Po śmierci Kroka na władczynię obrano jego najmłodszą córkę, gdyż według Kosmasa była roztropniejsza od swoich sióstr i posiadała dar wieszczy. Założyła gród Libušín. Kosmas opisał Libuszę jako wspaniałą władczynię, prawą, przezorną i dobrą dla poddanych. Szczęśliwe rządy Libuszy trwały do czasu gdy miedzy dwoma możnymi doszło do sporu o granice posiadłości. Po rozsądzeniu sprawy na korzyść jednego z nich, drugi ostro zaprotestował przeciwko rządom kobiety. Urażona Libusza wskazała swoim poddanym wieś Stadice nad rzeką Bíliną, gdzie mieli znaleźć męża dla niej i władcę dla siebie. Wysłańcy odnaleźli tam Przemysła Oracza, który poślubił Libuszę i rządził wraz z nią ustanawiając prawa dla kraju.(…)”

Zdaniem czeskich historyków historia ta miała miejsce ok 350 lat przed narodzeniem Kosmasa tak więc pamięć o tych wydarzeniach musiała być jeszcze powszechna co tłumaczy fakt iż umieścił on ją w swej kronice mimo iż słynął z pomijania niewygodnych faktów. Będąc zagorzałym chrześcijaninem jak wszyscy ówcześni chrześcijańscy kronikarze przedstawiał fakty „prawomyślnie „ zgodnie z interesem kościoła i polityczną poprawnością, mimo to opisuje ostatnią władczynię zadziwiająco pozytywnie w przeciwieństwie do jej starszych sióstr na których daje upust swojej chrześcijańskiej nienawiści do kobiet – Tetce zarzuca, że zaprowadzała w Czechach wszelkie zabobony, przesądy i bałwochwalcze ceremonie – Kazi która słynęła jako czarodziejka, zielarka i lekarka, która miała zdolność odnajdywania przedmiotów co znalazło odbicie w przysłowiu: Tego nie potrafi zwrócić nawet sama Kazi – również nie potraktował dobrze. Tym niemniej w pamięci ludu wszystkie były czczone i szanowane.

Żyjący sto lat później Mistrz Wincenty zwany kadłubkiem w przeciwieństwie do Kosmasa był nie tylko wybitnym uczonym erudytą oraz ojcem soborowym, ale również słynął ze swojego obiektywizmu i naukowych poszukiwań. Pisząc swoją kronikę czerpał z istniejących w jego czasach znanych z różnych wzmianek kronik, które nie przetrwały nie odwołując się do niepewnych ludowych legend i opowieści. Od niego dowiadujemy się o Wandzie legendarnej władczyni otoczonej miłością ludu, przepięknej Bogini władającej żywiołami, której czarowi wszyscy się poddawali – przedstawia również szereg historycznych faktów z różnych źródeł, które znalazły potwierdzenie we współczesnych badaniach historycznych jak i archeologicznych. W swojej kronice Mistrz Wincenty nie może uwierzyć iż fakty te działy się przed naszą erą jak podawały dostępne mu źródła jednak nawet przytoczony powyżej cytat z Tacyta potwierdza iż Wanda uznawana za Boginię żyła około początków naszej ery a przed nią jak i po niej były inne.

Wszystko wskazuje iż to właśnie od imienia kobiety, żyjącej Bogini Wandy wziął nazwę jej lud zwany Wenetami znany od początków naszej ery do współczesności ludem tym byli nasi przodkowie i tak zwali nas praktycznie do współczesności nasi sąsiedzi zanim praktycznie teraz zastąpiono tę nazwę błędna nazwą Słowianie. Rzeczywiści Słowianie – Sklaweni byli ludem który ok 5 w.n.e. wyodrębnili się z Wenetów i wywędrowali na południe gdzie w większości zasymilowali się z tamtymi ludami my natomiast pozostaliśmy Wenetami.

Żyjąca Bogini Wanda było to coś nie do zaakceptowania przez chrześcijańskich kronikarzy, aczkolwiek nie było to niczym niezwykłym u naszych przodków – jak podaje Tacyt Wanda nie była pierwsza, aczkolwiek musiała być wyjątkowa nawet na tle innych żyjących Bogiń skoro od Jej imienia wziął nazwę nasz lud jak i fakt iż kolejne żyjące Boginie tytułowano Jej imieniem. Aby zrozumieć kim naprawdę były Żyjące Boginie Wandy nasze święte władczynie najlepiej przyjrzeć się do dziś istniejącej Tybetańskiej tradycji Tertonów. Tradycja ta uznaje iż Boskie istoty manifestują się w naszym świecie w ludzkiej formie by nauczać i pomagać ludziom. Narodzinom takich istot towarzyszą niezwykłe znaki a one same od wczesnego dzieciństwa objawiają niezwykłe duchowe moce i mądrość. Wyjątkowi Tertoni odradzają się raz po raz i w tradycji Tybetańskiej zachowują swoje imię – tytuł w kolejnych wcieleniach. Podobna tradycja istnieje do dziś w Hinduizmie zaś w przeszłości istniała w różnych kulturach również w naszej tradycji i co potwierdza Nestor była żywa przynajmniej na Rusi do XII w.

Wandy Boskie Królowe jak się je przedstawia i o których mówi się iż władały Wenetami (co najmniej od I w.n.e do początków VIII w (jak utrzymują czescy historycy) w istocie były takimi Boskimi Inkarnacjami, nauczycielkami obdarzonymi mądrością jak i duchowymi mocami. Nie były jednak tak naprawdę królowymi ponieważ społeczeństwo Wenetów nigdy nie było społeczeństwem hierarchicznym nawet wówczas kiedy rozpoczęło się władanie królów. Społeczeństwo Wenetów zawsze było jakbyśmy to dziś powiedzieli społeczeństwem demokratycznym o systemie demokracji bezpośredniej – o czym pisał już Tacyt – gdzie wszelkie decyzje podejmowały na wiecach zgromadzenia starszyzny a w ważnych sprawach zgromadzenie wszystkich co nie zmieniło się nawet Kiedy zaczęli władać królowie. Tworzenie warstw społecznych w naszym społeczeństwie rozpoczął dopiero Chrobry a rzeczywiste różnicowanie rozpoczęło się dopiero po upadku Polski wraz z z nastaniem Kazimierza odnowiciela, ale to już zupełnie inna historia.

Rządy Boskich Królowych nie miały cienia autokratyzmu, opierały się na zaufaniu, oddaniu i miłości ludzi do Władczyń otoczonych głębokim szacunkiem. Królowe Kapłanki nie rozkazywały a tylko doradzały kiedy pytano je o radę, jednak w przypadku zagrożenia jak wskazuje historia Wandy stawały na czele Wenetów, ale nawet wówczas próbowały mediacji i pokojowego rozwiązania sporu wykorzystując swoje duchowe moce. Imperium Wenetów było rozległe, bogate i ludne było również potężne militarnie skutecznie odstraszając wrogów zaś ich wojownicy uchodzili za niepokonanych, którym dorównać by mogli tylko sami Bogowie, nie istniały w nim żadne spory, konflikty, wszyscy cieszyli się dostatkiem i opiekom wiodąc szczęśliwe życie i w ten sposób kwitło około tysiąca lat dopóki władały nim Boskie Królowe. Był to piękny, bogaty szczęśliwy kraj osnuty mgła tajemnicy. W tradycji tybetańskiej takie kraje określa się mianem Pejul – bezpieczne miejsce w którym może bez przeszkód rozkwitać duchowa tradycja, obdarzone szczególnym błogosławieństwem i ochroną i jak mówi tradycja Tybetańska Pejul jest przez pewien czas takim miejscem a później nim być przestaje. Innym określeniem jest święty kraj dharmy – dobrego prawa czy ukryta duchowa kraina. Kraj Wenetów pod opieką Boskich królowych Tybetańczycy określili by mianem świętego kraju Dakiń. Tak doskonałej świętej krainy jakim był kraj Wenetów pod władaniem Boskich królowych w czasach historycznych nie było nigdzie indziej i wysoce prawdopodobne jest iż wiele legend o duchowych krainach odnosi się właśnie do kraju Wenetów gdyż było to jedno z nielicznych miejsc na świecie gdzie nie znano kłamstwa, nieprawości i innych przywar a gdzie kultywowano cnoty i duchowość. Jeszcze wiele wieków po zniknięciu Boskich Królowych kronikarze ze zdziwieniem pisali o naszych przodkach:

„(…) nie znajdziesz między nimi złodziei ani oszustów(…) Nie obawiają się żadnego podstępu, bo go sami nie uprawiają.(…)” Żywot św Ottona.

„„Nikt nie znał słowa „moje”, lecz na kształt życia mniszego mieli – „naszym” ustami, sercem i czynem ogłaszali. (…)” Kosmas

„Posiadają oni wiele cnót przyrodzonych. Są bowiem nadmiernie gościnni, a rodzicom swoim nadzwyczajna cześć wyrządzają. Nie ma też ani jednego ubogiego ani żebraka między nimi. Skoro bowiem którego choroba osłabi, lub starość sił pozbawi, oddają go pod opiekę spadkobiercy, a ten z największą ludzkością o niego ma staranie (…) nie masz w świecie gościnniejszego narodu od Słowian.” Helmold

„Co do obyczajów i gościnności nie znalazłbyś narodu, który by zacniejszym był i dobrotliwszym.”

Adam z Bremy

Lew Mądry oprócz innych cnót słowiańskich wymienia wierność i wstydliwość niewiast słowiańskich w której celują, oraz niezwykle, ludzki stosunek do jeńców, którym po odsłużonym okresie Słowianie pozwalają zostać wśród siebie jako równym lub wracać do swoich jeśli taka ich wola.

Prokop pisze „Prosty ich umysł nie zna złości ni fałszu”.

Aby zrozumieć czym było święte królestwo Wenedów pod władaniem Boskich Królowych musimy jeszcze raz odwołać się do tradycji Tybetańskiej jak i uznanej przez duchowych Mistrzów Tybetu za siostrzaną duchową tradycję Indian Ameryki Północnej. Jakkolwiek duchowa spuścizna Tybetu jest bezcenna to jednak sama cywilizacja Tybetu i związane z nią stosunki społeczne były bardzo negatywne i nie można o nich nic dobrego powiedzieć, dlatego te dwie rzeczy należy wyraźnie rozdzielić. Mistrzowie duchowi manifestujący się w Tybecie, byli w pewnym sensie zakładnikami tej bardzo negatywnej kultury i ich nauki niemal zupełnie nie przekładały się na realia materialne, poza tym zakłócone były z powodu autokratyzmu i rozwarstwienia społecznego. Z kolei w tradycji Indian Ameryki północnej stosunki społeczne w obrębie określonego ludy pozostawały praktycznie doskonale – podobnie jak u naszych przodków. Nie istniało rozwarstwienie społeczne, panowała doskonała demokracja, wszyscy opiekowali się wszystkimi jednakże pomiędzy różnymi ludami dochodziło do konfliktów i nie wykształciła się tak doskonała harmonia i pomyślność jak u naszych przodków mimo wielu podobieństw. Zarówno wśród Indian jak i w Tybecie manifestowały się (i nadal manifestują) w ludzkiej formie Boscy Nauczyciele obdarzeni duchowymi właściwościami i mądrością by przekazywać ludziom wiedzę i opiekować się nimi. Okoliczności pojawienia się takich istot i towarzyszące im znaki są takie same. Opiekunowie Ci w tych dwu kulturach przekazują duchową wiedzę i nauki. Jednak o ile wśród Indian mistrzowie Ci przekazywali nauki wszystkim i wszyscy je praktykowali osiągając realizację stosowną do swoich zdolności o tyle w Tybecie nauki te były przekazywane tylko nielicznym spośród których tylko nieliczni praktykowali je osiągając realizację. Tybetańska kultura narzucała też poważne ograniczenia w prezentowaniu tych nauk których to ograniczeń nie było wśród Indian. Z drugiej jednak strony w kulturze Tybetańskiej nauki te były utrwalane i miały ściśle określoną formę przez co mogły być przekazywane potomnym czego nie było w kulturze Indian przez co współcześnie wiele nauk uległo rozproszeniu i zostało zapomnianych. Kultura naszych przodków miała zalety tych obydwu siostrzanych kultur duchowych w doskonałej formie była zarazem pozbawiona ich niedoskonałości i wad dlatego na poziomie duchowym mogła się rozwinąć w doskonała formę, która nie mogła zaistnieć gdzie indziej. Pozostałości tej doskonałej formy znajdujemy jeszcze wielu wieków po czasie Boskich Władczyń zarówno w czasach nastałego później cesarstwa Wenetów jak i jeszcze wiele wieków po jego upadku co udokumentowane jest w zapisach różnych kronikarzy od Al Masudiego począwszy na Nestorze jak i Helmoldzie skończywszy.

Od Długosza wiemy, że Chrobry kazał zniszczyć wszelkie księgi jak i zniszczył świątynie – chramy by ostatecznie wymazać z pamięci naszą przeszłość o analogicznych działaniach na terenie Rusi dowiadujemy się z mnogich zapisków kronikarskich gdzie utrwalono nawet tytuły ksiąg które tropiono i niszczono a działo się to przez wieki. Mimo to zachowane zapiski kronikarskie jak i ludowa tradycja pozwala nam dostrzec obraz minionych złotych czasów i w pewnym zarysie go odtworzyć a staje się on dopiero zrozumiały kiedy spojrzymy nań w kontekście podobnych duchowych tradycji, które zachowały się do współczesności.

Wiemy iż Królowe Boginie obdarzone były niezwykłymi duchowymi mocami; posiadały dary wieszcze, widzenia rzeczy i odległych wydarzeń, posiadały władzę nad żywiołami, zdolności uzdrawiania i wiele innych Boskich mocy będąc emanacjami wielkich Bogiń. Boskie królowe były najpotężniejsze, ale nie były jedynymi emanacjami, oprócz nich manifestowało się wiele innych istot wyższych by pomagać im opiekować się i nauczać lud Wenedów i były to nie tylko kobiety, ale również mężczyźni. Każda osada była pod opieką różnych mniejszych i większych manifestacji, o różnych zdolnościach, które tam się odradzały zapewniając ludziom zdrowie, opiekę duchową jak i przekazując nauki a wszystkie one cieszyły się miłością szacunkiem i oddaniem ludzi. Wielkie manifestacje były od razu rozpoznawane po znakach i od początku nauczane przez swoich poprzedników by mogły w doskonały sposób rozwinąć swe zdolności podobnie jak i w innych wspomnianych kulturach, pomniejsze manifestacje o ograniczonych mocach rozpoznawano później i przekazywano im nauki stosowne do ich zdolności by mogły służyć ludziom. Nie wiemy czy u nas podobnie jak w kulturze Indian wszyscy otrzymywali stosowne nauki i osiągali realizację stosowną do swoich zdolności jednak biorąc pod uwagę doskonałość świętego królestwa, jak i wiele innych faktów w tym mnogich znalezisk archeologicznych możemy z niemal 100% pewnością przyjąć, że tak. Niewątpliwie jak wiele innych podobnych kultur z przeszłości była to kultura oparta o święte sny co zapewniało jej harmonię. Nad wszystkim czuwały emanacje Bóstw w formie ludzi, które były ciągle powszechne jeszcze w czasach Nestora ciesząc się ogromną miłością i zaufaniem ludzi, którymi się opiekowały a których w czasach Nestora zwano czarodziejami/czarodziejkami. Emanacje te zajmowały się uzdrawianiem, kontrolą pogody, uczyły ludzi ścieżki prawości, posiadały zdolności wieszcze, zdolności zmiany postaci jak i wiele innych duchowych mocy w tym w Boskim transie przemawiali przez nie Bogowie gdy zwracali się do nich ludzie. Jak podaje Nestor w jego czasach było to powszechne i obejmowało zarówno kobiety jak i mężczyzn z czym zawzięcie z nienawiścią walczył kler nowej religii wspierany przez fanatycznych władców renegatów i ich popleczników jednak walka ta była bardzo trudna z powodu miłości i szacunku jakim obdarzał te emanacje lud.

„Tym zaś zwodzą ludzi, że każą im opowiadać widzenia, zjawiające się im, niedoskonałym w wierze, jednym zjawiające się we śnie, innym w majaczeniu, i tak czarują nauczeniem biesowskim.”

Nakaz dzielenia się snami, wizjami pochodzącymi od Bogów zjawiającymi się w snach, transach był więc fundamentem dawnej religijności a przy tym miało toi charakter powszechny.

„Najwięcej zaś przez niewiasty biesowskie czary bywają, na początku bowiem bies niewiastę skusił, ta zaś męża, tak też i w naszym pokoleniu niewiasty wiele czarują czarodziejstwem, i trucizną, i innymi biesowskimi sidłami. Lecz i mężczyźni niewierni usidłani bywają od biesów, jak to było w poprzednich pokoleniach;”

Nowa religia wspierana przez władzę świecką przez tysiąc lat próbowała wyplenić wszelkie ślady i wpływy dawnej duchowości Wenetów, skutecznie nauczyła nas kłamać, rozbudziła w nas chciwość i egoizm będące fundamentem nowej religii, mimo to nie udało jej się wpoić nam pogardy dla kobiet jako istot niższych i gorszych jak postrzega je chrześcijaństwo ani nie udało się do końca wytępić poczucia prawości, którego nauczały nas Królowe Boginie. Resztki naszych duchowych tradycji uległy wypaczeniu jednak do dziś można spotkać mądre kobiety szeptuchy potrafiące leczyć duchową mocą naszych przodków, potrafiących udzielać rad posiadające szczątkową wypaczoną wiedzę i wypaczone cienie dawnej mądrości i duchowego wglądu. Nasz lud również zagubił wszystkie duchowe przymioty, dawną mądrość i przestał słuchać i rozumieć sny i wizje ogłupiony kłamstwami naszych wrogów, zapomniał przeszłości. Tym niemniej jak uczą wciąż żywe i silne autentyczne duchowe tradycje jak wspominana tu tradycja Indian i tradycja Tybetu autentycznej duchowej wiedzy nie można zniszczyć a jedynie kiedy pojawiają się niesprzyjające okoliczności zostaje ona ukryta by gdy nadejdzie czas kiedy wrogie siły osłabną mogła się ona na powrót odrodzić. Tak więc kiedy przeminie mroczny wiek zepsucia i upadku, kiedy pojawią się sprzyjające okoliczności znów zaczną rodzić się w ludzkim ciele emanacje Bóstw obdarzone duchowym wglądem, które w wizjach i snach zaczną otrzymywać ukryte nauki i przekazywać je stosownie do możliwości, zdolności i zrozumienia ludzi. Zapewne jest to odległy czas kiedy ludzie zaczną odczuwać duchową tęsknotę i zaczną poszukiwać autentycznych duchowych nauk, żywej rzeczywistej duchowości w miejsce martwych fałszywych nauk spisanych w księgach stwarzając pozytywne okoliczności w których Boskie emanacje będą mogły się zamanifestować i rozpocząć przekazywanie tej wiedzy. Być może nawet dziś pojawiają się pomniejsze manifestacje otrzymujące w snach jak i duchowych wizjach autentyczną duchową wiedzę przygotowując w ukryciu pozytywne okoliczności dzięki którym w stosownym czasie ponadczasowa czysta duchowość zacznie się manifestować. Mimo to czas odradzania się naszej duchowości pozostaje daleki ponieważ to my musimy się otworzyć i stać się gotowi na przyjęcie tej wiedzy by poznać swoją przeszłość i odzyskać duchowe dziedzictwo. Aby to nastąpiło musimy wyrzec się kłamstwa i zyskać odwagę by odrzucić egoizm, chciwość i wyrachowanie trucizny jakimi skaziła nas fałszywa obca narzucona nam religia, odzyskać bezinteresowną troskę o innych, poczucie braterstwa stanowiące fundamenty nasze Wenedzkiej tożsamości.

Zobacz również:

http://dragontn.blog.pl/2014/02/08/swiete-cesarstwo-wenetow-cz-2-obyczaje/

http://dragontn.blog.pl/2013/11/03/religia-nszych-przodkow-w-swietle-powiesci-minionych-lat/

Brat Kruka

  • Napisane 28 marca 2014 o 20:24

Jakieś dwadzieścia lat temu przeczytałem wywiad z „Bratem Kruka” szamanem Hopi. Mówił on, że my Polacy i Indianie jesteśmy braćmi i spotkał nas taki sam los, przybyli najeźdźcy zniszczyli, naszą kulturę, religię, społeczeństwo doprowadzając nas nad krawędź zagłady. Nadchodzą czasy zmiany i przeżyją z nas tylko Ci, którzy powrócą do naszych korzeni duchowych i pozostaną im wierni.

Wzruszyła i ucieszyła mnie przepowiednia Brata Kruka, Indianie zawsze byli mi bardzo bliscy – to, że nazwał nas braćmi było dla mnie bardzo radosne bo dla mnie Indianie zawsze byli braćmi serca, choć do tej pory nie patrzyłem na nas jako na tych których spotkał ten sam los. Słowa Brata Kruka uświadomiły mi, że faktycznie spotkał nas ten sam los. Przybyli najeźdźcy, zniszczyli naszą cywilizację, całą kulturę i duchowość, zapomnieliśmy wszystkie pieśni i całą mądrość przodków, nawet imiona naszych Bogów. Ponieważ kochałem Słowiańszczyznę i zawsze uważałem się za Słowianina próbując zgłębiać naszą historię i duchowość bardzo się ucieszyłem ze słów Brata Kruka, że moja miłość do rdzennej Słowiańskiej duchowości i marzenia o jej odrodzeniu jest czymś co ma głęboki sens a nawet swój kosmiczny wymiar. Wiele rozmawialiśmy z przyjaciółmi zafascynowanymi duchowością naszych przodków o słowach Brata Kruka, tylko wówczas nie bardzo rozumieliśmy co oznacza powrót do naszych duchowych korzeni.

Oczywiście przebieranie się w dawne stroje i radosne biesiadowanie przy ogniskach na chwałę Bogów to miła rzecz, podobnie jak i zgłębianie i propagowanie naszej historii, ale nie ma to wiele wspólnego z autentyczną duchowością nie mówiąc już o jej odrodzeniu. Indianie mają swoje pieśni, obrzędy, szamanów i ich duchowość mimo wieków niszczenia ciągle istnieje natomiast u nas nie zostało nic. Brat Kruk powiedział, że my tak jak nasi bracia mamy ją w sercu a więc tam musimy jej szukać a nie w starych zapiskach czy gdzieś na zewnątrz. Oczywiście miałem miłość i szacunek do naszych przodków, ale jak miałem odkryć duchowość, gdzie ona była? Miałem miłość do tej ziemi, szacunek i miłość dla przyrody, dla moich rodaków i tradycji, ale duchowość?

Z czasem zacząłem rozumieć, że duchowość to nie biesiadowanie przy ognisku, wznoszenie toastów ku czci Bogów, odtwarzanie ceremonii czy stare stroje, ale te stare sposoby postępowanie, otwarta gościnność i szacunek dla gości, unikanie fałszu i kłamstwa, wrodzona dobroć i otwartość jak i wiele innych rzeczy, które wiemy, że są dobre nasze, Słowiańskie. To podążanie za tym co mamy w sercu mimo iż jest sprzeczne z wpajaną nam cywilizacją zachodnią, która wmawia nam, że gość to kłopot, koszty, zagrożenie a nie radość, że przywiązanie do dóbr materialnych i ich pomnażanie to sens życia, rozsądek i zapobiegliwość a korzystanie z nich by sprawić radość innym, pomagać im to nierozsądna głupota. Religia to głupota, poszukiwania duchowe to głupota liczy się tylko kasa i egoizm a inni to nasi wrogowie z którymi powinniśmy walczyć i wykorzystywać ich bo takie jest życie, uczucia i prawość to przeżytek, dla których nie ma miejsca w nowej wspaniałej pragmatycznej cywilizacji. Te właśnie cechy zaczęły gwałtownie być promowane, wpajane od dziecka przez ostatnie dwadzieścia lat będące sposobem myślenia najeźdźców i zaczęły całkowicie dominować i wypierać nasz Słowiański sposób myślenia, naszą autentyczną duchowość. Zrozumiałem, że Brat Kruk o tym właśnie mówił, kiedy mówił o naszej rdzennej duchowości niszczonej przez najeźdźców i że jeśli mamy przetrwać musimy pozostać wierni naszej duchowości, która czyni z nas Słowian inaczej zmieniamy się w najeźdźców i każdy z nas sam musi dokonać tego wyboru. Natomiast to czy będziemy przebierali się w jakieś stare szaty i odtwarzać jakieś obrzędy nie ma znaczenia. To czy pozostaniemy Słowianami czy ich wrogami zależy od sposobu myślenia i postępowania a to czy przywołujemy imiona dawnych Bogów, czy narzuconych nam jak i nasze deklaracje są bez znaczenia.

Drugim aspektem rzeczywistej duchowości różniącej nas od najeźdźców są nasze wewnętrzne doświadczenia i umiejętność podążania za nimi co możemy sobie uświadomić ucząc się od naszych braci Indian. Nie chodzi tu tylko o miłość do przyrody, ale o autentyczne doświadczenie duchowe, odczucie, sen i wizję. Najeźdźcy wpajają nam sposób myślenia, że jeśli ktoś mówi, że rozmawia z Bogami czy duchami jest szaleńcem, ktoś kto przywiązuje wagę do snów jest głupcem a rzekomom prawdziwą duchowością jest to co ktoś gdzieś zapisał w jakiś księgach. Uczą nas nieufności do wszelkich rzeczywistych duchowych doświadczeń mówiąc, że to abberracje psychiczne, zaburzenia myślenia i prymitywna duchowość prymitywnych ludów i prymitywnych osobowości, którym absolutnie nie wolno w żadnej mierze ufać – mamy ufać tylko zatwierdzonym „duchowym” przywódcą, ekspertom a już na pewno nie sobie, ani jakiemuś „wariatowi” co ma halucynacje.

Wpoili nam to tak głęboko, że o ile możemy jeszcze zaakceptować i jakoś tolerować gościnność, chęć pomocy innym, miłość do przyrody i innych jako nieszkodliwe dziwactwa i naiwność o tyle duchowe doświadczenia muszą być odrzucane i tępione na pniu. To bardzo głębokie uwarunkowanie odcinające nas od korzeni zapewniające, ze nasza duchowość się nie odrodzi.

Pamiętam kiedy pierwszy raz przyszedł do mnie przyjaciel i powiedział mi, że Dawni Bogowie mówią do niego w snach przekazując mu dawną wiedzę. Oczywiście pierwszą reakcją była zaprogramowana przez najeźdźców nieufność. Gdyby to nie był mój przyjaciel pewnie bym go wyśmiał, a tak nie chciałem robić mu przykrości. Wcześniej znałem różnych jasnowidzów czy szamanów i kiedy któryś z nich tak mówił oczywiście słuchałem z zapartym tchem, ale znajomy, który nie był kimś takim – niemożliwe :-)

Z grzeczności wysłuchałem jego opowieści, mówiąc kurtuazyjnie: „ciekawe” i zmieniłem temat. Oczywiście byłem świadom, że on w to wierzy, ale w duchu myślałem: „każdy ma jakieś jazdy, przejdzie mu”. Tak nauczyli myśleć nas najeźdźcy.

Zagłębiając się w naszą duchowość zmieniłem podejście i dziś ktokolwiek mówi mi, że miał jakiś sen, wizję czy odczucie słucham go bardzo uważnie nie wątpiąc w autentyczność doświadczenia. Szanuję jak nasi przodkowie czy nasi bracia Indianie każde autentyczne duchowe doświadczenie. Pozostaje tylko kwestia zrozumienia tego doświadczenia i ocenienie na ile ma ono dla nas jakąś wartość. Kiedy ktoś dzieli się z nami takim doświadczeniem jest to zawsze święty dar, który traktujemy z najwyższym szacunkiem i powinniśmy go docenić jednak nie oznacza to wcale, że potrafimy go zrozumieć i wyda on w nas jakiś owoc. Czasami jest to coś niezwykle cennego co wzbogaci naszą duchowość wydając wspaniałe owoce, czasami pomoże nam coś zrozumieć a czasami nie. Czasami ma to znaczenie tylko dla tego, kto otrzymał ów dar a czasami ma to znaczenie uniwersalne, chociaż zdarza się również iż nawet sam doświadczający takiego duchowego daru nie potrafi go właściwie zrozumieć, albo zrozumie to dopiero po latach. Jednak aby te duchowe dary mogły wydać owoc zawsze tak jak nasi przodkowie musimy do nich podchodzić z szacunkiem, rozumiejąc, że są one święte. Bez tego nie może zaistnieć autentyczna duchowość ani powrót do naszych korzeni, dopóki tego nie zaakceptujemy, nie otworzymy się na to i nie nauczymy się tego szanować nie ma w nas duchowości Słowiańskiej tylko myślimy tak jak wpoili nam najeźdźcy. Oczywiście nie każdy sen jest świętym darem, ale są one częstsze niż nam się wydaje i jeśli się otworzymy na naszą autentyczną duchowość z czasem nauczymy się je rozróżniać i rozumieć.

Dziś jest wielu ludzi, mówiących, że są Słowianami, propagujących w różnej formie naszą tradycję i to bardzo dobrze. Jednak mimo to jest jeszcze mało ludzi, którzy rozwijają Słowiańską otwartość, szczerość, gościnność, miłość przyrody i tylko nieliczni, którzy otwierają się na autentyczną duchowość, wewnętrzne doświadczenie, tę świętą przestrzeń w nas samych w której przemawiają Bogowie, na wielkie sny prowadzące nas ścieżką przodków, a praktycznie nie ma tych, którzy dzielili by się tymi darami dla dobra ogółu bardziej angażując się w Słowiańską duchowość. Mentalne zniewolenie przez najeźdźców jest ciągle zbyt silne i dopóki się z niego nie uwolnimy nie może być mowy o autentycznym odrodzeniu Słowiańskiej duchowości, jakbyśmy się nie ubierali i co nie deklarowali. Wbrew wszystkiemu myślę, że jest nadzieja abyśmy wrócili do naszej rdzennej duchowości co zilustruję kilkoma opowieściami.

Przed laty znajomy zabrał mnie w pewne miejsce w górach. Gdy tam dotarliśmy usiedliśmy na łące i znajomy zapytał mnie jak czuję to miejsce. Czułem się tam wspaniale, zrelaksowany, otwarty więc powiedziałem, że jest to bardzo dobre miejsce o czystej energii. Znajomy powiedział, że to prawda jest to teraz czyste bardzo pozytywne miejsce, ale jeszcze niedawno było ono koszmarne a wśród okolicznej ludności, krążyły o nim mroczne opowieści i legendy. Kiedy był tu kilka lat wcześniej było to faktycznie koszmarne miejsce i na pewno nie został by tu na noc. Jednak kiedy niedawno znów wędrował przez okolicę odkrył, ze to miejsce zmieniło się nie do poznania więc zaintrygowany tym pozostał tu na noc i medytując odkrył, że pojawiła się tu jakaś Bogini, która uspokoiła wszystkie negatywne siły w okolicy i sprawiła, ze to miejsce stało się czyste i przejrzyste. Kiedy mówiło o Bogini poczułem jakiś dziwny przyjemny przepływ energii nad moją głową. Powiedziałem, że coś dziwnego się dzieje. Znajomy zaczął się mi przyglądać i kiedy to wrażenie minęło powiedział, że ta Bogini właśnie się pojawiła i oczyściła jakieś zanieczyszczenia w mojej aurze po czym odeszła. Powiedział mi również iż zauważył, że w ostatnich latach zaktywizowało się wiele miejsc pozytywnej energii z niewiadomego powodu.

Innym razem z tym samym znajomym i jego dziewczyną nocowaliśmy w świętym miejscu na odludziu. Zawsze kiedy tam spałem miałem wyjątkowo przejrzyste senne doświadczenia duchowe. Tym razem dziewczyna opowiedziała niezwykły sen. Śniła o dwóch świetlistych istotach – był to cudowny niezwykle wyrazisty sen. Te istoty powiedziały jej aby pod jaworem rosnącym nieopodal ofiarować im światło a wyniknie z tego coś dobrego.

Rano dziewczyna zapaliła tam świeczkę a my medytowaliśmy nieopodal. Kiedy świeczka zaczęła płonąć pojawiło się dużo pozytywnej energii, która zaczęła narastać i rozszerzać się oczyszczając okolicę. Od tamtego czasu jeśli zdarzało mi się być w tym miejscu ofiarowywałem tam świeczkę i to zjawisko powtarzało się raz za razem.

Kilka lat później inny znajomy opowiedział mi sen w którym Bogowie powiedzieli mu, że nadszedł czas aby oczyszczać świętą ziemię, budować pozytywną energię gdzie tylko się da. Pod wpływem tego snu ów znajomy gdzie tylko mógł wykonywał ceremonię oczyszczania miejsc jakiej nauczył się w tym śnie i zachęcał mnie abym również to robił. Niestety ta jego ceremonia nie była dla mnie zrozumiała więc nie potrafiłem się jej nauczyć, ale jakiś czas później śniłem sen w którym oczyszczałem jakieś miejsce i od tego czasu umiałem już wykonać to oczyszczenie miejsca. Później nauczyłem się jeszcze kilku mniej lub bardziej skomplikowanych metod i od tego czasu kiedy przybywam do jakiegoś miejsca i jest takla możliwość zawsze wykonuję takie duchowe oczyszczenie danego miejsca.

Od tamtego czasu, zawsze czułem, ze oczyszczanie miejsc w których się przebywa jest czymś bardzo pozytywnym, podobnie jak i składanie ofiar duchom opiekuńczym pozytywnych miejsc choć nie rozumiałem głębszego sensu tych działań dopóki nie przeczytałem wizji Wowoki, którego tak niesłusznie obsmarowuje się w literaturze.

Wowoka był wielkim szamanem, który miał wizję odrodzenia Indian, powrotu do czystego duchowego świata w czasie kiedy Indianie ostatecznie byli eksterminowani przez najeźdźców. Jego wizja miała miejsce w latach 80 XIX stulecia kiedy los Indian był już przesądzony. Miał wizję powrotu Indian do swoich korzeni, wiodących szczęśliwe uduchowione życie. Otrzymał w swej wizji pieśni i kroki świętego tańca których powinien nauczyć Indian aby aby mogli się odrodzić i przekazać im, że powinni odrzucić wszystkie dobra materialne białego człowieka i w każdej sytuacji wykazywać pokojowe nastawienie a wtedy, dzięki mocy świętego tańca, modlitw i pieśni nastanie nowy świat. Pozbawieni nadziei Indianie przyjęli taniec, który zaczął się rozszerzać. Jankesi za wszelką cenę chcieli zdusić ten ruch 28 grudnia 1890r dokonano masakry ponad trzystu tańczących Indian głównie kobiet i dzieci i uważa się iż to był koniec Tańca Duchów Wowoki – jednak nie jest to prawda gdyż tańczono go i później a do lat 80 XX w istnieli jeszcze szamani, którzy znali jego kroki i pieśni. Dziś wiele ruchów indiańskiego odrodzenia duchowego nawiązuje na różne sposoby do świętego tańca odprawiając podobne ceremonie nie tylko w Ameryce Północnej, ale również w środkowej tańcząc w świętych miejscach by oczyścić i odrodzić ducha świętej ziemi, umocnić dobroczynne duchowe siły by mogły się odrodzić. Święty duchowy taniec oczyszczający ducha i naszą planetę odradza się na wiele zadziwiających się sposobów. Idea jednak pozostaje taka sama, oczyszczenie, odnowienie i wzmocnienie dobrych duchowych sił ziemi prowadzących do zjednoczenia ludzi o dobrych sercach w jedność by odrodził się czysty świat ducha zniszczony przez najeźdźców.

Nasi przodkowie byli częścią tego świata i światło to tli się w naszych sercach, płonie w świętych miejscach i mówi do nas w naszych przejrzystych snach mądrości zsyłanych nam przez naszych Dobrych Bogów. To co możemy zrobić to podsycać je by nabierało mocy i jaśniało, budzić je gdzie tylko możemy. Tylko w ten sposób na duchowym poziomie możemy wyrwać z niewoli najeźdźców nasze serca i umysły powracając do naszych korzeni.

Przypominanie naszej historii, budzenie świadomości jest ważne i pożyteczne, ale nie może nic zmienić dopóki nasze umysły zatrute są sposobem myślenia najeźdźców. Nie możemy nic zmienić myśląc jak najeźdźcy i grając według reguł, które oni ustanawiają. Możemy rejstrować „kościoły rodzimowiercze”, tworzyć „dogmaty rodzimej wiary”, „teologie rodzimowiercze”, tworzyć czy odtwarzać obrzędy, ale to wszystko jest oparte o sposób myślenia i percepcję najeźdźców niszczących i zniewalających naszą duchowość. Nawet gdyby w ten sposób dziś odbudowano wszystkie gontyny i ustanowiono „rodzimowierstwo” religią państwową nic by to nie zmieniło i ani o krok nie przybliżyło nas do naszego ducha ciągle było by to to samo g… tylko w innym opakowaniu.

Duchowe odrodzenie i przetrwanie o którym mówił Brat Kruka to odrodzenie autentycznej duchowości w naszych sercach, nawiązanie autentycznej osobistej więzi z naszą świętą ziemią, przyrodą, naszymi bogami poprzez sny, wizje i duchowe ceremonie płynące z naszego serca nie z zewnątrz. Powrót do patrzenia na wszystko i działanie z perspektywy żywej duchowości a nie mechanistyczne, instrumentalne patrzenie na wszystko typowe dla najeźdźców.

 


  • RSS