Aktualnie przeglądasz kategorię Wizje i Sny
Wyświetlam 1 - 10 z 55 notek

Góra Bogów – opowieść pielgrzyma

  • Napisane 22 października 2017 o 17:34

Pewnego specjalnego dnia gdy nocą wykonywałem Buddyjską ceremonię ofiarną dla lokalnych Bogów ze zdumieniem ujrzałem wyraźnie wewnętrznym wzrokiem zgromadzenie lokalnych Bogów przyjmujących ofiary na górze położonej na północ od mojej pustelni. Zdumiony byłem z wielu powodów: przede wszystkim ceremonię ofiarną przeprowadzałem od lat przynajmniej cztery razy w miesiącu i nigdy nie miałem wizji, po drugie dlaczego akurat tam zamanifestowali się lokalni Bogowie skoro wokół było wiele większych i piękniejszych gór. Nie przywiązałem specjalnej wagi do tej wizji, aczkolwiek powtarzała się niekiedy podczas składania ofiar, aczkolwiek nie była tak niezwykle wyrazista jak za pierwszym razem. Jakiś czas później w przejrzystym śnie…

Samouzdrawianie

  • Napisane 20 listopada 2016 o 20:07

Istnieje wiele metod samouzdrawiania z których część miałem okazję poznać i wypróbować na sobie. Będąc nastolatkiem bardzo się tym interesowałem więc czytałem wszystko co mi wpadło na ten temat w ręce i gdy się nadarzała okazja testowałem te metody na sobie. Niektóre z tych metod okazały się całkiem skuteczne i używam ich do dziś. Niektóre z metod samouzdrawiania były obiektem badań klinicznych i została potwierdzona ich skuteczność czego przykładem mogą być pewne metody wizualizacji, inne same narodziły się w wyniku obserwacji klinicznej jak np. niezwykła metoda Mindela. Pierwszą z metod samouzdrawiania jaką poznałem była metoda pochodząca z jogi przy czym…

Fundament praktyki Jogi Snu – cytaty

  • Napisane 30 października 2016 o 17:36

„Nasze doświadczenia z nocy na noc będą się zmieniać, jeśli wykonamy jakąś praktykę to nie oznacza, że wszystko zostanie na zawsze oczyszczone i już nigdy się nie pojawi. Każdego wieczora od nowa staramy się dojść do tego doświadczenia czystości oczyszczamy się każdego wieczoru po kawałku. Zdajemy sobie sprawę z tego, że mamy ciało, że mamy oddech i mamy nasz umysł i nasze życie spędzamy poprzez te trzy aspekty. Przez te trzy aspekty gromadzimy wiele napięć, blokad więc kiedy idziemy spać, ci którzy nie mają snów zapadają w sen ignorancji, mają nadmiar wyczerpania, brak im przejrzystości, to odzwierciedla co się dzieje w ich życiu. W ich życiu brak przejrzystości. Są inni ludzie u których natychmiast kiedy zasypiają śnią im się koszmary. Samsaryczne aktywności z całego dnia są w nas tak silne, że tylko w momencie kiedy zasypiamy z pełną siłą pojawiają się w umyśle i tworzą różne sny w których brak przejrzystości a także sny w których brak jednego wątku, które są pełne pomieszania są to złe sny w których nie ma świadomości a kiedy się budzimy czujemy się po takich snach wyczerpani, czujemy się niezbyt szczęśliwi, przygnębieni, cała idea praktyki jogi snu i śnienia polega na zmianie tych wzorców, staramy się stworzyć warunki, przyczyny, w naszym codziennym zachowaniu ponieważ to nasze codzienne zachowanie tworzy przyczyny które pojawiają się w nocy w czasie naszego snu i śnienia. Staramy się zmienić sposób w jaki żyjemy w jaki prowadzimy nasze życie.”

Wystarczy, że przed pójściem spać spojrzymy na swoje ciało, emocje i umysł i rozluźnimy je – to bardzo proste – przyjrzyjmy się im i to co zobaczymy to jasna przyczyna naszych snów i naszego śnienia. Jeżeli nie widzimy niczego dobrego to mamy szansę to zmienić. A w jaki sposób to zmieniamy? Poprzez poruszanie ciałem, poprzez oddech, poprzez skierowanie gdzie indziej uwagi niż zazwyczaj. Jeżeli jest to trudny problem potrzebujemy użyć tych wszystkich metod, jeśli nie wystarczą dwie a kiedy nie jest to mały problem wystarczy jedna przekierowanie uwagi, ale przygotowanie jest bardzo ważne.”

Zanim pójdziecie spać przyjrzyjcie się swemu ciału, oddechowi i kiedy coś odkryjecie użyjcie ruchu oddechu, przekierujcie uwagę, możecie wyobrazić sobie, że jesteście Yidamem możecie wypowiedzieć same słowa i na pewno jest to lepsze niż coś innego.”

Rozpoznajcie przed zaśnięciem co dzieje się w waszym ciele mowie i umyśle i oczyśćcie to przed zaśnięciem przez miesiąc w celu rozwinięcia przejrzystego snu, radosnego przebudzenia i dobrego dnia.
Ciało zmieniamy w Yidama, mowę w mantrę a umysłem odczuwamy obecność mistrza lub czystość i przejrzystość albo jedną z czterech niezmierzoności – miłość, radość, współczucie, otwartość jeśli przez miesiąc da to korzyści wróćcie do thigle w przeciwnym wypadku na thigle nie będzie miejsca i ono nie zadziała bo najpierw potrzebujemy przejrzystego spokojnego umysłu w przeciwnym wypadku to tylko udawanie praktyki.”

„Sukces praktyki polega na tym, że może uda nam się znaleźć jakąś lepszą pozycję ciała, która będzie mniej napięta, w której będzie nam się lepiej spało, może polegać na tym, że rozpoznamy, że zatrzymujemy swój oddech, że pojawia się w nim jakieś napięcie i poprzez ćwiczenie oddechu uwolnimy się od tego napięcia, może polegać na tym, że pokonamy nasze nawykowe wzorce myślenia i zmienimy swój punkt skupienia uwagi w tym ostatnim momencie przed snem i skupimy się na czymś innym niż zazwyczaj – to wszystko są to rzeczy, które są dużymi krokami naprzód, natomiast na bazie tych dokonań w ciągu nocy wydarzają się jakieś inne doświadczenia i sny natomiast to na co my mamy wpływ jest najważniejsze.”

Celem jest uzyskanie snu najwyższej jakości aby wstać w najlepszym możliwym stanie i mieć wspaniały produktywny dzień. Nie jest to cel który trudno osiągnąć.
Rozpoznanie światła snu może zająć różną ilość czasu Sieradza Rinpocze wspominał w którymś miejscu, że może to zająć dziewięć lat, teksty madziu mówią o dwu tygodniach do miesiąca – można to osiągnąć bardzo szybko zależy w jaki sposób podejdziemy do praktyki.”
/Tenzin Wangyal Rinpocze/

Esencja praktyki Jogi Snu – cz.3

  • Napisane 30 października 2016 o 16:39

„Kiedy kładziesz się spać wieczorem, rozwijaj w sobie Ducha Przebudzenia:
„Dla wszystkich czujących istot będę praktykować iluzoryczne samadhi i w ten sposób osiągnę doskonały stan Buddy. Dlatego będę praktykował we śnie”.
Wówczas połóż się na prawym boku, niech twoja głowa wskazuje północ, prawa ręka podpiera policzek, a lewa leży swobodnie na udzie. Przejrzyście wizualizuj swoje ciało w formie wybranego Bóstwa. Odpoczywaj bez lgnięcia.”
/Guru Padmasambhawa/

„Praktyka jest następująca : gdy człowiek (który)(…) potrafi utrzymywać stabilną wizualizację swojego ciała iluzorycznego, kładzie się spać całą uwagę skupia na odczuwaniu centrum „gardła”. Pojawia się wtedy oznaka snu: delikatny szybko poruszający się lekki ogień, który w centrum serca staje się silny, ale nie promienisty, trudny do uchwycenia. Stamtąd natychmiast przejdzie do gardła i gdy wiatr poruszy się w pierwotnej klarownej świadomości, pojawi się marzenie senne.
Teraz śpiący musi się koncentrować na jak najdłuższym postrzeganiu wszystkiego, co się pojawi, jako odczucia odbieranego przez pięć zmysłów.
Zrobiwszy to z powodzeniem, powinno się następnie wzmocnić to senne wrażenie, przekształcić rozwijające się zdarzenie w coś pomyślnego i użyć tego by usunąć strach. Gdy ktoś praktykuje ten cudowny, twórczy proces śnienia, w którym można zobaczyć krainy Buddów i inne rzeczy, pomieszanie na jawie zostanie całkowicie zlikwidowane.”
\Życie i Nauki Naropy\

Tenzin Wangyal Rinpocze wyjaśniał to prostymi słowami, mówiąc iż zasypiając lepiej jest myśleć: „Jestem Sierab Czanmą, Jestem Sierab Czanmą, Jestem Sierab Czanmą,” niż „ zaraz się porzygam, zaraz się porzygam, zaraz się porzygam,” :-) W pierwszym wypadku wprowadzamy do snu coś bardzo pozytywnego co może oczyścić nasze sny, wnieść w nie dobrą jakość, która w trakcie snu może się rozwinąć, przekształcić nas pozytywnie i sprawić, że poczujemy się lepiej a o to chodzi w praktyce Jogi Snu, podczas gdy wnosząc do snu coś negatywnego tylko sobie szkodzimy.

Tak więc zasypiając wzbudzamy w sobie pozytywną myśl i rozwijamy ją, zasypiamy „Przejrzyście wizualizując swoje ciało w formie wybranego Bóstwa”.
Oczywiście tego typu praktykę wykonują tylko Ci, którzy praktykują Bóstwo medytacyjne, praktykę tantryczną i jest to kontynuacja tej praktyki w momencie zasypiania, tak jak Ci co wykonują inne praktyki kontynuują je zasypiając. W przypadku praktyki Bóstwa jest to szczególnie istotne, albowiem jak podają tajemne instrukcje praktykę Bóstwa można zrealizować tylko i wyłącznie poprzez Jogę Snu i jest to częścią praktyki Bóstwa. Do tej praktyki istnieje bardzo wiele szczegółowych wyjaśnień a to jest sama esencja tej praktyki. Np. bardzo ciekawe wyjaśnienie pochodzi od J.Ś Kongtrula Rinpocze, który powiedział iż przedsenne obrazy ningtrul powinniśmy przekształcić w mandalę Bóstwa. Istnieje tu też wiele instrukcji i wyjaśnień dotyczących regulowania głębokości snu i wielu innych rzeczy.

Nie będę się tu odnosił do praktyki Bóstwa Umysłu jednak chciałbym zwrócić uwagę na kilka punktów. W drugim z cytowanych na wstępie tekstów napisano : „..całą uwagę skupia na odczuwaniu centrum „gardła””. Jest to bardzo istotna instrukcja, której zrozumienie ma fundamentalne znaczenie przy tego typu praktyce. Zazwyczaj w tekstach jest napisane lakonicznie: „wizualizuj w centrum gardła…” i dopiero w szczegółowych wyjaśnieniach nauczyciel podaje, że przede wszystkim chodzi o to aby odczuć to centrum gardła i tym odczuciom nadać określoną wizualną formę w celu lepszego ich uchwycenia, natomiast wielu praktykujących zupełnie o tym zapomina skupiając się na samej oderwanej od wszystkiego abstrakcyjne wizualizacji błędnie sądząc, że to jest istota praktyki. W rzeczywistości to właśnie odczucia są tu istotą we wszelkich tego typu praktykach. Ponieważ jednak odczucie łatwo utracić i ulec rozproszeniu, dlatego w tego typu praktykach nadajemy im określoną formę co jest dość szczegółowo wyjaśniane kiedy omawia się tego typu praktyki.

Dalej tekst wyjaśnia: „Pojawia się wtedy oznaka snu: delikatny szybko poruszający się lekki ogień, który w centrum serca staje się silny, ale nie promienisty, trudny do uchwycenia. Stamtąd natychmiast przejdzie do gardła i gdy wiatr poruszy się w pierwotnej klarownej świadomości, pojawi się marzenie senne.” Wyjaśnienie to odnosi się do odczuć związanych z zasypianiem w ten sposób i kształtowanie się marzenia sennego.

Cały proces zasypiania jest szczegółowo opisany w tekstach źródłowych, tutaj podane są tylko kluczowe punkty związane z tą konkretną praktyką. Proces zasypiania jako taki odnosi się do zmian w ciele, jak i zmian w funkcjonowaniu umysłu w trakcie zasypiania i różne instrukcje odnoszą się do różnych jego etapów, o czym więcej napiszę w innych częściach tego tekstu, tutaj chciałbym zwrócić tylko uwagę na kilka szczegółów.
Kiedy kładziemy się spać w pierwszym etapie, rozluźnia się nasze ciało, zaczynamy odczuwać przyjemny, bezwład, rozleniwienie, nie chce nam się poruszać – są to wrażenia związane z rozluźnianie naszego ciała. Jeśli nie rozluźnimy naszego ciała, będziemy się kręcili i trudno będzie nam zasnąć, dlatego rozluźnieni go jest fundamentalną rzeczą w praktyce Jogi Snu. Kiedy nasze ciało jest już rozluźnione, pojawia się przyjemne ciepło i rozpoczyna się proces zasypiania – do tego drugiego etapu odnoszą się niektóre instrukcje Jogi Snu dotyczące regulowania głębokości snu i mówią one „przed zaśnięciem wizualizuj…” i tu następują szczegółowe wyjaśnienia. Następnie zaczyna się właściwa praktyka zasypiania czyli w tych wyjaśnieniach skupienie się na odczuwaniu centrum gardła.

Dlaczego to jest tak ważne? Otóż jeśli tego nie rozumiemy i od razu po położeniu skupimy się na wizualizowaniu np. jakiejś sylaby w gardle utrudnimy sobie zasypianie bo zamiast się rozluźnić i pozwolić na naturalny proces zasypiania, zablokujemy go skupiając się na utrzymaniu wizualizacji. Po pewnym czasie zmęczymy się ulegniemy rozproszeniu i zaśniemy zupełnie nieświadomie i po zawodach :-)
Natomiast kiedy to rozumiemy i pamiętamy o najważniejszym wyjaśnieniu do praktyki snu, które mówi, że najpierw powinniśmy się chwilę poobserwować, odkryć napięcia w naszym ciele, energii i umyśle i spróbować rozluźnić je zanim zaczniemy robić cokolwiek nie popełnimy tego błędu. Nawet jeśli zaśniemy w trakcie rozluźniania tych napięć i nie zdążymy wykonać żadnej praktyki zasypiania to jest to dobre i przyniesie nam korzyści, natomiast jeśli coś tam robimy w stanie napięcia nie odniesiemy z tego żadnych korzyści.
Tak więc dopiero kiedy głęboko zrelaksujemy się, kierujemy uwagę na centrum gardła i obserwujemy odczucia jakie tam się pojawiają, a kiedy uchwycimy je możemy im nadać formę poprzez wizualizację, albo i nie :-) I to jest właściwa praktyka zasypiania Jogi Snu pozwalająca zachować świadomość.
Możemy to zrobić na różne sposoby, ale odnosząc się do powyższej instrukcji robimy to właśnie tak.

Co się dzieje kiedy w stanie głębokiego relaksu skupiamy się tu na odczuwaniu centrum gardła zachowując świadomość? Po pewnym czasie umysł zwalnia i zatrzymuje się a potem zaczyna wyłaniać się sen i jak podaje powyższa instrukcja „śpiący musi się koncentrować na jak najdłuższym postrzeganiu wszystkiego, co się pojawi, jako odczucia odbieranego przez pięć zmysłów.” Oznacza to świadome skupienie się na percepcji aż sen rozwinie się i ustabilizuje i w ten sposób możemy wejść świadomie w sen.

Jak to wygląda w praktyce? Na razie nie będę się na ten temat rozpisywał przyjdzie na to czas :-)

Esencja Jogi Snu cz2

  • Napisane 30 października 2016 o 11:32

„Spośród wszystkich rodzajów recytacji powtarzaj trzy sylaby OM AH HUM, które są esencją ciała, mowy i umysłu wszystkich Sugatów. Są one najgłębsze i zawierają w sobie wszystko. Dlatego zobowiązanie do ich odmawiania lub włączenie ich na początku recytacji innych mantr przynosi wielkie błogosławieństwo.”
/Guru Padmasambhawa – Kryształowa Girlanda Bezbłędnej Praktyki/

„Wieczorem, kiedy zaczniesz układać się do snu, podczas wykonywania wdechu wyobrażaj sobie OM, podczas przerwy między wdechem i wydechem AH, zaś podczas wydechu HUM. Zasypiając w ten sposób sprawisz, że sen, wspomagany świadomym oddychaniem, stanie się nieustającą rytualną recytacją.”
/ Guru Padmasambhawa – Ocean Klejnotów/

„Jogin wprawny w (…) koncentrowaniu się na wibracjach trzech sylab, utrzymuje tę praktykę idąc spać. Jednak, gdy pojawi się sen, jego życie we śnie wypełnia szczególne odczucie szczęśliwości i skupia się on tak długo, jak to możliwe na wizualizowaniu siebie w formie Heruki. Gdy zdoła to uczynić, wzmacnia wizualizację dziesięć i więcej razy, przekształca rozwijający się sen w czyste krainy Buddów itp. Stwarza szczególne sytuacje. Niekiedy będzie oczyszczał swoją karmę nagromadzoną w sześciu światach, kiedy indziej będzie wchodził, pozostawał i wynurzał się z wielkiej różnorodności samadhi, lub będzie słuchał Dharmy u stóp Buddów różnych czystych krain. Dzięki praktyce tego snu, zniknie pomieszanie wynikające z uznawania za rzeczywiste zewnętrznych przedmiotów pojawiających się na jawie, także rozpuszczą się sztywne połączenia w wewnętrznej strukturze kanałów.”
\Życie i Nauki Naropy\

Recytację trzech sylab w połączeniu z oddechem nazywa się „recytacją trzech wadżr” i uważa się iż jest to najbardziej esencjonalna praktyka mantryczna Buddyzmu. Wielki mistrz Chogyal Namkai Norbu naucza, że jest to praktyka esencji wszystkich mantr i kiedy wykonujemy tę praktykę jest tak jakbyśmy recytowali wszystkie mantry i możemy osiągnąć takie same korzyści jak poświęcając się dowolnej praktyce mantrycznej. Z punktu widzenia Dzogczen jest to esencjonalna praktyka Guru Jogi a więc kompletna, esencjonalna praktyka prowadząca do oświecenia.

Jest to jedna z pierwszych praktyk „medytacyjnych jakie poznałem około 30 lat temu zanim zetknąłem się z Buddyzmem Tybetańskim. Poznałem ją z jakiegoś czasopisma jako doskonałą praktykę relaksacyjną, a jako iż znałem już ten typ medytacji łatwo wdrożyłem się w nią i zacząłem wykonywać ją regularnie, nie mając pojęcia o jej znaczeniu w Buddyzmie Tybetańskim, ani tym bardziej o Jodze Snu. Więcej na temat tego typu „medytacji” można przeczytać tu:

Zacząłem ją praktykować regularnie w sesjach 10 do 20 minutowych i pozwalała mi ona doskonale się zrelaksować, sprawiając, że „medytacja” stała się przyjemnością i siadałem do niej z radością.
Po pewnym czasie zauważyłem, że zaczynają się zmieniać moje sny, stając się bardziej zrelaksowane, wyraziste i plastyczne. Zaczęło się również zmieniać moje śnienie jako takie, stając się bardziej zrelaksowane, a w końcu między snami zacząłem doświadczać przyjemnego stanu medytacyjnego.

Oczywiście wówczas nie miałem pojęcia, że są to oznaki tego co się nazywa w Buddyzmie Tybetańskim wzrostem przejrzystości we śnie. Wzrost przejrzystości w śnie oznacza „przekroczenie snów ignorancji” czyli snu w którym nic nie pamiętamy do coraz bardziej wyrazistych, plastycznych snów w pierwszym etapie. Przy dalszym wzroście przejrzystości śnienia zaczynamy coraz lepiej rozumieć swoje sny, pojawiają się sny w których wiemy, że śnimy a kiedy przejrzystość jeszcze bardziej wzrasta zaczynamy doświadczać stanów „medytacyjnych” między snami jak i snów przejrzystości w czasie śnienia.
Wszystkie te poziomy wzrostu przejrzystości stopniowo rozwinęły się we mnie w wyniku tej prostej, przyjemnej praktyki, aczkolwiek nie przywiązywałem wówczas do tego wagi, ponieważ absolutnie nic nie wiedziałem o Jodze Snu i Śnienia ( czy też używając przyjętej w Buddyzmie terminologii Jodze Snu i praktyce przejrzystego Światła).

Znając esencjonalne wyjaśnienia dotyczące Jogi Snu, ktoś mógł by się zdziwić jak to możliwe bez wykonywania przygotowań w ciągu dnia osłabiających więzy karmiczne?
Otóż istotą tych praktyk (patrzenia na to co się wydarza jak na sen), jest zrelaksowanie się i zdystansowanie do tego czego doświadczamy za dnia, skupienie się na zrelaksowanej percepcji.
Kiedy w pewnym momencie relaksujemy się i patrzymy na to co się wydarza jak na sen, przerywamy pewien mentalny proces. Otóż jesteśmy tak uwarunkowani, że zazwyczaj kiedy patrzymy na cokolwiek co się wydarza, angażujemy się w to emocjonalnie i automatycznie, wartościujemy, oceniamy: „To nam się nie podoba, a to nam się podoba, tego nie chcemy a tamtego pragniemy” itd. Nigdy nie skupiamy się na percepcji, ale na wewnętrznym nieprzerwanym dialogu, wartościującym wszystko czego doświadczamy jako przyjemne lub nieprzyjemne, cały czas jesteśmy tym pochłonięci i stwarzamy różnego rodzaju przywiązania emocjonalne, co nas męczy i wytwarza napięcia. Kiedy relaksujemy się patrząc na to co się wydarza jak na sen, skupiamy się na czystej percepcji, bez wartościowania i osądzania i puszczamy te napięcia. Jest to relaksujące, przyjemne doświadczenie, kiedy nauczymy się to robić, doświadczenie, które pozwala nam się zrelaksować i odetchnąć.
Podobnie działa praktyka „recytacji trzech wadżr” kiedy wykonujemy ją sumiennie wiele razy dziennie. W praktyce tej, również relaksujemy się i skupiamy na percepcji oddechu i brzmienia sylab, które uwalnia nas od napięć i pozwala spocząć w zrelaksowanym stanie – szczególnie kiedy rozumiemy, że jest to praktyka relaksująca, pozwalająca nam wypocząć, odzyskać siły, odświeżyć umysł i zregenerować się.
Kiedy rozwiniemy to doświadczenie, praktyka nie tylko staje się przyjemnością, ale sprawia, że chcemy ją wykonać, kiedy czujemy się zmęczeni, kiedy potrzebujemy sił, kiedy chcemy się dobrze poczuć, szukamy tych dziesięciu minut by spokojnie usiąść i zrelaksować się przez wykonanie recytacji trzech wadżr i robimy to kilka razy dziennie, za każdym razem próbując zrelaksować się jak najgłębiej. Kiedy zrelaksujemy się przez tę praktykę, chcemy pozostać zrelaksowani cokolwiek robimy i to sprawia, że rozluźniamy więzy karmiczne tak jak dzieje się to przy praktykach rozluźniających więzy karmiczne Jogi Snu, które wykonujemy wiele razy dziennie. Tak więc realizujemy w ten sposób punkt esencjonalnych wyjaśnień Jogi Snu „…oznacza to spoczywanie w zrelaksowany i naturalny sposób, nie poprawiając niczego co się pojawia. Pozostaw swoje doświadczenie spontaniczne, wolne i otwarte. Spoczywaj z rozległą świadomością i bez dualistycznych związań.”

Wykonując praktykę „recytacji „trzech wadżr” realizujemy również kolejny punkt esencjonalnych wyjaśnień Jogi Snu: „Wieczorem powinnaś przyjąć uważność za ścieżkę. Oznacza to zwiększenie świadomości u schyłku dnia oraz czujne i przebudzone spoczywanie nie pozwalając sobie na popadnięcie w ospałość czy odrętwienie.” Ponieważ to właśnie wieczorem wykonujemy dłuższą sesję bo wówczas mamy więcej czasu, jesteśmy już po pracy i chcemy wypocząć i zrelaksować się. Nawet jeśli w ciągu dnia nie miałem czasu aby wykonać więcej sesji to zawsze wykonywałem przynajmniej jedną dłuższą sesję wieczorem zawsze realizując ten punkt Jogi Snu nic więc dziwnego, że moja przejrzystość w snach sukcesywnie wzrastała i rozwijały się kolejne etapy doświadczenia związane z wzrostem przejrzystości śnienia. Jedyne czego nie robiłem to nie praktykowałem recytacji trzech wadżr rano, jednak śniąc w zrelaksowany sposób budziłem się zrelaksowany, wypoczęty pełen spokoju i komfortu co rzutowało na wszystkie moje działania w ciągu dnia a czując się zrelaksowany i spokojny nie odczuwałem potrzeby relaksowania się rano, bo byłem zrelaksowany i oczywiście nie znalem tych głębokich instrukcji. Tak więc praktykowałem Jogę Snu nie wiedząc, że ją praktykuję i wspaniale rozwijam :-)

Później kiedy zacząłem praktykować Buddyzm Tybetański uważałem, że ważne są praktyki formalne, wizualizacje itd. i zacząłem się na tym skupiać nie mając czasu na radosną praktykę recytacji trzech wadżr bo nie miałem wówczas pojęcia, jak esencjonalna i głęboka jest to praktyka. Kiedy, potrzebowałem się zrelaksować, uwolnić od napięć i robiłem w tym celu recytację trzech wadżr, kosztem formalnej praktyki, miałem wyrzuty sumienia, że zaniedbuję swoją „Buddyjską praktykę” kosztem przyjemności :-) Zawsze jednak starałem się wykonać przynajmniej minimum 20minutową sesję wieczorem aby zrelaksować się przed snem i to sprawiało, że w moich snach było dużo przejrzystości.

Kiedy Chogyal Namkai Norbu pierwszy raz odwiedził Polskę i udzielił nauk w Łodzi, po raz pierwszy usłyszałem o Jodze Snu. Zainteresowałem się tymi naukami i próbowałem je praktykować i studiować, choć wówczas zupełnie błędnie je rozumiałem. Myślałem że praktyka polega na tym, że mam zasypiając skupiać się na białym „A” i coś tam się będzie rozwijać :-) Oczywiście nic się specjalnie nie rozwijało :-) Myślałem również, że praktyka Jogi Snu to „świadome śnienie” i miałem wiele innych błędnych koncepcji:-)
Dopiero po latach studiowania i praktykowania stopniowo zacząłem coś z tego rozumieć a kiedy kilkanaście lat temu zetknąłem się z powyższym esencjonalnym tekstem i powoli zacząłem go rozumieć żałowałem, że nie stało się to od razu :-)

„Jogin wprawny w (…) koncentrowaniu się na wibracjach trzech sylab, utrzymuje tę praktykę idąc spać.” Ech, gdybym poznał tę instrukcję, kiedy zetknąłem się z Buddyzmem Tybetańskim… z drugiej strony gdybym ją poznał od razu to pewnie nie studiował bym tak wielu nauk i metod Jogi Snu bo nie miał bym takiej potrzeby, więc nawet z głupoty i niezrozumienia jest jakiś pożytek :-)

Drugie zdanie mówi: „Jednak, gdy pojawi się sen, jego życie we śnie wypełnia szczególne odczucie szczęśliwości (to prawda wiem po sobie) i skupia się on tak długo, jak to możliwe na wizualizowaniu siebie w formie Heruki.” Tego nigdy nie robiłem kiedy wykonywałem tę praktykę bo o tym nie wiedziałem, ale z doświadczenia wiem, ze przy rozwinięciu doświadczeń tej konkretnej praktyki jest to jak najbardziej możliwe.
Kiedy relaksujemy się przed snem z praktyką recytacji trzech wadżr w której jesteśmy ugruntowani osiągamy bardzo specyficzny stan przejrzystości, wolny od rozproszenia, pełen błogości wynikającej z głębokiego zrelaksowania ciała, energii i umysłu, zasypianie przebiega nieco inaczej niż normalnie kiedy idziemy spać nie osiągnąwszy tej stabilności, jest w nim dużo więcej przejrzystości, świadomości i faktycznie można łatwo przywołać i utrzymać wizualizację, przy czym jest ona zupełnie inna niż na jawie. Dalsze części instrukcji odnoszą się już do snu.

Podsumowując, uważam, że ta instrukcja odnosząca się do praktyki recytacji Trzech Wadżr jest najbardziej praktyczna, konkretna i najefektywniejsza do praktykowania – o ile ktoś rozwinie praktykę recytacji trzech wadżr, bo wykonując ją tylko zasypiając na sukcesy nie ma co liczyć :-) Oczywiście jest ona dobra tylko dla tych, którzy lubią i wykonują tego typu praktykę, bo jeśli ktoś lubi i wykonuje inny typ praktyk to oczywiście praktykuje Jogę Snu w sposób związany z tymi konkretnymi praktykami i do tego są odpowiednie instrukcje, niektóre z nich spróbuję omówić w kolejnych częściach tego tekstu.

Esencja praktyki Jogi Snu

  • Napisane 25 października 2016 o 19:30

„W dzień powinnaś się ćwiczyć w postrzeganiu tego co się pojawia jako snu, oznacza to spoczywanie w zrelaksowany i naturalny sposób, nie poprawiając niczego co się pojawia. Pozostaw swoje doświadczenie spontaniczne, wolne i otwarte. Spoczywaj z rozległą świadomością i bez dualistycznych związań. Wieczorem powinnaś przyjąć uważność za ścieżkę. Oznacza to zwiększenie świadomości u schyłku dnia oraz czujne i przebudzone spoczywanie nie pozwalając sobie na popadnięcie w ospałość czy odrętwienie. O północy zmieszaj stan głębokiego snu z Dharmatą i śpij w stanie bez myśli.
Zastosuj silą determinację, myśląc: „Rozpoznam, że moje sny są snami!” Dzięki temu będziesz mogła zapamiętać Dharmatę podczas śnienia i uwolnisz się od pobudzenia i koszmarów.
Rano powinnaś przyjąć Dharmatę za ścieżkę. Oznacza to, że kiedy budzisz się ze snu i twoje ciało odczuwa wygodę, przywołaj pamięć Dharmaty i praktykuj tę samoistną uważność bez dualistycznego związania, medytowania czy ospałości.
Dharmatę pozbawioną tworów, której doświadczasz w swoim istnieniu, spoczywając spokojnie w medytacji, powinnaś zastosować Dharmatę w każdej sytuacji w okresie po medytacyjnym – podczas chodzenia, stania, siedzenia i leżenia. Jeżeli nigdy nie będziesz się oddzielać od tej praktyki Dharmy, zawsze będziesz przebywać w stanie Dharmaty. W ten sposób twoja medytacja przekroczy sesje.”
/Kryształowa Girlanda Bezbłędnej Praktyki/

Pierwsze zdanie odnosi się do tzw. fundamentalnych praktyk wstępnych Jogi Snu, które bardzo precyzyjnie wyjaśnia Tenzin Wangyal Rinpocze są to:
- Patrzenie w ciągu dnia na to co się wydarza wyobrażając sobie, że to jest sen, podczas zwykłych sytuacji dnia codziennego, aby zrelaksować się i zdystansować do tego co się wydarza, rozwijając w zwykłych sytuacjach zrelaksowaną świadomość wielokrotnie w ciągu dnia zaczynając zaraz po przebudzeniu, kiedy nasza świadomość jest naturalnie zrelaksowana.
- Kiedy nauczymy się w powyższy sposób rozwijać zrelaksowaną świadomość, rozluźniając więzy karmiczne wykonujemy ją kiedy w ciągu dnia pojawia się napięcie czy silne stany emocjonalne, zamiast się w nie angażować, relaksujemy się i wyobrażamy sobie, ze to jest sen uzyskując dystans do tego co wywołuje w nas napięcie. Jest to bardzo istotna praktyka, rozluźniania karmicznych uwarunkowań, rozwijająca kontemplacyjny stan umysłu, będąca potężnym środkiem wspierającym naszą medytację, bez której nasza medytacja jest iluzoryczna i ogranicza się tylko do formalnych sesji.
- Trzecią praktykę zwaną „budowaniem związku ze snem”, która polega na tym, że kiedy czujemy iż nasza świadomość jest senna w ciągu dnia czy wieczorem rozluźniamy się o patrzymy na wszystko co postrzegamy jak na sen.
- Czwartą praktykę „oczyszczania śladów karmicznych” wykonujemy bezpośrednio przed snem, polega ona na tym, że przypominamy sobie zdarzenia z minionego dnia i relaksujemy napięcia z tym związane patrząc na nie jak na sen, czyli np. przypominamy sobie, że ktoś nas zdenerwował, czy coś nam się nie podobało i teraz przypominając sobie myślimy, że to było w porządku to był sen i tak patrzymy na te sytuacje aż się zupełnie uwolnimy od napięć związanych z tymi sytuacjami.

Te cztery „praktyki wstępne” stanowią istotę praktyki Jogi Snu i wykonuje się je w każdego typu praktyce Jogi Snu. Rozwijającą one spoczywanie w zrelaksowanym medytacyjnym stanie podczas dnia i uwalniają mas od uwarunkowań karmicznych, aby później nie manifestowały się negatywne stany emocjonalne w naszych snach i wzrastała w nich przejrzystość.

Oczywiście praktyki te prowadzą do pojawiania się „świadomych snów”, ponieważ wytworzony na jawie nawyk relaksowania się i patrzenia na to co się wydarza jako na sen manifestuje się w snach i wówczas odkrywamy, że to czego doświadczamy jest właśnie snem – jest to jeden z aspektów rozwijania się klarowności i przejrzystości w snach. Nie należy jednak mylić „świadomego śnienia” z praktyką Jogi Snu bo są to dwie zupełnie odmienne i często sprzeczne rzeczy.
Celem jogi snu jest relaksowanie umysłu, rozwijanie klarowności w snach, oczyszczanie i przekształcanie pozytywne snów by uwolnić się od pomieszania i przywiązania aby w końcu zamanifestowała się wrodzona przejrzystość.
Celem „świadomego śnienia” jest żądza „świadomych snów” w których chcemy zaspokajać swoje pragnienia, doświadczać silnych stanów emocjonalnych itp. rzeczy a więc rozwijania przywiązania, co stwarza napięcia i stwarza jeszcze większe pomieszanie.

Oczywiście wykonując wstępne praktyki Jogi Snu zaczynamy doświadczać „świadomych snów”, ale nawet kiedy tak się dzieje nie podążamy w tych snach za swoimi pragnieniami i nie próbujemy „kontrolować” snu, ale relaksujemy się w tym doświadczeniu.
Koncepcja: „O wiem, ze śnię więc wykonam praktykę, albo kiedy będę wiedział, ze śnię wykonam jakąś praktykę duchową” jest błędna, ponieważ oznacza podążanie za pragnieniami. rodzi napięcia i frustrację – „Wiedziałem, ze śnię i zapomniałem o praktyce – tragedia”.
Być może wykonamy jakąś praktykę spontanicznie we śnie i to będzie cudowne, ale nie potrzebujemy nic robić tylko zrelaksować się a wszystko będzie rozwijać się we właściwym kierunku spontanicznie. Jeśli wiedząc, ze śnimy czujemy parcie aby coś zrobić, możemy to zrobić i to jest w porządku, ale nie musimy robić nic innego poza zrelaksowaniem się i to jest właściwa praktyka.

Kolejne zdania tego esencjonalnego kompendium praktyki Snu wyjaśniają jej najgłębszy, rzeczywisty cel, czyli spoczęcie w naturalnym stanie i doświadczenie dharmaty, zapamiętanie jej i wykorzystanie jako ścieżki, bo ona jest jedyną podstawą rzeczywistej praktyki prowadzącej do oświecenia.
Kolejny wers wyjaśnia, że rano bezpośrednio po przebudzeniu, kiedy nasze ciało i umysł są zrelaksowane powinniśmy spoczywać w tym stanie gdyż jest to jedyny okres kiedy możemy zapoznać się i rozwinąć to doświadczenie by później móc praktykować to w medytacji i w końcu spoczywać w niej poza sesjami by dojść do najwyższej realizacji. Jest to więc esencjonalna praktyka prowadząca do oświecenia nie mająca sobie równych dlatego nazywa się ją „Tajemnym skarbem Dakiń”. Obejmuje ona cała naszą aktywność przekształcając ją w ścieżkę do oświecenia.

Niektórzy ludzie mówią, kiedy kładę się spać: „Wykonuję Ati Guru Jogę i jest to doskonała praktyka przejrzystego światła”. Oczywiście jest tak w istocie jeśli rzeczywiście ktoś potrafi to zrobić. W praktyce zazwyczaj taki ktoś spoczywa kilka sekund w zrelaksowanym stanie, albo jak ma pewne doświadczenie trochę dłużej po czym popada w rozproszenie i zasypia. Oczywiście nawet te kilka sekund ma wartość, ale chcąc rzeczywiście rozwinąć praktykę trzeba ją zrozumieć i faktycznie rozwijać w ciągu dnia poprzez wykonywanie praktyk wstępnych, zasypianie w zrelaksowanym stanie, w trakcie śnienia, spoczywania w tym stanie zaraz po przebudzeniu najlepiej jak potrafimy by ustabilizować i rozwinąć to doświadczenie, potem rozwijając to doświadczenie w medytacji, by w końcu przekroczyć okresy medytacji i zintegrować wszystko z naturalnym stanem. Spoczywanie kilka sekund zasypiając w stanie Guru Jogi i 24 godziny pomieszania to nie jest właściwa praktyka.

Właściwa praktyka to:
wielokrotne spoczywanie w zrelaksowanym stanie w ciągu dnia poprzez wykonywanie „praktyk wstępnych”
spoczywanie w zrelaksowanym, stanie w momencie zasypiania
odnajdywanie zrelaksowanego stanu w trakcie snu
świadome spoczywanie w błogim zrelaksowanym stanie zaraz po przebudzeniu
rozwijanie tego stanu w trakcie formalnej medytacji
Taka praktyka rzeczywiście prowadzi do rozwoju kontemplacji, przejrzystości i transformacji zarówno naszych snów jak i życia na jawie i jest kompletną, rzeczywistą i nie udawaną praktyką Jogi Snu.
Kiedy zawsze pamiętamy by relaksować swoje ciało, energię i umysł: po przebudzeniu, w ciągu dnia, w trakcie medytacji, zasypiania i snu wiedząc, że jest to esencja praktyki nasza praktyka staje się bardzo dobra i efektywna. Dlatego powinniśmy obserwować siebie, kiedy wykonujemy praktyki wstępne, kiedy medytujemy, kiedy zasypiamy, kiedy śnimy i kiedy się budzimy a wówczas nasza praktyka staje się realna i zaczyna się rozwijać co się nie dzieje kiedy robimy mechanicznie jakieś techniki nie pamiętając o istocie praktyki.

Sny o ziołach

  • Napisane 24 września 2016 o 19:22

Niedawno miałem tydzień przejrzystych snów, noc po nocy doświadczałem niezwykle wyrazistych świetlistych snów. Pierwsze noce to były sny związane z moją praktyką medytacyjną, natomiast czwartej nocy śniłem niezwykły sen o ziołach.
W tym śnie byłem najpierw w Chinach gdzie była cudowna góra a na jej zboczu i u podnóża było masę sklepów z ziołami, od wspaniałych nowoczesnych supermarketów zielarskich po piękne tradycyjne stragany. Dzień był wyjątkowo piękny i w ogóle wszystko w tym śnie było wyjątkowo piękne, wyraziste i stabilne. Sen był bardzo długi a świadomość w tym śnie była wyjątkowo wyrazista i radosna. Podekscytowany chodziłem od sklepu do sklepu, od straganu do straganu i oglądałem, różne zioła i lekarstwa ziołowe a było ich tak wiele, że nie mogłem się zdecydować. W końcu kupiłem cudowne kuleczki ziołowe i byłem z tego powodu bardzo szczęśliwy, miałem je cały czas przy sobie i zastanawiałem się co jeszcze wybrać. Nie jestem pewien co to były za wspaniałe pigułki, ale podejrzewam, że było to legendarne Liu Wei Di Huang Wan bo cóż innego mogło by mnie tak cieszyć i wzbudzać takie emocje :-)
W końcu zszedłem do podnóża góry i w jednym skromnym sklepiku zastanawiałem się jakie by tu zioła wybrać aż wpadłem na pomysł aby zamiast słuchać o wspaniałych  ziołach poprosić o coś specjalnie dla mnie. Była tam Chinka mówiąca trochę po polsku i zaoferowała mi specjalnie dla mnie miksturę na miodzie, ale niestety zamiast spytać o jej skład i działanie, zacząłem się zastanawiać czy aby na pewno to dla mnie najlepsze :-)

Ogólnie sen był bardzo długi i nie chce mi się go szczegółowo opisywać podobnie jak jego kontynuacji, kiedy pojechałem do Indii, w końcu po powrocie znalazłem się przed sklepikiem w Polsce i tu postanowiłem zapytać o najlepsze zioła na przejrzyste śnienie. Miła kobieta wyjaśniła mi, że oprócz tego co przywiozłem z zagranicy na sen i co miało się nazywać coś jak wilakocur (bo jak brzmiała nazwa łacińska to nawet w przybliżeniu nie pamiętam) jest polskie zioło, kwiat które nazywa się Kocanka i kupię je w Polsce gdzieś od 2,4 zło do około 3,70. Postanowiłem zapamiętać nazwy tych ziół jak się obudzę i powtarzałem budząc się kocanka, kocanka, kocanka :-)

Jak się obudziłem włączyłem komputer i wpisałem „wilakocur”, ale przeżyłem zawód bo nie znalazłem takiego zioła a byłem na sto procent pewny, że to jakieś konkretne istniejące zioło nie rosnące u nas.
Już bez nadziei wpisałem drugą nazwę kocanka choć nie bardzo wierzyłem iż istnieje takie zioło i ku mojemu zdumieniu trafiłem w dziesiątkę okazało się, że istniej polskie zioło kocanka i faktycznie tak jak mi wyjaśniono we śnie używa się jego kwiatów. Niedowierzając wpisałem cenę i też mieściła się w granicach jakie podano mi we śnie. Kiedy potem siostra szła do miasta opowiedziałem jej sen i poprosiłem aby kupiła mi to zioło w sklepie i mimo iż wątpiła czy je będą mieli okazało się, że jest w wyśnionej przeze mnie cenie :-)

Po cóż opisałem to zdarzenie? Otóż ciemnota, żyjąca w „biedzie i nierozumie” jak mawiał Pawlak powtarza bzdety, że sen to rojenia, nierealne jak mawiają „sen mara” :-)
Ci bardziej światli dopatrują się w snach ukrytego znaczenia aby je odkryć przez interpretację a jak mawiał Fromm sen przedstawia dokładnie to co przedstawia :-)
Przejrzyste sny są bardzo konkretne i widzimy w nim realne miejsca, realne istoty, wydarzenia i rzeczy. Nie tylko widzimy w nich to co rzeczywiste, ale przede wszystkim to co w nich dla nas jest ważne. Jest to naturalny kanał percepcji rzeczywistości o czym doskonale wiedzieli nasi mądrzy przodkowie. Pytanie nie brzmi tu jak zinterpretować to co widzimy, tylko dlaczego to jest dla nas ważne co zobaczyliśmy w śnie. W przypadku tego snu to oczywiste, ze te zioła są dla mnie ważne bo inaczej bym o nich nie śnił, ale niekiedy sny przejrzystości nie są tak oczywiste czego przykładem mogą być opisane tu sny o miejscach i nie jest dla mnie jasne dlaczego w snach zobaczyłem te miejsca by później podążając za tym odnaleźć je na jawie.
W przeszłości śniłem o konkretnych specyfikach i metodach ich sporządzania aby pozbyć się moich różnych dolegliwości i kiedy je sporządzałem problemy zdrowotne mijały. W młodości śniłem o tym jak np. rozwiązywać zadania z matematyki z którymi nie potrafiłem się uporać i wiele innych snów przejrzystości. Ponieważ moje doświadczenie z przejrzystymi snami przenikało całe moje życie, dlatego nie lekceważę swoich snów, obserwuję je i kiedy pojawiają się sny przejrzystości nie lekceważę ich i dobrze na tym do tej pory wychodziłem :-)

Oczywiście sny przejrzystości od zarania ludzkości były czymś bardzo istotnym w przeciwieństwie do snów zrodzonych z napięć, które istotnie są tylko grą naszego umysłu czy jak kto woli podświadomości. Mają one mniejsze znaczenie i nie przywiązywano do nich wagi, choć nie znaczy to, że nie mają one znaczenia. Ogólnie każdy sen jest dla nas źródłem wiedzy o nas samych, ale sny przejrzystości są wyjątkowe. Nie należy oczywiście mylić tzw. „snów świadomych” z przejrzystymi snami bo oczywiście większość „świadomych snów” to zwykle sny pomieszania i choć w przejrzystych snach zazwyczaj wiemy, że to czego doświadczamy jest snem to akurat nie to jest w nich istotne a w zasadzie jest to nieistotne. Są to sny które Indianie zwali „Wielkimi Snami” uważanymi za dary opiekunów duchowych, mające znaczenie dla całej społeczności choć przede wszystkim dla śniącego a które w praktyce Buddyzmu Tybetańskiego określa się mianem „snów przejrzystości” w przeciwieństwie do zwykłych „karmicznych snów”, czy też „snów ignorancji” a które manifestują się kiedy umysł jest oczyszczony przez medytację lub rzadziej spontanicznie.

Czarna magia we śnie

  • Napisane 23 czerwca 2016 o 00:17

Już wybitny lekarz Maurice Martin Antonin Macario, lekarz z Nicei, wybitny badacz somnambulizmu i autor wielu prac naukowych, przytacza przykład, kiedy uczonemu Conradowi Gesnerowi śniło się pewnej nocy, że wąż ukąsił go w lewą pierś, który niedługo potem dostał w tym miejscu czyraka i zmarł w pięć dni później. Przykładów ilustrujących takie sny możemy znaleźć bardzo wiele w literaturze psychiatrycznej, gdzie próbuje się je tłumaczyć jako zdolność prekognicji, pojawiającą się niekiedy w stanach snu i somnambulizmu. Wiele takich snów możemy znaleźć w ciekawej książce polskiego neurologa prof. Dr hab. Stanisława Nowaka.
Tłumaczenie to jest jednak zupełnie nieprzekonywujące, gdyż jaki sens miała by taka prekognicja wieszcząca śmierć lub poważną chorobę, mająca niebawem się zamanifestować, nie dając żadnej możliwości zapobieżenia temu?

Analogiczne przykłady snów tego typu znane są doskonale w wielkiej ilości z literatury etnograficznej wszystkich kultur, w których tłumaczenie tego typu zjawisk bez względu na okres i położenie geograficzne jest zadziwiająco takie samo, mówiące iż tego typu sny są zawsze i bez wyjątku symptomem ataku magicznego, manifestującego się w śnie. Co więcej tradycyjne kultury nauczają, iż kiedy pojawia się taki atak, osoba zaatakowana nie jest bezbronna i skazana, ale może używając stosownych metod lub zwracając się do kogoś kto to potrafi, uchronić się przed skutkami takiego ataku, lub przynajmniej znacznie go osłabić, choć wymaga to nieco zachodu i szybkich działań, ale zważywszy, że alternatywą jest śmierć lub poważna choroba, nie ma wyjścia.

Przykładem takiego snu może być przytoczony współczesny sen, opisany przez Grizzlybear Lakes w jego wspaniałej książce “Indiański uzdrowiciel”, zresztą cała szamańska literatura obfituje w opisy tego typu snów. Można również niekiedy takie sny z ich implikacjami znaleźć na różnych forach, gdzie ludzie opisują swoje sny, nie są więc one również dzisiaj niczym niezwykłym.

Kiedyś maiłem niezwykły sen przejrzystości po którym obudziłem się powtarzając mantrę, uświadomiłem sobie ze zdziwieniem, że jest to nieznana mi mantra więc po przebudzeniu zapisałem ją. Przez kolejne dni, mój umysł powracał do tej mantry i zastanawiałem się jakie jest jej znaczenie. Intrygowało mnie to do tego stopnia, że w końcu przeprowadziłem senną dywinację, aby się coś na ten temat dowiedzieć jednak bez efektu co jeszcze bardziej mnie zdumiało. Mimo iż nie miałem takiego zamiaru po pewnym czasie zdecydowałem się zrobić siedmiodniową praktykę z tą mantrą. Kiedy zacząłem ją powtarzać byłem zdumiony gdyż co noc śniłem niezwykłe sny przejrzystości mimo iż mantra wyglądała na ochronną, jednak sny te zdawały się w żaden sposób nie odnosić do tej mnatry. Ostatniego dnia praktyki śniłem sen w którym mój Mistrz powiedział mi, iż jeden z jego uczniów używa przeciwko mnie czarnej magii co jest bardzo niewłaściwe i uczył mnie modlitwy odwracającej przeszkody. Mimo iż w tym śnie wielokrotnie powtarzałem ją z Mistrzem, po przebudzeniu nie zapamiętałem tej modlitwy. Po przebudzeniu pomyślałem, że jednak była to mantra ochronna i osiągnąłem jej cel w tym śnie odsuwając zagrożenie.

Niedługo potem miałem kolejny niezwykły sen przejrzystości, w tym śnie jeden z moich mistrzów udzielał przekazu i wyjaśnień do pewnej praktyki duchowej. Sen był bardzo wyrazisty i pełen mocy. Kiedy obudziłem się byłem zdziwiony tym snem.
Kilka lat temu na odosobnieniu medytacyjnym z innym mistrzem, otrzymałem szczegółowe instrukcje i przekazy do tej praktyki, a po nim odbyłem tygodniowe osobiste odosobnienie aby ukończyć tę praktykę, jednak nie pojawiły się absolutnie żadne oznaki, kompletnie nic, dlatego wypełniwszy związane z nią zobowiązanie nie zamierzałem do niej wracać, a tu nagle pojawił się taki niezwykły sen przejrzystości.

Drugą rzeczą, która manie dziwiła to fakt, iż w tym niezwykłym śnie otrzymałem przekazy i błogosławieństwa związane z tą praktyką od zupełnie innego mistrza, więc praktyka ta była integracją z innymi przekazami jakie otrzymałem w przeszłości właśnie od tego mistrza, choć w tym śnie wyraźnie przekaz odnosił się do tej konkretnej praktyki i nie sposób było rozumieć go inaczej.
Kiedy więc ukończyłem cykle praktyk jakie właśnie wykonywałem postanowiłem (choć zupełnie bez przekonania) wykonać jeszcze raz tygodniowe odosobnienie medytacyjne z tą praktyką ze snu, bo mimo wszystko sen był zbyt doniosły by go lekceważyć.
Kiedy zacząłem odosobnienie z tą praktyką, ze zdziwieniem przekonałem się, iż tym razem praktyka ta ma niezwykłą moc. Nie tylko od razu mój umysł uspokoił się osiągając harmonię, ale w stanie miedzy snami zaczął pojawiać się i rozwijać stan medytacyjny związany z tą praktyką i zaczęło się pojawiać wiele oznak powodzenia na różnych polach, czym byłem zupełnie zadziwiony.

Piątego dnia odosobnienia nad ranem miałem pewien mocny, nieprzyjemny sen związany z oczyszczeniem, po którym obudziłem się w złym nastroju, od razu stało się dla mnie jasne, że to idealny moment do wykonania efektywnej praktyki oczyszczającej, więc położyłem się od razu z powrotem, wykonując odpowiednią praktykę oczyszczającą, w wyniku której w stanie medytacyjnym pomiędzy snem a przebudzeniem rozwinęły się wspaniałe doświadczenia oczyszczające. Obudziłem się jak nowo narodzony, uwalniając się w wyniku tych doświadczeń od wielu przypadłości zdrowotnych, które ostatnio mi dokuczały i narastały, choć byłem w pełni świadomy, że jeszcze wiele pozostało do oczyszczenia.

Przez kilka dni poprzedzających to doświadczenie pojawiało się u mnie dziwne osłabienie wieczorem, które trudno mi było przezwyciężyć. Wieczór po tym doświadczeniu był taki sam, a ponieważ mój umysł i samopoczucie było klarowne po nocnym doświadczeniu, kiedy pojawiło się to dziwne zmęczenie byłem go o wiele bardziej świadom, niż we wcześniejszych dniach, tym niemniej nadal nie miałem pojęcia dlaczego się tak dzieje.
Zasypiając tego wieczoru dzięki klarowności umysłu będącego owocem doświadczenia, mimo przeszkód wykonałem bardzo przejrzystą Jogę Zasypiania związaną z tą praktyką, która zaowocowała niezwykłym przejrzystym snem.

W tym śnie byłem w lesie, był piękny słoneczny dzień, ja byłem w dobrym nastroju i rozpocząłem pewną łagodną praktykę dla pożytku wszystkich czujących istot, by umocnić dobroczynne siły. Kiedy wykonywałem tę dobroczynną praktykę, pojawił się pewien mag wrogo do mnie nastawiony, w celu przeszkodzenia mi, żądając abym natychmiast przerwał tę praktykę. Byłem tym bardzo zdziwiony i chciałem zapytać dlaczego, ale ów arogancki mag zupełnie mnie lekceważąc i nie zamierzając wdawać się w żadne dyskusje, przywołał potężną czarną magię pełną zła i zepsucia, kierując ją przeciw mnie. Skupiłem się na mocy praktyki dobroci i cała jego potężna zła magia uległa rozproszeniu a on zniknął. Byłem bardzo zaskoczony tym niespodziewanym atakiem i nie wiedziałem co o tym myśleć. Wówczas w tym śnie pojawiło się kilku moich dawnych przyjaciół, z którymi kiedyś medytowałem a po drugiej stronie ku mojemu zaskoczeniu ponownie zamanifestował się ten sam mag rozpoczynając kolejny atak. Byłem tym bardzo zaskoczony, jako iż nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się aby po odparciu takiego ataku został on natychmiast ponowiony. Znów pojawiła się potężna, negatywna energia, którą powstrzymywałem, tym razem powtarzając łagodne mantry, w czym wspierali mnie przyjaciele. Atak był neutralizowany, ale ku mojemu zdumieniu nie ustawał. Wówczas pojawił się kolejny z moich dawnych przyjaciół, potężny medytujący i kiedy użył swej mocy, nad jego głową zamanifestowała się głowa Buddy, z której promieniowała potężna moc współczucia i dobroci, wypełniająca wszystko, poczułem się doskonale zrelaksowany i spokojny, ogarnięty tą mocą współczucia a po chwili z tej głowy Buddy wypłynęły dwa promienie światła – biały i niebieski, zupełnie rozpraszając złą moc maga i odsyłając go. Czułem spokój i radość wypełniającą wszystko wokół i moich przyjaciół w tym śnie i wówczas zjawił się jeszcze jeden z moich dawnych znajomych, potężny medytujący, pytając się co się stało. Kiedy z radością opowiadałem mu jak wspaniałą i dobrą moc zamanifestował ów medytujący, ów zły mag pojawił się ponownie, co zepsuło harmonię. To było dla mnie już zupełnie niezrozumiałe, jakim cudem po dwukrotnym złamaniu jego mocy, mógł się ponownie zamanifestować. Tym razem, ponieważ ciągle obecna była moc dobroci Buddy, nie obawiałem się go zupełnie, wiedziałem jednak iż konieczne jest odkrycie źródła jego niezwykłej mocy i złamanie jej. Zbliżyłem się do maga z tym nowym medytującym i obezwładniając go, zabrałem mu z łatwością ogromny rytualny nóż, który był narzędziem kierowania złą mocą, nie chciałem mu jednak zrobić żadnej krzywdy. Wówczas z maga zamanifestował się ogromny wąż i zrozumiałem, że on jest źródłem jego potężnej złej mocy, umożliwiającej mu te wściekle ataki. Mimo to nie chciałem krzywdzić również węża i zastanawiałem się, jak zneutralizować tę moc nie krzywdząc nikogo, wówczas ów drugi medytujący przywołał swoją groźną moc, niszczącą zło i pożarł węża, ostatecznie pozbawiając maga mocy czynienia zła. Zrozumiałem, że to było właściwe i efektywne działanie, ostatecznie kładące kres tym potężnym czarno-magicznym atakom. Zrozumiawszy to, przez pewien czas skupiałem się na mojej praktyce, by się w niej ugruntować, po czym łagodnie obudziłem się – była trzecia w nocy.

Byłem spokojny i zastanawiałem się nad tym niezwykłym doświadczeniem. Zauważyłem, że te niezwykle zmagania wyraźnie odbiły się na moim ciele, czułem ulgę, ale i zmęczenie w ciele, uświadamiając sobie jasno, iż te ataki wyraźnie odbijały się w określonych organach mojego ciała, z którymi miałem wcześniej problemy zdrowotne, teraz było tak jakby spadł z tych miejsc ciężar, choć w niektórych z nich ciągle wyczuwałem pozostałości. Wyglądało to tak jakby wszystkie moje ostatnie drobne przypadłości zdrowotne z ostatnich miesięcy były wynikiem tego magicznego ataku, związanego z mocą węża, który przed chwilą został ostatecznie złamany. Pomyślałem, że choć atak został ostatecznie złamany nie zaszkodzi jeszcze czegoś zrobić, więc wypowiedziałem kilka mantr niszczących złe siły. Zastanawiałem się czy zapisać ten sen, póki go dobrze pamiętam, czy też od razu zasnąć ryzykując iż zapomnę większość szczegółów. W końcu doszedłem do wniosku, że skoro i tak już po wszystkim, to szczegóły nie będą aż tak ważne, wiec lepiej ponownie zasnąć i zobaczyć co teraz pojawi się w moim śnie. Zasnąłem i obudziłem się dopiero koło dziewiątej, w snach wykonywałem praktyki medytacyjne, aczkolwiek napięcie i emocje związane z tym snem sprawiły, że nie były to głębokie doświadczenia, nie pojawiło się jednak nic negatywnego i obudziłem się doskonale wypoczęty, w świetnej formie psychofizycznej. Podczas porannej medytacji nie było żadnych przeszkód i przebiegała ona nad wyraz dobrze.

Opisałem tak obszernie ów czarno-magiczny atak we śnie z kilku powodów. W kontekście opisów przytoczonych powyżej, można łatwo dostrzec dzięki temu kilka istotnych rzeczy charakterystycznych dla czarno-magicznych ataków znanych z literatury, głównie etnograficznej. Szczególnie w literaturze szamańskiej wyjaśnia się, iż atak czarno-magiczny wiąże się z przedostaniem do ciała ofiary węża, owada czy innego powiedzmy “magicznego pocisku” który zagnieżdżając się tam wywołuje chorobę, czy też może prowadzić do śmierci ofiary. Oczywiście ten “wąż” czy coś innego, nie jest fizycznym wężem, ale jakbyśmy to dziś powiedzieli formą negatywnej energii i jak wyjaśnia literatura szamańska aby uratować ofiarę, niezbędnym jest wydobycie i usuniecie tego “węża”, czy innego magicznego grota, czego może dokonać tylko inny szaman uzdrowiciel.

Oczywiście z literatury szamańskiej (z każdej literatury etnograficznej niezależnie od kultury) wiadomo, iż atak czarno-magiczny absolutnie nie wygląda tak, jak sobie to potocznie wyobrażamy. Nie jest to atak błyskawiczny, tylko powolny i długotrwały, który musi przezwyciężyć obronę ofiary, co nie jest ani proste ani szybkie, nawet jeśli atakujący czarny mag jest potężny. Atakująca, jakbyśmy to dziś powiedzieli, energia czarnej magii gromadzi się wokół ofiary i szuka słabych punktów w jej energii, próbując wniknąć w ofiarę, co może trwać nawet lata, o ile nie zostanie odbita lub jakoś zneutralizowana i oczywiście tego typu atak zawsze manifestuje się na poziomie snu. To, że manifestuje się on na poziomie snu nie oznacza, że ofiara od razu w momencie ataku śni na ten temat. Oznacza natomiast, że wpływa on na nasze sny cały czas, podobnie jak i na nasze emocje. Kiedy manifestuje się w formie konkretnego snu, jak w opisanych przypadkach, oznacza to, że atak przełamuje naszą obronę i jest to ostatni moment, aby coś z tym zrobić.
Co można zrobić w tym momencie? Jeśli ma się dość szczęścia, umiejętności i sił, można go w tym momencie zneutralizować lub odbić, jeśli nie, to jest to ostatni moment aby zwrócić się do prawdziwego szamana aby to zrobił, w przeciwnym przypadku atak się powiedzie. Oczywiście to, że atak się powiedzie, nie oznacza iż ofiara zginie jak w pierwszym z przytoczonych tu przykładów, zazwyczaj celem ataku nie jest uśmiercenie ofiary, ale zaszkodzenie jej na różne sposoby, natomiast na ile to się uda czarnemu magowi, zależy od wielu różnych czynników. Ponieważ nie pisze tego po to, aby wyjaśniać szczegółowo metody obrony przed czarną magią, nie będę tu wnikał w te wszystkie czynniki, zajmuję się tu tylko manifestacją czarno-magicznych ataków w snach i to tylko tego spektakularnego etapu, kiedy nasza obrona zostaje przełamana przez atak czarno-magiczny, manifestując się bardzo konkretnie w naszych snach.

Opisane tu przykłady są bardzo spektakularne, jednak zazwyczaj nie ma to tak wyraźnego jasnego charakteru, o czym możemy się dowiedzieć z literatury etnograficznej, czy poświęconej snom. Ogólnie takim powszechnym sygnałem jest to, śnimy dużo negatywnych snów i w treści tych snów pojawiają się różne charakterystyczne treści np. ataki różnego rodzaju zwierząt, ukąszeń jak i wielu innych charakterystycznych treści – rozpisywanie się na ten temat nie ma sensu, ponieważ istniej na ten temat obszerna literatura, w oparciu o którą możemy się dowiedzieć o rodzaju ataku i odpowiednich sposobach przeciwstawiania się mu, jak i zabezpieczania przed nim oraz usuwania jego skutków. Nie jest też tak, że każdy atak czarno-magiczny wynika ze świadomego działania określonych osób, które wiedzą jak się do tego zabrać. Ogólnie atak czarno-magiczny ma miejsce zawsze, kiedy ktoś źle nam życzy, utrzymuje w stosunku do nas negatywne intencje i emocje, mówi czy myśli źle o nas itd. Zazwyczaj jednak takie powszechne ataki czarno magiczne są bardzo słabe i nie wyrządzają nam wielkiej szkody, a większość z nich zostaje rozproszona czy odbita, albo nie ma dość siły, by pokonać naszą naturalną ochronę i ulega rozproszeniu. Nie jest również tak, że ktoś znający odpowiednie metody, może na nas wykonać skutecznie taki atak. Aby taki atak rzeczywiście stał się poważnym zagrożeniem, musi być spełnionych szereg warunków i tak się niestety składa, iż od czasu do czasu o wiele częściej niż się to komuś wydaje te warunki ulegają naturalnemu spełnieniu i stajemy się ofiarami tego typu ataków w okresie, kiedy nasza energia ochronna ulega osłabieniu. Jeśli faktycznie tak się stanie, to może się zdarzyć iż nawet kilka razy w ciągu naszego życia możemy doświadczyć tego typu ataku i związanych z tym snów, jak i innych rzeczy. Dowodem na to jest fakt, iż opisy tego typu znajdujemy nie tylko w literaturze etnograficznej, ale we współczesnych opisach snów i reperkusji z tym związanych, jakie możemy znaleźć u największych luminarzy naszej psychiatrii. Oczywiście nie sposób ustalić jak często się to zdarza, ponieważ dziś prawie nikt nie spisuje swoich snów ani tym bardziej nie dzieli się nimi z innymi, dlatego możemy to traktować tylko jako ciekawostkę – przynajmniej do momentu o ile osobiście się z tym nie zetkniemy :-)

Oneironautyka – początki w „świadomym śnie”

  • Napisane 12 stycznia 2016 o 20:38

Śnimy różnego rodzaju sny, możemy śnić na przykład sen w którym dzieje się coś nieprzyjemnego, doświadczamy nieprzyjemnych emocji i tego typu sny zwykło nazywać się koszmarami. Czasami śnimy przyjemne sny w których doświadczamy erotycznych przygód i takie sny zwykło nazywać się snami erotycznymi. Czasami zaś śniąc wiemy, że to czego doświadczamy jest snem i od jakiegoś czasu tego typu sny zwykło się nazywać „snami świadomymi”. Sny jak sny, ale jakiś czas temu przyszła do nas moda z ameryki właśnie na takie sny i pojawiły się na ten temat strony internetowe, fora i książki. Tak naprawdę tego typu sny nie różnią się niczym od innych a większość tego co się na ten temat pisze jest mocno podkoloryzowane a część jest totalną bzdurą, ale tego typu sny jest stosunkowo łatwo wywoływać. Tak naprawdę aby doświadczać tego typu snów wystarczy tylko chcieć ich doświadczać i użyć sugestii. Oczywiście w ten sam sposób można by się nauczyć wywoływać koszmary a być może i sny erotyczne, tyle,że kto by chciał doświadczać koszmarów a i chwalenie się snami erotycznymi nie było by w dobrym tonie – zostają więc tzw. świadome sny :-)

Chcąc nauczyć się doświadczać świadomych snów wystarczy zrobić kilka prosych rzeczy:

- chcieć doświadczyć świadomych snów

- założyć sobie dziennik snów w którym będziemy spisywali wszystkie swoje sny

- stosować jakąś metodę sugestii aby wywołać świadomy sen

Najprostrze i zarazem najskuteczniejsze metody to:

1. Skupienie się na percepcji kilka razy w ciągu dnia i wyobrażając sobie, że to czego właśnie doświadczamy jest snem powtarzać sobie sugestię: „kiedy będę śnił będę wiedział, że to sen” czy coś podobnego – jest to esencja metody zwanej „testem rzeczywistości”. Metodę tę opisuje się zazwyczaj nieco inaczej i stworzono do niej bzdurną teorię przez co zazwyczj bywa niezrozumiała i ludzie zamiast zrobić to co powyżej sprawdzają obsesyjnie czy aby nie śpią :-)

2. Obudzenie się nad ranem i zasypiając powtarzanie sugestii jak wyżej.

3. Trzecia metoda to powtarzanie sugestii kiedy relaksujemy się zasypiajac.

Spośród tych metod pierwsza i trzecia są najlepsze z tego względu, że pozwalają uświadomić sobie, że to czego doświadczamy jest snem w głębszych stanach snu, podczas gdy nad ranem sen jest płytszy i sny nie są tak plastyczne, jednak wówczas łatwiej działa sugestia a więc łatwiej wywołać swiadomy sen, tyle że nie będzie on tak plastyczny i trwały jak sen w środku nocy. I to jest cała potrzebna wiedza na temat świadomego śnienia – nic więcej nie potrzeba oprócz chęci i motywacji :-)

Oczywiście istnieje mnogość innych metod z najbardziej znanych to „Metoda Castanedy” – całkiem niezła choć wymaga czasu, oraz masa głupich, wydumanych przez teoretykow metod spłycania czy przerywania snu, zabawy z obrazami przedsennymi, które nie dość, że głupie to mogą być szkodliwe a przy tym często wogóle nie prowadzące do doświadczenia świadomego snu więc szkoda sobie nimi zawracać głowę.

Teraz przedstawię gareść przykładów moich świadomych snów z krótkimi komentarzami. Nie są to długie, barwne, niezwykle ekscytujace świadome sny jakie się zazwyczaj opisuje a to dlatego, żeby nie robić nikomu fałszywych wyobrażeń. Owszem wiele świadomych snow jest wspaniałych, ale nie wszystkie i zazwyczaj takimi nie są pierwsze świadome sny, które wywołujemy. Aby nasze sny były piękne, barwne i ekscytujące trzeba sumiennie prowadzić dziennik snów, obserwować uważnie swoje sny i relaksować się, a przede wszystkim zasypiać zrelaksowanym i w dobrym nastroju. Tutaj nie zajmuję się jak rozwijać klarowność śnienia tylko jak nauczyć się śnić świadome sny.

1. Siedzę z siostrą na dachu kościoła i patrzę w dół, jest bardzo wysoko. Jedyna możliwość zejścia to skok. Wiem, że to sen a jednak ilekroć spojrzę w dół nachodzą mnie wątpliwości. Mówię do siostry: to jest sen więc jak skoczę nic mi się nie stanie. Siostra odpowiada: oczywiście, że to sen. Patrzę w dół i myślę: no oczywiście, że to sen – jednak nadal nie mogę zdecydować się na skok. W końcu decyduję się na skok, skaczę robiąc śrubę i tracę świadomość.

2. Stoję z gościem na łące na skraju lasu i zastanawiam się w którą stronę mam się udać. Gość wskazuje kierunek i zaczynamy iść. Dochodzimy po kilku krokach nad skarpę w oddali widzę jakąś świeżo wzniesioną zaporę. Mój przewodnik tłumaczy mi, że musimy dostać się na drugą stronę zapory. Patrzę w dół i widzę, że jest tu bardzo stromo i wszędzie wystają korzenie różnych roślin. Kiedy zaczynam schodzić czuję, że coś jest nie tak, idzie mi zbyt łatwo. Zaczynam się zastanawiać czy to aby nie sen? Taka straszna stromizna, niewiarygodnie głęboka skarpa, nowo budowana zapora o której nic nie słyszałem do tego tak sobie schodzę nie bojąc się, zupełnie na luzie i jeszcze ta specyficzna fajna atmosfera.. Dochodzę do wniosku, że to na pewno jest sen i zjeżdżam sobie z kolejnego uskoku. Myślę sen nie sen, ale i tak musze zejść na dół bo to kawał drogi więc kontynuuję schodzenie. Jednym słowem bardzo fajny sen o miłej atmosferze.

Wybrałem te dwa sny z dwu zasadniczych powodów. Pierwszym jest to, że ilustrują one uzyskiwanie świadomości tego, że to czego doświadczamy jest snem. Uświadamianie sobie tego, że śnimy zazwyczaj następuje spontanicznie i ma związek z naszymi emocjami oraz pewnym podwyższeniem percepcji. Niekiedy od początku wiemy na pewno, że to czego doświadczamy jest snem. Niekiedy w pewnym momencie uświadamiamy sobie, że śnimy, niekiedy nie jesteśmy tego do końca pewni i uświadomienie sobie, ze to sen następuje stopniowo. Zazwyczj nie ma to związku z treścią snu, a niekiedy wiąże się to z sennym doświadczeniem, które znamy z innych snów lub jeszcze czymś innym.

W sieci powiela się durny zabobon dla słabych umysłów jakoby uświadomienie sobie tego, że śnimy wynikało z dostrzeżenia, jakiejś „nielogiczności” we śnie lub było wynikiem pytania siebie czy to jest sen :-)

Oczywiście jest to tak głupie, że należało by to zostawić bez komentarza gdyby nie siła tego bezsensownego zabobonu. Jedna z najwybitniejszych uczonych zajmujących się badaniem świadomych snów Patrycja Gerdfield zbadała ten problem i doskonale go opisała wyjaśniając, że kiedy uzyskujemy świadomość tego, że to czego doświadczamy jest snem możemy sobie zadawać pyatnia czy to czego doświadczamy jest snem, wtedy i tylko wtedy możemy dostrzec jakieś „nielogiczności” w śnie – natomiast nigdy nie dzieje się to na odwrót. Istnieje masa snów w których śniacy zadają sobie pytania, szukają „nielogiczności” w snach po czym „upewniają” się, że to czego doświadczają nie jest snem :-)

Czasami proces uświadamiania sobie, że to czego doświadczamy jest snem pcha nas do stawiania sobie takich pytań jak w opisanych przykładach, ale zawsze bez wyjątku jest to proces wtórny, zaś uświadamianie sobie tego, ze śnimy ma charakter emocjonalny.

Znalezienie przykładow gdzie w ogóle postawiłem sobie pytania czy to czego doświadczam jest snem i poszukiwania jakiegoś potwierdzenia w „nielogicznościach” snu było trudne pośrod setek moich świadomych snów i znalzalem w zasadzie tylko te dwa. Zazwyczaj od razu wiem z całą penością, że to czego doświadczam jest snem więc zadawanie pytań było by głupie tak samo jak i poszukiwanie „nielogiczności” :-)

Drugi powód dlaczego wybrałem te sny jest taki, że używam w niej jednej z popularnych metod wyostrzania i stabilizowania snu – przy czym w pierwszym wypadku nieskutecznie :-)

Jest wiele metod wyzostrzania i stabilizowania snów, skakanie w przepaść, rzucanie się, czy jak w drugim przypadku szaleńcze zjeżdżanie, albo padanie na plecy jest jedną z takich naturalnych metod. Zazwyczj kiedy to robimy nasza percepcja się wysotrza a sen nabiera barw i staje się bardziej stabilny. Czasami jednak jak w pierwszym przykładzie może się zdarzyć, że wybieje nas to ze snu. Inne metody to wirowanie, skupienie się na odczuwaniu podłoża, albo skupienie się na niebie. To zasadnicze metody działające nie tylko w moich snach, ale opisywane również przez dziesiątki innych ludzi. Jest też kilka innych metod, ale ponieważ ich nie używałem więc nie wiem jaka jest ich skuteczność.

Oczywiście każdej z tych metod musimy się nauczyć a najprostrzym ze sposobów jest połączenie jej z pierwszą metodą wywoływania świadomych snow – czyli kiedy wyobrażamy sobie, że śnimy i powtarzmy sugestię, wyobrażamy sobie, że stosujemy którąś z tych metod i w końcu zaczniemy ją stosować naturalnie we śnie. Często nawet we śnie w ktorym nie jesteśmy świadomi tego, ze śnimy.

3. Piękny słoneczny dzień, na podwórku u sąsiada wszyscy bawią się w lewitację. Każdy ma grubą kolorową nić, która się przywiązuje i mówi patrzcie lewituję. W radosnym nastroju chwytam leżącą brązowa nić przywiązuję się do siatki, odchylam się do tył i mówię ja też lewituję. Obok mnie jest ładna dziewczyna, której nie znam i lewitujemy razem jest bardzo fajnie. Coś mi w tym nie pasuje więc mówię sobie to sen ja śnie i uświadamiam sobie, że to sen. Mimo tego, że wiem iż śnię niewiele mogę zmienić. Po kilku próbach wpłynięcia na sen rezygnuję i po chwili tracę świadomość tego, że śnię.

Powyższy sen jest kolejnym przykładem tego co napisałem wcześniej. W tym śnie podwyższenie percepcji występuje od początku, jest motyw latania z którym wiążą się bardziej ekstatyczne doznania prowadzące do uświadomienia sobie tego, że śnię. Kiedy próg zostaje przekroczony mówię sobie „ja śnię” i uświadamiam sobie, ze to czego doświadczam jest snem. Sen jest stabilny, piękny, pełen energii, głęboki więc oczywiście nie mogę na niego specjalnie wpłynąć. Ponieważ chciałem na niego wpłynąć i nie udaje mi się to nastrój opada a wraz z nim maleje percepcja i przestaję pamiętać o tym, że śnię. Ilustruje on wyraźnie, że wszystko w śnie zależy od emocji i związanej z nimi podwyższonej percepcji, kiedy emocje opadają słabnie również percepcja i pogrążamy się w fabułę snu.

4. Rosjanin pokazuje mi piękne pomarańczowe opalizujące kryształy – są urzekające. Badam go ile by za nie chciał, ale on mówi, że nie są na sprzedarz. Są to specjalne święte kryształy o niezwykłej mocy, które trzeba zdobyć samemu. Czuję ich moc, okazuje się, że mam podobny kryształek zbliżam go do jednego umieszczonego na różczce ze spiralą miedzianą i czuję jak zaczyna delikatnie wibrować dostrajając się do mocy kryształu. Rosjanin pyta skąd go mam a ja odpowiadam, że nie wiem. Ogląda krysztal po czym oddaje mi ga a ja znów zbliżam go do różdżki – jego wibracje wmagają się i zaczynają ogarniać moje ciało – budze się.

Znowu zasypiam i następuje dalsza kontynuacja snu. Siedzimy ze znajomym na murku, inny znajomy, który w poprzednim śnie zaprowadził mnie do rosjanina ponagla do wyjazdu. Nagle uświadamiam sobie, że śnię. Krzyczę do kolegi – nie przejmuj się chłopie to sen, on spada z murku a ja się śmieję.

W magiczny sposób gromadze swoje rzeczy i ruszamy do domu. Po dotarciu na miejsce jestem zaszokowany, mój dom jest olbrzymim budynkiem, świerzo otynkowanym z zewnątrz, bez okien, stropów, podłóg – pieknym ale bezużytecznym. Pytam mamę co tu się dzieje? Ona mówi, żebym się nie przejmował, prześpimy się pod mostem, tam jest całkiem miło i wygodnie. Nie mogę w to uwierzyć. Mówię coś głośno aby przekonać się jak brzmi mój głos we śnie. Następnie postanawiam zmienić scenerię. Zaczynam wirować, zamykam oczy, ale jakoś nic mi nie przychodzi do głowy. Zastanawiam się czy się nie obudziłem, ale na rozłożonych rekach czuję wyraźnie wiatr powstały pod wpływem wirowania więc wiem, że nadal śnię. W końcu decyduję się przenieść gdziekolwiek. Znajduję się na dróżce między domami, nieopodal stoi oparta o siatkę jakaś dziewczyna chcę ją dogonić, ale ucieka więc wracam do punktu wyjścia. Przyglądam się miejscu. Okazuje się, że stoję przed wejściem do jakiegoś domu. Pukam i wchodzę do środka. Gospodarz pyta czego chcę, więc mówie mu, że skoro sen rzucił mnie w to miejsce to widać jest to ważne, więc powinniśmy porozmawiać. Wchodze do środka, gospodarz na chwilę gdzieś wychodzi więc rozglądam się po pomieszczeniu – nic specjalnego. Na stole leży album, przeglądam go z zainteresowaniem są tam zdjęcia z Indii, ale tylko turystyczne. Na jednym z nich jest umieszczone zdjęcie z jakiejś inicjacji z której gospodarz nie zdawał sobie sprawy. Kiedy wraca przyglądam mu się i okazuje się, że ma on trzy oczy i dwa nosy. Mówię mu o tym, że tak dziwnie go widzę w moim śnie. Jest trochę zdziwiony, ale w sumie nic go to nie obchodzi i dalej niewiele się dzieje.

Ten sen jeszcze bardziej precyzyjnie pokazuje sposób wzrostu percepcji i uświadomienia sobie tego, że śnię. W pierwszej części snu pojawiają się bardzo silne ekstatyczne emocje związane z widokiem tych cudownych kryształów – są one tak silne, że wybijają mnie ze snu. Kiedy zasypiam ponownie, skutkuje to od razu uświadomieniem sobie, że to czego doświdczam jest snem. W tym śnie używam metody wirowania o której wspomniałem wcześniej. Zazwyczj opisuje się ją jako metodę stabilizacji snu jednak w rzeczywistości jest to najlepsza metoda do zmieniania snu i w ten sposob zazwyczj jej używam tak jak w opisanym śnie.

5. Stałem z dwoma znajomymi (jednym był chyba mój brat drugim sąsiad) na pięknej kolorowej leśnej polanie i nagle uświadomiłem sobie wyraźnie, że śnię. Sąsiad zapytał mnie co mówię – ja mu na to – że mówię, że to sen i zaczęła się rozmowa.

Zacząłem tłumaczyć mu czym jest świadomy sen i co można w nim robić, latałem i robiłem różne rzeczy – wtedy on poprosił mnie abym nauczył go jakiś użytecznych rzeczy. Zastanowiłem się co mógłbym go nauczyć w czasie jednego snu i zacząłem mu wyjaśniać wpływ świadomych snów na psychikę. Powiedziałem mu, że dziś skupimy się na jednej rzeczy a mianowicie na wizualizacji w świadomym śnie. Wyjaśniłem mu, że na jawie wizualizacje są trudne wymagają wielu wysiłku, a efekty są mało widoczne, natomiast w świadomym śnie jeśli rozpoczniemy intensywną wizualizację i przekroczymy pewien próg koncentracji wizualizacje stają się stabilne i wywierają wyraźny wpływ na śniącego. Można też od razu kontrolować ich efekt. Tłumaczenie było bardzo szczegółowe obejmowało różne aspekty wizualizacji i różne techniki, w końcu przeszliśmy do ćwiczeń praktycznych. Zacząłem tworzyć kule światła polecając badać mu ich strukturę, wpływ na sen i jego psychikę, potem uczyłem go tworzyć takie kule – kiedy już załapał poleciłem mu dalej ćwiczyć samodzielnie. Na zakończenie stworzyłem jaskrawą kulę energii skumulowałem w niej dużo energii i pozwoliłem jej wpłynąć w jego trzecie oko co miało ułatwić mu osiąganie LD i pracę z nim. Kiedy przekazywałem tą kulę sen rozpuścił się w światło i odpłyną a ja znalazłem się w przestrzeni między snami. Mogłem wrócić do minionego snu jak czasami robilem, albo poszukać innego snu, doszedłem jednak do wniosku, że powinienem się obudzić bo inaczej mogę całkowicie zapomnieć ten sen – tak więc zrobiłem.

To przykład snu kiedy od razu bez powodu uzyskuję bardzo wyraźną świadomość tego, że śnię. Sen jest głęboki i wyrazisty więc nie ma szans by utracić świadomość czy przypadkiem się wybudzić. Przy okazji prezentuję w tym śnie teoretyczne i praktyczne aspekty wizualizacji we śnie. Jest on też przykładem jak w głębokim śnie następuje przejście do stanu ciemności między snami z zachowaniem świadomości. W takich przypadkach zazwyczj możemy powrócić do śnionego snu wybierając jego kontynuację lub możemy przejść do innego snu, albo jak w tym przypadku możemy się obudzić co zazwyczj wymaga trochę więcej zachodu, ale jeśli uważamy, że sen był interesujacy i chcemy go dobrze zapamiętać warto skupić się na obudzeniu się jak w tym przypadku bo inaczej możemy większość rzeczy zapomnieć lub pamiętać je niezbyt dokładnie.

6. Byłem w jakiejś złoto żółtej przestrzeni i giąłem siłą woli złote kapsle. Kiedy kończyłem z drugim uświadomiłem sobie, że śnię po czym doszedłem do wniosku, że przecież po tych złotych kapslach zawsze mogę rozpoznać że śnie. Zacząłem się skupiać na tym aby to zapamiętać.

Później zacząłem oczyszczać przestrzeń senną i pracować z umysłem. W pewnym momencie doszedłem do osnowy snu i zrozumiałem że nie zwiększę klarowności dopóki się przez nią nie przebiję. Wiedziałem, że nie mogę do tego celu użyć ognia ponieważ wtedy wszystko mogło stanąć w płomieniach, albo osnowa snu zacznie się pruć co mogło mieć różne niedobre konsekwencje. Nie mogłem też zwyczajnie przebić się i ryzykować sprucia osnowy. Zacząłem się zastanawiać jak w takim razie mam się przez nią przebić. W końcu wpadła mi do głowy genialna myśl użycie antyognia. Ponieważ nigdy wcześniej tego nie robiłem postanowiłem działać delikatnie. Wypuściłem wiązkę antyognia i osnowa zwyczajnie przestała istnieć w miejscu gdzie się z nim zetknęła przy czym wokół pozostawała nie naruszona. Uradowany tym odkryciem jak i wrażeniami klarowności związanymi z kontaktem z przestrzenią zewnętrzną postanowiłem skupić się na zapamiętaniu tej metody co jak widać udało mi się;-)))

Powyższy sen ilustruje jak „logika” w śnie wysoko świadomym różni od zwyczjnej chłodnej „logiki”. Niekiedy niezależnie od tego czy dzieje się to we śnie czy na jawie emocje dominują nasz sposób myślenia i wnioskowania tak, że coś co uważamy za zupełnie oczywiste i jasne kiedy opadną emocje i spojrzymy na to z dystansu przestaje się takim wydawać. Nie koniecznie musi to zawsze oznaczać, że wtedy nasze myślenie było błędne – może oznaczać, że po prostu pod wpływem emocji zastosowaliśmy skróty myślowe, które po opadnięciu emocji stają się dla nas mało zrozumiałe a tym bardziej niezrozumiale dla innych ;-)

W tym śnie takim skrótem myślowym były „złote kapsle”. Oczywiście „złote kapsle” nie pojawiają się w każdym śnie i cala konstrukcja logiczna wydaje się bez sensu :-)

W rzeczywistości chodziło tu o odkrycie pewnego specyficznego stanu emocjonalnego charakterystycznego dla snów. Uświadomiłem sobie, że u podstawy snu występuje specyficzny stan emocjonalny, który można uchwycić.

Ten specyficzny stan emocjonalny, którego normalnie nie zauważamy jest w tle snu i często manifestuje się w formie określonych emocjonalnych obrazów lub barw. Jeśli ma się pewne doświadczenie można go uchwycić i skupić się na nim co prowadzi do wzrostu percepcji i pozwala nam uświadomić sobie, że śnimy.

Nie ma to nic wspólnego z koncepcją rzekomych „znaków snu”, która to koncepcja odnosi się do wtórnej formy snu. Trudno to wyjaśnić, ale jeśli ma się często „świadomy sen” staje się to bardziej wyraziste i czasami można to uchwycić.

Te doświadczenia jak i caly sen odnoszą się do świadomego, zrelaksowanego zasypiania. Kiedy jesteśmy głęboko odprężeni i zasypiamy nasz umysł nie jest rozproszony i doświadczamy tego jak stopniowo zwalnia i pogrąża się w przyjemny senny stan w którym najpierw zatrzymuje się myślenie, ale ciągle jeszcze pozostajemy świadomi określonego jednolitego stanu emocjonalnego – tak to przynajmniej odbieramy. W rzeczywistości ten stan emocjonalny wcale nie jest jednolity i składa się jakby z kilku warstw, które później manifestują się w śnie nadając mu określoną formę. Jeśli dominują przyciężkawe emocje sen będzie mało wyrazisty dlatego warto przed zaśnięciem oczyścić swoje emocje, a jeśli nie jest tego dużo można to zrobić w trakcie snu jak w tym przykładzie.

Jest to typowa metoda jakiej używamy w przypadku inkubowania „uzdrawiających snow”. Oczywiście pojęcia w opisie tego snu są symboliczne, ale jak się wie o co chodzi jest to calkiem jasne – co oczywiście nie oznacza, że łatwo użyć tego w praktyce :-)

Wytlumaczenie dokładnie jak się to robi i o co tutaj chodzi zajęło by dużo czasu i jest szczególnie związane z inkubacją „uzdrawiających snów” więc dotyczy innego tematu, dlatego nie będę tu tego robił. Dałem jednak tu opis tego snu instrukcji aby zasygnalizować rolę emocji w snach.

7. Sen o Fredim;-)

Dziś w nocy strasznie sie wymeczyłem;-) Śpie sobie w mojej pięknej sypialni a tu widzę obok łóżka jakiegoś ducha – nie tyle go widzę co wiem, że tam jest bo duch jest niewidzialny;-) Oczywiscie wcale bym sie tym nie przejął jako, że nie mam nic przeciwko duchom gdyby nie to, że w pewnym momencie ten duch zblizył sie do mnie i zaczął mnie dusić. Poczatkowo nawet nie zwracałem na to uwagi, ale w końcu to duszenie zaczęło być meczące więc postanowiłem gada z siebie zwalić. Okazało się, że duch jest w sumie twardziel a ja słaby, przymulony i nieźle sie namęczyłem zanim go zwaliłem. Myslałem, że sobie pójdzie i da mi spokojnie pospać, ale gdzie tam zaszedł mnie z drugiej strony i zaczął targać, pomyslalem, że to w sumie dobrze bo mnie rozluźni i wpłynie na mnie korzystnie – a ten za chwile znów sie zabrał za duszenie. Trochę mnie to zirytowało, wziąłem wiec jakis szpikulec i zacząłem go dźgać. Byłem pewny, że puści, ale gdzie tam znów musialem sie z nim siłować i tak kilka razy. Pomyslałem, że w takich warunkach nie dość, że się nie wyśpię to jescze wymorduję. Wypchnąlem go więc przez róg pokoju, wziąłem dwa rozkładane ostrza i zacząłem ich używać jak dwu trzyczęściowych nunczaku, aby go odstraszyć i aby nie mógł do mnie podejść. Niewiele pomogło, bo czułem, ze gdzieś tam sie czai i ani myśli odejść. Wróciłem wiec zrezygnowany do łóżka a wtedy drzwi się otworzyły i weszła jakas pani odziana w piękną błekitną szatę i usiadła przy mnie na łóżku. Pomyslałem, że pocałuję ją, będzie przyjemnie i chwilę odetchnę sobie od duszącego ducha. Zacząłem ja całować czekając aż duch na mnie wyskoczy, ale nie wyskoczył. W trakcie tego snu wiedziałem, że śnię i przemieszczam się na różne plaszczyzny snu, a czasami wydawało mi się, że się budzę po czym znów wchodze w sen. W pewnym momencie niemal całkiem się przebudziłem i uświadomiłem sobie, że mam zatkany nos i ściśnięte gardło i przez to te duszenia.

Nastepnie znalazłem się w domu mojej babci, wszystko było wyraziste, plastyczne, miałem bardzo mocną świadomość i ugruntowane ld. Zacząłem zastanawiać się co by tu pozytywnego zrobić mimo iż czułem się zmęczony po zmaganiach z duchem, kiedy usłyszałem głos z innej płaszczyzny snu: „Uciekajcie nadchodzi Fredy Kruger”. Pomyslałem – jeszcze mi tu Frediego brakuje tak jakby duch mało mnie wymeczył. Perspektywa zmagania się z Fredim nie rajcowała mnie więc postanowiłem się ewakuować. Pobiegłem do kuchni i postanowiłem przeniknąc przez okno, ale udało mi się to dopiero za trzecim razem. Na zewnątrz była piękna pogoda, wiosna w całym rozkwicie, cudownie – byłem tym zachwycony i podziwiając wszystko wokół leniwie dryfowałem sobie na plecach lecąc w strone drzew. Pomyślałem, że warto się wznieśc wyżej bo lecę za nisko i gdyby pojawił sie Fredy to mógłby podskoczyc i mnie sięgnąć. Spróbowalem się wznieść wyżej i przyspieszyć trochę lot, ale mimo iż czułem w sobie ogrom energii byłem zbyt rozleniwiony i zmęczony aby ją wykorzystać. Wpadłem za to na sprytny pomysł, że wykorzystam drzewa i siłę odśrodkową aby nabrać szybkości i wysokości. Chwyciłem więc gałąź olbrzymiej wierzby płaczącej i zacząłem się rozpędzać, ale szybko jakoś mnie tak zamotało, że straciłem orientację i ponownie znalazłem się w kuchni.

Zrezygnowany doszedłem do wniosku, że widac w tym śnie nie dane mi jest uniknąc konfrontacji z Fredym więc postanowiłem go odszukać. Zacząłem się rozgladać wewnętrznym wzrokiem i znalazłem go obok mnie na innej płaszczyźnie snu, był trupiosiny emanujący niezdrowym blaskiem i jakby nie do końca jeszcze ukształtowany. Przeciagnąłem go na swoja płaszczyznę snu gdzie przybrał formę jakiejś dziwnej niemiłej rośliny żarzącej się zielonkawo sinym niemiłym blaskiem. Dmuchnąlem gasząc ten blask a resztę rośliny zanurzyłem w wodzie i po Fredym. Uspokojony w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku obudziłem się wibrując od energi z silną świadomoscią a jednak zmeczony więc zaraz zasnąłem z powrotem i sniłem interesujący sen o pięknych łąkach.

Powyższy sen podobnie jak poprzedni jest ilustracją determinizmu stanów emocjonalnych w śnie. Stany emocjonalne determinują treść jak i przebieg całego snu. Wśrod guseł i zabobonów jakie wypisują teoretycy „świadomego śnienia” popularne jest bredzenie o rzekomej pelnej kontroli nad snem :-)

Oczywiście „kontrola nad snem” jest totalną iluzją w którą może wierzyć tylko ktoś, kto ma naprawdę małe, albo żadne doświadczenie w „świadomym śnieniu” a przy tym jest ignorantem w wiedzy o snach jako takich. Sny zawsze i bez wyjątku kontrolowane są przez emocje podobnie jak nasze myślenie i działania są determinowane przez emocje zarowno we śnie jak i na jawie.

Kiedy opanuje nas jakaś emocja ona po prostu jest czy nam się to podoba czy nie. Czasami możemy jakąś emocję stłumić, odwrócić od niej uwagę pod warunkiem, że nie jest ona zbyt silna i mieć nadzieję, że za chwilę nie powróci. Jedyna różnica między luźmi jest taka, że niektórzy są bardziej świadomi swoich złożonych stanow emocjonalnych i ich wpływu na nich inni mniej a przez to bardziej podatni na wpływy rożnego rodzaju emocji.

W snach emocje manifestują się w bardziej wyrazisty sposób i to one tworzą scenerię i fabułę snów, nadając im kierunek. W snach możemy również stawić czoła naszym emocjom i rzeczywiście zmienić je czy oczyścić, czego przykładem jest ten sen.

Zazwyczj uciekamy przed nieprzyjemnymi emocjami, probujemy je tłumić i odwracać od nich uwagę. Pożądamy natomiast i gonimy za pozytywnymi emocjami chcąc je zatrzymać i rozwinąć. Ignorowanie negatywnych emocji w snach jest trudniejsze, dlatego zamiast uciekać czy je maskować lepiej stawić im czoło i oczyścić je.

Negatywne emocje w naszych snach manifestują się jako wrogie postacie, nieprzyjemne sytuacje czy scenerie. Kiedy jesteśmy świadomi, że to czego doświadczamy jest snem możemy zamiast uciekać przed negatywnymi emocjami spróbować zobaczyć je wyraźnie w ich symbolicznej formie w jakiej się manifestują i oczyścić je, przekształcić pozytywnie uwalniajac się od nich.

W tym śnie ujawniła się jedna z takich emocji i jest on przykładem jak można sobie z czymś takim radzić na poziomie snu. Mógłbym przytoczyć dziesiątki a może setki przykładów takich snów, jak i opisać na wielu stronach jak to dziala i jak to robić, uznałem jednak, że ten sen jest na tyle wyrazisty, prosty i reprezentatywny, że jeśli ktoś zechce łatwo to prześledzi na tym przykładzie i zrozumie zasady na tyle by zacząć próbować je stosować w praktyce co powinno być szczegolnie zrozumiale w kontekście wcześniejszego przykładu.

Jak już napisalem na początku, „świadome śnienie” nie jest niczym specjalnym i większość ludzi doświadcza go od czasu do czasu, podobnie jak doświadcza też koszmarow czy snów erotycznych. Niektórzy ludzie doświadczają świadomego śnienia regularnie i oczywiście nie widzą w tym nic specjalnego ani nie przywiązują do tego szczegolnej wagi, podobnie jak do większości snów.

Niektórzy doświadczajacy w miarę często świadomych snów uważają to za problem i obawiają się, że przez to mogą się nie wyspać, traktują to więc jako pewien problem ze snem. W rzeczywistości jednak dla większości ludzi nie stanowi to rzeczywistego problemu jest to sen jak każdy inny.

Jak już też napisałem na początku jeśli ktoś chce tego i stosuje regularnie autosugestię może zwiększyć częstotliwość świadomych snów czy też nauczyć się bez problemu je wywoływać jeśli nie występują one u niego spontanicznie.

Wbrew temu co piszą na ten temat entuzjaści, świadome sny jako takie nie mają jednak w sobie żadnej specjalnej wartości, która różniła by je na plus od jakichkolwiek innych snów. Mimo to praca nad świadomym śnieniem (o ile jest robiona rozsądnie) ma w sobie rzeczywistą wartość, albo przynajmniej może takową wartość nieść dla śniącego – czy rzeczywiście taką realną wartość niesie zależy od podejścia śniącego.

Zasadniczą wartością jest to, że zaczynamy zwracać uwagę na nasze sny i obserwować je, co daje nam możliwość lepszego zrozumienia siebie i nauczenia się wielu ciekawych i praktycznych rzeczy o funkcjonowaniu naszego umysłu.

Oczywiście ta wartość nie pojawi się jeśli ktoś jest zafiksowany na pragnieniu świadomego śnienia jako takiego i interesuje go tylko doświadczenie takiego snu i nic ponad to. Podobnie jeśli ktoś naczyta się głupich tekstów na ten temat o rzekomych możliwościach „wykorzystania świadomych snów” i zacznie do tego dążyć, tylko ograniczy się przez instrumentalne podejście do snów nie osiągąjac żadnych realnych korzyści. Analogiczną sytacją jest taka kiedy ktoś naczyta się głupot jak to niby można wykorzystać tego typu sen do zaspokajania swoich frustracji i pragnień.

Już Freud odkrył i opisał, że jedną z funkcji snów jest zaspokajanie pragnień – np. w przypadku niemożności zaspokojenia swoich pragnień erotycznych w prawdziwym życiu pojawiają się erotyczne sny, a kiedy jesteśmy głodni możemy śnić o jedzeniu. Kiedy jednak zamiast zaspokajać nasze pragnienia na jawie próbujemy uciekać w sen czy marzenia aby to robić, świadczy to tylko o tym, że nie radzimy sobie w życiu. Nie dziwi zatem patrzenie na celowe erotyczne świadome sny jak na onanizm. Jest to dobre dla nieudaczników i frustratów popychając taką osobę w jeszcze większą patologię.

Oczywiście świadome sny jak każdy rodzaj snów są zdeterminowane przez nasze emocje a przy tym jak w każdym śnie emocje te manifestują się w bardziej intensywnej formie i możemy doświadczać spontanicznych erotycznych snów, koszmarow jak i innych rodzajow snu podczas świadomego śnienia. Jest to zupełnie naturalne i nie ma w tym nic złego. Wręcz przeciwnie może to być bardzo pozytywne jeśli przez to zrozumiemy te emocje i wyciągniemy stąd wnioski odnośnie naszego życia na jawie, jeśli zrozumiemy przez to na co powinniśmy zwrócić uwagę i co możemy pozytywnie w sobie zmienić. Wtedy rzeczywiście nasze przygody ze świadomym snem mogą stać się rozwijającą nas, bardzo pozytywną przygodą przynoszącą nam wiele relanych korzyści w naszym codziennym życiu. Dlatego śniąc świadome sny najlepszą rzeczą jaką możemy zrobić to obserwować siebie i sprobować coś zrozumieć.

Sny ogólnie, nie tylko zaspokajają nasze pragnienia, ale ukazują nam w różnej formie możliwości rozwiązania naszych problemów. Kiedy obserwując je zaczniemy rozumieć te konstruktywne aspekty snu, wówczas świadome śnienie może stać się bardzo cennym źródłem naszego rozwoju. W takim wypadku rzeczywiście zaczniemy rozumieć nasze sny i wyciągać z nich wnioski a stopniowo rozróżnienie na świadomy, czy nieświadomy sen straci znaczenie ponieważ odkryjemy, że każdy sen mówi nam wiele o nas i wskazuje sposoby rozwiązywania nurtujących nas problemów. Wówczas każdy sen staje się bezcennym źródłem wiedzy o nas samych, naszych relacjach z otoczeniem i tego co naprawdę dzieje się w naszym życiu a co często zupełnie nam umyka. Przy takim nastawieniu praca nad świadomym snem staje się rzeczywiście bardzo wartościowa.

Nie jest to to samo co interpretacja snów czy doszukiwanie się w nich znaczenia chociaż i to ma bezsprzeczną wartość.

Interpretując sny podchodzimy do snów z zewnątrz a przez to zrozumienie ich staje się co najwyżej częściowe. Praca ze świadomym śnieniem pozwala nam wejśc w sny jakby od środka i zrozumieć je już w trakcie śnienia. Pozwala odkryć, że sen sam w sobie jest już procesem, który możemy wzmocnić i ukierunkować we wlaściwy najbardziej pozytywny dla nas sposób. Uzyskujemy również wyjątkową możliwość rzeczywistego zrozumienia znaczenia snu już w trakcie jego śnienia. Przy takim konstruktywnym podejściu nasza praca ze świadomym śnieniem staje się dla nas czymś naprawdę wartościowym, konstruktywnym i praktycznym, prowadząc nas do osobistego rozwoju i poprawienia naszego funkcjonowania w życiu.

W tej twórczej pracy możemy liczyć tylko na siebie i nie możemy oczekiwać, że ktoś nam wszystko wyjaśni dając gotowe recepty bo takie nie istnieją.

Każdy z nas jest unikatową, niepowtarzalną istotą dlatego sam musi odkryć w oparciu o swoje doświadczenia i przemyślenia użyteczne dla niego metody postępowania.

Oczywiście rozmowy z innymi praktykami, wymiana doświadczeń może nam wiele pomóc, dać odmienny punkt widzenia, dostrzec to co czasami samemu trudno nam dostrzec, ale tylko z praktykami, prawdziwymi poszukiwaczami a nie teoretykami „ekspertami”, którzy uważają, że wszystko wiedzą :-)

Teoretyczne ogólnikowe rozmawianie o snach i trzymanie się „mądrych”, „naukowych” teorii może nas tylko ograniczyć, czy wręcz uniemożliwić zdobycie relanej, praktycznej i ważnej dla nas wiedzy.

W teoretycznych dyskusjach „para idzie w gwizdek” i nie sprzyja to rozwojowi naszego śnienia. Aby rzeczywiście się rozwijać najlepiej unikać „ekspertów” zaś szukać towarzystwa autentycznych poszukiwaczy i przede wszystkim opierać się na swoim doświadczeniu nie ograniczonym ramami „eksperckich”, „mądrych” koncepcji :-)

Metody rozwijania świadomego śnienia są bardzo proste i łatwe do zastosowania. Wystarczy zacząć uważnie obserwować swoje sny, zapisywać je i zacząć używać regularnie autosugestii a świadome sny zaczną pojawiać się naturalnie i będą się rozwijały.

Na początku będą one trwały krótko jak w pierwszych opisanych tu przykładach. Stopniowo staną się coraz bardziej wyraziste i stabilne jak te opisane w kolejnych przykładach by w końcu stać się czymś więcej – metodą wglądu i zrozumienia naszych snów.

Kiedy to robimy wszystkie nasze sny stają się bardziej wyraziste i zaczynaja do nas mówić coraz bardziej zrozumiałym językiem, aż w końcu każdy sen staje się cennym źródłem inspiracji, wiedzy a nawet mądrości.

To czy śniąc go wiemy, że jest to sen czy nie, stopniowo przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie a pojawianie się świadomych snów staje się spontaniczne nawet bez stosowania jakichkolwiek metod.

W końcu kiedy rozwinie się w nas pewien rodzaj percepcji uświadmimy sobie stopniowo, że w rzeczywistości w każdym śnie jesteśmy w pewnym stopniu świadomi, że to czego doświadczamy jest snem i wówczas zrozumiemy, że rozrożnianie na świadomy i nieświadomy sen jest w rzeczywstości czymś sztucznym i umownym, zaś nasze sny staną się nie tylko naszym pewnym, godnym zaufania doradcą, ale również źródlem wiedzy ciągle poszerzającym nasze choryzonty. Nasza wiedza o naszych snach, naszym umyśle będzie ciągle wzrastać a im będzie ona większa tym bardziej zaczniemy sobie uswiadamiać jak wiele rzeczy pozostaje jeszcze do odkrycia.

Ktoś kto uważa się za „eksperta”, albo rzeczywiście niewiele wie o snach i ma bardzo ograniczony umysł napchany durnymi teoriami, których trzyma się z uporem maniaka oderwany od rzeczywistosci, okłamuje nas, albo żartuje :-)

Aby rzeczywiście się rozwijać i iść naprzód musimy zawsze utrzymywać umysł początkującego. W odniesieniu do snów szczególnie słuszne jest powiedzenie zen: „W umyśle początkujacego jest wiele możliwości w umyśle eksperta tylko pare”.

Oneironautyka – powrót do źródeł

  • Napisane 6 stycznia 2016 o 22:42

W wydawanym przed II wojną światową miesięczniku “Lotos” ukazał się cykl artykułów z 1937 r., których autorem był K. Chodkiewicz ze Lwowa. Świadomym snom nadał on poetyczną nazwę “świadomości księżycowej”. Opisując metody osiągnięcia świadomości we śnie mówił: “…zaznaczam na wstępie, że praca ta nie jest łatwą. Nie należy się spodziewać, że się prędko osiągnie wyniki. Trzeba tu niesłychanej cierpliwości, systematyczności i lat całych stałej pracy. Najpierw należy zająć się samymi snami. Przed zaśnięciem należy ułożyć się wygodnie na plecach, zwolnić wszystkie mięśnie, odgrodzić się od wrażeń zewnętrznych i przybrać odpowiednią postawę duchową…, należy skoncentrować się duchowo na następującej myśli: Mogę obserwować swoje sny, obserwuję je i będę je dobrze pamiętał. Tę myśl trzeba sobie wprost plastycznie wyobrazić w swoim wnętrzu i z tym myślowym obrazem należy zasypiać.

Koło łóżka trzeba mieć przygotowany notes, ołówek i światło. Przy każdym obudzeniu się należy starać się uświadomić sobie dany sen i krótko, w paru słowach go zanotować. Rano po powstaniu trzeba zanotowane sny przejrzeć i jeszcze raz powtórzyć tak jak lekcję szkolną, którą się przerabia. Rzeczą obojętną jest, czy sen ma jakieś znaczenie lub jakąś wartość wróżebną; chodzi o to, by każdy sen, który pamiętamy, został zanotowany, a cały materiał wrażeń sennych danej nocy po powstaniu rano ugrupowany i powtórzony. W ten sposób przyzwyczajamy ciało astralne do nawiązywania ściślejszego kontaktu ze świadomością dzienną i budujemy ów łącznik między obiema świadomościami.

Gdy osiągniemy już pewną biegłość w pamiętaniu snów, przystępujemy do następnego ćwiczenia. Nakładamy sobie sugestię następującej treści: Będę tej nocy nie tylko sny pamiętał, ale będę celowo działał we śnie. Postępki moje we śnie będą zależne od mojej woli; będę działał we śnie z całą świadomością. Sugestia ta uprawiana przez czas dłuższy da nam z czasem dalsze, bardzo ciekawe wyniki. Zobaczymy, że nasze sny staną się zależne od naszej woli, że będziemy mogli wkraczać w sferze snu w pewne strefy, porozumiewać się z pewnymi ludźmi, zbierać cały szereg doświadczeń. Z czasem, po latach, sami się nie spostrzeżemy, gdy czas snu stanie się dla nas drugim życiem, drugim polem pracy bardzo ciekawej i bardzo użytecznej, drogą prowadzącą nas w światy nadzmysłowe, w prawdziwą naszą duchową ojczyznę.” /Adam Bytof – Oneironautyka/

Powyższy fragment książki Adama Bytofa niekwestionowanego ojca, pioniera, guru i twórcę polskiej oneironautyki przytoczyłem tu z kilku powodów. Po pierwsze prezentuje on tutaj metodę Chodkiewicza, która moim zdaniem jest nie tylko najdoskonalszą metodą oneironautyczną, ale ma dla mnie szczególne znaczenie. Metoda ta zawiera wszystkie niezbędne instrukcje potrzebne do praktykowania oneironautyki we wspaniale skondensowanej formie a przy tym jest najszybszą i najskuteczniejszą metodą ze znanych wspólczesnej oneironautyce. Ponadto metoda ta ma wiele aspektów znacznie przekraczających zakres wspólczesnej oneironautyki, które ujawniają się w trakcie jej stosowania. Drugim zasadniczym powodem dlaczego przytoczyłem fragment opisujący tę właśnie metodę jest to, iż była to pierwsza oneironautyczna metoda jaką zacząłem stosować i którą niekiedy stosuję do dziś.

Zanim zetknąłem się z oneironautyką od kilku lat praktykowalem tybetańską „Jogę Snu” i miałem już pewne doświadczenie ze świadomym śnieniem. „Joga Snu” daję tu w cudzysłowie ponieważ patrząc na to z mojej dzisiejszej perspektywy, w tamtym okresie mimo otrzymania tych nauk absolutnie nie rozumiałem ani celu, ani metod Jogi Snu stąd moja praktyka „Jogi Snu” w istocie była praktyką błednych koncepcji :-) Sądziłem, że „Joga Snu” to pewna metoda poprzez stosowanie której dążymy do uzyskania „świadomego snu” aby móc w nim wykonywać formalną praktykę medytacyjną Buddyzmu Tybetańskiego :-) Podążajac za tymi koncepcjami uzyskiwałem „świadome sny”, nauczyłem się również nimi nieco manipulować, ale kiedy pojawiały się „świadome sny” działo się tam tyle fajnych rzeczy, że podążając za nimi zapominałem wykonać formalne praktyki medytacyjne :-) Oczywiście nie byłem z tego zadowolony ani nie zadowalała mnie częstotliwość świadomych snów, bo chciałem mieć „świadomy sen” codziennie a nie od czasu do czasu :-)

Po kilku latach takiego praktykowa wpadła w moje ręce wspaniała książka Adama Bytofa „Oneironautyka”, która się właśnie wtedy ukazała się i która do dziś jest (a przynajmniej powinna być) biblią każdego, kto w jakiejkolwiek formie interesuje się oneironautyką. Przeczytałem ją jednym tchem i zacząłem studiować. Książka ta okazała się nie tylko fundamentalnym źródłem wiedzy o współczesnej oneironautyce, ale również mapą do innych źródłowych tekstów współczesnej oneironautyki i nadal uważam iż jeśli ktoś jej uważnie nie przeczytał, nie jest żadnym oneironautą tylko prowincjonalnym dyletantem i często „wsiowym filozofem” :-)

Moją szczególną uwagę zwróciła właśnie opisana w powyższym fragmencie metoda. Przede wszystkim jest ona bardzo prosta i nie wymaga specjalnego samozaparcia do jej skutecznego stosowania, dlatego postanowiłem ją spróbować.

Zgodnie z instrukcją zacząłem od założenia dziennika snów by spisywać tam wszystkie bez wyjątku zapamiętane sny. Wcześniej nigdy nie prowadziłem dziennika snów. Owszem zapisywałem rózne szczególne sny, niektóre z nich analizowałem, co dawało mi wiele satysfakcji, ale nigdy nie zapisywałem regularnie wszystkich snów. Sny zawsze miałem ciekawe i dobrze je pamiętałem i nigdy nie wpadło by mi do głowy by je wszystkie spisywać.

Kiedy zacząłem spisywać wszystkie swoje sny w nowo założonym dzienniku okazało się, że mam ich więcej niż bym przypuszczał więc kiedy miałem już sporo snów z jakiegoś tygodnia, postanowiłem przejść do drugiego etapu :-)

Drugi etap zacząłem od zapisania sobie na kartce sentencji: „Mogę obserwować swoje sny, obserwuję je i będę je dobrze pamiętał.” Powiesiłem sobie tę kartkę nad łóżkiem aby przypominała mi co mam robić i zgodnie z instrukcją przed zaśnięciem dokładnie relaksowałem mięśnie, odgradzalem się od rzeczywistości i koncentrowalem się na tej myśli by z nią zasnąć.

Szybko zauważyłem, że w wyniku tej praktyki wzrasta ilość zapamiętanych snów, a przede wszystkim zaczynam pamiętać bardzo dokładnie wszystkie szczegóły snów i mój pierwszy dziennik snów zaczął szybko pęcznieć od dokładnych opisów snów :-)

Po jakimś tygodniu czy dwu stosowania tej praktyki byłem zachwycony precyzją pamiętania swoich snów i postanowiłem przejść do trzeciego etapu, czyli wywoływania „świadomych snów”.

Podobnie jak w poprzednim etapie zaspisałem sobie na kartce sentencję: „Będę tej nocy nie tylko sny pamiętał, ale będę celowo działał we śnie. Postępki moje we śnie będą zależne od mojej woli; będę działał we śnie z całą świadomością.” Powiesiłem ją nad łóżkiem i zgodnie z instrukcją po dokladnej relaksacji koncentrowałem się na niej aby zasnąć z tą myślą. Na efekty nie trzeba było długo czekać i wkrótce zaczęły się pojawiać bardzo wyraziste, trwałe „świadome sny” takie jak opisuje się w reklamach oneironautyki :-)

Po pewnym czasie stosowania tej metody zachwycony jej skutecznością doszedłem do wniosku, że skoro tak dobrze to działa to inne metody sugestii również powinny być skuteczne. Postanowiłem przeprowadzić eksperyment. Nadal oczywiście prowadziłem dziennik snów, ale zrezygnowalem z jakichkolwiek prób wywoływania „świadomych snów” przez jakiś czas. Po czym w trakcie treningu autogennego, który wówczas regularnie praktykowalem zacząłem podawać sobie prostą sugestię „Dziś w nocy będe miał świadomy sen”. Efekt pojawił się od pierwszego razu i za każdym razem sugestia działała.

Postanowiłem zrobić kolejny eksperyment. W tym celu znów zrezygnowałem z wywoływania „świadomych snów” na jakiś czas by spróbować innej metody, której opis miałem a mianowicie tzw. „Testu rzeczywistości”.

W skrócie metoda ta polega, jakby ktoś nie wiedział, na tym, że kilka razy w ciągu dnia skupiamy się na percepcji rzeczywistości, po czym wyobrażamy sobie, że to czego doświadczamy jest snem, po czym podajemy sobie sugestię. Ja używałem sugestii zgodnie z instrukcją czyli mówiłem sobie: „Teraz nie śnię, ale kiedy będę śnił rozpoznam, ze śnię”. Trochę czasu mi to zajęło, ale znów zaczęły się pojawiać świadome sny.

Podobnie przetestowałem tzw. MILD, ale metoda ta zupełnie nie przypadła mi do gustu :-) Po pierwsze trzeba w tym celu budzić się, co już samo w sobie jest zbrodnicze, szczególnie dla mnie, bo lubię pospać, a poza tym „świadome sny” uzyskiwane tą metodą okazały się płytkie, słabej jakości i czasami miałem watpliwości czy to wogóle sny czy tylko plastyczne hipnagogi. Później powtarzajac eksperymenty i rozmawiając z innymi doszedłem do wniosku, że jednak w większości nie są to sny, a jeśli trafiają się sny to są płytkie i nie warte zachodu więc w końcu całkowicie zarzuciłem tę metodę.

Na podstawie zebranych doświadczeń dokonalem pewnej fuzji metod, a konkretnie zintegrowania rewelacyjnej metody Chodkiewicza z „Jogą Snu” i metodą szamańską i ta metoda stała się moją zasadniczą metodą wywoływania „świadomych snów” na następne dziesieciolecia :-)

Owa „fuzja” polegała na zintegrowaniu doświadczenia i sposobu patrzenia na metodę, bo technicznie rzecz biorąc była to w zasadzie „metoda szamańska” którą lubiłem, tyle, że dokładnie rozumiałem dzięki metodzie Chodkiewicza jak istotne jest rozluźnienie mięśni i jak skupić się na zaśnieciu z odpowiednią ideą by wywołać świadomy sen, a całość była związana z „Jogą Snu”. Ponieważ „metoda szamańska” wymaga sporego zaangażowania, dlatego często sobie ją upraszczałem wracajac do metody Chodkiewicza na przemian z „Jogą Snu” :-)

Ogólnie mogę powiedzieć, że wywoływanie świadomych snów jest proste i wymaga przede wszystkim doskonałego rozluźnienia mięśni w trakcie zasypiania, odcięcia się od rzeczywistości i zaśnięcia z taką ideą a to jak dokładnie się to zrobi jest sprawą drugorzedną – wszystko to doskonale prezentuje metoda Chodkiewicza i poprzez nią można się tego nauczyć, dlatego jest ona tak wspaniała.

W praktyce powodzenie zależy od tego, jak dobrze potrafimy się rozluźnić w trakcie zasypiania, co jest najczęściej piętą achillesową. Drugi punkt to utrzymanie własciwej myśli w trakcie zasypiania. Na podstawie tego używałem wielu konkretnych, skutecznych metod, jednak aby je skutecznie stosować trzeba najpierw opanować metodę Chodkiewicza, która jest kluczem do wszystkich tego typu metod. W moim przypadku udawało mi się tym sposobem wywoływać latami średnio po kilka wspaniałych, długich, świadomych snów tygodniowo, jednak mimo biegłego opanowania masy metod (sensownych i działajacych) manipulacji snem nie poczyniłem istotnego postępu w kwestii wykonywania formalnej praktyki medytacyjnej we śnie :-)

Dopiero kilkanaście lat temu, po wielu latach oneironautyki zacząłem wreszcie coś kumać z Jogi Snu, co zaowocowało stopniowym odejściem od zafiksowania na „świadomym śnieniu” i idei wykonywania formalnej praktyki medytacyjnej we śnie :-) Wiązało się to ze zrobieniem faktycznego postępu na ścieżce śnienia i rozwinieciem rzeczywistego, opartego na doświadczeniu zrozumienia snów, jednak przygoda z oneironautyką była bardzo istotną częścią rozwijania tego zrozumienia, dlatego do dziś czuję do niej sentyment :-)

Jeśli chodzi o zrozumienie i rozwiniecie mojej praktyki snu to wiele zawdzięczam wspaniałym oneironautom z listy dyskusyjnej „oneiro”, na której byłem wiele lat i od których nauczyłem się bardzo dużo. Nie wymieniam ich bo była by to długa lista, ale to dzięki ich otwartości, przenikliwości, inteligencji i niestrudzonym poszukiwaniom, eksperymentom, twórczemu kwestionowaniu wszystkiego i głębokim przemyśleniom zawdzięczam bardzo wiele. Co prawda pod koniec świetności listy „oneiro” byłem już w mniejszym stopniu zainteresowany oneironautyką poświecając się rozwijaniu przejrzystego śnienia i uzdrawiających snów co było mało zrozumiałe dla większości listowiczów tym niemniej był to dla mnie inspirujący okres, który pozostawił we mnie poczucie wdzieczności dla oneironautów i oneironautyki.

Oczywiście oneironautyka nie zaistniała by bez Adama Bytofa, którego do dziś uważam za jedynego wykwalifikowanego nauczyciela tej sztuki, którego zasługi trudno przecenić, więc i jemu jestem winien wdzięczność, natomiast to, że w wielu kwestiach nie zgadzaliśmy się tocząc burzliwe dyskusje, ostatecznie również było cenne i inspirujące. Jedno co dziś mogę zarzucić Adamowi to to, że nie wykształcił profesjonalnych następców, którzy kontynuowali by jego wspaniałe dzieło krzewienia oneironautyki, przez co oneironautyka cofnęła się do epoki zabobonów, szarlatanów i dziwacznych przesądów, podtrzymywanych po części z ignorancji, głupoty jak i ze względow komercyjnych.

Wracając do metody Chodkiewicza muszę napisać, że oprócz swej skuteczności i prostoty jest to jedyna z metod oneironautycznych, która pozwala rozwinąć rzeczywiste zrozumienie mechanizmów śnienia otwierajac bramę do głębszych aspektów pracy ze snami i rzeczywistego rozwoju śnienia we wszystkich jego aspektach. Jest to również jedyna metoda, która daje przygotowanie do rozwinięcia zdolności śnienia uzdrawiajacych snów.

Uzdrawiające śnienie jeśli patrzymy na nie z perspektywy i teorii oneironautyki wydaje się czymś bardzo trudnym ponieważ najpierw musimy nauczyć się śnić świadomie, dalej w świadomych snach musimy nauczyć się nie podążać za swymi emocjami co już przekracza granice oneironautyki i w końcu musimy nauczyć się przekształcić w określonym kierunku cały proces śnienia zachowując cały czas świadomość nie tylko w kolejnych snach, ale i w okresie między snami. Nawet dla zaawansowanego oneironauty wydaje się to być zadaniem ponad siły. Jeśli jednak wyjdziemy poza ograniczenia oneironautyki i jej zafiksowania na „świadomym śnieniu” i manipulcji snem oraz zrozumiemy podstawowe zasady procesu snu wówczas okazuje się to o wiele prostrze niż się wydaje. Kluczem do tego może się okazać właśnie metoda Chodkiewicza i doświadczenia rozwinięte na bazie jej praktykowania. Metody wywoływania uzdrawiajacych snów różnią się od metod oneironautycznych podobnie jak i podejście do snów, które jest typowe dla praktyki Jogi Snu jednak na bazie doświadczeń zdobytych metodą Chodkiewicza stają się one jasne i zrozumiałe a sama praktyka uzdrawiajacych snów przestaje być czymś nieskończenie trudnym i skomplikowanym o czym mogę zaświadczyć z własnego doświadczenia, które pozwalało mi miesiącami dzień w dzień wykonywać skuteczną praktykę uzdrawiającego śnienia.

To, że byłem w stanie miesiącami jak by powiedzieli oneironauci co noc utrzymywać swiadomość w snach jak i w okresie między snami nie jest oczywiście niczym nadzwyczajnym i znałem przynajmniej kilku oneironautów, którzy również potrafili miesiącami co noc mieć ld wymagało to jednak od nich wyjątkowego zaangażowania. Praktycy szamańskiej metody również bez żadnych problemów potrafią utrzymywać świadomość między snami choć jak już wspominałem sama metoda wymaga sporego zaangażowania stąd tak mało tych praktyków bo większość zniecheca się zanim ją odpowiednio rozwinie. Natomiast czymś co uważam, za wyjątkowe to fakt iż mogłem to robić z wyjątkową łatwością bez wielkiego samozaparcia i to zawdzięczam właśnie doświadczeniu związanemu z praktykowania metodą Chodkiewicza, dlatego oddaję tej metodzie nalezny jej chołd.


  • RSS