Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'Ataki paniki'.
Wyświetlam 1 - 2 z 2 notek

Stany niepokoju

  • Napisane 18 sierpnia 2017 o 06:58

Pierwsze ataki paniki pojawiły się kiedy było gorąco i spacerując zmęczyłem się i miałem lekkie zawroty głowy np. pomyślałem, że jestem tak zmęczony, że nie dojdę już do domu i wówczas opuściły mnie siły i zaczęło się, albo zmęczony pomyślałem, że źle się czuję i dalej już z górki :-)
Drugą sytuacją jaka prowadziła do wzrostu niepokoju i w końcu do ataków paniki było kiedy ktoś głośno mówił, kiedy ludzie przy mnie się kłócili, stwarzali problemy itp. kiedy był gwar jak w sklepie czy na stołówce itd.
Trzecią sytuacją było czekanie powodujące wzrost napięcia. Czwartą było światło świetlówki czy ogólnie dziwne widzenie. Niektóre miejsca również powodowały wzrost niepokoju. Piątą przebywanie w samotności, niemożność porozmawiania z kimś. Jeśli ktoś/coś mnie przestraszy a teraz o to nie trudno to napięcie się kumuluje i może skutkować problemem.
Ogólnie, kiedy pojawia się brak stabilności, zamieszanie powoduje to wzrost napięcia i często prowadziło do ataków paniki.
Zauważyłem związek ataków paniki z narastaniem napięcia w ciele głownie w plecach, oraz słabości w nogach.

Jakiś czas temu sądziłem, że udało mi się uwolnić od ataków paniki radząc sobie, ze świetlówkami, gwarem i większością rzeczy tak, że tylko zmęczenie, zawroty głowy, wrzaski, albo bardzo stresujące gwałtowne sytuacje wywoływały poważniejszy wzrost niepokoju, niestety w ostatnich dniach przekonałem się, że nie jest to do końca prawda.

Ogólnie ataki są z reguły znacznie słabsze niż wcześniej, ale nie oznacza to, że zniknęły całkowicie. Od pewnego czasu zauważyłem, że ataki mają formę wzrostu napięcia powyżej pewnego poziomu, kiedy to zaczynają temu wzrostowi napięcia towarzyszyć pewne symptomy somatyczne. W zasadzie nie są to już ataki paniki, ale stany niepokoju związane z somatycznymi objawami.

Napięcie, czy niepokój często pojawia się u mnie już rano po przebudzeniu. Nie jest to nic niezwykłego bo zdarzało się to już dużo wcześniej zanim pojawiły się ataki paniki, ale wówczas mogłem je ignorować lub rozluźniać i nie stanowiło to żadnego problemu. Teraz jeśli je zignoruję one nie znikają tylko utrzymują się i mają tendencję do narastania – zazwyczaj czuję je w nogach i plecach.

Kiedy napięcie narasta pod wpływem sytuacji stresowych zaczyna być bardzo mocno odczuwalne w plecach i tam się kumuluje, przy dalszym narastaniu oddech staje się ciężki i blokowany przez napięcie, w końcu zazwyczaj po południu lub wieczorem (o ile nie ma jakiś wyjątkowo stresujących sytuacji) napięcie może osiągnąć taki poziom, ze pojawiają się dodatkowe objawy, gorąco, zimno, bóle, ściśniecie gardła i wówczas ciśnienie mi skacze, czuję się fatalnie, ale nie uniemożliwia mi to funkcjonowania jak dawniej.
Mogę to przezwyciężyć i panować nad tym w pewnym zakresie jeśli nikt mnie nie gnębi mimo iż jest to bardzo nieprzyjemne i trwa ok. dwóch godzin jeśli nie ma dalszych bodźców. Sztuka polega na tym aby próbować nie dopuścić do takiego wzrostu napięcia.

Przede wszystkim jeśli pojawia się rano napięcie muszę je rozluźnić i zdaje się być na to kilka sposobów. Pierwszy to odpowiednia medytacja, drugi to męczennica, melisa lub waleriana. Zauważyłem iż męczennica zażyta przed snem sprawia iż rano zazwyczaj nie ma problemów, co się zaś tyczy melisy to wchodzi tu w grę tylko syrop zażyty doraźnie, pomagają też niezbyt duże dawki waleriany. Waleriana jednak czasami nie jest najlepszym wyjściem. Wydaje też się iż l – teanina pomaga.

Inną metodą są długie spacery jak i inna aktywność fizyczna.
Wieczorny masaż pleców może zapobiec atakom, pomaga też jeśli czuję, że już napięcie zbliża się do czerwonej linii i oczywiście znajdę kogoś kto mi go zrobi bo sam to mogę się tylko poszczypać po plecach co może opóźnić atak, ale nie za długo :-)
Mocny prysznic na plecy przez pewien czas też bywa pomocny.
Ogólnie zioła mogą stłumić atak, natomiast usunięcie napięcia może do niego nie dopuścić co jest o niebo lepsze. Oczywiście ideałem było by nie mieć stresujących sytuacji, albo chociaż życzliwą duszę przy sobie, ale w moim przypadku to nierealne :-)

Psycholog powiedział mi, że przyczyną tego stanu rzeczy jest też hiperwentylacja – co zdają się potwierdzać moje obserwacje. Niepokój zazwyczaj narasta kiedy ćwicząc zaczynam szybciej oddychać, albo więcej mówię, pojawił się również przy eksperymentalnie wywołanej hiperwentylacji. Antidotum zdaje się być 20min wolnej koncentracji z odpowiednią mantrą i mudrą (mudra „świątyni smoka” zdaje się być najskuteczniejsza, pomagała nawet kiedy zaczynały się ataki paniki), znosi go również 200mg waleriany – zazwyczaj lepsza i skuteczniejsza jest wolna koncentracja, ale nie zawsze są okoliczności by ją zastosować.

Oczywiście chciałbym aby problem całkowicie i ostateczni zniknął, ale nie wydaje się to takie proste. O ile ataki paniki już mi się praktycznie nie zdarzają to stany wzrostu napięcia i niepokoju owszem. Jeśli są one krótkotrwałe i niezbyt silne to nie jest problem, jeśli jednak się utrzymują dłużej i wzrastają to stają się problemem mimo tego, że jestem w stanie nad nimi zapanować.

Najdziwniejsze jest to iż w przypadku wcześniejszych ataków paniki, jak i teraźniejszych ataków niepokoju nie można zupełnie liczyć na nawet minimalne zrozumienie otoczenia – nie mówiąc już o wsparciu. Oczywiście rozumiem to, bo zanim sam doświadczyłem ataków paniki nie byłem nawet sobie w stanie wyobrazić czegoś podobnego, trudno więc wymagać od kogoś kto niczego podobnego nie doświadczył aby to zrozumieć. Z drugiej jednak strony, kiedy lekarz zaleca, aby nie stresować domownika i kiedy się widzi jak domownik pada oszołomiony nie mogąc się ruszyć to ja bym przynajmniej na takim domowniku nie wyładowywał agresji by mieć mściwą satysfakcję, że mu ciśnienie skoczyło do 180, ale każdy ma swoje racje i swoje priorytety a jak mówi przysłowie na pochyle drzewo koza skacze :-) Mam nadzieję iż psycholog miał rację mówiąc, że do dwu miesięcy powinno mi to przejść jeśli będę miał wsparcie i nie będę się stresował :-) Może bez wsparcia i stresując się zajmie mi to dłużej, ale trzymam się tej wiary bo tylko ona mi została :-)
Tak poważnie to mam nadzieję iż kiedy upały się skończą będę czuł się lepiej fizycznie a to przełoży się na samopoczucie psychiczne i problemy w końcu znikną. Mam też nadzieję, że moje obserwacje i sposoby pomogą komuś, kto może się borykać z podobnymi problemami – oby tak się stało i ludzie uwolnili się od niepokoju.

Ataki paniki – powstrzymywanie, minimalizowanie, leczenie

  • Napisane 28 czerwca 2017 o 13:14

Jak koszmarne są ataki paniki, każdy kto to przeżywał wie więc nie będę na ten temat pisał. Jak większość ludzi, których dopadł ten koszmar początkowo nie miałem zielonego pojęcia co się dzieje – czwarty czy piąty atak dopadł mnie u kardiologa, który zrobił mi ekg zbadał i stwierdził, że to czego doświadczam nie ma przyczyny w sercu tylko w psychice i jest to atak paniki wywołujący wzrost ciśnienia szybkie bicie serca duszności i pozostałe objawy. Zalecił mi lek ……………. który miałem zażywać dwa razy dziennie przez pięć dni a później tylko w przypadku ataku. Niestety lek ten działał na mnie zbyt mocno – zwalał mnie z nóg i zmieniał w zombi a przy tym jak się okazało nie powstrzymywał ataków paniki czyli symptomów somatycznych, a jedynie mocno przytępiał odczuwanie psychiczne nadchodzącego ataku.
Kolejny lekarz zmienił mi lek na walerin a później na validol jako łagodniejsze leki te również mnie otępiały jednak łagodziły nieco objawy somatyczne ataków paniki. Następnie udałem się do psychologa. Miałem tyle szczęścia, ze psycholog w przeszłości również cierpiał na ataki paniki więc doskonale wiedział o czym mówię. Więc rozmawialiśmy w duchu wzajemnego zrozumienia :-) Polecił mi aby validol zażywać profilaktycznie, trzymać się i takie tam :-)

Zacząłem obserwować uważnie siebie i zauważyłem szereg symptomów. Pierwszym był ten iż budząc się odczuwałem lekki niepokój i napięcie, które w ciągu dnia stopniowo narastało zależnie od stresujących sytuacji zazwyczaj doprowadzając pod wieczór na skraj ataku paniki. Odkryłem, że zażywanie rano Bimali łagodzi to poranne napięcie – nie tłumi go jak polecane leki, ale rzeczywiście rozpuszcza co jest bardzo pomocne w zapobieganiu i łagodzeniu ewentualnych ataków. Oczywiście jeśli dzieje się coś niespodziewanego, stresującego to napięcie znów się pojawia, ale zawsze to istotny postęp :-)
Drugą ważną rzeczą, którą odkryłem to ta, że ataki paniki są ściśle związane z napięciami w ciele, w moim przypadku przede wszystkim w plecach choć nie tylko, ale masaż pleców pozwala się od tego uwolnić na jakiś czas zapobiegając wystąpieniu ataku paniki. Prosiłem więc domowniczkę zazwyczaj wieczorem lub kiedy czułem, że napięcie jest już tak duże iż grozi atakiem o masaż pleców i dziesięciominutowy masaż zażegnywał lub odsuwał w czasie atak paniki :-)
Idąc tym tokiem doszedłem do wniosku, że męczennica powinna być bardzo pomocna – szczególnie zażyta przed snem – okazało się to w 100% słuszne :-) Również syrop z melisy skutecznie odsuwał ataki.

Drugą sprawą były okoliczności prowadzące do ataków paniki. Jak odkryłem były to: awantury, krzyki. Silny hałas, światło świetlówki, czekanie, winda, zbiorowiska ludzi, gwar itd. oraz zmęczenie. Wszystkie te sytuacje jak i kilka innych prowadziły szybko do wzrostu napięcia aż na skraj paniki i niekiedy kończyły się atakiem paniki. Oczywiście nie sposób unikać wszystkich sytuacji więc konieczne jest zrobienie czegoś aby w takich sytuacjach to powstrzymać. Odkryłem, że częściowo może się to udać zahamować poprzez silną koncentrację na czymś, masaż punktów antystresowych przy kolanach, mudrę uspokajającą i najsilniejszy środek czyli skupienie na uspokajającej sekwencji kolorów. Tymi sposobami udawało mi się osłabiać napięcie w takich sytuacjach, a czasami nawet powrócić do równowagi. Dzięki tym metodom stopniowo udało mi się uwolnić od narastania napięcia przy świetlówkach, chodząc tam i ćwicząc :-) Potem na stołówce, gdzie był gwar i dużo ludzi jak i w innych sytuacjach złagodzić wzrost niepokoju.

Trzecią bardzo pomocną metodą był Trening Autogenny stosowany profilaktycznie jak i w celu uwolnienia się od narastającego napięcia dopóki było ono jeszcze stosunkowo niewielkie – niekiedy całkowicie niwelował napięcie przywracając pełną formę, a jeśli już było większe trochę łagodził i pomagał zapanować, ale oczywiście kiedy napięcie było duże to już było za późno na Trening Autogenny :-) Skuteczna okazywała się również krótka drzemka, kiedy napięcie było już duże, ale nie na tyle by od razu prowadzić do ataku paniki :-)

Ogólnie to trzeba koniecznie działać kiedy napięcie tylko się pojawia nie licząc na to, że przejdzie ani nie czekając kiedy doprowadzi nas na skraj paniki bo wówczas jest już za późno.

W szczytowym momencie miewałem ataki paniki co kilka dni a bywało i kilka razy dziennie z różną siłą, stopniowo dzięki tej pracy stały się rzadsze a po kilku tygodniach ciężkie ataki praktycznie zniknęły. Stany niepokoju, które powstrzymywałem a które wcześniej prowadziły do ataków paniki nadal pojawiały się co najmniej kilka razy dziennie, ale po kolejnych kilku tygodniach stały się rzadsze a zdarzały się dni, kiedy był dzień od nich wolny – zależało to od okoliczności.

Zalecono mi też kolejne lekarstwo hydroksyzynę. Lekarstwo to okazało się świetne ponieważ rozluźnia ono mięśnie stosowałem je kilka razy przed snem jak nie czułem się pewnie po czym relaksowałem do zaśnięcia i również rano przy sprzyjających okolicznościach nie było potem niepokoju :-)
Jednakże hydroksyzyna sprawdza się tylko przed snem u mnie zażyta w dzień okropnie mnie otumania i dezorientuje – podobnie jak i inne specyfiki – więc jeśli się chce funkcjonować to raczej w dzień zażywać nie mogę.

Praktycznie ataki paniki pojawiły się u mnie dwa miesiące temu, ale dzięki opisanym działaniom od trzech tygodni nie miałem już silnego ataku, pojawiają się tylko mniejsze lub większe stany niepokoju, wzrostu napięcia a wówczas podejmuję opisane działania: skupienie, masaż punktów, mudra, wizualizacja ew. spacer i profilaktycznie codziennie minimum raz Trening Autogenny przy opuszczeniu którego robi się zdecydowanie trudniej. Niekiedy doraźnie przed snem zażywam hydroksyzynę (jak dotąd chyba cztery razy) a jeśli mam to przed snem męczennicę z melisą (menczennicę jeszcze mam, melisy już nie) – męczennica wydaje się działać mocniej. W ciągu dnia jak czuję napięcie łykam też valused ziołowy preparat zawierający melisę i menczennicę – czasami pomaga a przynajmniej nie szkodzi :-)

Opisałem to bo wiem jak koszmarne są ataki paniki i wiem, że niektórzy bardzo długo się z nimi zmagają – przerażająco długo – być może moje doświadczenia będą mogły komuś pomóc, albo zwrócić uwagę na niektóre aspekty będące istotne w tym przypadku. Jeśli nawet komuś uda się je trochę zmniejszyć to i tak bardzo ważne.
W moim przypadku przekonałem się, że leki są mało skuteczne, ziółka nieco bardziej, ale najważniejsze wydaje się świadoma praca z okolicznościami, jak i rozluźnianie napięć zanim osiągną zbyt wysoki poziom oraz praca z sytuacjami stymulującymi ataki poprzez skupienie, masaż mudrę i wizualizację.

Mam również nieco swoich jak i zasłyszanych teorii na ten temat, ale to tylko teorie więc nie ma co się nimi dzielić nie mając pewności. Mam też kilka swoich metod trudnych do zastosowania przez zwykłego śmiertelnika jak chociażby użycie ruchowej formy Wei Dan Da Mo jak i niektórych innych ćwiczeń, dzięki którym czasami udawało mi się całkowicie wyeliminować nawet spore napięcia.
Oprócz tego nic nie zastąpi miłej rozmowy z kimś spokojnym i życzliwym, która może mieć wielką leczniczą moc nawet w sytuacji gdy już nie jest dobrze :-)
Nie wiem czy pozbędę się tego w całości, ale już takie złagodzenie jakie mam od kilku tygodni jest dla mnie czymś wspaniałym umożliwiającym normalne funkcjonowanie nawet dwa razy stałem w kolejce w hipermarkecie i nie było najgorzej :-)


  • RSS