Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'historia'.
Wyświetlam 1 - 2 z 2 notek

Metaloterapia krótkie wprowadzenie

  • Napisane 4 listopada 2014 o 01:49

Szukałem w sieci czegoś o metaloterapii i ku mojemu zdumieniu nie znalazłem praktycznie nic. Byłem zdumiony ponieważ metaloterapia znana jest od starożytności, pisał o niej Paracelcus a w XIX w stała się popularna, wręcz modna napisano na jej temat wiele prac Sam wielki Julian Ochorowicz, którego prace tłumaczone są dziś na wiele języków i wnikliwie studiowane podał wiele doświadczalnych faktów na temat metaloterapii a tu w sieci pustka. Spodziewałem się masy informacji na temat metaloterapii w starożytności i współczesnych koncepcji a tu nic.

Oczywiście metaloterapia to nie spożywanie metali ani soli metali tylko oddziaływanie lecznicze metali udowodnione empirycznie jednak nie dające się wytłumaczyć w świetle wspólczesnej wiedzy (pomijam bredzenie o przenikających jonach czy powstawaniu baterii pod wpływem kontaktu z potem :-) ).

Skoro więc nic nie znalazłem w tym śmietniku jakim jest internet zmuszony byłem sięgnąć po jakąś książkę.

Pierwsze co znalazłem to powiązanie metaloterapii z Mesmeryzmem (nie mylić z hipnozą bo są to dwa zupełnie inne zjawiska nie majace z sobą nic wspólnego co zauważył już James Braid twórca współczesnej Hipnozy i co zostało niezbicie dowiedzione, choć zdaje się dalej do mało kogo docierać :-) ) a w XXw z odkryciami których dokonał Dr. Harold Saxton Burr i inni (o czym również nikt zdaje się nie słyszeć mimo iż słynne woltomierze Bura produkuje HP i wykorzystywane są min w praktyce rolniczej). Faktem jest niezwykłe silne oddziaływanie metali na człowieka i mimo iż nie udało się teoretycznie tego wytłumaczyć już w XIX w we Francji metaloterapia weszła do praktyki lekarzy na masową skalę ze względu na swoją skuteczność, później jednak z powodu niemożności jej teoretycznego uzasadnienia i zachłyśnięcia się innymi metodami stopniowo w europie uległa zapomnieniu.

XIX wieczna metaloterapia polegała przede wszystkim na łaczeniu dwu metali celem wywołania galwanicznych prądów. Była to niezwykle skuteczna metoda na wiele schorzeń właczajac w to cholerę.

W Anglii ojcem współczesnej metaloterapii był dr V. Burq i ten kierunek lecznictwa zwany tam był od jego nazwiska burkizmem. Profesor Rostan próbował naukowo uzasadniać uleczenia chorych na epilepsję, tężec, cholerę, bóle nerwu kulszowego oraz histerii z pomocą miedzianych płytek, pasów i opasek umieszczanych w odpowiednich miejscach ciała przy czym efekty lecznicze pojawiały się po kilku minutach właściwie zastosowanej terapii. W początku XXw używając np. miedzianych obręczy na szyję udawało się wyleczyć problemy płucne nie poddające się żadnej innej terapii – metoda czeskiego uczonego Jerzego Lachowskiego rozpropagowana przez dr Aranjo uważającego ją za epokowy wynalazek, potwierdzona przez kliniczne badania prof. Sordello – metoda ta do dziś ma wielu zwolenników w świecie lekarskim Francji. Niemiec i USA – to pierwsza XXw. metoda metaloterapii poparta badaniami klinicznymi i laboratoryjnymi jednak podbudowa teoretyczna. Lachowski stosował metalowe obręcze przede wszystkim z miedzi później skonstruował wielofalowy oscylator, którym z powodzeniem leczono nowotwory w wielu szpitalach już po kilku piętnastominutowych zabiegach następowała poprawa a najdalej w ciągu dwóch miesięcy guzy całkowicie znikały. Jak wspomniałem metoda Lachowskiego nadal ma wielu zwolenników w środowiskach medycznych w niektórych krajach u nas jest praktycznie nieznana. Ten króciutki przegląd współczesnej zachodniej potwierdzonej doświadczalnie naukowej metaloterapii wskazuje, że nie jest to nikomu nieznana metoda tym bardziej zdziwiła mnie niemożność znalezienia w sieci niczego na ten temat.

We współczesnej metaloterapii używano przede wszystkim miedzi, żelaza, cyny oraz mosiądzu, podczas gdy w starożytnej metaloterapii używano również ołowiu oraz srebra i złota a także magnesów. Jak już wspomniałem nie istnieje żadna przekonywująca ani uznana teoria, która tłumaczyła by niezwykle silny wpływ metali przykładanych do ciała na procesy leczenia organizmu mimo iż doskonale udokumentowana jest niezwykła szybkość i skuteczność działania tej metody bo niby jak można wytłumaczyć, że przykładanie określonych metali na odpowiednie miejsca na ciele (zależnie od schorzenia) wywołuje szybkie mierzalne zmiany biochemiczne w organiźmie prowadzące do cofania się zmian chorobowych ?

Tradycyjne systemy medyczne w szczególności zaś akupunktura podaje jednak dokładne wyjaśnienie tego fenomenu co więcej co więcej zmiany te są dziś mierzalne przy pomocy odpowiednich urządzeń. Jak wiadomo punkty akupunktury mają inne właściwości elektryczne dzięki temu łatwo je wykryć przy pomocy odpowiedniego urządzenia. Badanie potencjału elektrycznego odpowiednich punktów akupunktury pozwala precyzyjnie zdiagnozować stan organów, dzięki temu skonstruowano wiele urządzeń medycznych służących w oparciu o tę zasadę skutecznej i wyjątkowo precyzyjnej diagnozie stanu organizmu. Te same urządzenia pozwalają monitorować przebieg dowolnej formy leczenia i właśnie dzięki temu odkryto, że przyłożenie do ciała odpowiednich metali wyrównuje potencjał mierzony w tych punktach do stanu optymalnego – oczywiście dzieje się tak tylko wówczas jeśli metale są odpowiednio dobrane i umieszczone w odpowiednich miejscach na ciele.

W rzeczywistości nie potrzeba do tego żadnych drogich supernowoczesnych urządzeń jako iż każdy zaawansowany praktyk Chi Kung czy Kundalini Jogi potrafi w pewnej mierze wyczuwać przepływ Chi w swoim organizmie i z łatwością może się przekonać o wpływie metalu przyłożonego do jego ciała na ten przepływ. Dzięki temu łatwo można się przekonać jak silny i jak różny wpływ na przepływ Chi w organizmie mają różne metale. Odczucia te mogą mieć zarówno charakter Don Chu i wówczas są całkowicie subiektywne jeśli Chi jest gdzieś zaburzona jak i mogą mieć charakter rzeczywistego przepływu Chi kiedy Chi jest w miarę zrównoważona aczkolwiek odróżnić te dwa rodzaje odczuć wymaga sporego doświadczenia tym niemniej przy tak silnym wpływie jaki wywierają metale nie jest to aż tak bardzo trudne jak można by sądzić.

Będąc kilkanaście lat temu w Indiach kupiłem sobie przepiękną bransoletę. Była przepiękna i bardzo mi się podobała więc lubiłem bardzo ją nosić. Niestety zauważyłem, że jeśli ponoszę ją trochę dłużej pojawia się nieprzyjemny dyskomfort. Próbowałem to ignorować bo naprawdę była piękna i robiła wrażenie, ale niestety im dłużej ją miałem na ręce tym odczucia stawały się coraz mocniejsze w końcu nie do wytrzymania. Noszona dłużej bransoleta wywoływała bardzo nieprzyjemne odczucia przechodzące w fizyczne pieczenie i nie pomagało nawet jeśli umieszczałem pod nią pasek materiału by nie stykała się z ciałem. Kiedy robiłem sobie dłuższą przerwę w noszeniu bransolety to później mogłem ją nosić przez pewien czas, ale im dłużej ją nosiłem tym odczucia stawały się silniejsze w końcu nie do zniesienia. Nie była to kwestia alergii na metal, ale coś bardzo mocno fizycznie odczuwalne.

Podobne wrażenia miałem w związku z dwoma wisiorami z metalu noszonymi na ubraniu, kiedy nosiłem je dłużej zaczynałem czuć zmęczenie, przytłoczenie przechodzące w fizyczny ból w ciele promieniujący od tych wisiorów. Kiedy wówczas zdejmowałem je natychmiast pojawiało się uczucie ulgi i nieprzyjemne symptomy znikały. Po jakimś czasie znów mogłem je nosić a kiedy to robiłem znów po dłuższym noszeniu zaczynały pojawiać się te symptomy.

Mimo wielu takich doświadczeń nie wiązałem tego z metaloterapią, po prostu tak było, dlaczego – nie wiadomo bo w świetle mojej wiedzy nie miało to żadnego uzasadnienia, chociaż z czasem zacząłem się dowiadywać od wielu osób, że mają podobne doświadczenia z biżuterią i określonego rodzaju biżuterii nie mogą nosić zbyt długo, albo że w określonych okresach czują się dobrze z określonym rodzajem biżuterii a w innych okresach z inną itp. Zacząłem się temu przyglądać u siebie i również zauważyłem takie same symptomy więc zaakceptowałem, że tak po prostu jest nie próbując wnikać dlaczego. Oczywiście domorośli pseudonaukowcy zapewne dopatrywali by się w tym autosugestii, ale bzdurnymi wymysłami ćwierćinteligentów nie będę się tu zajmował :-)

Faktem jest, że metale (choć nie tylko metale) bardzo mocno fizycznie wpływają na noszących je ludzi choć dlaczego tak się dzieje, ani jak dokładnie wpływają nie wiadomo.

Bardziej zainteresowałem się tym zagadnieniem kilka lat temu, kiedy mając pewne zdrowotne niedomagania przyśnił mi się sen w którym powiedziano mi, że aby się od nich uwolnić potrzebuję określoną sztabkę metalu. Znalazłem taką na allegro i kiedy przyszła trzymając ją w ręce zasnąłem i ku mojemu zdumieniu obudziłem się jak nowo narodzony. Zacząłem wówczas eksperymentować z kilkoma metalami jednak nic specjalnego z tego nie wynikło i stanęło na tym, że ta konkretna sztabka działa na mnie bardzo pozytywnie w związku z określonymi problemami natomiast inne nie wywołują spektakularnych efektów chociaż ich oddziaływanie jest zauważalne. Moja sztabka to chiński stop tzw. „nowe srebro” natomiast sztabki z czystego srebra z którymi eksperymentowałem nie wywoływały u mnie takich terapeutycznych efektów mimo iż wyraźnie czułem ich oddziaływanie tyle, że zupełnie innego rodzaju nie wpływające na moje przypadłości. Później zainteresowałem się magnesami, których oddziaływanie jest bardzo silne i troszkę niektórymi minerałami, które również bardzo silnie oddziaływują na organizm z metali pozostając przy mojej sztabce :-)

Jeśli chodzi o magnesy to mógłbym trochę napisać na podstawie swoich wieloletnich doświadczeń, ale jako, że zacząłem pisać o metaloterapii zostawię magnesy jak i minerały w spokoju :-)

Oddziaływanie metali na organizm jest w pewnym zakresie podobne do oddziaływania magnesu czy niektórych minerałów choć ma swoją wyjątkową specyfikę. Ogólnie można powiedzieć, że bez wątpienia wpływają one silnie na przepływ Chi w organizmie co możemy odbierać pozytywnie lub negatywnie zależnie od konkretnego metalu i stanu naszej Chi. Metale zdają się zwiększać przepływ Chi równoważąc go choć mogą również go zakłócać powodując dysharmonię zależnie od rodzaju metalu, tego gdzie jest umieszczony na ciele oraz stanu Chi w naszym organizmie. W ujęciu medycyny wschodu mogą np. zwiększać „ciepło” co jest korzystne przy niedomaganiach związanych z chorobami „zimna” i odwrotnie dlatego np. jeśli mamy niedobór „ciepła” i użyjemy metalu, który zwiększa je poprawi to funkcjonowanie organizmu i może przywrócić zdrowie z drugiej strony jeśli zbyt długo będziemy go używali powstanie nadmiar ciepła (to samo odnosi się do „zimna”) stąd nosząc np. określoną biżuterię możemy czuć, że nam ona pomaga, ale jeśli będziemy nosić ją zbyt długo pojawi się dyskomfort. To co napisałem jest oczywiście szalonym uproszczeniem, ale chodziło mi przedstawienie pewnej zasady i tego aby zrozumieć, że to co jednemu może pomagać innemu może szkodzić, że to co do pewnego czasu może być dla nas korzystne później może takie przestać być itd. dlatego chcąc użyć określonych metali trzeba albo wiedzieć co się robi, albo uważnie siebie obserwować – chociaż bez doświadczenia obserwacje mogą być czasami bardzo mylące bo np. nieprzyjemne doświadczenia Don Chu mogą świadczyć właśnie o bardzo dla nas pozytywnym oddziaływaniu i jeśli nie ma się doświadczenia może to być błędnie odczytane. Zazwyczaj nie używa się również metali zbyt długo jeśli nie ma specjalnej potrzeby – oddziaływania może być odczute po kilku minutach, ale lepiej nie przekraczać kilkunastu minut. Po tym wprowadzeniu kilka słów o poszczególnych metalach używanych w metaloterapii.

Złoto – to silny metal, ciepły, relaksujący, oczyszczający, zwiększający przejrzystość, działa uspokajająco, podnosi łagodnie witalność bez stwarzania pobudzenia. Jego oddziaływanie może być postrzegane jako kojąco, oczyszczające żółtawe, radosne światło.

Srebro – to bardzo silny metal o bardziej zimnej naturze jego oddziaływanie może być postrzegane jako białe, chłodne (ale nie zimne), intensywne światło o niebieskim odcieniu i dużej energii, jak to się czasami mówi o wibracji wysokiej częstotliwości (czasami poza progiem percepcji wówczas może nie być dostrzegalne wyraźnie), może wywoływać wyciszenie umysłu jak i emocji, wzmacniać percepcję, może jednak również być męczące na dłuższą metę choć ogólnie pozytywne. Może być pomocne w medytacji wyciszającej, oczyszczania może również pomóc odzyskać siły, ale lepiej nie używać go zbyt długo jeśli nie ma specjalnych wskazań.

Miedź – to ciepły łagodny metal o dużej sile oddziaływania, można go używać do uzupełnienia Chi przy jej niedoborze jak i rozpuszczania blokad w kanałach to bardziej relaksujący metal, poprawiający nastrój, którego można bezpiecznie używać przez dłuższy czas. Może być postrzegany jako żółto czerwone przyjemne światło.

Cynk – jest metalem ciepłym jego oddziaływanie może być postrzegane jako białe światło o żółtym odcieniu, mocno uspokajające w pewnym zakresie jest przeciwieństwem srebra. Powoduje pewną stagnację energii więc lepiej nie używać go dłużej niż pięć minut. Może być pomocna do uspokojenia się, obniżenia zbyt dużych wibracji, silnych emocji.

Działanie mosiądzu jest zróżnicowane i zależy od jego składu. Metale wpływają ogólnie na przepływ Chi w organizmie, ale sposób w jaki na nas wpływają zależy od miejsca w którym je umieścimy oraz naszego stanu, również wielkość sztabki metalu ma wpływ na jego oddziaływanie. Najbezpieczniej i w pewnym sensie najbardziej optymalnie jest umieszczać metal na wnętrzach naszych dłoni lub po prostu zacisnąć go w dłoniach – obydwu dłoniach ponieważ jego oddziaływanie w takim wypadku obejmuje wszystkie kanały po stronie dłoni w której go trzymamy. Następnie należy się zrelaksować trzymając w ten sposób odpowiedni metal od kilku do kilkunastu minut. Lepiej nie umieszczać metalu na innych częściach ciała jeśli nie wiemy dokładnie czemu miało by to służyć; pierścionki, wisiorki czy nawet bransolety zazwyczaj działają bardzo słabo o ile nie są odpowiednio dobrane do konkretnej przypadłości. Aby się o tym przekonać można zrobić prosty eksperyment jeśli kogoś bolą stawy zakładając np. kilka miedzianych pierścionków, wisiorków i bransoletę. Aby ból zelżał musielibyśmy nosić te przedmioty wiele dni, jeśli jednak weźmiemy w dłonie dwie miedziane sztabki i zrelaksujemy się efekty pojawią się już po kilku minutach i możemy w takim przypadku bardzo silnie fizycznie poczuć przepływ energii metalu. Efekt w takim przypadku jest nieporównywalnie silniejszy a przy tym całkiem inny niż używanie magnesów, które również w takich przypadkach są bardzo skuteczne.

W starych podręcznikach medycznych możemy znaleźć wiele instrukcji jak używać metaloterapii przy różnych schorzeniach, gdzie i jakiego rodzaju metale umieszczać tyle, że zazwyczaj są to dość pokaźne blachy, których zdobycie jak i później zastosowanie nie było by łatwe :-)

Do doraźnego stosowania i osiągnięcia ulgi w różnych przypadłościach wystarczą uncjowe sztabki czystych metali trzymane w dłoniach, przy czym metal wcale nie musi stykać się ze skórą może być np. w plastikowych kapslach chociaż jeśli mamy bezpośredni kontakt z metalem efekt jest silniejszy , ale nie koniecznie jest to lepsze – w mojej osobistej praktyce zawsze poza nielicznymi wyjątkami używam metalu w plastikowych kapslach lub owiniętych płótnem i dobrze mi to służy.

Nie podaję konkretnych rad ponieważ jak już wielokrotnie wspominałem zależy to od stanu organizmu konkretnej osoby w danym momencie, ogólnie mogę powiedzieć tylko, że nie zaobserwowałem jak dotąd aby złoto lub miedź mogły szkodzić i wydaje się, że tych dwu metali można zawsze używać bezpiecznie. Oczywiście ze względów cenowych lepiej miedzi bo dwie uncjowe sztabki złota kosztują majątek :-) Ogólnie złoto tanie nie jest, ale jak ktoś ma coś większego ze złota może z powodzeniem używać np. trzymając w dłoniach dwie solidne złote bransolety (pierścionki są za małe) możemy również użyć pozłacanej sztabki tyle, że działa ona o wiele słabiej i nie dokładnie tak jak złota, ale działanie złota jest w przypadku pozłacanych sztabek odczuwalne jakby złoto dominowało metal, który jest pod spodem i modulowało jego wpływ. Ja w każdym bądź razie przekonałem się, że nawet takie proste eksperymenty z metaloterapią dają interesujące i często zaskakująco pozytywne efekty zdrowotne. Nul argumentum contra experientum :-)

Germanie – mit Skandynawski a Rzymski

  • Napisane 11 listopada 2013 o 14:36

Współcześnie mówi się Germanie, inaczej Germanowie – mając na myśli odłam Indoeuropejczyków żyjący w północnej i środkowo-północnej Europie, na północ od ludów celtyckich, posługujący się językami germańskimi. Jest to nowe zupełnie błędne, mylące określenie tych ludów, będące wynikiem politycznej manipulacji prowadzące do nieporozumień jednak właśnie w tym znaczeniu używam tu nazwy Germanie.

W rzeczywistości termin Germanie powstał dla określenia mieszkańców Germanii i oznaczał właśnie mieszkańca Germanii nie mając związku z pochodzeniem, stąd Rzymianie Germanami nazywali mieszkańców Germani czyli przede wszystkim naszych bezpośrednich przodków opisanych np. w „Germanii” Tacyta. Ci których współcześnie zwykło się nazywać Germanami czyli ludy pochodzenia Skandynawskiego oczywiście nie byli Germanami w rozumieniu Tacyta.

Zmiana znaczenia terminu Germanie prowadzi współcześnie do wielu nieporozumień – przede wszystkim do utożsamiania współczesnych „Germanów” z historycznymi mieszkańcami Germanii co prowadzi do absurdów jako iż jedni z drugimi nie mają absolutnie nic wspólnego, czy przeciwstawianie historycznych Germanów prasłowianom podczas gdy to praktycznie synonimy, albo określanie różnych starożytnych ludów mianem Germańskich we współczesnym znaczeniu tego słowa. Jasna znajomość tych rozróżnień jest podstawą jeśli chce się cokolwiek mówić o historii starożytnej, czy nawet wczesnośredniowiecznej naszych ziem nie popadając w całkowite pomieszanie prowadzące do absurdalnych wniosków. Tutaj pisząc o Germanach używam nowego zmienionego znaczenia słowa Germanie mając na myśli ludy pochodzenia skandynawskiego nie zaś rzeczywistego, historycznego znaczenia tego terminu i warto o tym cały czas pamiętać.

Gdzieś w początkach naszej ery ludy Skandynawskie zaczęły przepływać Bałtyk i zakładać swoje kolonie na zachód od Łaby. Od razu nasuwają się tu dwa oczywiste pytania dlaczego zaczęły opuszczać Skandynawię i dlaczego swoje osady zaczęły one zakładać tak daleko na zachód?

Próbuje się udzielać wielu różnych odpowiedzi na ten temat unikając najbardziej oczywistych jakie wskazuje nam archeologia. Otóż od południowego do Skandynawi rozpoczęła się ekspansja ludów ugrofińskich jak i słowiańskich wypierających częściowo miejscową teutońską ludność bardziej na zachód i poczęło się robić ciasno, dlatego wielu z Teutonów poszukując lepszych miejsc rozpoczęło migrację na południe. Blisko na wschodzie zamieszkiwały mnogie ludy bałtyckie nie słynące z gościnności sięgające niemal do Wisły, a między Wisłą a Łabą siedziały nieprzeliczone ludy Wenedzkie zwane dziś Słowianami więc z oczywistych względów migrujący Skandynawowie musieli udawać się dalej na zachód gdzie mieszkały ludy Celtyckie gnębione przez Rzymian. W późniejszym okresie ludy te wspólnie z Celtami walczyły z Rzymem ulegając ostatecznie asymilacji zarówno z Celtami jak i z napływającymi z południa ludami Skandynawsko Huńskimi tworząc współczesne ludy Germańskie.

Specjalnie nie używam w stosunku do ludów pochodzenia Skandynawskiego terminu Germanie ponieważ współcześnie terminem tym określa się właśnie tę mieszankę Hunów, Celtów i Germanów z innymi dodatkami zaś w czasach Rzymskich termin ten nie odnosił się w zasadzie do żadnej określonej nacji tylko do wszystkich ludów bez względu na ich pochodzenie zamieszkujących dawną Germanię.

Jedynym ludem, który zdecydował się wylądować prawdopodobnie na wschód od Łaby byli Goci. Czy rzeczywiście Goci wylądowali na wschód od Łaby jest kwestią mocno dyskusyjną opartą tylko o domniemania gdyż brak na to jakichkolwiek bezpośrednich czy nawet pośrednich dowodów archeologicznych tym niemniej współczesna historiografia trzyma się tej tezy. Część historyków przyjmuje tezę iż wylądowali oni u ujścia Wisły część zaś iż miało to miejsce u ujścia Odry. Ci drudzy mają mocniejsze argumenty powołując się na kroniki Gotów, mówiące o potyczce z jakimś ludem, który identyfikuje się z Ranami. Osobiście jednak uważam iż Goci musieli wylądować bardziej na zachód u ujścia Łaby podobnie jak inni Skandynawowie o czym świadczą dalsze ich losy a przede wszystkim to, że przetrwali. Gdyby faktycznie wylądowali gdzieś u ujścia Odry wchodząc w konflikt z Ranami mieli by przeciwko sobie inne plemiona Wenedzkie więc będąc obcym żywiołem nie mogli by przetrwać tego konfliktu, natomiast u ujścia Łaby równie dobrze mogli natknąć się na Ranów, ale były tam również inni Skandynawowie więc mieli szansę przeżyć i przeżyli.

Warto tu sobie uświadomić zasadniczą rzecz – Goci, prowadzeni przez wodza Beriga, opuścili swoją ojczystą Skandzę i na trzech statkach popłynęli na południe, aż do brzegów krainy nazwanej przez nich Gothiscandza. Gothiskandza leżała w pobliżu ziem zajmowanych przez Ulmerugiów i Wandalów. Gothiskandzę, jako ujście Łaby wskazywała część uczonych np. Kazimierz Tymieniecki. Wiemy również iż Goci wraz z innymi plemionami wzieły udział w wyzwoleńczej wojnie z Marbodem w 17 r. armia w Lesie Hercyńskimu boku Cherusków zamieszkujących tereny północnych Niemiec na zachód od Półwyspu Jutlandzkiego. Wspomagali również wygnanego przez Marboda Katualda w w 19 r w jego zwycięskim powrocie.

Warto to zwrócić uwagę na zasadniczy fakt Goci przybyli na trzech statkach i trzymali się razem czyli mogło ich być początkowo góra kilkudziesięciu z kobietami dziećmi i bydłem, aby odegrać jakąkolwiek rolę we wspomnianych wojnach musiało ich być kilka setek aby wystawić jakiś oddział aby zostać zauważeni zwłaszcza iż tacy np. Cheruskowie potrafili wybić w bitwie 20tys legionistów Rzymskich więc kiedy i jak się ich tylu namnożyło aby wystawić chociaż z setkę wojowników?

Dalej Goci powędrowali na wschód i w połowie drogi nad może Czarne przeprawiając się przez jakąś rzekę zawalił się most i połowa ich zaginęła na bagnach ze swoimi krowami. Oznacza to iż nie mogli być liczni skoro zawalenie się jednego mostu wygubiło połowę ludu a druga połowa nie była w stanie odbudować mostu – czyli mogło ich być góra kilka setek. Tu kilka setek i wcześniej kilka setek jak ich w ogóle zauważono?

W każdym bądź razie mała liczebność Gotów tłumaczy dlaczego nie sposób znaleźć jakichkolwiek materialnych śladów ich pobytu z tego wczesnego okresu. W każdym bądź razie udaje im się w końcu szczęśliwie w połowie III wieku dotrzeć nad Morze Czarne w pobliżu ujścia Dniestru i Bohu czyli podróż trwała ponad 200lat a w jej połowie pół narodu gotów zginęło na bagnach.

Liczmy z ogromną nawiązką iż przygodę na bagnach przetrwało 1000 gotów (choć gdyby ich było aż tylu to przecież dali by radę wyciągnąć drugą połowę :-) ) Zastanówmy się ilu ich mogło być sto lat później kiedy dotarli nad Morze Czarne biorąc pod uwagę fakt iż zachowywali odrębność językową i kulturową a więc nie mogli mieszać się z napotkanymi ludami bo by ją utracili?

Sto lat to cztery pokolenia więc nawet gdyby co pokolenie się podwajali (co trudno sobie wyobrazić biorąc pod uwagę trudy podróży, choroby itd.) mogło ich być góra kilkanaście tysięcy wliczając w to starców, kobiety i dzieci.

„Po raz pierwszy Goci napadli na państwo rzymskie w roku 239 n.e. i starli się z wojskami Gordiana III. W latach 245-247 zwycięskie wojny z Gotami prowadził cesarz Filip Arab, a w roku 250 król gocki o imieniu Cniva, próbował zdobyć bez skutku prowincje Mezję i Dację. Innym kierunkiem podbojów było wybrzeże Morza Czarnego, na którym leżały bogate miasta greckie. Gotom udało się w tym czasie podbić lub uzależnić szereg miast: Olbię, Chalcedon, Tyr, Tanais, Nikomedię, Niknę i Apameę.”

Pojawia się pytanie jakim cudem niewielki lud mógł prowadzić te najazdy? Oczywiście nie mógł w żaden sposób tego zrobić tak więc te najazdy musiał dokonywać inny o wiele liczniejszy lud zaś goci stanowili tylko niewielki procent oczywiście tym ludem byli Słowianie. Dlaczego jednak pisze się o najazdach gockich a nie Słowiańskich? Jedynym wytłumaczeniem jest, że inspiratorami tych najazdów byli właśnie goci, którzy namówili Słowian do tych najazdów i im przywodzili. Oczywiście przywodzili w żadnym wypadku nie oznacza iż w jakikolwiek sposób goci narzucili coś Słowianom na to było ich zbyt mało, ale roztoczenie wizji łupów i chwały było wystarczające.

Jest to dokładnie wyjaśnione w kronice „Historia Królestwa Słowian czyli Latopis Popa Duklanina”. „Goci”, którzy opanowali Panonię w większości byli Słowianami i ci Słowianie pozostali tam natomiast właściwi Goci o odmiennym języku i zwyczajach z którymi zapewne również wyruszyła część Słowian poszli dalej do Italii i na zachód przy czym zostali zdziesiątkowani przez Hunów, którzy również innym ludom pochodzenia skandynawskiego narzucili swoją zwierzchność, zwyczaje i kulturę co do czego nie pozostawia wątpliwości archeologia. Oczywiście właściwi Hunowie, podobnie jak i wcześniej Goci stanowili zdecydowaną mniejszość idąc na czele nieprzeliczonych Słowian. Powodem nienawiści zaś Hunów do Gotów przeniesionej na inne ludy Teutońskie była zdrada Gotów.

Kiedy połączone siły Hunów i Alanów ok. roku 376 zwróciły się przeciwko Ostrogotom. Pokonani Ostrogoci podporządkowali się Hunom, chociaż nadal byli rządzeni przez własnego króla. Część Ostrogotów nawiązała kontakt z wodzem Wizygotów Atanarykiem buntując się przeciw Hunom. Hunowie jednak niespodziewanie przekroczyli Dniestr i pobili Atanaryka, zanim ten zdołał połączyć się z niezadowolonymi Ostrogotami. Pokonani Wizygoci uciekli do Tracji, gdzie Rzymianie pozwolili im się osiedlić. Hunowie właściwi podobnie jak Goci i inne ludy pochodzenia Skandynawskiego zamieszkały w cesarstwie. Kiedy około 679 roku nad Dunaj przybyli Bułgarzy zamieszkiwali tu już niemal wyłącznie Słowianie i jak relacjonuje Duklanin ponieważ mówili tym samym językiem i mieli te same obyczaje od początku żyli w przyjaźni i pokoju. Ludy, które później zwano germańskimi będącymi przede wszystkim mieszanką Hunów i ludów pochodzenia Skandynawskiego z domieszką Celtów, ludów Italii jak i częściowo Słowian, zachowujący jednak język germański – teutoński zamieszkiwały już italię i zachodnią Europę gdzie wchłonęli częściowo zlatynizowanych Celtów a w późniejszym okresie również ludy pochodzenia skandynawskiego zamieszkujących przede wszystkim północno zachodnie wybrzeża europy tworząc współczesną germańską ludność europy zachodniej.

Współcześni germanie (z wyłączeniem Duńczyków i Skandynawów) są więc bardzo złożoną mieszanką Huno Germanów i Celtów z dodatkami innych ludów przy czym proporcje zależą od regionu europy, tym niemniej ta wielokulturowa mieszanka różnych ludów została zdominowana kulturowo przez pozostałości upadającego cesarstwa zachodniego przez które większość tych ludów byłą zdominowana w ten czy inny sposób i na które upadające cesarstwo odcisnęło niezatarte piętno. Ludy te utraciły swoją ciągłość kulturową i swoje dziedzictwo stając się karykaturalnym, wypaczonym kontynuatorem zachodniego cesarstwa z okresu jego rozkładu (do którego ludy te walnie się przyczyniły) z mitem Rzymu jako fundamentem i osią istnienia nowożytnych germanów.

Mówienie o cywilizacji zachodniej jako kontynuatorce Rzymskiej cywilizacji z okresu jej świetności zakrawa na żałosną kpinę i jest równie prawdziwe jak twierdzenie iż Rosja jest kontynuatorką świetności cesarstwa Bizantyjskiego.

Germańska Europa zachodnia i jej cywilizacja oparła swoje istnienie o sprymityzowany mit Cesarstwa Rzymskiego postrzeganego w istocie jako agresywny twór, którego jedynym celem jak i istotą jest militarny podbój i zniewolenie innych ludów w celu osiągnięcia Pax Romana. Całą historię jak i istotę cywilizacji zachodniej można sprowadzić do nieustannych prób odbudowania mitycznego cesarstwa drogą podboju i zniewolenia. Cel ten został osiągnięty dopiero współcześnie w ramach Unii Europejskiej, która stała się ucieleśnieniem mitycznego germańskiego Rzymu co zarazem stało się końcem cywilizacji zachodniej europy. Istotą istnienia, celem i siłą napędową cywilizacji zachodnioeuropejskiej była odbudowa prymitywnego mitycznego cesarstwa Rzymskiego więc kiedy cel ten został osiągnięty cywilizacja ta straciła wszystko osiągając swój kres i ostatecznie tracąc sens swojego istnienia. Współczesny kryzys cywilizacji zachodniej wiąże się z koniecznością określenia nowej tożsamości, stworzenia nowego mitu i celu swojego istnienia, który został ostatecznie utracony, do stworzenia którego nie jest ona zdolna z samej swej istoty.

Próbą określenia nowej tożsamości był mit teutoński odwołujący się do rzekomych korzeni Skandynawskich jednakże ode samego początku była to nieudolna próba skazana na niepowodzenie, przede wszystkim dlatego, że mit teutoński od początku był fałszywy i niemożliwy do zastosowania w cywilizacji zachodniej.

Współczesnymi teutonami są tylko ludy skandynawskie i spadkobiercy Duńczyków pozbawieni mentalności rzymskich niewolników, która cechuje ludy zachodniej cywilizacji. Ludy Skandynawskie w rzeczywistości w żadnej mierze nie należą, ani nigdy nie nie należały do cywilizacji zachodniej europy tworząc cywilizację północnoeuropejską opartą na Skandynawskich mitach i ciągłości tradycji o zupełnie odmiennych i o wiele starszych korzeniach Skandynawskich będących w istocie antytezą germańskiej cywilizacji zachodniej. Kultura i cywilizacja północy istniała przez cały czas istnienia cywilizacji zachodniej i pozostawała silna, krocząc swoją zupełnie odmienną drogą jednak upadek cywilizacji europy zachodniej nie spowodował jej ekspansji tylko zaraził ją swoim rozkładem wywołując wewnętrzny kryzys w tej starej cywilizacji. Tym niemniej cywilizacja północy ponieważ nie utraciła swojej ciągłości i nadal pozostaje silnie związana ze swoimi korzeniami w przeciwieństwie do kultury zachodu ma szansę nie tylko odrodzić się z pełną siła, ale również zdominować ludy zachodnie obejmując po upadku cywilizacji zachodniej całą Europę włączając ją do swojego kręgu kulturowego. Wbrew prymitywnym teutońskim mitom tworzonym u schyłku cywilizacji zachodu, cywilizacja północy nigdy nie była zaborcza, ekspansywna ani agresywna w przeciwieństwie do zachodniej. Jej rozszerzanie wiązało się z osadnictwem zaś wyniszczające najazdy Skandynawów, którym zachód nigdy nie był w stanie się oprzeć miały charakter obronny, prowokowany agresywnym charakterem zachodniej cywilizacji i miała miejsce tylko na styku z agresywną cywilizacją zachodu podczas gdy stykając się z nieagresywną cywilizacją Słowian bezproblemowo następowała pokojowa, przyjazna koegzystencja.

Na długo przed tym zanim Huno Germanie opanowali tereny europy dając początek cywilizacji zachodnioeuropejskiej istniała stara i bogata kultura i cywilizacja Słowian obejmująca większość europy, która w początkach naszego tysiąclecia rozpadła się na cywilizację wschodnio i zachodniosłowiańską w żadnej mierze nie tracąc jednak swej ciągłości ani charakteru. Obie cywilizacje istnieją do dziś zachowując swą odrębność. Współczesna cywilizacja zachodniosłowiańska również w żadnej mierze nie należy ani nigdy nie należała do kręgu kultury zachodu mimo iż państwa zachodniosłowiańskie stały się częścią nowego Rzymu – Unii europejskiej. Ta środkowoeuropejska cywilizacja podobnie jak i cywilizacja północy zawsze pozostawała w opozycji do prymitywnej cywilizacji zachodu jednak po jej upadku również została zarażona rozkładem, podobnie jednak jak cywilizacja północy ma realną szansę na odrodzenie się i przyczynienia się do stworzenia nowej cywilizacji europy na miejscu po upadłej cywilizacji zachodu, której zagubione ludy rozpaczliwie szukają nowego celu i sensu swojej egzystencji.

Odwieczna wielka i bogata cywilizacja środkowoeuropejska w przeciwieństwie do cywilizacji północy zawsze postrzegana była jako największe zagrożenie i konkurencja dla nowego Rzymu, dlatego w pewnym sensie historię cywilizacji zachodniej europy jak i jej sens od początków jej istnienia do kresu można sprowadzić do nieustannej nienawistnej walki z wielka cywilizacją środkowej europy. Owocem tej walki jest zatarcie zachodniosłowiańskiego dziedzictwa Słowiańskiego i zafałszowanie historii. Mimo upadku zachodniej cywilizacji ta walka siłą inercji trwa nadal tyle, że współcześnie przede wszystkim w obrębie krajów należących do wielkiej cywilizacji środkowej europy, ale kres tej bezsensownej walki jest już bliski co nieuchronnie musi doprowadzić do odrodzenia i uświadomienia sobie wciąż żywej spuścizny cywilizacyjnej, która przynajmniej na części terenów pozostałych po upadku zachodniej cywilizacji może zacząć stanowić alternatywę dla cywilizacji północy.

Cywilizacja zachodu była tworem prymitywnym, sztucznym, wynaturzonym czymś najpotworniejszym w historii ludzkości, która nie tylko zatrzymała rozwój ludzkości na ponad tysiąclecie, ale cofnęła ją o przynajmniej o kolejne tysiąclecie wstecz. Jej wynaturzony charakter sprawił iż nawet postęp technologiczny i naukowy, który w ciągu ostatniego stulecia nie tylko dorównał, ale w wielu dziedzinach wyprzedził osiągnięcia antyku sprzed kilku tysięcy lat okazał się zgubny i destrukcyjny dla całej ludzkości z powodu sprymityzowania mentalności ludzi będącej jej owocem. Ten prymitywizm umysłowy, wynaturzony sposób myślenia i postrzegania świata jaki pozostawiła w spadku cywilizacja zachodu jest zarazem największą przeszkodą w ukształtowaniu się na jej gruzach nowej cywilizacji i sprawia iż żyjemy w najbardziej barbarzyńskim okresie historii ludzkości zmierzając ku zagładzie. To czy ludzkość przetrwa zależy tylko od tego czy będziemy w stanie odrzucić wszelkie idee pozostałe po trupie zwyrodniałej zachodniej cywilizacji powracając do zepchniętych na margines cywilizowanych idei naszych przodków opartych nie na destrukcji, konkurencji, zniewoleniu i pozbawionej zasad walce wszystkich ze wszystkimi, ale harmonii i współpracy.


  • RSS